Patron Honorowy: Bogdan Klich

Mecenas:

Opiekun: Cezary Harasimowicz / KKJ Kraków

Pierwszy polski medalista olimpijski – brązowy medal, Igrzyska Olimpijskie Paryż 1924 (koń Picador) .

Urodzony 9 grudnia 1894 w Lwowie. Zmarł 4 maja 1966 w Konstancinie.

Kawaler orderu wojennego Virtuti Militari. Dwukrotnie odznaczany krzyżem walecznych. Medal za wojnę 1918-1921. Gwiazda Rumunii, Korona d`Italia, Krzyż Królewski – Szwecja, Legia Honorowa – Francja. Jego koniem w 1. Pułku Szwoleżerów był Jasiek, na którym zdobył puchar w konkursie Grand Prix de la Ville de Nice, 1924. W 1926 roku, w Mediolanie na koniu Unigeno, pokonał wysokość 2,20. Uczestnik reprezentacji, która wygrała dla Polski pierwszy Puchar Narodów, Nicea 1925.

Żonaty z Tomisławą Lilienstern (1901–1994). Córka Krystyna (1921–2017), wnuk – Cezary Harasimowicz (autor historii rodzinnej „Saga czyli filiżanka, której nie ma”).

Zmarł wskutek obrażeń odniesionych po upadku z konia na planie filmu Andrzeja Wajdy „Popioły”, (Daniel Olbrychski wspominał o tym w swojej książce „Anioły wokół głowy”). Został pochowany w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.


Zapraszamy do przeczytania wspomnień Witolda Domańskiego o rtm. Adamie Królkiewiczu:

Trybuny nicejskiego hipodromu, gromadzącego co roku śmietankę europejskiego jeździectwa, były w 1925 r. wypełnione jak zwykle po brzegi. W najwaźniejszym dniu zawodów, w którym obywała się rozgrywka o Grand Prix de la Ville de Nice walczyli o palmę pierwszeństwa jeźdźcy włoscy, francuscy, belgijscy, szwajcarscy i polscy. Belg de Brabanderc na swym wspaniałym Periscope i rotmistrz Adam Królikiewicz na Cezarze uzyskali wyniki jedmakowe i mieli przeprowadzić dodatkową rozgrywkę o puchar przechodni miasta Nicei, chyba że …

Na ostatniej pozycji programu tego konkursu zapisany był słynny Picador. Koń ten wsławiony na Olimpiadzie w Paryżu i na wszystkich niemal hipodromach świata, zwycięzca niezliczonej ilości konkursów, musiał dawać swym przeciwnikom handicap. To też po raz piąty podniesiono przeszkody o 10 cm, a rów z wodą, który na początku konkursu miał 4 metry szerokości doszedł już do 5 metrów. Miejscowy dziennik „L’Eclaireur de Nice” tak pisał o tym pasjonującym przebiegu:

„Piąty handicap. Rów poszerzony o 100 cm, przeszkody podwyższone; parcours staje się bardzo poważny. Tylko jeden koń ma go zaatakować: To Picador, zwycięzca zeszłorocznego konkursu Monaco! Prowadzi go najlepsza „szpicruta” starego kontynentu — rotmistrz Królikiewicz. Czy pełen blasku jeździec zdoła go przebyć? Oto z cudowną łatwością Picador przechodzi po kolei wszystkie przeszkody. Przed trybuną sędziowską jest płot. Przeszkoda rzuca cień. Zmylony tym Picador strąca poprzeczkę. Ale dalej kończy bez błędu fruwając ponad drągami, rowami i ban-kietami, Rozlega się burza oklasków, a biało-czerwona flaga wznosi się na maszt. Gdyby nie ten cień, parcours byłby na pewno bez błędu. Rotmistrz Królikiewicz zdobywa nagrodę Nicei po raz drugi”.

Gdyby ktoś, zadał sobie trud, aby udać się śladami wielkiego asa polskiego jeździectwa i poszperał w pożółkłych rocznikach pism Warszawy, Paryża, Berlina, Londynu, Nowego Jorku, Rzymu, Lucerny, Nicei, Neapolu i wielu wielu innych miast świata, znalazłby mnóstwo podobnych wzmianek o Królikiewiczu.

Adam Królikiewicz urodził się w 1895 r. we Lwowie. Po maturze udał się na politechnikę do Saksonii. Czy student elektrotechniki marzył wtedy o sukcesach sportowych. Chyba nie. Ale rozszalała się zawierucha wojenna niosąc nadzieję odzyskania przez Polskę niepodległości. Królikiewicz nie mógł więc spokojnie studiować i na zew ojczyzny zaciągnął się do wojska. Losy rzuciły go do kawalerii i tam wyrosła największa Jego miłość — miłość, która przetrwała najcięższe próby i która potem miała być powodem Jego przedwczesnego zgonu — miłość do konia.

Skoro tylko ucichły wojenne surmy, porucznik I Pułku Szwoleżerów w Warszawie poświęcał cały wolny od służby czas sportowi konnemu. Pierwsze sukcesy odnosił na Jaśku, który wprowadził Go na sportowe łamy gazet włoskich i francuskich, ale Jego wielkim koniem miał być Picador. On mu przyniósł olimpijski medal, on uczynił Go „najlepszą szpicrutą starego kontynentu”. Picador, ex Maciek, pochodzący z prerii Stanów Zjednoczonych nie bardzo chciał po wojennych trudach skakać przez przeszkody. I może nic by z niego nie było, gdyby nie trafił na jeźdźca z takim charakterem. Nasz pierwszy zdobywca medalu olimpijskiego nie uginał się przed przeciwnościami, ale uparcie dążył do celu. Taka postawa życiowa pozwoliła mu na osiągnięcie szczytów sportowej kariery. Podbudował ją potem poważnie ukończeniem kursów w słynnych włoskich szkołach jeździeckich Pinerolo i Tor di Quinto (1934), co dało Mu czołową pozycję w świecie instruktorskim naszego przedwojennego jeździectwa i wyniosło na wysokie stanowisko szefa ekwitacji (1935).

Lata okupacji spędził w kraju, a kiedy po II wojnie światowej zaczęły się tworzyć pierwsze zalążki sportu konnego, nie brakło Go wśród ich organizatorów. W czasie pierwszego po wojnie wyjazdu Polaków na zawody do Rzymu (1957) był trenerem ekipy. Spotkał tam wielu swych przyjaciół ze wspólnych kursów we Włoszech i ze startów na zawodach. Najbliższym jednak jego sercu był płk. Leąuio, konkurent z paryskiej Olimpiady, zdobywca srebrnego medalu, który faktycznie należał się Królikiewiczowi, jako że Włoch zsunął się w czasie konkursu ze swego konia Trebecco, a na grzbiet dostał się następnie z pomocą przygodnego fotografa. Obca pomoc równała się dyskwalifikacji, z czego sędziowie nie skorzystali.

Choć fakt ten mógł być powodem dysharmonii między obu jeźdźcami, stało się jednak przeciwnie. Prawdziwi sportowcy polubili się i nawet nieraz startowali wspólnie w konkursach parami.

I oto przyszedł wreszcie nieszczęsny dzień 1 grudnia 1964 r. Przy nakręcaniu filmu „Popioły” Adam Królikiewicz, tym razem znów jako szwoleżer, spadł z konia w czasie szarży i doznał kontuzji, z której jak się potem okazało nie miał już się nigdy wyleczyć. Silny organizm i twardy charakter nieustępliwego żołnierza-sportowca walczył przez półtora roku z ciężką chorobą. Pod koniec 1965 r. przyszła do szpitala w Konstancinie przykra wiadomość— Leąuio nie żyje. W pół roku potem 4 maja 1966 r. w wieku zaledwie 71 lat przerwane zostało również życie Adama Królikiewicza. Było to w wigilię festiwalowej premiery „Popiołów” w Cannes.

Na cichym krakowskim cmentarzu Salvador złożono ciało tego „cavaliere perfetto” jak mówili o nim Włosi, a na miejsce wiecznego spoczynku odprowadzili Go koledzy i uczniowie w czerwonych frakach — no i oczywiście koń.

Autror: Witold Domański

Licencja udzielona przez spadkobierców Pana Witolda Domańskiego, dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa. Prawa zastrzeżone.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Olimpijska Szarża” (1992) – Adam Królikiewicz

„Jasiek, Picador i Ja” (1958) – Adam Królikiewicz

„Od Nicei do Nowego Yorku” (1927) – Adam Królikiewicz

„Jeździec i koń w terenie i skoku” (1958) – Adam Królikiewicz

„Honorowa Odznaka Jeździecka” (1936) – Redakcja czasopisma Jeździec i Hodowca

Adam Królikiewicz na Picadorze