Legendy Polskiego Jeździectwa – Konie

Promotor Legendy:

xo siwy (Rittersporn – Jordi / Shagya X-3) ur. 1937-03-02,
hod. SK Wojcieszków

Tak dr. Stanisław Deskur pisze o polskim reproduktorze stulecia, założycielu najwybitniejszej linii hodowlanej koni sportowych w Niemczech.

Ramzes został wyhodowany w stadninie Wojcieszków i zakupiony na początku 1940 roku do Państwowego Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. Nic wówczas nie wskazywało na to, że ogier ten okaże się w przyszłości reproduktorem stulecia i jego progenitura będzie odnosić sukcesy w najpoważniejszych konkurencjach hipicznych na skalę ogólnoświatową. Dzięki przekazom dyrektora stada w Janowie Podlaskim, inż. Tadeusza Marchowieckiego, na terenie działalności którego znajdowała się Stadnina Wojcieszków, znamy historię Ramzesa począwszy od wieku źrebięcego.

Jak wspominałem, ojcem Ramzesa był urodzony w Belgii ogier pełnej krwi angielskiej Rittersporn, który brał udział z dobrymi wynikami w wyścigach przeszkodowych w Niemczech. W ramach odszkodowań wojennych trafił do Polski i został włączony do Państwowego Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. Pochodził z linii znanego ogiera Le Sancy, który przekazywał uzdolnienia do skoku.

Rittersporn, stojąc na punkcie kopulacyjnym w Łabuniach k. Zamościa, dał w rocznikach 1926 i 1927 – 8 bardzo dobrych koni konkursowych i zyskał sobie doskonałą renomę, toteż wielu oficerów kawalerii pragnęło mieć wierzchowca po tym ogierze. W związku z tym remonty po Ritterspornie szły do wojska jak przysłowiowa woda. Niemniej, publikowane w okresie międzywojennym spisy koni zarejestrowanych przez Polski Związek Jeździecki nie podają żadnych innych koni po Ritterspornie – poza wspomnianymi ośmioma – które miały znaczniejsze osiągnięcia hipiczne. Również w hodowli potomstwo tego ogiera nie wyróżniało się. Zakupiono 3 jego synów do Państwowych Stad Ogierów, z których jeden po dwóch sezonach kopulacyjnych został wybrakowany. Rittersporn od lat 1930. i prawdopodobnie do końca życia stał w Stadninie Wojcieszków (pow. Łuków). Stadnina ta liczyła około 30 klaczy hodowlanych i należała do Marii Zyberk-Plater, która – jak ją charakteryzował dyrektor Marchowiecki – „nie znała się na koniach, ale lubiła je bardzo i dobrze żywiła”. Jak wykazał przykład Ramzesa, w pewnych przypadkach te atrybuty właściciela-hodowcy mogły zapewnić sukces.

W 1929 r. Maria Plater zakupiła na licytacji w Państwowej Stadninie w Janowie Podlaskim roczną klaczkę o nazwie Jordi, którą stadnina wybrakowała, a więc w opinii tamtejszych specjalistów nie rokowała ona nadziei, że wyrośnie na dobrą klacz stadną,

Jordi miała bardzo dobre pochodzenie. Jej babka, klacz Astarte urodziła się w znanej stadninie austriackiej Radowce (obecnie Rumunia) i według obowiązującego tam nazewnictwa jej oryginalna nazwa brzmiała 264 Amurath-8. Rodowód Jonii (vide: załączony rodowód Ramzesa) był przesycony krwią orientalną. Pochodziła z rodziny oznaczonej w Radowcach cyfrą rzymską III, sięgającej początków XIX w. Trzyletnią Jordi włączono w Wojcieszkowie w poczet klaczy-matek. Pech jednak chciał, że Jordi złamała przednią nogę. W ówczesnym stanie wiedzy weterynaryjnej klaczy groziło zgładzenie, lecz właścicielka nie dopuściła do tego.

Klacz powieszono na pasach, a lekarz weterynarii kończynę złożył ujmując w drewniane łupki. Noga zrosła się, ale krzywo. Klacz silnie kulała i o jakimkolwiek: użytkowaniu poza hodowlą nie było mowy. Wówczas w parku w Wojcieszkowie wybudowano drewnianą stajenkę z trawiastym wybiegiem i tam Jordi, wraz ze swoimi kolejnymi źrebiętami spędzała co roku czas od wiosny do późnej jesieni. Jej trzecim kolejnym źrebięciem był Ramzes. Dyrektor Marchowiecki często bywał służbowo w Wojcieszkowie i obserwował małego Ramzesa, który robił wrażenie, że wyrośnie w przyszłości na ogiera kwalifikującego się do hodowli. Niestety, małego Ramzesa prześladował rodzinny pech. Wczesną wiosną 1938 r. dobrze rozwinięty i wyrośnięty oraz zawsze czupurny Ramzes przy zabawie ze swoimi . rówieśnikami tak niefortunnie się przewrócił do tyłu, że przez kilka dni nie mógł się podnieść. Maria Plater i w tym przypadku odrzuciła sugestię, że Ramzesa nie warto dłużej męczyć i powinien być zgładzony. Masażami i ciepłymi okładami lędźwi doprowadzono do tego, że po kilku dniach Ramzes podtrzymywany przez ludzi wstawał i chwiejnie utrzymywał się na nogach. W następnym okresie jakby uczył się chodzić, a chwiejny ruch zadem utrzymywał się przez dłuższy czas. Niemniej, ten stan uległ poprawie i w lecie 1939 r. niewtajemniczeni nie zauważali u Ramzesa przebytego niedowładu krzyża i żadna tego rodzaju dolegliwość później u niego nie występowała. Jak wcześniej wspomniałem, Ramzes został zakupiony do Stada Ogierów w Janowie Podlaskim w 1940 roku. Według dyrektora Marchowieckiego reprezentował on typ urodziwego kalibrowego polskiego anglo-araba, o około 160 cm wzrostu, maści siwej z ciemną grzywą i ogonem, o suchej kształtnej głowie z wyrazistymi oczami, długiej szyi, wydatnym kłębie, prawidłowych lędźwiach oraz długim i dobrze umięśnionym grzbiecie. Był głęboki, miał kończyny o prawidłowej postawie przy nieco okrągłych przednich nadpęciach. W ruchu Ramzes był bez zarzutu, gdyż miał stęp długi i posuwisty, energiczny kłus i długi, dużo terenu kryjący galop.

Przez cały okres wojenny w sezonach kopulacyjnych Ramzes był wysyłany na punkty rozpłodowe w okolice Kałuszyna. Co roku po powrocie z punktów – jak wszystkie młode ogiery w stadzie ogierów w Janowie Podlaskim – musiał z reguły dwa razy w tygodniu brać udział w ciężkich biegach myśliwskich za psami, w terenie najeżonym wieloma trudnymi przeszkodami. Ramzes wyróżniał się dobrymi i precyzyjnymi skokami, jego wadą była jednak niechęć do przeszkód wodnych, którą przekazywał niektórych swoim potomkom. Musiał być dobrym koniem wierzchowym, skoro stale jeździł na nim w czasie kadrylów ówczesny koniuszy stada, a w przyszłości dyrektor stadniny w Janowie Podlaskim, inż. Andrzej Krzyształowicz. Niezależnie od tego, Ramzes był ujeżdżony w zaprzęgu i chodził w zaprzęgach czterokonnych.

W lipcu 1944 r. Ramzes razem z całym Stadem Ogierów z Janowa Podlaskiego został ewakuowany, osiągając jako ostateczne miejsce postoju Cleverhof L. Lubeki. Po zakończeniu wojny większość polskich koni hodowlanych znajdujących się w Niemczech zwrócono do kraju, pozostawiając kilka szczególnie utalentowanych do sportu na terenie zachodnich Niemiec, do reprezentowania naszej hodowli. Wśród nich został Ramzes, dosiadany wówczas przez por. Bieleckiego.

Gdy por. Bielecki wyemigrował do Kanady, nabył Ramzesa baron Clemens von Nagel-Doornick, właściciel stadniny Vornholz (Westfalia), liczącej około 30 klaczy stadnych. Baron von Nagel – jak wspomniałem w poprzednich „Wiadomościach Zootechnicznych” – był w czasie wojny komendantem stadniny w Racocie, a ponieważ przyzwoicie się zachowywał, co poświadczyli jego polscy pracownicy, mógł po zakończeniu wojny zająć się swą hodowlą koni. Jego ideą było wyhodowanie dobrych koni, przede wszystkim do dyscypliny ujeżdżenie i skoki przez przeszkody, które zapewniłyby jeździectwu niemieckiemu kontynuację osiągnięć z okresu międzywojennego. Będąc synem dyrektora stadniny w Beberbeck, miał tam okazję te konie dobrze poznać i postanowił zrealizować swe plany w oparciu o nie. Wyszukał nieliczne egzemplarze koni z krwią beberbecką, pozostałe w Niemczech. Użył ogiera Oxyd (lrrlehrer-Oxalis) i klaczy hanowerskich po ogierach beberbeckich. Wykorzystał również polskiego ogiera Zew, hodowli Jezierskiego z Worotniowa (pow. Łuck), pochodzącego po ogierze pełnej krwi angielskiej i od oryginalnej klaczy beberbeckiej.

W Vornholz została przygotowana pierwsza powojenna niemiecka ekipa olimpijska startująca w dyscyplinie ujeżdżenie w Helsinkach w 1952 r., dosiadająca koni wyhodowanych w tejże stadninie według wyżej omawianej koncepcji hodowlanej. Ekipa ta zdobyła brązowy medal Istniały szanse powtórnego wysłania tych samych koni na olimpiadę w Sztokholmie w 1956 r., jednak jeden z koni zakulał i musiano go wymienić. Ta ekipa również wróciła z brązowym medalem, w tym jeden z koni hodowli z Vornholz zdobył też medal brązowy indywidualnie. Dalsze olimpijskie sukcesy koni hodowli barona von Nagel były imponujące. W Tokio w 1964 r. ekipa RFN zajęła w ujeżdżeniu zespołowo pierwsze miejsce. W tej ekipie brał udział Remus zdobywając indywidualnie medal srebrny. W Meksyku w 1968 roku ekipa RFN zajęła w tej samej konkurencji to samo miejsce, a uczestniczący w niej Mariano indywidualnie też medal srebrny. W Monachium w 1972 r. w ekipie RFN, która zdobyła złoty medal w skokach przez przeszkody, wystąpił wałach Robin. Te trzy konie – Remus, Mariano i Robin są już synami Ramzesa. Ramzes przez pierwsze lata pobytu w Vornholz występował w konkursach hipicznych pod doskonałym niemieckim jeźdźcom Brinckmannem osiągając niezłe wyniki na skalę krajową Prawdopodobnie baron von Nagel chciał sprawdzić wartość użytkową tego ogiera. Karierę sportową zakończył Ramzes w 1948 r. łamiąc nogę na treningu. Z pewnością był to zły omen, gdyż jak pamiętamy matka jego też złamała nogę, a ojciec – ogier Rittersporn złamał nogę dwa razy. W tym przypadku baron von Nagel mógł się obawiać występowania predyspozycji dziedzicznych; szczęśliwie w potomstwie Ramzesa takie przypadki nie miały miejsca.

Do użycia Ramzesa w hodowli mogły również zrażać niepowodzenia z okresu międzywojennego w Racocie – próby łączenia klaczy hanowerskich i holsztyńskich z ogierami racowieckimi – które to niepowodzenia były z pewnością baronowi von Nagel znane. Ponadto, w historii hodowli koni nie notowano przypadku, by reproduktor posiadający w swym rodowodzie tak duży dolew krwi orientalnej, jaki charakteryzował Ramzesa, dał wyróżniające się w sporcie hipicznym potomstwo. W tym przypadku baron von Nagel wykazał ogromną intuicję hodowlaną, przeznaczając w Vomhoiz boks ogiera czołowego – Ramzesowi. Ramzes stał tam aż do swej śmierci w 1966 r. W opinii niemieckich sfer hodowlanych żaden tamtejszego czy też zagranicznego pochodzenia reproduktor nie osiągnął kiedykolwiek równie pozytywnych wyników z klaczami miejscowymi jak ten polski anglo-arab. Ramzes dał liczną grupę wybitnych koni sportowych, zasłużonych również w hodowli. Był okres, kiedy każdy ze znanych jeźdźców w RFN dosiadał konia pochodzącego po tym ogierze. Z synów Ramzesa szczególnie wyróżnili się w hodowli Radetzki i Raimond. Pra-prawnuk pierwszego, ogier Rembrandt, opisywany jako koń, który nie miał sobie równego, jeżeli chodzi o dynamikę ruchu, pod swą młodą amazonką Nicole Uphoff zdobył indywidualnie i zespołowo złoty medal na dwóch kolejnych olimpiadach – w Seulu w 1988 r. i w Barcelonie w 1992 r. Był to wyczyn nie notowany w historii Igrzysk Olimpijskich.

Natomiast syn Raimonda – ogier Ramiro jest współcześnie ojcem znakomitych koni skoczków. Jego córka Ratina-Z na Olimpiadzie w Barcelonie w 1992 r. zdobyła indywidualnie srebrny i zespołowo złoty medal dla ekipy holenderskiej. Ponadto, pod niemieckim czołowym jeźdźcem L. Beerbaumem zajęła pierwsze miejsce w 1993 r. w Pucharze Świata w Göteborgu. Na ostatniej Olimpiadzie w Atenach syn Ramiro, doskonale skaczący ogier Royal Kaliber zdobył zespołowo srebrny i indywidualnie brązowy medal dla ekipy USA.


Autor: dr Stanisław Deskur
źródło: Hodowla koni w Polsce (VII) – Ramzes
„Wiadomości Zootechnicznych” (nr 4/2004)


Licencja udzielona przez Pana dr Stanisława Deskur oraz Instytut Zootechniki w Balicach – Wydział Hodowli Koni, dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa. Prawa zastrzeżone.

Rodowód Ogiera Ramzes

Legenda:
kolor czerwony: konie pełnej krwi angielskiej
kolor niebieski: konie czystej krwi arabskiej i chowane w czystości
kolor czarny: konie półkrwi arabskiej i anglo-arabskiej
Artykuł o hodowli koni w Polsce autorstwa dr Stanisława Deskura (kliknij)

Promotor Legendy: Ośrodek Hodowli Zarodowej w Kamieńcu Ząbkowickim

Mistrz Sonet – z Książa

Śląski 11-letni ogier Sonet (Dastin xx – Sorbona po Bojkot śl.) to najbardziej utytułowany polski koń w historii zaprzęgów jednokonnych.

Został wyhodowany w Stadzie Ogierów Książ i jest własności Ośrodka Hodowli Zarodowej w Kamieńcu Ząbkowickim Sp. z o.o.

Sonet to połączenie matki rasy śląskiej z ojcem pełnej krwi angielskiej. Dało nam wspaniały nowy typ – sportowego konia o potężnej sile i ekspresji oraz wytrzymałości wraz z obszernością w trzech chodach i ogromną urodą. Soneta wyróżnia wielka odwaga i ambicja. Należy zwrócić uwagę na obszerność wszystkich trzech chodów oraz zwinność ogiera.

Sonet ukończył jako 2,5 latek Zakład Treningowy – następnie trafił w trening sportowy do zawodnika SO Książ – Bartłomieja Kwiatka. Pierwsze sukcesy Soneta to dwukrotne zdobycie złotego medalu Halowego Pucharu Polski w Powożeniu Zaprzęgami Parokonnymi – Cavaliada. Już wtedy wykazywał się ponadprzeciętną zwinnością i szybkością. W 2015 roku podczas Mistrzostw Świata Młodych Koni w węgierskim Mezohegyes, wywalczył IV miejsce w Finale Koni 7-letnich. W 2016 roku Sonet został objęty programem przygotowań do Mistrzostw Świata w Powożeniu Zaprzęgami Jednokonnymi – Piber, Austria. Po doskonałym występie i drugim miejscu w konkursie maratonu, zdobył srebrny medal drużynowo i VI miejsce indywidualnie. W latach 2017 i 2018 został złotym medalistą Mistrzostw Polski w Powożeniu Zaprzęgami Jednokonnymi – Bogusławice.

Największym sukcesem Soneta jest zdobycie Złotego Medalu Mistrzostw Świata w Powożeniu Zaprzęgami Jednokonnymi w Kronenbergu (Holandia, 2018r). indywidualnie oraz brązowego medalu drużynowo – wraz z powożącym Bartłomiejem Kwiatkiem. Jest to najbardziej spektakularny sukces sportowy i hodowlany dla polskich zaprzęgów i koni rasy śląskiej.

Autor wpisu: Małgorzata Studzińska

Promotor Legendy: MJT Marcelewo

MJT Nevdos S sp – Mistrz Mistrzów, dobry bo polski.

Hodowca Nevadosa S Stanisław Szurik, dla przyjaciół „Melchior z Liszkowa” (choć tak naprawdę mieszkał w Matyldzinie k. Mroczy), zwykł przeprowadzać wszelkie przedsięwzięcia w swoim życiu z odpowiednim rozmachem. Nie inaczej było też gdy w latach 90-tych w nowo nabytym popegeerowskim gospodarstwie w Liszkowie postanowił założyć stadninę koni sportowych. Miejsce to związane było z końmi już wcześniej – kilkadziesiąt lat mieścił się tam punkt z ogierami SO Łobez. Szybko większość budynków inwentarskich zamieniła się na stajnie w których stanęły pierwsze klacze, zarówno krajowej jak i zagranicznej hodowli. Była wśród nich bawarska Nicol (Nimrod B – Romina po Rasputin) urodzona w 1996r. Reprezentuje ona holsztyńską rodzinę 930 z której pochodzą między innymi reproduktory Reichsgraf i Casparino, notowane w rankingach WBSHF skoczki Dega, Vermont Star, Crazy Boy oraz Caught in Action a także bardzo zasłużona matka stadna Cantinera (Terra B). Nicol dwukrotnie przystępowała do polowych prób dzielności – najpierw nieoficjalnie, w imprezie zorganizowanej przez SHPKG we Włocławku, a w dwa lata później już na imprezie KPZHK w Gliszczu w 2004r. Z obydwu imprez wróciła z medalami i oceną – wybitna! Nicol to klacz rosła, prawidłowa o modelowym pokroju 81pb, i doskonałej jezdności która Marek Orłoś ocenił na 9pkt. Okazała się niełatwa w hodowli (na 7 urodzonych źrebiąt tylko 2 zakwalifikowane do hodowli), ale cierpliwość właściciela i fachowość prowadzącego rozród w Liszkowie dr Przemysława Mazurka pozwoliły uzyskać w końcu satysfakcjonujące potomstwo.

W 2003 roku ogierem czołowym został w Liszkowie 4 letni holenderski Romualdo – świeżo kreowany wicemistrz MPMK w skokach (Mariusz Buczkowski). Podczas krótkiej przerwy w treningu zdołał pokryć kilkanaście klaczy hodowców KPZHK, z czego w Liszkowie urodziły się 4 źrebięta. Wszystkie one wyróżniły się w sporcie i hodowli: Quattro sp (od Quanta po Quamiro) – skoki CC Bartłomiej Włodarski, Gracjusz sp (od Gracenta po Graf Grannus) – skoki N, Romana sp (od Roma po Rodomo) – matka og Roncerto sp (po Concert) finalisty MPMK Jacek Zagor i wreszcie Nestia sp (od Nicol) matka naszego bohatera. Warto dodać, że Romualdo w swojej późniejszej karierze sportowej sięgnął między innymi po tytuł Wiceczempiona Halowego Pucharu Polski (Sławomir Hartman). W wieku 9 lat trafił do Niemiec. Najpierw pod Holgerem Hetzelem, a potem pod Mario Stevensem zajmował czołowe lokaty na zawodach w Braunschweigu, Kiel i Monachium.

Nestia wśród potomstwa Romualdo wyróżniała się finezyjną urodą i umiarkowanym temperamentem. Jako 2 latka brała udział w K-P Wystawie Hodowlanej w Solcu Kujawskim, zajmując 2 miejsce w swojej grupie. Szkoda tylko, że później zalety jej rodowodu i eksterieru nie zostały zweryfikowane w próbie dzielności. Jest wierną matką hodowlaną. Dziś ma 15 lat i szereg bardzo udanych źrebiąt na koncie. Pierwszym z nich jest właśnie urodzony w 2008r. po inseminacji mrożonym nasieniem MJT Nevados S sp. Trzeba zaznaczyć, że talent tego konia nie jest w jakimkolwiek stopniu dziełem przypadku. On ma po prostu doskonały rodowód, którego gruntowną analizę podaje Adam W. Jończyk w Hodowcy i Jeźdźcu – Jesień 2015. Tu przypomnijmy jedynie, iż cechą charakterystyczną jego pochodzenia jest 11-krotny inbred na epokowego reproduktora koni sportowych jakim niewątpliwie był polski angloarab Ramzes.

Ojcem MJT Nevadosa S sp jest Calvados Z który licencję hodowlaną uzyskał po fantastycznym występie podczas Mistrzostw Świata Młodych Koni w Lanaken 2006. Dosiadany przez Roelofa Brilla został Mistrzem Świata koni 5 letnich. W 2007r. dosiadany już przez Stefana Cortena był 9-ty, a jako 7 latek wywalczył 4 miejsce, tylko 0,4s dzieliło go od zwycięzcy! W kolejnych sezonach dosiadany przez Judy-Ann Melichior oraz Christiana Ahlmanna startował z powodzeniem w międzynarodowych konkursach. Niestety w wieku zaledwie 10 lat padł podczas zawodów Pucharu Świata w Oslo.

W 2009r. Nestia urodziła pełną siostrę Nevadosa, klacz Nevada S sp. Także siwa, nieco mniejszego kalibru od swojego słynnego brata, jest aktualnie jednym z filarów macierzystej stadniny. Nevada jako odsadek uczestniczyła K-P Wystawie Hodowlanej w Solcu Kujawskim zajmując 4 miejsce w swojej grupie. Kolejna córka Nestii to urodzona w 2011r. gniada Driada Z po Diamant Z – niestety padła po urodzeniu pierwszego źrebięcia. W latach 2012-13 Nestia dwukrotnie była kojarzona z ogierem Leoville sf – urodzili się pełni bracia Neville S sp i Neville II S sp którzy z powodzeniem byli prezentowani na kujawsko-pomorskich wystawach hodowlanych, a następnie próbowali swoich sił w skokach. Natomiast w sezonie 2017 przyszła na świat kolejna córka Nelly Furtado S sp (po Cornet Obolensky bwp). Została ona sprzedana na aukcji do Estonii jeszcze przed swoimi narodzinami. Potomek Nestii z 2018 r. ciemnogniady ogierek Nottingham S sp (po VDL Glasgow bwp) to czempion kujawsko-pomorskiej wystawy źrebiąt. Jest nadzieją hodowcy na doczekanie się kolejnego ogiera-reproduktora. Natomiast urodzony w 2019 r. ogierek Notting Hill S sp (po Cornet Obolensky bwp) został sprzedany na elitarnej belgijskiej aukcji źrebiąt za 44 000 E – najwyższą cenę jaką kiedykolwiek zapłacono za polskiej hodowli źrebię sportowe!

Nevados jako źrebię bardzo przypominał swoją matkę. Był tak szlachetny i delikatny, że aż raził małą realnością i brakiem męskiego wyrazu. Szybko jednak geny dzielnego ojca zaczęły brać górę. Już jako roczniak mocno nabrał masy, samczego wyglądu i… zaczął dawać się we znaki obsłudze. Choć niewątpliwie swoje zalety pokazał już jako 2 latek zajmując na K-P Wystawie Hodowlanej w Jarużynie 2 miejsce w swojej grupie wiekowej w ocenie płytowej (na 11 koni) i także 2 miejsce (na 17 koni) w konkursie skoków luzem, to jednak trudności podczas zajeżdżania sprawiły że szybko i to razem z grupą swoich stajennych towarzyszy trafił do stajni Marka Romanowskiego we Wozławkach. Nawet jednak jego doświadczona ekipa nie potrafiła opanować czupurnego ogierka. Dopiero pobyt w stajni Jacka Zagora sprawił ze Nevados zaczął przekształcać swoje ogromne możliwości w efektywną pracę. Oceny z konkursów kwalifikacyjnych do MPMK w sezonie 2012 były dobre (7,9-7,8pkt) ale nie oszałamiające. Eksplozja formy nastąpiła w optymalnym momencie, na samych finałach w Gajewnikach. Oceny 9,2 i 8,8 były nie tylko najlepszymi w konkursach ale i jednymi z najwyższych w historii tej imprezy. Był klasą dla siebie, wygrał z ogromną przewagą nad krajową i zagraniczną konkurencją. Co ciekawe, był to też pierwszy tytuł mistrzowski w kategorii młodych koni dla Jacka Zagora. Przed finałami Nevados po raz kolejny zmienił właściciela. Nabywcą został Pan Rafał Jerzy z Bydgoszczy który swego czasu, jako junior trenował jeździectwo, a aktualnie jest jeźdźcem amatorem i sponsorem jeździectwa a także pasjonuje się końmi wyścigowymi. Rozczarowany brakiem wyników swojej dużej grupy młodych koni niemieckich poszedł za radą jeźdźca i sięgnął po krajowego Nevadosa, a ten odwdzięczył się w zaiste najlepiej jak potrafił. Para Nevados-Zagor powtórzyła swój sukces na MPMK także w sezonie 2013 – wówczas wygrali wszystkie konkursy z oceną stylu w jakich wystartowali!

Kiedy w sierpniu 2012 roku pisaliśmy nasz pierwszy tekst na temat Nevadosa (Koń Polski 9/2012) mieliśmy w głowie to czego osobiście byliśmy świadkami podczas dekoracji MPMK-B w Gajewnikach – rozpromieniona twarz Jacka Zagora, uśmiech właściciela Rafała Jerzego i łzy szczęścia hodowcy Stasia Szurika. Myślę że wszyscy wiedzieliśmy, że pokazany został światu wielki diament, nikt jednak jeszcze nie wiedział na jak wspaniały brylant da się go oszlifować. Na tej fascynującej drodze MJT Nevados S wykonał w sezonie 2015 kolejny milowy krok, zdobywając pod Gregory Watheletem Mistrzostwo Świata Koni 7 letnich w skokach w belgijskim Lanaken.

Wówczas wydawało się, że na długie lata pozostanie ten sukces szczytowym osiągnieciem polskiej hodowli. Sezony 2018-2019 były jednak jeszcze bardziej udane. Po zwycięstwach w Paryżu, Waregem, Liege i Pradze Nevados sięgnął po tytuł drużynowego Mistrza Europy. Po takich sukcesach jaki jeszcze cel może mieć MJT Nevados S i jego ekipa? Wszak już za rok Igrzyska Olimpijskie… Jednocześnie wielkie sukcesy odnosić zaczęło jego potomstwo. Córka z debiutanckiego rocznika Donna Neva S (Daria Kobiernik) została najlepszą czterolatką Mistrzostw Polski Młodych Koni. Kolejna córka Capella sp – czempionką klaczy sp podczas Dni Polskiego Konia Sportowego. Nie gorzej poczynali sobie synowie Nevadosa. Fabregas S sp został najlepszym ogierem polskiej hodowli w Polowej Próbie Dzielności, Why Not wlkp – Czempionem rasy wielkopolskiej, a Celynos sp Mistrzem Polski Północnej w skokach luzem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie te konie reprezentują bardzo nieliczne dwa pierwsze roczniki potomstwa Nevadosa, to śmiało możemy stwierdzić, że jest to reproduktor o potężnej sile dziedziczenia cech sportowych i mógłby znaleźć się, jak Ramzes xo, wśród legend światowej hodowli, trzeba mu to tylko umożliwić. Niestety wyjątkowo restrykcyjne, nieprzyjazne polskim hodowcom zasady stanówki Nevadosem sprawiły, że w kolejnych latach jego hodowlane wykorzystanie spadało (2015 9 szt, 2016 6 szt, 2017 4 szt, 2018 2 szt, 2019 1 szt i na sezon 2020 przewidziane jest także tylko 1 źrebię). Dzieje się tak niestety ze szkodą dla wszystkich zainteresowanych stron…

Nie jest tajemnicą, że ostatnio wielu polskich hodowców rejestruje swoje źrebięta w związkach zagranicznych. Efekt jest taki, że Polacy płacą za paszporty i opłacają składki na rzecz np. związku niemieckiego, po czym utrzymują i promują konie z niemieckimi paszportami, które to jeśli osiągną odpowiedni poziom sportowy punktują na rzecz hodowli niemieckiej. To trochę jak z Podolskim. Urodzony w Polsce, ale grał dla Niemiec i dla wszystkich na świecie, oprócz nas wtajemniczonych, jest Niemcem. Choćby nie wiem jak bardzo próbowali zaklinać rzeczywistość hodowcy koni urodzonych w Polsce ale zaopatrzonych w obce paszporty, choćby rosło w siłę organizowane przez nich lobby, to takim rumakom nigdy nie zagrają, choćby w Lanaken jak, to miało miejsce w przypadku Nevadosa, „Mazurka Dąbrowskiego”… Zagrają za to zupełnie inny hymn… tylko czy aby na pewno tego chce środowisko polskich hodowców, i czy aby na pewno z tego sobie zdaje sprawę?

Niedawno obchodziliśmy jubileusz 120-lecia zorganizowanej hodowli koni w naszym kraju. Warto pamiętać, że naszym przodkom w zakładaniu pierwszych stowarzyszeń „ku polepszeniu chowu koni” przyświecała idea aby, również w kontekście pracy hodowlanej, stawić czoła pangermańskiemu „Drang nach Ost”. W innych realiach i innymi środkami z wyzwaniem tym przychodzi się mierzyć także nam, dzisiaj!

Autor wpisu: Tomasz Bagniewski

Promotor Legendy: Zbig Kotowski

oo gniady (Ofir — Federacja po Burgas or.ar.) ur. 1938,
hod. SK Janów Podlaski

Historia konia, którego nie zmogła wojna, a który po długiej tułaczce zapisał wspaniałą kartę w nowej ojczyźnie, wywarł ogromny wpływ na hodowlę koni arabskich i za życia doczekał się swojego muzeum.

W 1938 roku w Państwowej Stadninie Janów Podlaski przyszły na świat m.in. cztery ogierki zaliczane do „Wielkiej Czwórki – 4W”. Byli to synowie ogiera Ofir: Witraż, Wielki Szlem, Witeź II i Wyrwidąb (znany później w Niemczech pod imieniem Wind).

Dyrektor Andrzej Krzyształowicz, który w 1937 roku rozpoczął pracę w stadninie jako praktykant, przytaczał powszechnie panującą wtedy opinię, że pierwsza stawka źrebiąt po Ofirze rokowała duże nadzieje. Były one poprawnie zbudowane, wyróżniały się urodą i dobrym mchem. Niestety, większość z nich zaginęła we wrześniu 1939 roku.

Według oceny ówczesnego dyrektora Janowa Podlaskiego, utalentowanego hodowcy, Stanisława Pohoskiego, Ofir był najlepszym ogierem wyhodowanym w ostatnim wieku w Polsce. Był on synem importowanego w roku 1931 przez Bogdana Ziętarskiego dla stadniny ks. Romana Sanguszki w Gumniskach Kuhailana Haifi or. ar., uznanego za najlepszego z arabów sprowadzonych kiedykolwiek do Polski. Ogier ten padł po zaledwie dwuletniej działalności stadnej, zostawiając 14 sztuk potomstwa, w tym najlepszego – Ofira.

Dyrektor Pohoski zdecydowanie najwyżej cenił konie w typie kuhailana. Chyba dlatego Witezia postawił na trzecim miejscu za jego rówieśnikami – Witrażem (od Makata po Fetysz) i Wielkim Szlemem (od Elegantka po Bakszysz), faworyzowanymi przez niego choćby ze względu na linie żeńskie, z których pochodziły. Witeź II syn Federacji po Burgas or. ar, typowej klaczy saklawi, był od nich mniejszy, ale bardzo elegancki.

Pewnego dnia, przy wypędzie roczniaków ze stajni na pastwisko, jeden z ogierków zadem uderzył Witezia w głowę i zmiażdżył mu luk brwiowy, co groziło utratą oka. Inż. Krzyształowicz natychmiast sprowadził doskonałego lekarza z Łodzi, dr. Wilczyńskiego. Ten usunął liczne odpryski kości i uratował oko. Po dwóch latach ślad po urazie zaniknął, a po przybyciu do Stanów kontuzja była prawie całkowicie niezauważalna.

4 września 1939 roku niemieckie samoloty zaatakowały obiekty Stadniny i Stada w Janowie. 10 września stadnina otrzymała od naczelnika Wydziału Hodowli Koni w Ministerstwie Rolnictwa, Witolda Pruskiego polecenie ewakuacji na południowy wschód bez określenia miejscowości docelowej. Tego samego dnia wyruszyły ze stada ogiery dosiadane przez masztalerzy, prowadzących jednocześnie przy boku drugiego ogiera. Następnego dnia opuściło stadninę 260 koni i 19 wozów konnych ze sprzętem i paszą. Dwukilometrowa kolumna, aby uniknąć ataków lotnictwa, poruszała się tylko nocą. Pewnej nocy spłoszone i przestraszone światłami i warkotem wojskowej ciężarówki konie wyrwały się. 80 z nich uciekło. Między nimi znajdował się Witeź.

Na wieść o ataku i wkroczeniu wojsk radzieckich na wschodnie tereny Polski, kolumna zawróciła do Janowa. Po dwunastodniowej, wyczerpującej wędrówce, po pokonaniu 350 km, 24 września konie dotarły do stadniny. Ale niedługo trwał odpoczynek. Na sygnał dany przez oddziały radzieckie ludność wiosek leżących za Bugiem zrabowała i zniszczyła zabudowania stadniny. 5 ogierów arabskich i 24 klacze zostały wywiezione na Kaukaz do stadniny w Tiersku. Tak nieszczęśliwie zakończył się wspaniały rozwój janowskiej stadniny w okresie międzywojennym.

Po cofnięciu się Armii Czerwonej z terenów, na których leżał Janów i zajęciu ich przez wojska niemieckie, okupant – doceniając wartość polskich koni – zaczął odbudowywać hodowlę arabską. Doprowadzono do stanu używalności budyniu i zgromadzono w nich część koni rozproszonych podczas ewakuacji. Odnalazł się również Witeź II, którym opiekował się pracownik leśny; nie dysponując paszą dla przymierającego głodem konia, odprowadził go do stadniny. W odszukiwaniu i rozpoznawaniu koni pomogły wypalane w Janowie piętna. Witeź II na prawej łopatce miał piętno w kształcie korony z literą J, a na lewej – numer 222. Z Janowa Witeź skierowany został na punkty kopulacyjne, a w 1942 roku trafił do wołyńskiej stadniny Młynów, prowadzonej przez utalentowanego hodowcę Leonida Ter Asaturowa.

Jesienią 1942 roku pik. Gustaw Rau kierujący hodowlą koni w okupowanej Polsce i wszystkich państwach podbitych przez Niemcy, rozpoczął w czeskiej stadninie Hostownia w Sudetach program hodowli „super koni”. Zgromadzono tam 1500 koni, w tym pepiniery różnych ras. Wśród nich znalazły się polskie araby: ogiery Witeź II i Lotnik oraz klacze: Chloe, Iwonka III, Kalina, Karabela, Lituania, Sokora, Tarnina, Wierna i Zalotna. Wkrótce po zorganizowaniu stadniny, do Hostowni zaczęły zbliżać się wojska amerykańskie i radzieckie. Opiekujący się stadniną niemieccy lekarze weterynarii V. Leasing i W. Kroll, w obawie, że Rosjanie mogą zdobyte konie przeznaczyć na mięso, przedostali się przez linię rontu do sztabu Trzeciej Armii gen. Georga Pattona. Generał Patton, który był kawalerzystą i zamiłowanym koniarzem, łatwo dal się przekonać do „ewakuacji” najcenniejszych koni do strefy amerykańskiej. 28 kwietnia 1945 roku konie zostały przerzucone do odległej o 300 km stadniny Monsbah w Bawarii. Przewieziono je tam wagonami towarowymi i samochodami, a część pod komendą ltn. Williama Quinlivana, odpowiedzialnego za operację, m.in. Witeź II, Lotnik i Wierna przebyły ten dystans pod siodłem. Po krótkim odpoczynku gen. Patton, pomimo protestów Zarządu Stadnin Polskich działającego w brytyjskiej strefie okupacyjnej, jak również polskiego rządu, wydal rozkaz wysłania koni statkami do renomowanej stadniny armii amerykańskiej w Fort Royal w stanie Wirginia. W owych czasach podróż na wzburzonym morzu, w połowie zimy nie była łatwa, ale polskie konie przebyły ją w niezłej kondycji. Na statku urodził się od klaczy Iwonka Ul syn Witezia II – Wontez.

Przybycie polskich koni do Stanów Zjednoczonych zmieniło bieg historii konia arabskiego w tym kraju. Spowodowało niezwykły wstrząs hodowlany, otworzyło drogę następnej inwazji polskich arabów, która miała miejsce w 1960 roku. Największe wrażenie na hodowcach wywarły ogiery. Lotnik był koniem bez wad. Jedynie jego głowa, chociaż w typie arabskim, nie przedstawiała tak klasycznego orientalnego typu, jaki miał Wites.

Światowy autorytet w hodowli koni arabskich i znana ich miłośniczka, Gladys Brown Edwards tak opisuje Witezia: ogier ma piękną głowę, pełną ekspresji, duże oczy i cienkie uszy. Dobrą górną linię, krótki grzbiet, poziomy długi zad, postawa przednich i tylnych kończyn doskonała.

Po aklimatyzacji w Forcie Royal konie zostały wysłane do Fortu Robinson, a następnie na, będącą wówczas własnością armii, Farmę Kellogga w Pomona w stanie Kalifornia. Witeź II był tam czynny jako reproduktor aż do momentu, kiedy rząd Stanów Zjednoczonych zdecydował, że koń nie będzie więcej używany w wojsku. 25 maja 1949 roku w Fort Reno zorganizowano aukcję, na której sprzedano 12 koni arabskich. Średnia cena wynosiła 1467,70 USD. Witeź II został zakupiony przez miłośnika polskich koni, prezesa International Arabian Horse Association, E. E. Hurlbutta za rekordową sumę 8100 USD. Dla porównania cena za roczną klaczkę wynosiła wtedy 600 dolarów.

Na farmie państwa Hurlbutt – Colarabia w Kalifornii, Witeź II wysoko ceniony jako reproduktor spędza! spokojnie, z dala od burzliwej, wojennej przeszłości, ostatnie lata swego pełnego przygód życia. Czas wypełniały liczne wizyty hodowców i wielbicieli tego wspaniałego ogiera.

Po wielkim, groźnym pożarze, który zniszczył 70 tys. akrów sąsiadujących ze stadniną lasów, właściciele zdecydowali przekazać stado zaprzyjaźnionym hodowcom, od wielu lat propagującym polskie konie – Barrowi i Lou Betts.

Witeź II, jego syn Witezar oraz ich „harem”, składający się z 20 klaczy z krwią Witezia i 8 ze Skowronkiem w rodowodach, przewiezione zostały do Kolorado olbrzymim wagonem – „Palas Car”. Wagon do przewozu tak dużej liczby koni i ich obsługi w komfortowych warunkach, zbudowany został specjalnie przez Union Pacific Railroad. Po 62-dniowej podróży konie przybyły na miejsce, uroczyście witane przez ekipy filmowe, prasowe, fotoreporterów i licznie zebrane tłumy. Na farmie Circle 2 Arabians konie umieszczono w nowo wybudowanych stajniach i założonych pastwiskach.

Ażeby utrwalić i uczcić pamięć Witezia II, uznanego w jego drugiej ojczyźnie za jednego z największych progenitorów rasy – „super sire”, wzbudzającego powszechny podziw i uwielbienie, Lou Betts wybudowała na farmie muzeum pamiątek po ogierze.

Na uroczystym otwarciu powiedziała: Tutaj na skrzyżowaniu dróg Zachodu, mamy nadzieję, że „Witezeum” będzie Mekką dla miłośników konia arabskiego ze wszystkich stron świata. My chcemy, aby było ono nie tylko wyrazem hołdu i uznania dla wielkiego wkładu Polski do świata konia arabskiego, lecz także dla umiłowania wolności, której symbolem jest Witeź II.

W Stanach Zjednoczonych pamięć o Witeziu utrwalana jest przez „Witeź II Fan Club”, zrzeszający hodowców i wielbicieli potomstwa tego ogiera oraz duże grupy młodzieży zainteresowanej hodowlą koni arabskich.

Historię życia i przygody tego wielkiego ogiera opisała w książce „And Miles To Go” Linell Smith.

Jeden z największych znawców hodowli arabskiej Carl Raswan, który towarzyszył Bogdanowi Ziętarskiemu przy zakupie dla ks. R. Sanguszki Kuhailana Haifi, dziadka Witezia II, określił go jako „Living Treasure of the World” – „Żyjący Skarb Świata”.

Witeź II, reprezentujący najlepsze linie polskie, był idealnym, klasycznym typem konia arabskiego. Przekazywał on na potomstwo silnie swoje cechy: doskonały, żywy i łagodny charakter, łatwość w treningu i użytkowaniu, dużą urodę, szybkość, wytrzymałość i zdolności regeneracyjne. Konie z jego krwią cechuje długi wykrok w stępie, szybki i długi kłus oraz dobra akcja w galopie.

Potomstwo Witezia II zwyciężało we wszystkich konkurencjach pokazów. Konie po Witeziu w pierwszym pokoleniu zdobyły 19 Narodowych Czempionatów, a w drugim aż 63 Narodowe Czempionaty.

Już w pierwszym występie na pokazach w 1953 roku Witeź II zdobył tytuł „Pacific Coast Champion”, a jego syn Zitez został w tej konkurencji Wiceczempionem. Sukces ojca powtórzyli jego synowie Zitez i Natez (dwukrotnie).

Konie po Witeziu II zajmują lokaty Top Ten w Narodowych Czempionatach USA i Kanady: Yatez, Fertezza, Nitez, Nirzan, Witezar, Black Magie, Tango (2x), Natez, Faro, Ibn Witez, Amatez i Bolero, którego syn Zarazo w 1968 roku zdobył Narodowy Czempionat Ogierów.

Wielokrotnie imię Witezia występuje w rodowodach najlepszych „cutting horses” – koni pracujących z bydłem. Klasy dla tych koni, wprowadzone do programu pokazów w 1950 roku, stają się coraz bardziej popularne.

Krew Witezia przebija w rodowodach koni odnoszących największe sukcesy w rajdach długodystansowych. Wnuk Witezia II, Wotezarif, syn Witezara, trzy razy z rzędu zwyciężył w Trevis Cup, którego ukończenie jest dużym osiągnięciem.

Zwycięzcą pierwszego wyścigu dla koni arabskich, rozegranego w Stanach Zjednoczonych na dystansie 2 i 1/2 mili w 1959 roku, był syn Witezia II – Ofir od klaczy Tiara. Gonitwę tę wygra! jeszcze dwa razy i raz zajął w niej drugie miejsce.

Potomstwo Witezia II wykazywało uzdolnienia do skoków i odnosiło zwycięstwa w zawodach z przeszkodami.

Najlepsze konie pochodziły z połączenia Witezia II z córkami synów polskiego ogiera Skowronek, wyhodowanych w Anglii: Raseyna i Rafflesa. Tę kombinację rodowodową nazwano „golden cross” – „złotym połączeniem”. Dzięki takiemu „złotemu połączeniu*’ Witeź II x Raseyn powstała ogromna liczba czempionów w klasach performance (użytkowych), zwłaszcza w wyścigach, rajdach i trialu. Raseyn przekazywał wybitne uzdolnienia atletyczne.

Jednym z najwybitniejszych synów Witezia II był Nitez, rezultat takiego właśnie „Złotego Połączenia”, od córki Raseyna, klaczy Nafa. Ogier ten był również znany z przekazywania genów maści karej, niezbyt często spotykanej u koni arabskich.

Natomiast od córek Rafflesa po Witeziu II uzyskiwano konie równie atletyczne, co obdarzone wielką urodą.

Widzimy więc, że Witeź II był bez wątpienia pionierem dziedzictwa polskich koni arabskich w Stanach Zjednoczonych.

Koniem, który w tym samym okresie miał swój udział w popularyzacji polskiego araba w USA był syn Witezia – gniady Wisok. Hodowli Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, urodzony w 1944 roku w Hostowni od klaczy Sokora po Hardy, zaginął wraz z matką podczas działań wojennych 1944 roku. Oba konie zostały odnalezione w Niemczech. Sokora wróciła do Polski, a Wisok, jako dwuletni przybył do Stanów Zjednoczonych wraz z grupą koni wysłanych przez gen. Pattona. Podczas podróży do Kalifornii uległ poważnej kontuzji. Przeznaczonego na rzeź „adoptował” pracownik stadnin remontowych. Do roku 1960 Wisok używany był w hodowli koni półkrwi i miał tylko jednego potomka rasy arabskiej. Służył jako idealny koń dla dzieci, na paradach i do pracy z bydłem. Miał reputację konia zdolnego do bardzo szybkiego stępa. W ostatnich latach życia zostawił szereg źrebiąt czystej krwi arabskiej.

Ogierem, który odegrał znaczącą rolę w hodowli europejskiej w okresie po II wojnie światowej, był inny syn Witezia II, efektownej, „brązowo-miedzianej maści ogier Wisznu, hodowli Fryderyka Piotraszewskiego, urodzony w 1943 roku w Olyce, od janowskiej klaczy Malaga po Mazepa II. Jako roczny ogierek podzielił los innych koni, ewakuowanych w 1944 roku pieszo, przez pól Europy, do północnych Niemiec. Tam, w bardzo złej kondycji, sprzedany został niemieckiemu farmerowi, który odsprzedał go do cyrku „Apollo11. W cyrku pokazywany był w ujeżdżeniu wyższą szkolą. W wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas tresury stracił oko. Na zlecenie Gertraute Griesbach – znanej hodowczyni (zwanej niemiecką Lady Wentworth), właścicielki słynnej stadniny Achental (porównywanej z Crabett Park), Wisznu, po długich poszukiwaniach, został odnaleziony i zabrany z „Apollo Circus11 do Achental przez młodą wielbicielkę polskich koni arabskich, Liselotte Tarakus. Zamiłowanie do koni arabskich odziedziczyła również córka pani Griesbach – Imielin, lekarz weterynarii. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych Imielin, wraz z częścią stada matek oraz jednym synem ogiera Wisznu i importowanym z Polski ogierem Bibars po Witraż, przeniosła się do Argentyny, zakładając tam stadninę, która wywarła duży wpływ na hodowlę Południowej Ameryki.

Wisznu pozostał w Achental, gdzie z doskonałymi klaczami zgromadzonymi przez Gertraute Griesbach dał bardzo cenione w Niemczech potomstwo. W roku 1964, na skutek różnych okoliczności, G. Griesbach przeniosła swoją stadninę do Stróhen, należącego już wtedy do rodziny Ismer. Wisznu, wydzierżawiony stadninie Stróhen, doczekał tam swoich ostatnich dni. Padł nagle 22 sierpnia 1968 roku.

Pozostałe potomstwo Witezia II urodzone w Polsce – tj. klacze: Wieszczka, siwa, od Kalina, ur. 1943, hodowli księcia J. Radziwiłła w Ołyce i Wiklina, kasztanka, od Kalina Wnuczka, ur. 1943, hodowli Władysława Kołaczkowskiego w Dobużku oraz ogiery: Wiwat 1943 i Wiktor 1945 od Iwonka III, obydwa maści kasztanowatej, urodzone w Hostowni – w hodowli nie zaistniało.

Witeź II zakończył życie spokojnie, na pastwisku, 10 czerwca 1965 roku. Zostawił po sobie w USA 215 źrebiąt i jest dziadkiem 3534 wnuków. Jego potomstwo liczy obecnie kilka tysięcy koni.

Autor: Zenon Lipowicz

Licencja udzielona przez rodzinę Pana Zenona Lipowicza dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Promotor Legendy: Andrzej Novak-Zempliński

oo gniady (Kuhailan Haifi or. ar. — Dziwa po Aby Mlech) ur. 1933, zm. 1948, hod. SK Janów Podlaski

Ofir 1933, chowu janowskiego. Uważany jest za najlepszego ogiera, jaki był w Janowie w okresie między pierwszą a drugą wojną światową.

fenomen-ofira
Prof. Witold Pruski pisze o Ofirze tak:

„Na arenie międzynarodowej nie uzyskałby z pewnością takiego uznania jak w Polsce i nie otrzymałby najlepszych klaczy. W Janowie natomiast pozostawił z pięknymi tamtejszymi klaczami przednie potomstwo, jak Witraż 1938, Wielki Szlem 1938 oraz Witeź II 1938. Ofir niestety krył w Janowie tylko przez trzy sezony, 1937—1939. Sądząc z tego, że w pierwszej od razu stawce potomstwa dał trzy tak doskonałe ogiery jak wymienione, można przypuszczać, że dla Janowa był to reproduktor szczególnie odpowiedni. Jednak nie sądzone mu było długo przebywać w rodzimej stadninie. Poszedł do Terska na północnym Kaukazie, gdzie już nie dał tej klasy potomstwa co w Janowie. Krył w Tersku w latach 1940—1948 i tam padł w 1948 r. Stał się głównym kontynuatorem rodu męskiego importowanego z Arabii w 1931 r. przez Romana księcia Sanguszkę – Kuhailana Haifi.”

Dawał z pięknymi klaczami janowskimi przednie potomstwo, zwłaszcza ogiery, jak Witraż 1938, bardzo urodziwy i stylowy arab w skali międzynarodowej, Wielki Szlem 1938, realny i piękny, oraz Witeź II 1938, wywieziony za okupacji przez Niemców do czeskiej stadniny w Hostowni, a potem wywieziony przez oddziały amerykańskie do USA, gdzie zasłynął jako znakomity reproduktor.

Więcej na temat Ofira:
https://legendypolskiegojezdziectwa.pl/fenomen-ofira/

Promotor Legendy: Sławomir Szereda

xo kasztan (Bafur — Blackfish) ur. 1928, zm. 09/1939, hod. Antoni Potocki

W okresie międzywojennym rzadko zdarzało się w polskiej kawalerii, aby jeździec mógł sam wybrać konia, na którym chciał jeździć.

W 1935 roku por. Henryk Leliwa-Roycewicz po zdobyciu tytułu Indywidualnego Mistrza Armii, jako jedną z nagród, uzyskał zgodę od Ministra Spraw Wojskowych na wybór konia i zapewnienie, że Ministerstwo Spraw Wojskowych pokryje koszt tego zakupu.

Roycewicz znalazł Arlekina III przypadkiem, podczas polowania pal force w Łańcucie u hrabiego Potockiego. Koń pochodził ze stadniny w Łańcucie, a że był trudny, nieposłuszny i sprawiał właścicielowi dużo kłopotów, ten chętnie się go pozbył.

Roycewicz dostrzegł nieprzeciętne, wszechstronne zdolności sportowe konia, a jego trudny charakter okazał się w późniejszym okresie zaletą w sportowej walce.

Na tym koniu Henryk Roycewicz odnosił największe sukcesy sportowe.

Ojcem Arlekina III był wybitny ogier pełnej krwi angielskiej Bafur.

Bafur xx, urodził się w Stadninie Veil w 1921 roku. Nabył go od Niemiec Departament Chowu Koni Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych w rozrachunku rewindykacyjnym. Od 1927 roku krył w Łańcucie (Albigowej), w PSK Kozienice, w stadninach Michała Bersona w Lesznie i hrabiego Janusza Czarneckiego w Golejewku. Potomstwo Bafura charakteryzowało się dużą masą, ale brakiem szlachetności i suchości. Matką Arlekina była Blackfish -kłusak amerykański, koń o doskonałej karierze wyścigowej i hodowlanej. W Albigowej urodziła 15 źrebiąt, jej potomstwo sprawdzało się w biegach myśliwskich.

Arlekin odziedziczył po rodzicach ich zalety. Miał duże ramy, 171 cm w kłębie, świetne stawy, ale był nieco wysokonożny i miał stosunkowo krótką szyję. Świetny w galopie, krył dużo terenu, łatwo pokonywał najszersze, terenowe przeszkody.

Zginął w okolicach góry Kalwarii w czasie niemieckiego bombardowania we wrześniu 1939 roku.

Źródło:
Renata Urban: Jeźdźcy – Olimpijczycy Drugiej Rzeczyposplitej. Gorzów Wielkopolski 2012
St. kust. Hanna Łysakowska: Polscy jeźdźcy olimpijscy okresu międzywojennego Część 2, Berlin 1936, WSZECHSTRONNY KONKURS KONIA WIERZCHOWEGO
Materiały ze spotkania w Łazienkach Królewskich 16 grudnia 2018 roku. Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa, Oddział Muzeum Łazienki Królewskie. Warszawa, 2019

Gustav Rau „Die Reikunst der Welt…”
Rys. Szymon Kobyliński

Promotor Legendy:

oo gniady (Ofir – Makata po Fetysz) ur. 01.06.1938, zm. 1957, hod. SK Janów Podlaski

Niemcy odbudowując Janów Podlaski w 1940 r. na pierwszego jej czołowego ogiera wyznaczyli Witraża. Był to koń wybitnej urody, którą przekazywał swemu potomstwu. Działał w Janowie, Albigowej i Nowym Dworze aż do 1956 r. włącznie.

Pozostawił 14 ogierów, z których 4 użyto w kraju: Como 1949, Celebes 1949, Banio 1951 i Muharyt 1957, a 10 sprzedano na eksport. Dał również 27 doskonałych klaczy, z których 7 zostało matkami aż 14 ogierów czołowych. „Królowa polskich arabów” Bandola 1948 była również jego córką. Na pokazach z potomstwa Witraża najbardziej odznaczyły się:
— Celina 1949 — championka Wielkiej Brytanii,
— Bask 1956 — champion USA i ojciec championów, który wywarł epokowy wpływ na hodowlę amerykańską,
— Arwistawa 1958 pierwsza zdobywczyni tytułów cham-pionki USA i Kanady była jego wnuczką,
— Aladdin 1975 champion USA, ojciec wielu championów, uważany za następcę Baska jest również jego wnukiem.

Witraż odegrał znaczącą rolę w światowej hodowli koni czystej krwi. Nawet w Australii syn Aladdina został ostatnio championem tego kraju. Witraż jest po Skowronku najbardziej zasłużonym polskim ogierem na świecie i jeszcze jakiś czas nim pozostanie.

Niestety, Witraż żył w czasach, gdy eksport koni arabskich z Polski dopiero się zaczynał. Gdyby żył w obecnych czasach, jego wpływ byłby nieporównywalnie większy.

Trudno jest dziś znaleźć w Polsce araba, który nie miałby w sobie krwi Witraża.

źródło: opracowanie Romana Pankiewicza,
Licencja udzielona przez rodzinę Pana Romana Pankiewicza dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Więcej na temat Witraża oraz Kuhailana Haifi i jego rodu: https://legendypolskiegojezdziectwa.pl/rod-ogiera-kuhailan-haifi/

Promotor Legendy:

Wielki Szlem (od Elegantka po Bakszysz) gniady ur. 1938, o wymiarach 147—191—19,5 cm

Był synem klaczy, którą śmiało można było nazwać perłą polskiej hodowli. Dała ona użyte do hodowli takie ogiery jak: Jaszmak, Lowelas, Opal, Rosomak, Skarabeusz i Wielki Szlem, a tylko dwaj z nich byli synami jednego ojca. Elegantka dawała dobre potomstwo z każdym ogierem. Również jej córka Kamea 1929 założyła cenną rodzinę.

Wielki Szlem zaczął kryć klacze w 1940 r. w Pelkiniach, następnie stanowił klacze janowskie (na ewakuacji w Niemczech), a od 1947 r. działał w Nowym Dworze. W latach 1956—57 był reproduktorem w Albigowej. W Pelkiniach i Nowym Dworze spotkał on bardzo różne klacze, między którymi były również słabsze pod względem urody i exterieru. Jego ogromną zasługą było wyrównanie tego materiału. Ogółem Wielki Szlem dał 51 klaczy i 10 ogierów, z których Miech Pełkiński, Anarchista, Czardasz, Czort i Duch zostały użyte do hodowli w kraju.

Córki Wielkiego Szlema okazały się bardzo cennymi matkami, dając wiele ogierów użytych do hodowli w kraju. I tak Gahdar 1942 dała Abu Afasa, Mira 1942 — Mir Saida, Gwara 1946 — Gwarnego, Angara 1947 — Araxa, Bint Munira 1948 — Badr Bedura, Cerekiew 1951 — Carycyna, Dyska 1950 — Dramata, Ellenai 1956 — Eleuzisa, Elfa i Elbrusa.

Wielki Szlem przekazywał na potomstwo dużą dzielność wyścigową. Z jego potomków nagrody klasyczne wygrali: Omar — 1944 — Derby, Czardasz 1949 — Derby i Porównawczą, Czort 1949 — 2 razy Porównawczą, Don Lambro 1950 — Derby, Dyska 1950 — Oaks, Kochana 1952 — Oaks.

źródło: opracowanie Romana Pankiewicza,
Licencja udzielona przez rodzinę Pana Romana Pankiewicza dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Więcej na temat Wielkiego Szlema oraz Kuhailana Haifi i jego rodu: https://legendypolskiegojezdziectwa.pl/rod-ogiera-kuhailan-haifi/

Promotor Legendy: Stadnina Koni Białka

oo (Partner – Perforacja / Ernal), ur. 1991

Najlepszy i najbardziej dotychczas utytułowany koń hodowli Stadniny Koni Białka.

Dwukrotny Czempion Polski (tytuł ten zdobył jako junior i senior), wiceczempion Europy.

Ojciec wielu utytułowanych koni rasy arabskiej.

ród męski: Ilderim or.ar. 1894, imp. 1900 Sławuta (PL)

linia żeńska: Szamrajówka ~1810, hod. Biała Cerkiew (PL)


Promotor Legendy:

wlkp (Polarstern – Venus / NN), ur. 1953

Kiedy odchodzą nieprzeciętni osobnicy, należy im się parę słów wspomnienia. Takim był wybitny koń-sportowiec, siwy Volt.

Urodził się w Stadninie Koni Liski 15 maja 1953 r. po trakeńskim og. Polarstern. od wschodniopruskiej kl. Venus. Polarstern — kary, masywny, którego dzieci nieźle się ruszały pod siodłem. był dobrany do małej, siwej Venus żeby powiększyć masę i poprawić ruch. Od matki źrebię miało przejąć suchość. Część z tych zamierzeń hodowcy rzeczywiście znalazła się w Volcie. Od ojca przejął eksterier, sposób noszenia głowy i opierania się o wędzidło, a od matki maść, suchość i twardość w robocie.

Źrebię początkowo karę, mimo późnego urodzenia rozwijało się prawidłowo, jednak w swoim roczniku niczym specjalnym się nie wyróżniając. W roczniku tym, jak się później okazało, był również doskonały skoczek — Bolgami. Po skończeniu 2,5 lat trafił Volt jesienią 1955 r. jako ogier do Zakładu Treningowego w Kwidzynie. Próby dzielności nie ukończył z powodu niezdarna części zaprzęgowej. Ciągnienie nie było jego życiowym hobby. Jesienią 1956 r. został przeniesiony do Państwowego Stada Ogierów w Braniewie, gdzie był użytkowany w sporcie; jeździł na nim dyr. Edward Perzyna. Jako ogier Volt nie sprawdził się. Był bezpłodny. Wybrakowany w lecie 1957 r. został przeniesiony do koni sportowych. Kastrację odchorował bardzo ciężko. Długo jeszcze po zabiegu pociągał zadnimi nogami. Ten sposób poruszania został mu do późnej starości.

Początek kariery nie był błyskotliwy. Trudny w prowadzeniu, rzadko przechodził parkur czysto, gdyż pociąganie zadnimi nogami powodowało błędy. Wkładana w niego praca nic przynosiła spodziewanych efektów. Dlatego latem 1958 r. został przeniesiony do poznańskiego ośrodka sportowego na Woli z przeznaczeniem dla Mariana Kowalczyka, pod którym inny syn Polarsterna — Pregor zaczynał święcić triumfy na niwie międzynarodowej. Pod M. Kowalczykiem jako skoczek nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Przeznaczono go do WKKW. W ten sposób trafił w 1959 r. pod Mariana Babireckiego, z którym nie rozstał się do końca sportowej kariery.

Wybór okazał się trafny. Pociąganie zadnimi nogami szkodliwe na parkurze okazywało się pomocne w próbie terenowej, przy pokonywaniu przeszkód na zeskoku. Twardy, bojowy, znosił wszystkie narzucane mu obciążenia treningowe z dużą łatwością. Efekty tej pracy nie kazały długo na siebie czekać. Od tego momentu zaczęło się pasmo sukcesów tej pary uwieńczone VIII miejscem na Olimpiadzie w Rzymie w 1960 r., gdzie prze grali małą liczbą punktów premiowane VI miejsce. W roku tym zdobyli także mistrzostwo Polski w ujeżdżeniu.

Jednak od rzymskiej Olimpiady żelazne zdrowie Volta uległo załamaniu. Okazało się, że dany z siebie wysiłek doprowadził do prawie całkowitej utraty wzroku. Z okazałego sportowca stał się w krótkim czasie chodzącym prawie po omacku koniem, o wartości wyliczonej tylko w cenie kilogramów mięsa. Nie zrezygnowano z niego jednak. Wyjątkowa opieka, jaką go otoczono, i czas pozwoliły organizmowi odrestaurować nadwątlony wzrok. Niestety, podobne dolegliwości, aczkolwiek w mniejszym stopniu, występowały po każdym dużym wysiłku. Powrót na arenę sportową w pełnym blasku trwał prawie trzy lata. W tym czasie nastąpiła zmiana barw klubowych z poznańskiego ośrodka na sekcję jeździecką przy PSO w Kwidzynie.

Jak czas pokazał, największe sukcesy były jeszcze przed nim. W 1964 r. zdobywa mistrzostwo Polski w ujeżdżeniu i w WKKW. W pełni sił wszedł w sezon 1965, przygotowywany do mistrzostw Europy w Moskwie, które z racji poziomu prezentowanego przez zawodników radzieckich uważano za bardzo trudne. Dobrze przeprowadzony przez próbę ujeżdżeniową, bardzo dobry choć niezbyt w próbie terenowej, stanął jako lider do konkursu skoków. Jeden błąd w parkurze kosztowałby go utratę medalu. Była to piękna walka, z której para Volt — Babirecki wyszła zwycięsko, pokonując parkur bezbłędnie i zdobywając mistrzostwo Europy. W 1965 r. Volt zdobył także tytuł II wicemistrza Polski w ujeżdżeniu, a w 1966 r. — I wicemistrza. Zwycięstwo w zawodach WKKW kl. C w 1967 r. w Sierakowie było jego łabędzim śpiewem. Łącznie w czasie kariery sportowej w latach 1958—1967 zdobył w konkursach ujeżdżenia (miejsca od I do VI) sześć nagród, w WKKW powyżej kl. N (I—VI m.) dziesięć nagród, w konkursach skoków kl. C i wyżej (I—VI m.) dwie nagrody.

Ilość pokonanych kilometrów dala znać o sobie w postaci zapalenia ścięgien zginaczy palcowych obu przednich koń czyn. Do wyczynu się już nie nadawał, ale trafił jako koń rekreacyjny do Łącka, służąc w latach 1968-1970 do przejażdżek w terenie. Następnie został w 1971 r. przeniesiony do macierzystej stadniny w Liskach z przeznaczeniem do nauki jazdy konnej. W tej roli nic był najlepszy. Sfatygowane nogi nie pozwalały mu na intensywne jazdy, ule nie przeszkadzały mu w wykonaniu jakiegoś uskoku, w wyniku którego początkujący jeździec zapoznawał się z twardością) ziemi. Wtedy przydzielono mu inne zajęcie przewodnika stada ogierków dwuletnich. Jednak pełne temperamentu dwulatki nie czuły respektu przed utytułowanym emerytem i bardzo mu dokuczały. Zmieniono towarzystwo z dwulatków na odsadki. Niańkował kilku rocznikom, zżywają|c się z nimi i ciężko przeżywając coroczne przenosiny do młodszej grupy. W roli „wujaszka” czuł się doskonale i dotrwał do końca swych dni. Padł 15 września 1982 r. przeżywszy 29 lat i 5 miesięcy. Był przykładem konia, który przez osiem lat był zaliczany do ścisłej czołówki krajowej, a nawet europejskiej.

Autor: Antoni Pacyński, były dyrektor SK Liski, hodowca koni, trener jeździectwa