Legendy Polskiego Jeździectwa – Ludzie

Patron Honorowy: Vera Kobylińska, Maciej Loba

Mecenas:

Opiekun: Aldona Cholewiana-Kruszyńska

________________________________________________________________________

Andrzej Grzybowski, herbu własnego (ur. 1 IX 1930) to aktor, architekt wnętrz, rysownik, malarz i kolekcjoner. Jest synem wybitnego numizmatyka-kolekcjonera Stefana Grzybowskiego. Od najmłodszych lat zafascynowany hippiką, wierzchowce i konie zaprzęgowe uczynił głównym tematem swoich rysunków. W niemniejszym stopniu interesowała Andrzeja Grzybowskiego także XVIII i XIX-wieczna architektura. Te pozazawodowe zainteresowania, wielka biegłość rysunkowa i malarska, z którą w parze szła doskonała znajomość tak stylów architektonicznych jak i historycznych stylowych zaprzęgów konnych i rzędów jeździeckich, spowodowała, że zajął się pracą rysunkową i malarską oraz ilustratorską dotyczącą hippiki a także zaczął projektować w stylach historycznych wille i dwory. Jest autorem projektów stylowych zaprzęgów i jeździeckich rzędów do min. takich kostiumowych filmów jak „Janosik”, reż. J.Passendorfer,„Mazepa”( wg.J.Słowackiego), reż. G.Holoubek oraz „Szatow i Demony” (wg „Biesów” F. Dostojewskiego) reż. A.Wajda. Ilustrował „Arabiens Pferde Allas liebste Kinder Eriki Schiele, München 1972, Araber in Europa, Eriki Schiele München1982, Hippologia dla wszystkich, J.Grabowskiego, Warszawa 1984, Karety, bryczki i uprzęże w zbiorach polskich, Zb. Prus-Niewiadomskiego, Warszawa 1995.

Spod jego ręki wyszły także historyczne rekonstrukcje trzech tronów królewskich: w Sali Senatorskiej, w Sali Audiencjonalnej i w Sali Rady Zamkowej oraz łoża w Sypialni Królewskiej w Zamku Królewskim w Warszawskie. Stworzył także projekt przekształcenia Kaplicy Saskiej na Salę Muzyczną w Zamku Warszawskim wg projektu Andrzeja Grzybowskiego wykonano także trumnę króla Stanisława Augusta, na jego szczątki przywiezione z Wołczyna. Ostatecznie pochowano w niej J. Nowaka-Jeziorańskiego. W 1985 roku uzyskał status architekta wnętrz. Jest autorem zrealizowanych projektów w stylach historycznych: dworu w Jeziorach Wielkich /1978/, willi Pallas Athene  Konstancinie, /1988/, willi M. Marcinkowskiego w Konstancinie /l. 90. XX w/, pałacyku w Zosinie /l. 90. XX w i po 2000r/, Willi nad wodą w Konstancinie /l.90. XX w/ czy pałacu w Bielawie /po 2000 r/.

Zgromadził kolekcje malarstwa o tematyce hippicznej oraz jeździeckich akcesoriów oraz bogatą, profesjonalną bibliotekę hippologiczną. Jest członkiem-założycielem Polskiego Towarzystwa Heraldycznego. Wystawy autorskie Andrzeja Grzybowskiego miały miejsce w Galerii Piotra Nowickiego w Warszawie/1982/, Koń mój przyjaciel w Łazienkach Królewskich w Warszawie w 1983 r., Koń w życiu i kulturze (ze zbiorów A. Grzybowskiego i L.Kukawskiego) w 1985r w Muzeum im. W. Stachowiaka w Trzciance, Wierzchowce i ekwipaże Andrzeja Grzybowskiego w Muzeum Zamku w Łańcucie w 2000 r oraz w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie w 2005 roku Przyjaciele. Stanisław Gepner i Andrzej Grzybowski.

Andrzej Grzybowski swoje zainteresowania, wręcz pasje hippiczne i jeździeckie wyniósł z domu, gdzie obecna była polska historia i tradycje patriotyczne, i w którym pielęgnowano urodę i styl codziennego życia.

Autor: Aldona Cholewianka-Kruszyńska , Muzeum – Zamek w Łańcucie

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Sztuka epistolarna Andrzeja Grzybowskiego” (2020) – BoberTeam

„Andrzej Grzybowski – polski historyzm współczesny” (2008) – Maciej Loba

„Wierzchowce i ekwipaże Andrzeja Grzybowskiego” (2000) – Aldona Cholewianka-Kruszyńska

„Premier Architecte de Sa Majesté Roy de Pologne” (1998) – Tadeusz Stefan Jaroszewski

„Jeździec i malarz koni, czyli o tym jak Andrzej Grzybowski trzyma wodze i pędzel” (2002) – Aldona Cholewianka-Kruszyńska

„Andrzej Grzybowski” (2020) – Aldona Cholewianka-Kruszyńska

„Ostatni architekt króla Stasia” (2016) – Stanisław Ledóchowski

„Życie zaczyna się po dziewięćdziesiątce” (~1970) – Rogowski

„A kolega woli nieść towarzysza Marksa, czy towarzysza Stalina?” – Piotr Dzięciołowski (fragmenty książki pt.: „MALUJĄ, RYSUJĄ, RZEŹBIĄ, KONIE”)

Patron Honorowy: Jerzy Fedorowicz

Mecenas: Pensjonat „Nad Rudawą”

Opiekun: Leopoldyna Kowalik, Grażyna Brodecka


Jeździec pamięci. Aktor, dla, którego umiłowanie tradycji kawalerii, służby i wierności Polsce, stało się przesłaniem życiowym.

„Wysoki szczupły i brodaty polski jeździec opięty mundurem z ostatniej wojny przemierza całą Europę, ażeby ukwiecić makami sławne miejsca gdzie wałczyła 1 Polska Dywizja Pancerna gen. Stanisława Maczka.

Taka i tak zachowująca się osoba mogłaby się wydawać nieco archaiczna, a pojawienie się na zatłoczonych arteriach komunikacyjnych oficera kawalerii Włodzimierza Brodeckiego usadowionego na swym koniu, jest naprawdę zaskakujące.

Tymczasem około czterdzieści osób – wśród których kapelan polski, wielu Merów i dawnych kombatantów zebrało się na cmentarzu wojskowym d’Urville-Langannerie we czwartek około godziny 11.00, aby przyjąć tak niezwykłego jeźdźca pamięci.

Trzeba powiedzieć, że pobożna wędrówka zaczęła się dużo wcześniej i że już pięć lat temu ten sam oficer i na tym samym koniu udał się do Włoch pod Monte Cassino, gdzie na miejscach krwawych walk obficie kwitną maki. Tego roku trasa przejazdu zaczęła się 29 lipca 1989 w Krakowie i biegła przez Niemcy, Holandię, Belgię i Francję aby zakończyć się 1 września w Polsce, gdzie będzie obchodzona rocznica rozpoczęcia drugiego światowego konfliktu. W czwartek więc odbyła się na cmentarzu krótka uroczystość: jeździec przyszedł oddać hołd przed mauzoleum, na progu którego położył bukiet maków, biorąc uprzednio z jednego z grobów nieco ziemi, aby zawieźć ja do uświęconego miejsca w Polsce (Kościół Garnizonowy w Kielcach).

Jutro będzie Falaise, Chambois… 25000 km przebytych po Europie przez niezwykłego świadka polskiej wierności bohaterom poległym w wojnie.”

J.C.

Le cavalier du souven. Ouest France, Falaise-Vire 19/20 sierpień 1989 NR 13624

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Wowa Brodecki – Jeździec Pamięci” (2009) – Ryszard Dzieszyński

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun: Aleksandra Gadzalska oraz Hanna Gadzalska-Syfert


W przeddzień tragicznego wypadku na szosie pod Grójcem, kiedy jechał do stadniny w Michałowie, aby wykonać jeszcze kilka zdjęć do kolejnego albumu o koniach, zwierzał się przyjaciołom: „zaczynam wierzyć, że będę mógł teraz normalnie żyć i pracować”.

To nagłe odejście człowieka czynnego i aktywnego twórczo do ostatnich chwil, pomimo choroby serca i długotrwałej rekonwalescencji po ciężkiej operacji, budzi szczególny żal i skłania do smutnej zadumy.

Pozostawił niedokończone dzieło: zgromadzony duży materiał zdjęciowy do nowego albumu, zawierający fotografie z ostatnich lat, lecz również i to, co najcenniejsze, rezultat wieloletniej konsekwentnej działalności — zdjęcia obrazujące rozwój polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej od lat sześćdziesiątych. Są to zdjęcia stanowiące nie tylko dokument, lecz obrazy, z których wiele zapadło głęboko w serca i pamięć licznym miłośnikom koni, zwiedzającym Jego kolejne wystawy, oglądającym albumy i inne publikacje.

Zdjęcia Mariana Gadzalskiego budzą podziw wysokim poziomem artystycznym. Często są dla mnie, również fotografującej konie, inspirujące i odkrywcze. Miał bowiem Marek — tak Go nazywali znajomi — wyjątkową umiejętność dostrzegania i przekazywania za pomocą fotografii tego, co człowieka w koniu najbardziej fascynuje. Od pierwszych chwil oczarowany urodą tych zwierząt pozostał im wierny w swej twórczości przez całe życie.

Był człowiekiem bardzo pracowitym. Jego liczne wystawy indywidualne obejrzała publiczność kilku kontynentów, zdobył wiele najwyższych nagród i wyróżnień na międzynarodowych wystawach i konkursach. Wydaje mi się jednak, że największym sukcesem artysty jest to, że jest w swych działach rozpoznawalny. Zdjęcia koni wykonane przez Mariana Gadzalskiego można bez trudu rozpoznać wśród wielu innych. Mają tę trudną do zdefiniowania cechę, która je wyróżnia — niepowtarzalny nastrój i siłę oddziaływania. Przeglądając niedawno jeden z ostatnich numerów amerykańskiego magazynu „Arabian Horse World”, dostrzegłam zdjęcia koni roboczych. Wydały mi się znajome. Okazało się, że był to cykl zdjęć Mariana Gadzalskiego poświęcony koniom pracującym na roli. Oglądając zdjęcia czułam, że autor tych pięknych obrazów był tam sobą, niczego mu nie narzucono, fotografował to, co kochał — polskie konie i polski krajobraz.

Przypominam sobie nasze ostatnie spotkanie. Było to wiosną 1985 r. na pastwisku w Janowie Podlaskim. Wokół nas pasły się klacze ze źrebiętami, a my je fotografowaliśmy. Pamiętam, że dzień był wyjątkowo piękny. Burzowe chmury o fantastycznych odcieniach brązu, fioletu i szarości sunęły w górze, odsłaniając chwilami czysty błękit nieba. Ten niepokój w przestrzeni ponad nami udzielał się koniom. Nerwowo brodziły w wysokiej trawie z rzadka ją skubiąc, to znów zamierały bez ruchu, wyciągając uszy i szyje w kierunku odległych stajni. Prawdopodobnie obydwoje czuliśmy, że dla fotografującego są to chwile bezcenne, toteż pracowaliśmy w milczącym skupieniu. Nie mogąc opanować szaleńczego pośpiechu zmieniałam film po filmie, On naciskał migawkę rzadko i z rozwagą. Taki pozostał mi w pamięci.

Mariana Gadzalskiego w dniu Jego pogrzebu żegnała nie tylko rodzina, przyjaciele i znajomi, koledzy fotograficy, lecz również ci, którzy znali Go jedynie poprzez Jego działalność — liczni miłośnicy koni. Żegnaliśmy Go z żalem, lecz nie ostatecznie, bo cząstkę swej osobowości pozostawił w swych fotografiach i w naszej pobudzonej nimi wyobraźni.

Autor: Redakcja na podstawie artykułu śp. Zofii Raczkowskiej z 1985 roku.

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Patron Honorowy: Piotr Dzięciołowski

Mecenas: Stanisław Baj, Artur Bieńkowski

Opiekun: Janusz Maciąg (wnuk)

Ludwik Maciąg urodził się w 1920 w Krakowie. Około 1922 rodzina Maciągów przeniosła się z Krakowa do Białej Podlaskiej, gdzie po latach Ludwik ukończył gimnazjum im. Józefa Ignacego Kraszewskiego. Po maturze złożył papiery do ASP w Warszawie i jak pisał: „wojna przedłużyła mi czas samouka”. Okupacja niemiecka sprowokowała natychmiastową konspirację. Ukończywszy podchorążówkę AK Ludwik Maciąg wiosną 1944 dostał przydział do konnego zwiadu oddziału partyzanckiego „Zenona” 34 P.P. AK. Po wojnie jako żołnierz AK musiał ukrywać się przed NKWD. Pracował wtedy jako leśniczy oraz mastalerz w stadninie w Janowie Podlaskim. Następnie studia artystyczne rozpoczął w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a po semestrze naukę kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie uzyskał dyplom w 1951 ze specjalizacją grafika artystyczna. W latach 1950-1990 na macierzystej uczelni, na Wydziale Malarstwa był asystentem prof. Tadeusza Kulisiewicza, a bezpośrednio po dyplomie adiunktem w pracowni prof. Michała Byliny. W latach 1969-1972 sprawował funkcję dziekana Wydziału Malarstwa, a od 1987 był profesorem zwyczajnym ASP. Jako wieloletni pedagog macierzystej uczelni jednocześnie uprawiał malarstwo, grafikę użytkową, projektował tkaniny, znaczki pocztowe, plakaty. Jego prace prezentowane były na licznych wystawach w Polsce i sztuki polskiej za granicą. Jego twórczość w zakresie malarstwa to: pejzaż polski, konie, tematyka wojenna i partyzancka będąca obrazem osobistych przeżyć artysty. W zakresie grafiki użytkowej prof. Ludwik Maciąg projektował plakaty okolicznościowe, znaczki pocztowe np. serie: „Konie” i „Jazda polska”; był autorem wielu znanych ilustracji książkowych i gobelinów, a także polichromii w kościele rzymsko-katolickim pw. Wniebowzięcia NMP w Bodzanowie k/Płocka.

W dorobku malarskim miał szereg wystaw indywidualnych w kraju i za granicą m.in. w Anglii, Holandii, Danii, w Niemczech, w USA i Kanadzie. Uczestniczył w wystawach zbiorowych sztuki polskiej za granicą w wielu krajach Europy, w Chinach, Indiach i Iranie. Prace prof. Ludwika Maciąga znajdują się w wielu placówkach muzealnych m.in.: w Muzeum Narodowym i Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej, w Bibliothèque Nationale w Paryżu, Galerii Folkestone i Cassel Galerie w Anglii oraz w zbiorach kolekcjonerów prywatnych w Polsce i USA.

Profesor Ludwik Maciąg zmarł 7 sierpnia 2007 w Gulczewie, pochowany został na cmentarzu w Wesołej.

Autor wpisu: Stanisław Baj

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ludwik Maciąg” (1981) – Stanisław Ledóchowski

„MACIĄG – Ludwik Maciąg – Malarstwo” (1994) – Ludwik Maciąg

„A Family of Artists – Otto, Anna, Ludwik Maciąg” (1997) – Ludwik i Otto Maciąg

„L. Maciąg” (1999) – Ludwik Maciąg

„Ludwik Maciąg – między siodłem a paletą” (2007) – Zenon Lipowicz

„Ludwik Maciąg – between the saddle and a painter’s palette” EN – Zenon Lipowicz

„Nie był malarzem koni” (2015) – Piotr Dzięciołowski

Patron Honorowy: Waldemar Dąbrowski,
minister kultury (2002–2005)

Mecenas: Wojciech Ginko

Opiekun: Joanna i Michał Lustyk


Artysta malarz, grafik, rzeźbiarz, performer. Urodzony w Warszawie, 15.07.1940. Autor logotypu Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej (2020).

Edukacja: 1954 – 1959 Liceum Technik Plastycznych w Bielsku-Białej, rzeźba; 1959 – 1965 Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, pracownia plakatu u prof. Józefa Mroszczaka i malarstwo u prof. Jerzego Tchórzewskiego, dyplom z wyróżnieniem; Po studiach uprawiał ilustrację i grafikę książkową, plakat.

Obecnie zajmuje się malarstwem, grafiką, formami przestrzennymi i rzeźbą ceramiczną. Bardzo często zmienia techniki malarskie, tworzy kolaże, przechodzi od pasteli do akrylu.

Towarzyszy mu ciekawość nowych artystycznych mediów, ale jest niezwykle konsekwentny w wyborze tematów. Interesuje go ruch w każdej formie – realnej i abstrakcyjnej. Konie i teatr to ulubione tematy artysty utrzymane w stylu poetyckiej ekspresji.

Popularność w świecie zdobył właśnie pracami o tematyce hipicznej; 1994 – 2010 mieszkał i pracował w Stanach Zjednoczonych; 1998 – został oficjalnym artystą Kentacky Derby oraz otworzył galerię „Lustyk Art Studio & Gallery” w Saratoga Springs; 2002 – „Obok teatru” to cykl pasteli prezentowany w Teatrze Narodowym w Warszawie; 2004 – zapoczątkował artystyczną akcję „Ogród tańca”, ustawiając w miejskiej przestrzeni płaskie sylwetki postaci, które zwracały uwagę wysokością (ponad 2 metry), kolorami i dynamiką pozy. 20 z nich stało w pobliżu Narodowego Muzeum Tańca w Saratoga Springs, NY, a w oknach City Center pojawiły się kolorowe obrazy „Skyline Dance” dedykowane George’owi Balanchine’owi i Nowojorskiemu Baletowi.

Od 2010 mieszka na stałe w Polsce. Tworzy i pracuje w Warszawie. Bliskie mu są tematy związane z tym miastem; 2010 – Malowanie Muzyki – Muzyczne Obrazy to seria obrazów inspirowanych muzyką Chopina, stanowi unikalną plastyczną interpretację muzyczną. Wystawie towarzyszyły koncerty m.in. na Międzynarodowym Festiwalu w Międzyzdrojach, w Muzeum Teatralnym w Warszawie, w Chicago; 2014 – 2017 „Barykady Pamięci” – instalacja powstała w ramach projektu „Barykady” dla uczczenia 70. rocznicy Powstania Warszawskiego. Na konstrukcji symbolizującej barykady budowane w trakcie powstania umieszczono liczne grafiki oraz fragmenty poezji i dokumentów. W 2017 – „Kaligrafia Sportu” – cykl prezentowany w Centrum Olimpijskim w Warszawie, dla którego inspiracją była fascynacja kulturą Japonii, a szczególnie kaligrafią japońską. Prace podejmują próbę pokazania ekspresji ruchu poprzez sztukę kaligrafii;

Jest autorem ilustracji do książek dla dzieci: Przez wiele lat zajmował się plakatem i za tę formę zdobył około 20 nagród i wyróżnień w ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach; dwukrotnie Srebrny „Wawrzyn Olimpijski” przyznawany przez Polski Komitet Olimpijski jako wyraz uznania i szacunku dla polskich twórców kształtujących humanistyczne wartości sportu i jego wizerunek w społeczeństwie 2013, 2017; Srebrny Medal na Biennale Plakatu Polskiego w Katowicach 2015.

Uczestniczył w ponad 80 indywidualnych i zbiorowych wystawach w Polsce, Francji, Belgii, Niemczech, Rosji, Australii i USA m.in. w Kentucky Horse Park, oraz „Horses in motion” w Kentucky Derby Muzeum, 1998; jako jedyny Polak w 132-letniej historii toru Churchill Down. Od kilku lat tworzy wielkie kompozycje przestrzenne we własnej technice CrushArt poświęcone pamięci ofiar wojny.

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Nie tylko konie” (2020) – Bogusław Lustyk

„o ty, piękno konia” (1987) – Bogusław Lustyk, Joanna Lustyk

„koniki, kucyki, konie” (1991) – Bogusław Lustyk, Joanna Lustyk

„Lustyk – life and art” (2008) – Bogusław Lustyk

„Jeździecka Dolina Zbrosławice” (2018) – Wojciech Ginko

Koń z pod palca – Bogusław Lustyk | FILM

Wybrane prace:

Patron Honorowy:

Mecenas: Andrzej Novak-Zempliński

Opiekun: Wydawnictwo Muzeum Narodowe w Krakowie


Polski malarz, przedstawiciel romantyzmu, portrecista, animalista, batalista; organizator życia społecznego i gospodarczego, mąż stanu.


Piotr Michałowski (1800-1855) określony przez Władysława Łuszczkiewicza jako amator i wielki pan, był wyjątkowym malarzem, rysownikiem, akwarelistą o znakomitym refleksie malarskim i pamięci. Jego bogate i zróżnicowane oeuvre malarskie, które powstało niejako na marginesie ziemiańskiej codzienności, w izolacji i w całkowitej niezależności od polskiego życia artystycznego obejmuje obrazy o tematyce hetmańsko-rycerskiej i napoleońskiej, a także fascynujące studia portretowe rodziny, chłopów, Żydów a nade wszystko podobizny zwierząt, przede wszystkim koni. Był nijako twórcą polskiego „Pferdenmalerei”.

W latach 1844-1855 powstała najdoskonalsza z kilku wersji, najważniejszego cyklu Piotra Michałowskiego – kompozycja „Szarża w wąwozie Somosierry”, znana również z wcześniejszych prac olejnych i szkiców akwarelowych i ołówkowych, która miała być wstępem do monumentalnej realizacji artystycznej.

Temat obrazu zaproponowany został Piotrowi Michałowskiemu przez uczestników szarży w wąwozie Somosierra, chcących uczcić pamięć bohatera bitwy porucznika Andrzeja Niegolewskiego, który jako jeden z pierwszych dotarł na przełęcz:

żeby pędzlem swoim uwiecznił pamiątkę Niegolewskiego i podał obraz tej bitwy pokoleniom przyszłym.

Dedykowali również Michałowskiemu wiersz „Pamiątka Niegolewskiemu – wiersz do Piotra Michałowskiego”. Z kolei sam Niegolewski wspominał … Szwadron [który]… pędził dalej bez najmniejszego zatrzymania i bez żadnego porządku wojennego. Wszyscy pędzili wśród ogromnego ognia… .

O sukcesie artystycznym owianej sławą szarży pod Somosierrą namalowanej przez Piotra Michałowskiego zadecydowała, nie tylko ilustracja określonego wydarzenia historycznego, ale przede wszystkim maestria rejestracji pędu koni i jeźdźców, które wręcz mistrzowsko uchwycił artysta; zobrazował szaleńczy pęd konnicy, kurz, wtopione w konie postaci jeźdźców, błysk szabel. Efekty te osiągnął między innymi przez wprowadzenie szczególnej kompozycji opartej na rysunku błyskawicy.

Bitwa ta, ściśnięta w stromym wąwozie, powinna wyglądać jakoby ognista błyskawica, przedzierająca płótno od dołu do góry.

To słowa Piotra Michałowskiego cytowane przez jego córkę, Celinę


Autor: Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska

Dowiedz się więcej z albumu Muzeum Narodowego w Krakowie pt: „Piotr Michałowski 1800-1855” (kliknij aby przejść do Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Piotr Michałowski 1800-1855” (2000) – Muzeum Narodowe w Krakowie

Patron Honorowy: Marek Komorowski, Patrycja Kaczorowska – Prezes Warszawsko – Mazowieckiego Związku Jeździeckiego

Mecenas:

Opiekun: Agata Wąsowska i Justyna Szulc


Olimpijka, dwukrotnie II. Wicemistrzyni Polski w ujeżdżeniu. Trenerka. Działaczka Polskiego Związku Jeździeckiego.

Wanda Siniarska-Czaplicka, Olimpijka, II Wicemistrzyni Polski w Ujeżdżeniu. Trenerka. Działaczka Polskiego Związku Jeździeckiego.

Urodziła się 28 czerwca 1931 roku w Niemojowie. Powiat Włocławek, województwo warszawskie. Ojciec Ludwik. Matka Hanna hrabianka Komorowska. Brat Andrzej. Mąż Adam Wąsowski. Córki Agata Wanda i Justyna Wanda. Absolwentka Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.

Igrzyska Olimpijskie

Moskwa 20 lipca – 3 sierpnia 1980 – czwarte miejsce na Damazym drużynowo w Ujeżdżeniu wspólnie z Elżbietą Morciniec na Sumie, Józefem Zagorem na Heliosie. Czternaste miejsce indywidualnie na Damazym.

Mistrzostwa Polski w Ujeżdżeniu:

Książ 15 – 17 września 1978 – brązowy medal na Damazym.
Książ 7 – 9 września 1979 – brązowy medal na Damazym.


Konie w życiu Wandy Siniarskiej-Czaplickiej Wąsowskiej weszły z wielu stron. Konno, pod Orszą, w rodzinnym majątku jeździła babka, Kazimiera Komorowska z domu Pajewska.

Konno jeździł w swoim majątku pod Orszą (12 000 ha) dziadek, hrabia Władysław Komorowski.

Przeczytaj więcej w artykule Witolda Duńskiego pt: „Siniarska-Czaplicka-Wąsowska Wanda” (2012) – Witold Duński (kliknij aby przejść do Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Wanda Wąsowska – pierwsza dama dyscypliny ujeżdżenie w Polsce” (2017) – Karolina Szulc, Anna Albera-Łojek, Jacek Łojek

„Siniarska-Czaplicka-Wąsowska Wanda” (2012) – Witold Duński

Pani Wanda Wąsowska o trenerach | FILM

Pani Wanda Wąsowska o młodzieży | FILM

Patron Honorowy: Krystyna Rudowska

Mecenas:

Opiekun: Wanda Siniarska-Wąsowska wraz z rodziną

Major Wojska Polskiego, jeździec sportowy, olimpijczyk z Berlina, medalista Mistrzostw Polski w WKKW. Po wojnie trener jeździectwa w Anglii i Argentynie.

Dziękujemy Pani Krystynie Rudowskiej za przygotowanie wyczerpującej biografii Janusza Komorowskiego. Publikujemy poniżej wstęp, reszta artykułu dostępna w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej – redakcja portalu Legendy Polskiego Jeździectwa.

Majora Janusza Komorowskiego, spotkałam w 1987 r. w trakcie zbierania materiałów do biografii kawalerzystów i wybitnych polskich jeźdźców. Wykonałam telefon z prośbą o spotkanie i major od razu zaprosił mnie na rozmowę do domu.

Mieszkał na ul. Czerniakowskiej 157 m12, w miejscu mu bliskim ze wspomnień w okolicy ul. Podchorążych, gdzie mieściły się przed wojną koszary 1. Dywizjonu Artylerii Konnej oraz ul. Szwoleżerów, gdzie dawniej mieściły się koszary 1. Pułku Szwoleżerów. Pan Major, nie znosił spóźniania się, więc przyjeżdżałam na miejsce wcześniej i czekałam przed drzwiami, a kiedy wybijała dokładna godzina stukałam do drzwi.

Po pierwszym spotkaniu już regularnie co kilka dni bywałam w niezwykle gościnnym domu Państwa Komorowskich, zawsze była gorąca herbata z malinami i kieliszeczek wiśniówki. Ja włączałam magnetofon a Pan Major opowiadał. Szybko nasze spotkania przerodziły się w dyskusje o życiu i naszej polskiej niełatwej historii.

Od Majora, otrzymałam, oprócz dziesiątek godzin jego opowieści nagranych na taśmie, także pamiątkowe zdjęcie z dedykacją i negatywy zdjęć z fotografii z prywatnego archiwum. Z naszych rozmów powstało kilka artykułów i film emitowany w Telewizji Polskiej. Pan Major zgodził się na wystąpienie w filmie, ale nie chciał się zgodzić na mówienie wprost do kamery, nagraliśmy więc jego wypowiedzi oddzielnie (tzw. off-y) i podkładaliśmy głos pod sceny kręcone kamerą.

W 1989 r. wyjechałam razem z dziećmi do Kanady. Jeden z pierwszych listów jakie tam dostałam to był list od Państwa Komorowskich (w załączeniu), a w nim piękne zdjęcie z nienagannego skoku pana majora, ciepłe słowa i załącznik w postaci jednego dolara amerykańskiego na szczęście.

(…)

Przeczytaj dalszą część wspomnień o Januszu Komorowskim w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Autor tekstu: Krystyna Rudowska

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Koń niósł go przez całe życie – wspomnienia Krystyny Rudowskiej o mjr Januszu Komorowskim” (2020) – Krystyna Rudowska

„Koń niósł go przez całe życie cz. I” – KOŃ POLSKI nr. 3 (1988) – Krystyna Rudowska

„Koń niósł go przez całe życie cz. II” – KOŃ POLSKI nr. 4 (1988) – Krystyna Rudowska

Patron Honorowy:

Mecenas: Adam Wyrzyk

Opiekun: Biskup polowy Wojska Polskiego
gen. bryg. dr Józef Guzdek

Witold Pilecki (1901- 1948), rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, żołnierz Armii Krajowej, organizator ruchu oporu w KL Auschwitz, obozu koncentracyjnego, do którego trafił z własnej woli. Autor pierwszych raportów o Holokauście. To dzięki niemu świat usłyszał o masowej eksterminacji Żydów. Skazany na śmierć przez peerelowski sąd, zamordowany strzałem w tył głowy. Zrehabilitowany w 1990 roku.

Do dziś nie wiadomo, co komunistyczni oprawcy zrobili z jego ciałem. W 2006 roku pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego, siedem lat później awansowany do stopnia pułkownika.

Jest 26 sierpnia 1939. W majątku Sukurcze w powiecie lidzkim, woj. nowogródzkie zjawia się posłaniec 19 Dywizji Piechoty i wręcza dziedzicowi, rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu rozkaz o powszechnej mobilizacji. Ten w jednej chwili siodła karą Bajkę i rusza galopem do pobliskiej wsi Krupa. Tam z majorem Mieczysławem Gawrylkiewiczem organizują nabór do kawalerii. Wśród zgłaszających się są m.in. członkowie Konnego Przysposobienia Wojskowego „Krakusy”* , jednostki paramilitarnej, którą w 1932 roku Witold Pilecki stworzył na tamtejszym terenie.

– Kilka dni później, 29 sierpnia, siedemdziesięciu, może osiemdziesięciu kawalerzystów wyrusza, jak się wkrótce ma okazać, na wojnę – wspomina Andrzej Pilecki, syn rotmistrza. – Żegnając się z rodzinami i mieszkańcami powiatu, ułani defilują główną ulicą Krupy. Przejeżdżają przed szkołą, przed którą stoi spory tłumek ludzi, w tym uczniów i nauczycieli. Ja też tam byłem z mamą i siostrą Zosią. I choć miałem zaledwie siedem lat, dzień ten pamiętam nader dokładnie. Ułani jechali w czwórkowym szyku, a prowadził ich nasz tata. Gdy szwadron oddalił się spory kawałek, ojciec zawrócił i galopem do nas podjechał. Zeskoczył z siodła, jeszcze raz czule pożegnał się z mamą, wziął na ręce najpierw Zosię, potem mnie i ucałował na do widzenia. Był jednak przekonany, że wojna, jeśli wybuchnie, potrwa kilka tygodni i wkrótce znowu się zobaczymy.

Wybuchła, a szwadron ułanów lidzkich został rozbity pod Wolborzem przez niemiecką jednostkę pancerną już z 4 na 5 września. To wtedy zginęła Bajka, ukochana klacz rotmistrza.

– To była arabka, tata kupił ją w 1928 roku w Janowie Podlaskim, ale nim ją przywiózł do Sukurcz, posłał na nauki do szkoły wojskowej. Zawsze ciągnęło go do munduru, zwłaszcza do kawalerii, choć przecież nie był zawodowym żołnierzem. Bywał nim, gdy wybuchały wojny. Jako ułan walczył na przykład w 1920 roku odnosząc zresztą spektakularny sukces. W okolicach Ejszyszek wraz z dwoma konnymi rozbroił osiemdziesięciu bolszewików! Może to właśnie wtedy zapragnął, by w przyszłości mieć tak znakomicie wyszkolonego konia, jak ten, którego wówczas dosiadał. Marzenie spełniło się, Bajka umiała dużo więcej niż inne wierzchowce, imponowała odwagą i szybkością. Sprawdzała się w hipicznych zawodach wojskowych, m.in. o mistrzostwo armii.

Klacz stanowiła dla Witolda Pileckiego podstawowy środek transportu. Objeżdżał na niej rankami gospodarstwo sprawdzając stan upraw. Często zabierał ze sobą syna Andrzeja sadzając go przed sobą w siodle.

– Ojciec brał mnie na te przejażdżki nie tylko dla towarzystwa. Liczył, że przejmę po nim pałeczkę, będę uprawiał ziemię. Chciał, bym od najmłodszych lat chłonął rolniczą wiedzę. Z jego planów nic nie wyszło. Zostałem inżynierem nie mającym nic wspólnego z rolą. Ale nasze wypady na Bajce nie ograniczały się li tylko do kontroli gospodarstwa. Pławiliśmy też razem konie. Kiedyś wjechaliśmy do rzeki i w miejscu, gdzie było stosunkowo płytko, ojciec niespodziewanie zrzucił mnie z konia. Wpadłem do wody, a on krzyknął: – teraz płyń! Tata preferował twarde metody, ja ich nie pochwalam, zwłaszcza że bardzo się wtedy wystraszyłem. Nie wszystkie też jego pomysły wychowawcze akceptowała moja mama, Maria Pilecka. Była nauczycielką w Krupie, doskonale wiedziała, jak z dziećmi postępować. Nic więc dziwnego, że zezłościła się na tatę, gdy polecił mi, bym sam pojechał po nią bryczką do szkoły. Tata uważał, że to dla sześciolatka znakomite zadanie edukacyjne. Nim wsiadłem na kozła, zrobił mi zresztą wykład. – Pamiętaj – mówił – jedź ostrożnie, tylko stępem, nie używaj bata, a jeśli zdarzy się, że po drodze zawadzisz osią inny pojazd, uprzejmie przeproś. Tak przygotowany chwyciłem lejce i, jak tata przykazał, ruszyłem wolnym tempem przed siebie. Kiedy zjechałem z góry, pomyślałem, że ojciec już mnie nie widzi, więc mogę jechać znacznie szybciej. Świsnąłem batem, koń przyspieszył, a ja się cieszyłem, że szybko też potrafię. Szczęśliwie nic się nie stało poza tym, że jak mnie mama zobaczyła, to się zdenerwowała, a jak wróciliśmy do domu, to zdenerwował się tata. Kiedy bowiem odjechałem w kierunku szkoły, on wszedł na drzewo i jak na dłoni widział, czy przestrzegam jego zaleceń. Nie przestrzegałem, dostałem burę.

Do bryczki Witold Pilecki nie zaprzęgał nigdy Bajki. Tej używał tylko pod wierzch, ale że w gospodarstwie było zawsze przynajmniej dziesięć koni, miał wybór.

– Stajnia wraz z chlewnią, oborą, cielętnikiem znajdowała się w Sukurczach na drugim dziedzińcu. Stał w niej m.in. Emir do prac w polu. Był też Kasztan, Gniada, Figlarz, który, gdy się go głaskało po chrapach, wydawał przedziwne dźwięki. Ojciec trzymał też ogiera Krakowiaka, ale ten skończył tragicznie: zimą rozszarpały go wilki. Miał też Loncię, klacz zarodową. To prawdopodobnie jej źrebaka – płci nie pomnę – przygotowywał dla mnie pod siodło lonżując go na maneżu. Nie pamiętam też, czy ojciec wkładał mu już siodło, ale chyba nie zdążył. Wybuch wojny przekreślił w każdym razie wszystkie plany dotyczące mojego jeździectwa. Po wyjeździe z Sukurcz nie miałem okazji obcować z końmi.

– Podobno jeden ze znanych historyków stwierdził, że w tym względzie zawiódł pan ojca, bo rotmistrz liczył, że i dla pana koń będzie „postacią” pierwszoplanową.

– Stwierdził, stwierdził. Nie będę mówił, co o nim myślę, tylko przytoczę, co mu powiedziałem: słyszałem, że w Warszawie niektórzy hodują w łazience świniaki, ja może i hodowałbym konia, ale w żaden sposób nie chce mi się zmieścić w mieszkaniu.

Banalnym jest komentarz, że gdyby nie wojna, losy rodziny Pileckich potoczyłyby się inaczej, a konie w Sukurczach odgrywałyby prawdopodobnie nadal ważną rolę, choć z racji postępu cywilizacyjnego na pewno inną, niż wówczas. Niebanalnym za to jest fakt, iż Sukurcze zostały zrównane z ziemią. Nie tylko po dworku nie ma już śladu, także po zabudowaniach gospodarskich, w tym po stajni. To co pamięta i mógł nam o niej opowiedzieć Andrzej Pilecki dotyczy bardzo krótkiego okresu. Miał zaledwie siedem lat, gdy nastał rok 1939 i z całą rodziną musiał opuścić majątek. Nie poznamy więc nigdy dziesiątek jeździeckich przygód Witolda Pileckiego, jego opowieści o koniach, których dosiadał. Wiemy, że je miłował, tak zresztą jak inne zwierzęta. Kochał psy, w domu było ich kilka. Nie lubił polowań…

Autor: Piotr Dzięciołowski
www.hejnakon.pl

*KRAKUSY: znakomicie wyszkoleni wojskowo i jeździecko, wygrywający rok w rok z zawodowymi ułanami „Zawody o Buńczuk”. Na długo przed wybuchem wojny zostali wyróżnieni przez władze wojskowe podporządkowaniem ich dowództwu 19 Dywizji Piechoty.

Witold Pilecki podczas defilady w Lidzie
Witold Pilecki podczas ćwiczeń
Rtm. Witold Pilecki na zawodach o Mistrzostwo Armii, Baranowicze 1933;
fot.: ze zbiorów rodzinnych.
Na zawodach hipicznych; W środku Witold Pilecki, obok, na kolanach znajomego oficera, Andrzej Pilecki; fot.: ze zbiorów rodzinnych.
Zofia Pilecka-Optułowicz i Andrzej Pilecki; fot.: IPN

Patron Honorowy: Jerzy Iwaszkiewicz, Anna i Artur Bober

Mecenasi:

Opiekun: Rodzina Raczkowskich (Mirosław, Małgorzata i Marek wraz z dziećmi)

Jedna z najbardziej znanych fotografików koni. Kapitalne zdjęcia z dzikich pastwisk Norwegii, kultowe fotografie z Janowa, Michałowa i Białki.


Zofia Raczkowska – fotografik, członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Urodziła się i mieszka w Warszawie.

Zainteresowała się fotografią na początku lat 60-tych. Początkowo tematem jej prac było najbliższe otocznie i życie rodzinne. Wkrótce jednak zafascynowała ją fotografia prasowa, szczególnie fotoreportaż. Jej zdjęcia zaczęły się ukazywać w prasie codziennej i czasopismach. W kręgu wydawców stała się znana jako autorka zdjęć przyrody, zwierząt, a przede wszystkim jako autorka fotografii koni.

Jej pasja i zafascynowanie pięknem konia arabskiego sprawiło, że posiada obecnie jedyne tak bogate archiwum zdjęć koni tej rasy wyhodowanych w Polsce na przestrzeni trzydziestu lat.

Ma w swoim dorobku wiele publikacji. Zdjęcia z pierwszego okresu jej działalności ukazały się kolejno w latach 1973-75, w albumach Pferde, Pferde, Araber Pferde i Aus meinem Tieralbum, wydanych przez zachodnioniemieckie wydawnictwo Sudwest.

W latach 80-tych nastąpił przełom w stylu jej pracy. Pod presją wydawców zdecydowała się na fotografię barwną. To była trudna decyzja, bo przyzwyczajona do pracy we własnej ciemni i kreowania obrazów w tonacji czarno-białej, była zmuszona uporać się z procesem fotografii barwnej.

Wkrótce jej zdjęcia stały się rozpoznawalne dzięki swoistej, malarskiej kolorystyce. Z inicjatywy wydawców niemieckich i szwajcarskich nawiązała z nimi stałą współpracę. Kalendarze tam wydawane popularyzowały jej fotografię. Na europejskich konkursach tych form wydawniczych zdobywała główne nagrody. Poza uczestnictwem w wielu wystawach międzynarodowych, swoje prace prezentowała na wystawach indywidualnych w Kolumbii (1983), Danii (1985), Szwecji (1985), Warszawie – w galerii Związku Polskich Artystów Fotografików (1990). Także w 1990 roku, na międzynarodowej wystawie w Rydze Horses of the World, otrzymała „Grand Prix”.

Przez 20 lat była autorką zdjęć do katalogów słynnych i przynoszących wielkie wpływy aukcji koni arabskich. W roku 1992 ukazał się jej album autorski Araby.

Wiele czasu spędza w Skandynawii. W Szwecji zajmowała się przede wszystkim końmi czystej krwi arabskiej. Od 1996 roku jeździ do Norwegii, gdzie regularnie uczestniczy w letnich wypasach koni, fotografując w górach fiordingi, kuce i dole. Na przełomie 2001/2002 roku w galerii ZPAF w Warszawie odbyła się jej retrospektywna wystawa „Świat pełen koni”.

Autor: Hanna Łysakowska

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

Zofia Raczkowska (2013) – Hanna Łysakowska

Zofia Raczkowska i jej ulubiony temat – konie. Fot. Mirosław Raczkowski
Okładka albumu „Black & White” – fot. Zofia Raczkowska. Wydawca: BoberTeam,
Polska Cyfrowa Biblioteka Jeździecka (kliknij zdjęcie aby zobaczyć fragmenty albumu w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej – strona otworzy się w nowym oknie).