Legendy Polskiego Jeździectwa – Ludzie

Patron Honorowy:

Mecenas: Andrzej Novak-Zempliński

Opiekun:


Polski malarz, przedstawiciel romantyzmu, portrecista, animalista, batalista; organizator życia społecznego i gospodarczego, mąż stanu.


Piotr Michałowski (1800-1855) określony przez Władysława Łuszczkiewicza jako amator i wielki pan, był wyjątkowym malarzem, rysownikiem, akwarelistą o znakomitym refleksie malarskim i pamięci. Jego bogate i zróżnicowane oeuvre malarskie, które powstało niejako na marginesie ziemiańskiej codzienności, w izolacji i w całkowitej niezależności od polskiego życia artystycznego obejmuje obrazy o tematyce hetmańsko-rycerskiej i napoleońskiej, a także fascynujące studia portretowe rodziny, chłopów, Żydów a nade wszystko podobizny zwierząt, przede wszystkim koni. Był nijako twórcą polskiego „Pferdenmalerei”.

W latach 1844-1855 powstała najdoskonalsza z kilku wersji, najważniejszego cyklu Piotra Michałowskiego – kompozycja „Szarża w wąwozie Somosierry”, znana również z wcześniejszych prac olejnych i szkiców akwarelowych i ołówkowych, która miała być wstępem do monumentalnej realizacji artystycznej.

Temat obrazu zaproponowany został Piotrowi Michałowskiemu przez uczestników szarży w wąwozie Somosierra, chcących uczcić pamięć bohatera bitwy porucznika Andrzeja Niegolewskiego, który jako jeden z pierwszych dotarł na przełęcz:

żeby pędzlem swoim uwiecznił pamiątkę Niegolewskiego i podał obraz tej bitwy pokoleniom przyszłym.

Dedykowali również Michałowskiemu wiersz „Pamiątka Niegolewskiemu – wiersz do Piotra Michałowskiego”. Z kolei sam Niegolewski wspominał … Szwadron [który]… pędził dalej bez najmniejszego zatrzymania i bez żadnego porządku wojennego. Wszyscy pędzili wśród ogromnego ognia… .

O sukcesie artystycznym owianej sławą szarży pod Somosierrą namalowanej przez Piotra Michałowskiego zadecydowała, nie tylko ilustracja określonego wydarzenia historycznego, ale przede wszystkim maestria rejestracji pędu koni i jeźdźców, które wręcz mistrzowsko uchwycił artysta; zobrazował szaleńczy pęd konnicy, kurz, wtopione w konie postaci jeźdźców, błysk szabel. Efekty te osiągnął między innymi przez wprowadzenie szczególnej kompozycji opartej na rysunku błyskawicy.

Bitwa ta, ściśnięta w stromym wąwozie, powinna wyglądać jakoby ognista błyskawica, przedzierająca płótno od dołu do góry.

To słowa Piotra Michałowskiego cytowane przez jego córkę, Celinę


Autor: Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska

Dowiedz się więcej z albumu Muzeum Narodowego w Krakowie pt: „Piotr Michałowski 1800-1855” (kliknij aby przejść do Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Piotr Michałowski 1800-1855” (2000) – Muzeum Narodowe w Krakowie

Patron Honorowy: Patrycja Kaczorowska – Prezes Warszawsko – Mazowieckiego Związku Jeździeckiego

Mecenas: Marek Komorowski

Opiekun: Agata Wąsowska i Justyna Szulc


Olimpijka, dwukrotnie II. Wicemistrzyni Polski w ujeżdżeniu. Trenerka. Działaczka Polskiego Związku Jeździeckiego.

Wanda Siniarska-Czaplicka, Olimpijka, II Wicemistrzyni Polski w Ujeżdżeniu. Trenerka. Działaczka Polskiego Związku Jeździeckiego.

Urodziła się 28 czerwca 1931 roku w Niemojowie. Powiat Włocławek, województwo warszawskie. Ojciec Ludwik. Matka Hanna hrabianka Komorowska. Brat Andrzej. Mąż Adam Wąsowski. Córki Agata Wanda i Justyna Wanda. Absolwentka Wyższej Szkoły Rolniczej w Olsztynie i Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu.

Igrzyska Olimpijskie

Moskwa 20 lipca – 3 sierpnia 1980 – czwarte miejsce na Damazym drużynowo w Ujeżdżeniu wspólnie z Elżbietą Morciniec na Sumie, Józefem Zagorem na Heliosie. Czternaste miejsce indywidualnie na Damazym.

Mistrzostwa Polski w Ujeżdżeniu:

Książ 15 – 17 września 1978 – brązowy medal na Damazym.
Książ 7 – 9 września 1979 – brązowy medal na Damazym.


Konie w życiu Wandy Siniarskiej-Czaplickiej Wąsowskiej weszły z wielu stron. Konno, pod Orszą, w rodzinnym majątku jeździła babka, Kazimiera Komorowska z domu Pajewska.

Konno jeździł w swoim majątku pod Orszą (12 000 ha) dziadek, hrabia Władysław Komorowski.

Przeczytaj więcej w artykule Witolda Duńskiego pt: „Siniarska-Czaplicka-Wąsowska Wanda” (2012) – Witold Duński (kliknij aby przejść do Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Wanda Wąsowska – pierwsza dama dyscypliny ujeżdżenie w Polsce” (2017) – Karolina Szulc, Anna Albera-Łojek, Jacek Łojek

„Siniarska-Czaplicka-Wąsowska Wanda” (2012) – Witold Duński

Patron Honorowy: Krystyna Rudowska

Mecenas:

Opiekun: Wanda Siniarska-Wąsowska wraz z rodziną

Major Wojska Polskiego, jeździec sportowy, olimpijczyk z Berlina, medalista Mistrzostw Polski w WKKW. Po wojnie trener jeździectwa w Anglii i Argentynie.

Dziękujemy Pani Krystynie Rudowskiej za przygotowanie wyczerpującej biografii Janusza Komorowskiego. Publikujemy poniżej wstęp, reszta artykułu dostępna w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej – redakcja portalu Legendy Polskiego Jeździectwa.

Majora Janusza Komorowskiego, spotkałam w 1987 r. w trakcie zbierania materiałów do biografii kawalerzystów i wybitnych polskich jeźdźców. Wykonałam telefon z prośbą o spotkanie i major od razu zaprosił mnie na rozmowę do domu.

Mieszkał na ul. Czerniakowskiej 157 m12, w miejscu mu bliskim ze wspomnień w okolicy ul. Podchorążych, gdzie mieściły się przed wojną koszary 1. Dywizjonu Artylerii Konnej oraz ul. Szwoleżerów, gdzie dawniej mieściły się koszary 1. Pułku Szwoleżerów. Pan Major, nie znosił spóźniania się, więc przyjeżdżałam na miejsce wcześniej i czekałam przed drzwiami, a kiedy wybijała dokładna godzina stukałam do drzwi.

Po pierwszym spotkaniu już regularnie co kilka dni bywałam w niezwykle gościnnym domu Państwa Komorowskich, zawsze była gorąca herbata z malinami i kieliszeczek wiśniówki. Ja włączałam magnetofon a Pan Major opowiadał. Szybko nasze spotkania przerodziły się w dyskusje o życiu i naszej polskiej niełatwej historii.

Od Majora, otrzymałam, oprócz dziesiątek godzin jego opowieści nagranych na taśmie, także pamiątkowe zdjęcie z dedykacją i negatywy zdjęć z fotografii z prywatnego archiwum. Z naszych rozmów powstało kilka artykułów i film emitowany w Telewizji Polskiej. Pan Major zgodził się na wystąpienie w filmie, ale nie chciał się zgodzić na mówienie wprost do kamery, nagraliśmy więc jego wypowiedzi oddzielnie (tzw. off-y) i podkładaliśmy głos pod sceny kręcone kamerą.

W 1989 r. wyjechałam razem z dziećmi do Kanady. Jeden z pierwszych listów jakie tam dostałam to był list od Państwa Komorowskich (w załączeniu), a w nim piękne zdjęcie z nienagannego skoku pana majora, ciepłe słowa i załącznik w postaci jednego dolara amerykańskiego na szczęście.

(…)

Przeczytaj dalszą część wspomnień o Januszu Komorowskim w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Autor tekstu: Krystyna Rudowska

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Koń niósł go przez całe życie – wspomnienia Krystyny Rudowskiej o mjr Januszu Komorowskim” (2020) – Krystyna Rudowska

„Koń niósł go przez całe życie cz. I” – KOŃ POLSKI nr. 3 (1988) – Krystyna Rudowska

„Koń niósł go przez całe życie cz. II” – KOŃ POLSKI nr. 4 (1988) – Krystyna Rudowska

Patron Honorowy:

Mecenas: Adam Wyrzyk

Opiekun: Biskup polowy Wojska Polskiego
gen. bryg. dr Józef Guzdek

Witold Pilecki (1901- 1948), rotmistrz kawalerii Wojska Polskiego, żołnierz Armii Krajowej, organizator ruchu oporu w KL Auschwitz, obozu koncentracyjnego, do którego trafił z własnej woli. Autor pierwszych raportów o Holokauście. To dzięki niemu świat usłyszał o masowej eksterminacji Żydów. Skazany na śmierć przez peerelowski sąd, zamordowany strzałem w tył głowy. Zrehabilitowany w 1990 roku.

Do dziś nie wiadomo, co komunistyczni oprawcy zrobili z jego ciałem. W 2006 roku pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Orderem Orła Białego, siedem lat później awansowany do stopnia pułkownika.

Jest 26 sierpnia 1939. W majątku Sukurcze w powiecie lidzkim, woj. nowogródzkie zjawia się posłaniec 19 Dywizji Piechoty i wręcza dziedzicowi, rotmistrzowi Witoldowi Pileckiemu rozkaz o powszechnej mobilizacji. Ten w jednej chwili siodła karą Bajkę i rusza galopem do pobliskiej wsi Krupa. Tam z majorem Mieczysławem Gawrylkiewiczem organizują nabór do kawalerii. Wśród zgłaszających się są m.in. członkowie Konnego Przysposobienia Wojskowego „Krakusy”* , jednostki paramilitarnej, którą w 1932 roku Witold Pilecki stworzył na tamtejszym terenie.

– Kilka dni później, 29 sierpnia, siedemdziesięciu, może osiemdziesięciu kawalerzystów wyrusza, jak się wkrótce ma okazać, na wojnę – wspomina Andrzej Pilecki, syn rotmistrza. – Żegnając się z rodzinami i mieszkańcami powiatu, ułani defilują główną ulicą Krupy. Przejeżdżają przed szkołą, przed którą stoi spory tłumek ludzi, w tym uczniów i nauczycieli. Ja też tam byłem z mamą i siostrą Zosią. I choć miałem zaledwie siedem lat, dzień ten pamiętam nader dokładnie. Ułani jechali w czwórkowym szyku, a prowadził ich nasz tata. Gdy szwadron oddalił się spory kawałek, ojciec zawrócił i galopem do nas podjechał. Zeskoczył z siodła, jeszcze raz czule pożegnał się z mamą, wziął na ręce najpierw Zosię, potem mnie i ucałował na do widzenia. Był jednak przekonany, że wojna, jeśli wybuchnie, potrwa kilka tygodni i wkrótce znowu się zobaczymy.

Wybuchła, a szwadron ułanów lidzkich został rozbity pod Wolborzem przez niemiecką jednostkę pancerną już z 4 na 5 września. To wtedy zginęła Bajka, ukochana klacz rotmistrza.

– To była arabka, tata kupił ją w 1928 roku w Janowie Podlaskim, ale nim ją przywiózł do Sukurcz, posłał na nauki do szkoły wojskowej. Zawsze ciągnęło go do munduru, zwłaszcza do kawalerii, choć przecież nie był zawodowym żołnierzem. Bywał nim, gdy wybuchały wojny. Jako ułan walczył na przykład w 1920 roku odnosząc zresztą spektakularny sukces. W okolicach Ejszyszek wraz z dwoma konnymi rozbroił osiemdziesięciu bolszewików! Może to właśnie wtedy zapragnął, by w przyszłości mieć tak znakomicie wyszkolonego konia, jak ten, którego wówczas dosiadał. Marzenie spełniło się, Bajka umiała dużo więcej niż inne wierzchowce, imponowała odwagą i szybkością. Sprawdzała się w hipicznych zawodach wojskowych, m.in. o mistrzostwo armii.

Klacz stanowiła dla Witolda Pileckiego podstawowy środek transportu. Objeżdżał na niej rankami gospodarstwo sprawdzając stan upraw. Często zabierał ze sobą syna Andrzeja sadzając go przed sobą w siodle.

– Ojciec brał mnie na te przejażdżki nie tylko dla towarzystwa. Liczył, że przejmę po nim pałeczkę, będę uprawiał ziemię. Chciał, bym od najmłodszych lat chłonął rolniczą wiedzę. Z jego planów nic nie wyszło. Zostałem inżynierem nie mającym nic wspólnego z rolą. Ale nasze wypady na Bajce nie ograniczały się li tylko do kontroli gospodarstwa. Pławiliśmy też razem konie. Kiedyś wjechaliśmy do rzeki i w miejscu, gdzie było stosunkowo płytko, ojciec niespodziewanie zrzucił mnie z konia. Wpadłem do wody, a on krzyknął: – teraz płyń! Tata preferował twarde metody, ja ich nie pochwalam, zwłaszcza że bardzo się wtedy wystraszyłem. Nie wszystkie też jego pomysły wychowawcze akceptowała moja mama, Maria Pilecka. Była nauczycielką w Krupie, doskonale wiedziała, jak z dziećmi postępować. Nic więc dziwnego, że zezłościła się na tatę, gdy polecił mi, bym sam pojechał po nią bryczką do szkoły. Tata uważał, że to dla sześciolatka znakomite zadanie edukacyjne. Nim wsiadłem na kozła, zrobił mi zresztą wykład. – Pamiętaj – mówił – jedź ostrożnie, tylko stępem, nie używaj bata, a jeśli zdarzy się, że po drodze zawadzisz osią inny pojazd, uprzejmie przeproś. Tak przygotowany chwyciłem lejce i, jak tata przykazał, ruszyłem wolnym tempem przed siebie. Kiedy zjechałem z góry, pomyślałem, że ojciec już mnie nie widzi, więc mogę jechać znacznie szybciej. Świsnąłem batem, koń przyspieszył, a ja się cieszyłem, że szybko też potrafię. Szczęśliwie nic się nie stało poza tym, że jak mnie mama zobaczyła, to się zdenerwowała, a jak wróciliśmy do domu, to zdenerwował się tata. Kiedy bowiem odjechałem w kierunku szkoły, on wszedł na drzewo i jak na dłoni widział, czy przestrzegam jego zaleceń. Nie przestrzegałem, dostałem burę.

Do bryczki Witold Pilecki nie zaprzęgał nigdy Bajki. Tej używał tylko pod wierzch, ale że w gospodarstwie było zawsze przynajmniej dziesięć koni, miał wybór.

– Stajnia wraz z chlewnią, oborą, cielętnikiem znajdowała się w Sukurczach na drugim dziedzińcu. Stał w niej m.in. Emir do prac w polu. Był też Kasztan, Gniada, Figlarz, który, gdy się go głaskało po chrapach, wydawał przedziwne dźwięki. Ojciec trzymał też ogiera Krakowiaka, ale ten skończył tragicznie: zimą rozszarpały go wilki. Miał też Loncię, klacz zarodową. To prawdopodobnie jej źrebaka – płci nie pomnę – przygotowywał dla mnie pod siodło lonżując go na maneżu. Nie pamiętam też, czy ojciec wkładał mu już siodło, ale chyba nie zdążył. Wybuch wojny przekreślił w każdym razie wszystkie plany dotyczące mojego jeździectwa. Po wyjeździe z Sukurcz nie miałem okazji obcować z końmi.

– Podobno jeden ze znanych historyków stwierdził, że w tym względzie zawiódł pan ojca, bo rotmistrz liczył, że i dla pana koń będzie „postacią” pierwszoplanową.

– Stwierdził, stwierdził. Nie będę mówił, co o nim myślę, tylko przytoczę, co mu powiedziałem: słyszałem, że w Warszawie niektórzy hodują w łazience świniaki, ja może i hodowałbym konia, ale w żaden sposób nie chce mi się zmieścić w mieszkaniu.

Banalnym jest komentarz, że gdyby nie wojna, losy rodziny Pileckich potoczyłyby się inaczej, a konie w Sukurczach odgrywałyby prawdopodobnie nadal ważną rolę, choć z racji postępu cywilizacyjnego na pewno inną, niż wówczas. Niebanalnym za to jest fakt, iż Sukurcze zostały zrównane z ziemią. Nie tylko po dworku nie ma już śladu, także po zabudowaniach gospodarskich, w tym po stajni. To co pamięta i mógł nam o niej opowiedzieć Andrzej Pilecki dotyczy bardzo krótkiego okresu. Miał zaledwie siedem lat, gdy nastał rok 1939 i z całą rodziną musiał opuścić majątek. Nie poznamy więc nigdy dziesiątek jeździeckich przygód Witolda Pileckiego, jego opowieści o koniach, których dosiadał. Wiemy, że je miłował, tak zresztą jak inne zwierzęta. Kochał psy, w domu było ich kilka. Nie lubił polowań…

Autor: Piotr Dzięciołowski
www.hejnakon.pl

*KRAKUSY: znakomicie wyszkoleni wojskowo i jeździecko, wygrywający rok w rok z zawodowymi ułanami „Zawody o Buńczuk”. Na długo przed wybuchem wojny zostali wyróżnieni przez władze wojskowe podporządkowaniem ich dowództwu 19 Dywizji Piechoty.

Witold Pilecki podczas defilady w Lidzie
Witold Pilecki podczas ćwiczeń
Rtm. Witold Pilecki na zawodach o Mistrzostwo Armii, Baranowicze 1933;
fot.: ze zbiorów rodzinnych.
Na zawodach hipicznych; W środku Witold Pilecki, obok, na kolanach znajomego oficera, Andrzej Pilecki; fot.: ze zbiorów rodzinnych.
Zofia Pilecka-Optułowicz i Andrzej Pilecki; fot.: IPN

Patron Honorowy: Jerzy Iwaszkiewicz

Mecenasi: Anna i Artur Bober

Opiekun: Rodzina Raczkowskich (Mirosław, Małgorzata i Marek wraz z dziećmi)

Jedna z najbardziej znanych fotografików koni. Kapitalne zdjęcia z dzikich pastwisk Norwegii, kultowe fotografie z Janowa, Michałowa i Białki.


Zofia Raczkowska – fotografik, członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Urodziła się i mieszka w Warszawie.

Zainteresowała się fotografią na początku lat 60-tych. Początkowo tematem jej prac było najbliższe otocznie i życie rodzinne. Wkrótce jednak zafascynowała ją fotografia prasowa, szczególnie fotoreportaż. Jej zdjęcia zaczęły się ukazywać w prasie codziennej i czasopismach. W kręgu wydawców stała się znana jako autorka zdjęć przyrody, zwierząt, a przede wszystkim jako autorka fotografii koni.

Jej pasja i zafascynowanie pięknem konia arabskiego sprawiło, że posiada obecnie jedyne tak bogate archiwum zdjęć koni tej rasy wyhodowanych w Polsce na przestrzeni trzydziestu lat.

Ma w swoim dorobku wiele publikacji. Zdjęcia z pierwszego okresu jej działalności ukazały się kolejno w latachl973-75, w albumach Pferde, Pferde, Araber Pferde i Aus meinem Tieralbum, wydanych przez zachodnioniemieckie wydawnictwo Sudwest.

W latach 80-tych nastąpił przełom w stylu jej pracy. Pod presją wydawców zdecydowała się na fotografię barwną. To była trudna decyzja, bo przyzwyczajona do pracy we własnej ciemni i kreowania obrazów w tonacji czarno-białej, była zmuszona uporać się z procesem fotografii barwnej.

Wkrótce jej zdjęcia stały się rozpoznawalne dzięki swoistej, malarskiej kolorystyce. Z inicjatywy wydawców niemieckich i szwajcarskich nawiązała z nimi stałą współpracę. Kalendarze tam wydawane popularyzowały jej fotografię. Na europejskich konkursach tych form wydawniczych zdobywała główne nagrody. Poza uczestnictwem w wielu wystawach międzynarodowych, swoje prace prezentowała na wystawach indywidualnych w Kolumbii (1983), Danii (1985), Szwecji (1985), Warszawie – w galerii Związku Polskich Artystów Fotografików (1990). Także w 1990 roku, na międzynarodowej wystawie w Rydze Horses of the World, otrzymała „Grand Prix”.

Przez 20 lat była autorką zdjęć do katalogów słynnych i przynoszących wielkie wpływy aukcji koni arabskich. W roku 1992 ukazał się jej album autorski Araby.

Wiele czasu spędza w Skandynawii. W Szwecji zajmowała się przede wszystkim końmi czystej krwi arabskiej. Od 1996 roku jeździ do Norwegii, gdzie regularnie uczestniczy w letnich wypasach koni, fotografując w górach fiordingi, kuce i dole. Na przełomie 2001/2002 roku w galerii ZPAF w Warszawie odbyła się jej retrospektywna wystawa „Świat pełen koni”.

Autor: Hanna Łysakowska

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

Zofia Raczkowska (2013) – Hanna Łysakowska

Zofia Raczkowska i jej ulubiony temat – konie. Fot. Mirosław Raczkowski
Okładka albumu „Black & White” – fot. Zofia Raczkowska. Wydawca: BoberTeam,
Polska Cyfrowa Biblioteka Jeździecka (kliknij zdjęcie aby zobaczyć fragmenty albumu w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej – strona otworzy się w nowym oknie).

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun: Biskup polowy Wojska Polskiego
gen. bryg. dr Józef Guzdek

Dwukrotny olimpijczyk (IO Paryż 1924 – koń ‚Zefir’, IO Amsterdam 1928– ‚The Lad’ – rezerwowy). 7. Pułk Strzelców Konnych w Biedrusku (Poznań).

Urodził się w Krakowie, jako syn Leona i Katarzyny z Korneckich. Już w czasie nauki w szkole średniej był członkiem Polskich Drużyn Strzeleckich.

W sierpniu 1914 roku wstąpił do oddziałów Piłsudskiego. Walczył w szeregach 1 Pułku Ułanów Legionów Polskich, w 1917 roku był ranny.

W listopadzie 1918 roku zgłosił się w Hrubieszowie do odtwarzanego przez rtm. Gustawa Orlicz-Dreszera 1 pułku (później 1 Pułk Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego), z którym walczył w wojnie polsko-bolszewickiej – dwukrotnie ranny w 1919 i 1920 roku. Odznaczony Krzyżem Virtuti Militari i czterokrotnie Krzyżem Walecznych.

Awanse w Wojsku Polskim: 3 lutego 1920 roku mianowany na stopień podporucznika kawalerii, zweryfikowany jako porucznik ze starszeństwem z dniem 1 czerwca 1919 roku, 1924 rotmistrz, 1932 major, 1939 podpułkownik, 2007, pośmiertnie – pułkownik.

Doskonale oceniany przez przełożonych – jako o żołnierz, dowódca i jeździec.

W macierzystym 1 Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego był m.in. dowódcą szwadronu, kwatermistrzem, a od października 1936 roku zastępcą dowódcy. W lipcu 1939 roku został odkomenderowany do Wojskowego Biura Historycznego, po ogłoszeniu mobilizacji wrócił do pułku.

W kampanii wrześniowej był dowódcą ośrodka uzupełnień 1 p.szw. i zastępcą dowódcy Warszawskiego Pułku Ułanów – kierował walkami pułku na Lubelszczyźnie.

Pod Krasnobrodem trafił do niewoli niemieckiej, z której został uwolniony. Pod koniec września w okolicach Biłgoraju schwytany przez Armię Czerwoną. Był przetrzymywany w obozie w Starobielsku, skąd w 1940 roku został przewieziony do Charkowa i rozstrzelany przez NKWD. Pułkownik Zdzisław Dziadulski pochowany jest na Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie – Piatichatkach.

Zdzisław Dziadulski został uhonorowany poprzez zasadzenie Dębu Pamięci przy Szkole Podstawowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Staniszewskiem (niedaleko Rzeszowa).

Poświęcono mu 28 odcinek cyklu dokumentalnego Epitafia Katyńskie.

Został odznaczony: Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari 5 kl., Krzyżem Niepodległości, Krzyżem Walecznych (czterokrotnie), Srebrnym Krzyżem Zasługi, Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918–1921, Medalem Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości, dwukrotnie Odznaką za Rany i Kontuzje, Państwową Odznaką Sportową.

SPORT

W konkursach uczestniczył od początku l. 20. XX w. W 1922 roku powołany do warszawskiej grupy olimpijskiej, w której trenował pod kierunkiem Karola Rómmla.

Startował m.in. w: Aldershot, Berlinie, Ciechocinku, Londynie, Lublinie. Lucernie, Mediolanie, Neapolu, Nicei, Rzymie i Warszawie.

Swojego olimpijskiego konia Zefer dostał w ostatniej chwili. Jeszcze w Nicei w 1924 dosiadał go Rómmel. Pierwszy raz razem zaprezentowali się w Lucernie, gdzie wygrali konkurs Prix du Kursal. Także w innych konkursach lokowali się wysoko.

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE Paryż 1924, skoki przez przeszkody: XXVIII miejsce; 28 pkt. za błędy na przeszkodach, 2,5 pkt. za czas, łącznie 30,5 pkt. Zespół ukończył w komplecie i zajął VI miejsce.
O starcie Zefera Leon Kon napisał: Por. Dziadulski wprost przeciągał go przez te ogromne przeszkody, doskonale dla ulżenia zadu, łapiąc tułowiem drugą połowę skoku. Wziął od konia wszystko co ten mógł dać, ale Zeferowi fatalny piasek więził zad i zupełnie niezależnie od jeźdźca zrobił 30 ¼ p.

Punktację po konkursie podawano naprędce, bo zbliżała się uroczystość zamknięcia igrzysk, stąd pewnie pomyłka o ¼ punktu. A „fatalny piasek” to pomysł organizatorów, przeciwko któremu protestowały ekipy, a mimo to murawa została posypana warstwą piachu, który już wcześniej wukakawistom utrudniał pokonanie parkuru.

Na przełomie 1925 i 1926 roku odbył w Grudziądzu III Kurs Instruktorów Jazdy Konnej pod okiem instruktora Leona Kona.

W 1925 roku startował w Londynie i Aldershot (udany występ na Jaskrawym i Banzaju).

Najbardziej pracowity był dla Dziadulskiego 1926 rok. W maratonie: Nicea – Rzym – Neapol – Mediolan startował na Amancie, Hannibalu i Oui Vive. W każdym mitingu zdobywał nagrody, najcenniejszą – I-XIII miejsce ex aequo w Nicei, w konkursie otwarcia Prix des Grands Hotels de Nice.

Podczas Centralnych Zawodów Konnych w Warszawie w konkursie Im. Dyrektora Fryderyka Jurjewicza rtm. Dziadulski na Qui Vive zajął II miejsce.

W tym roku wystartował jeszcze z sukcesami w Ciechocinku, a we wrześniu uczestniczył w rajdzie Drugiej Dywizji Kawalerii (Wyszogród – Płock – Raciąż – Ciechanów – Przasnysz – Ostrołęka – Wyszków – Mińsk Mazowiecki – Garwolin – Warszawa. Co ciekawe, jeździec i koń (filigranowy Kutwos) dotarli na metę tego morderczego wydarzenia zachowując wagę ze startu, co najlepiej świadczy o umiejętnościach zawodnika.

Za sukcesy w 1926 roku i godne reprezentowanie Polski Dziadulski otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi.

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE Amstredam 1928, skoki przez przeszkody – rtm. Dziadulski i koń The Lad byli parą rezerwową. The Lada użyczył Zdzisławowi Dziadulskiemu na igrzyska Kazimierz Skarżyński, mąż Adeli Skarżyńskiej, która później została żoną rotmistrza.

W 1930 roku Dziadulski startuje w Warszawie na koniach Ostrożny i Olbrzym.

Na początku l. 30. XX w. uczestniczył częściej w spotkaniach sportowo-towarzyskich niż w konkursach skoków. Na przykład w 1933 roku –wziął udział w biegu myśliwskim na Siekierkach (na Nicponiu Zofii Chodkiewiczówny) i w biegu na polach natolińskich.

W wiosennych, halowych zawodach przy ul. Litewskiej w Warszawie, które zorganizował W.K.J.K. w 1934 roku, zasiadał w jury.

W 1935 roku otrzymał Złotą Wielką Odznakę Jeździecką PZJ.

Major Dziadulski wrócił do wielkiego sportu w 1936 roku. Był członkiem grupy sportowej, którą zebrano na podstawie rozkazu M.S.Wojsk. w pierwszych dniach grudnia 1935 roku w CWK w Grudziądzu. Jej kierownikiem był płk Tadeusz Komorowski, a instruktorem mjr Adam Królikiewicz. Dziadulski reprezentował Polskę na zimowych, halowych Międzynarodowych Zawodach Konnych w Berlinie. Dosiadał koni Zbieg i Savannah.

Zaczął dobrym przejazdem na Zbiegu w konkursie o Nagrodę Grüner Woche. Niestety w Barrierenspringen Dziadulski jadąc na Savannahu naciągnął sobie ścięgno w nodze i nie mógł wystartować w Pucharze Narodów. Na dodatek jego konie pokaleczyły się w za ciasnej stajni.

Międzynarodową karierę sportową zakończył w 1936 roku, udziałem w swoim trzynastym międzynarodowym mitingu.

Dziadulski, który sam z powodów służbowych nie mógł startować, odstąpił Zbiega wojsku z przeznaczeniem do Grupy Sportowej przy CWK, z myślą o igrzyskach olimpijskich.

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE Berlin 1936, skoki przez przeszkody – Zbieg pod rtm. Tadeuszem Sokołowskim nie ukończył olimpijskiego parkuru.

Na zawodach w Rydze rtm. Sokołowski ponownie dosiadał Zbiega. Para ta w Pucharze Narodów w dwóch nawrotach miała tylko jeden błąd, Polacy wygrali Puchar Łotwy (taka była oficjalna nazwa), a Sokołowski na Zbiegu był najlepszym zawodnikiem konkursu.

W 1938 roku major Dziadulski został członkiem Zarządu i przewodniczącym Komisji Technicznej Warszawskiego Klubu Jazdy Konnej.

Więcej informacji znajdzie się w IV części publikowanego przez Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa Oddział Muzeum Łazienki Królewskie cyklu Polscy jeźdźcy olimpijscy okresu międzywojennego – Paryż 1924.

Autor: Hanna Łysakowska

Berlin, zimowe, halowe zawody konne, styczeń 1936.
Od prawej: por. Janusz Komorowski, mjr Zdzisław Dziadulski, płk Tadeusz Komorowski (szef ekipy), mjr Wilhelm Lewicki, por. Stanisław Czerniawski.

Fot. Agencja: Atlantic, Berlin; ze zbiorów NAC
Polska drużyna na konkursach w Londynie 1925 r. Drugi od lewe mjr. Zdzisław Dziadulski.

Fot. ze zbiorów NAC

Patron Honorowy:

Mecenas: Jolanta i Jacek Kołodzińscy wraz z dziećmi – Aleksandrą i Adamem

Opiekun: Zofia i Wojciech Mickunas wraz z córkami Barbarą i Bogną

Żołnierz, jeździec, nauczyciel, trener. Kawaler orderu wojennego Virtuti Militari. Wicemistrz polski WKKW, Warszawa 1934.

Jan Kazimierz Mickunas urodził się dnia 20 kwietnia 1907 r. w Kazimierzy Małej w powiecie Pińczów w województwie kieleckim. Był synem Kazimierza i Marianny Stanisławy z Rayskich. Rodzina Mickunasów pochodziła z Litwy, a Rayscy posiadali majątek ziemski na Kielecczyźnie. Początkowo Mickunasowie mieszkali w Ojcowie w powiecie Olkusz. Swoją edukację Jan Mickunas rozpoczął w domu rodzinnym, pod kierunkiem ojca, który był nauczycielem, a od 1917 r. uczęszczał do gimnazjum w Kielcach. Po śmierci ojca (młody Mickunas był wówczas w klasie przedmaturalnej), stryj zabrał Jana do Sosnowca, gdzie w 1924 r. złożył egzamin dojrzałości w humanistycznym Gimnazjum Państwowym im. Bolesława Prusa.

Dnia 1 września 1924 r. Jan Mickunas wstąpił do Wojska Polskiego i został wcielony do Szkoły Podchorążych w Warszawie, którą ukończył w czerwcu 1925 r. z wynikiem bardzo dobrym i pierwszą lokatą jako prymus rocznika. W szczegółowej opinii w Wyciągu Kwalifikacyjnym ze Szkoły Podchorążych został scharakteryzowany w następujący sposób: Poczucie honoru i godności osobistej bardzo wysokie, charakter zrównoważony, posiada bardzo dużo zdrowego rozsądku i krytycyzmu, bardzo obowiązkowy, pilny, systematyczny… Z usposobienia spokojny, poważny… Jako podwładny bardzo karny… Jako przełożony… potrafił taktownym postępowaniem zyskać autorytet i zaufanie. Fizycznie wyrobiony bardzo dobrze. Wymowa bardzo dobra. Postawa i prezencja bardzo dobre. Umysł bystry, inteligentny. Uczeń bardzo zdolny. Charakter pod każdym względem bardzo dodatni. Zapowiada się jako dobra siła do pracy zawodowej w wojsku.

Od jesieni 1925 r. do lata 1927 r., Jan Mickunas był słuchaczem Oficerskiej Szkoły Artylerii w Centrum Wyszkolenia Artylerii (dalej: CWA) w Toruniu. Na 96 absolwentów rocznika, ukończył szkołę z pierwszą lokatą jako prymus IV rocznika. W dniu promocji, 15 sierpnia 1927 r., otrzymał stopień podporucznika artylerii i szczególne wyróżnienie – „Złotą Szablę” od Prezydenta Rzeczypospolitej z wygrawerowanym na głowni ozdobnym napisem: Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ppor. Mickunasowi Janowi Kazimierzowi pierwszemu w Oficerskiej Szkole Artylerii 15 sierpnia 1927 r. Ppor. Mickunas skorzystał z przysługującego mu, jako prymusowi, prawa wyboru oddziału, do którego miał być przydzielony i zdecydował się na służbę oficerską w 4. Dywizjonie Artylerii Konnej w Suwałkach. Po dwóch latach służby, dnia 15 sierpnia 1929 r., otrzymał awans do stopnia porucznika artylerii.

W 1931 r. został skierowany na Niższy Kurs Instruktorów Jazdy Konnej i Zaprzęgami do CWA w Toruniu, w którym uczestniczył w okresie od dnia 8 stycznia do dnia 8 września 1932 r. W Wyciągu Kwalifikacyjnym po ukończonym kursie uzyskał bardzo dobre wyniki, a zaangażowanie por. Mickunasa w pracach z poszczególnych przedmiotów określono jako wybitne. Mjr Zygmunt Lewandowski (komendant Kursu) w opinii końcowej stwierdził, że: na instruktora tak w oddziale jak i w szkolnictwie nadaje się bardzo dobrze, jak również na wyższe przeszkolenie w CWA, a następnie na instruktora na Kursie Instruktorów Jazdy Konnej i Zaprzęgami. W październiku 1933 r. rzeczywiście został przeniesiony z macierzystego 4. DAK do CWA na stanowisko instruktora na kursach jazdy konnej, które zajmował do dnia 31 lipca 1935 r. Do Suwałk już nie wrócił, ponieważ od dnia 1 sierpnia 1935 r. otrzymał przydział do 1. Dywizjonu Artylerii Konnej gen. Józefa Bema w Warszawie, w którym był oficerem zwiadowczym. W oddziale tym służył do końca okresu międzywojennego, jednak dwukrotnie był odkomenderowany do CWK w Grudziądzu: najpierw jako jeździec do Grupy Sportu Konnego w okresie od 1 października 1935 do 31 sierpnia 1936 r., a następnie już jako instruktor jazdy konnej w tej Grupie od 1 października 1937 do 24 sierpnia 1939 r. W tym czasie został awansowany do stopnia kapitana artylerii (19 03 1937).

Jan Mickunas, wychowując się w majątku dziadka, który hodował konie, niemalże od urodzenia miał z nimi kontakt. Od najmłodszych lat wykazywał wyjątkowe zdolności jeździeckie. W całej pełni ujawniły się one w czasie nauki w Oficerskiej Szkole Artylerii w Toruniu, a pogłębiały na kursach, w których uczestniczył w CWA. W 1931 r. był jednym z inicjatorów i organizatorów Koła Sportu Konnego w CWA, a następnie obok innych wybitnych jeźdźców, m.in.: Wojciecha Bilińskiego, Henryka Gąseckiego, Zygmunta Rucińskiego i Jana Sałęgi, stworzył skład zarządu. Prezesem Koła był gen. dyw. Rudolf Prich. Mickunas wielokrotnie uczestniczył w zawodach jeździeckich, odnosząc liczne sukcesy. Był bardzo wszechstronnym jeźdźcem, osiągał dobre wyniki zarówno w konkurencji ujeżdżenia jak i w skokach przez przeszkody, ale zwłaszcza we wszechstronnym konkursie konia wierzchowego. Kilkakrotnie uczestniczył w Jeździeckich Mistrzostwach Polski. W 1934 r. na mistrzostwach rozgrywanych w Warszawie, dosiadając ośmioletniego wałacha Walczyk, zdobył tytuł wicemistrza Polski w WKKW, a w konkurencji ujeżdżenia zajął V m. Rok później na Wielkim Księciu w WKKW był czwarty, a na Walczyku w ujeżdżeniu – siódmy. W 1936 r. na Zaporożcu nie ukończył próby terenowej do WKKW.

Sukcesy odnoszone na krajowych hipodromach sprawiły, że Jana Mickunasa włączono do reprezentacji narodowej, uczestniczącej w międzynarodowych zawodach jeździeckich, w tym poza granicami kraju. Jednak najwyższym wyróżnieniem było powołanie go, Rozkazem MSWojsk. Departamentu Kawalerii Nr 2422-99/36/Org. z dnia 20 lipca 1936 r., do wyjazdu z polskim zespołem jeździeckim na igrzyska XI Olimpiady w Berlinie. W ośmioosobowej grupie jeźdźców, zgłoszonych do konkursu skoków i WKKW, Mickunas był jedynym artylerzystą wśród kawalerzystów, co było ewenementem nie tylko w skali polskiej, ale także międzynarodowej, ponieważ sport jeździecki był domeną kawalerzystów. Został wyznaczony jako zawodnik rezerwowy do konkursu WKKW. Ostatecznie w bezpośredniej rywalizacji olimpijskiej nie uczestniczył, ale nawet kwalifikacja olimpijska była już dużym wyróżnieniem.

Po igrzyskach olimpijskich w Berlinie, na których reprezentacja narodowa wywalczyła drużynowo srebrny medal w WKKW, na wniosek Szefa Departamentu Kawalerii, gen. Piotra Skuratowicza, Ministerstwo Spraw Wojskowych zezwoliło na stworzenie w CWK stałej Grupy Przygotowawczej Sportu Konnego. Rozkazem Ministerstwa Spraw Wojskowych z dnia 15 kwietnia 1937 r. jej organizacja została zakończona uzyskaniem pełnej samodzielności. Kierownictwo Grupy powierzono mjr. Kazimierzowi Szoslandowi, a jego asystentem został kpt. artylerii konnej Jan Mickunas (awans do stopnia kapitana – 19 03 1937 r.). Objął on funkcję szkoleniowca w dziale Wszechstronnego Konkursu Konia Wierzchowego, którą pełnił do wybuchu wojny. Nominacja ta była dowodem docenienia wiedzy i jeździeckiego profesjonalizmu kpt. Mickunasa. Jednocześnie przeczyła obiegowym opiniom o faworyzowaniu w jeździectwie wyłącznie kawalerzystów. Mimo krótkiego okresu istnienia Grupy, widoczne były pozytywne efekty systematycznej, jednolitej i planowej pracy jej reprezentantów i szkoleniowca. Jednym z ostatnich sukcesów sportowych kpt. Mickunasa było zdobycie I m i nagrody honorowej w Pokazie Konia Wierzchowego na międzynarodowych zawodach w warszawskich Łazienkach w czerwcu 1939 r., gdzie dosiadał kłączy Diana.

W życiu kpt. Mickunasa sukcesy zawodowe i sportowe łączyły się także ze szczęściem w życiu osobistym. Dnia 12 stycznia 1939 r. w Urzędzie Stanu Cywilnego w Grudziądzu, Jan Kazimierz Mickunas zawarł związek małżeński z Janiną Gabrielą Budzińską (urzędniczką, ur. dnia 8 lutego 1911 r.). Młodzi małżonkowie nie mieli jednak możliwości cieszyć się szczęściem małżeńskim zbyt długo.

W czasie kampanii wrześniowej, kpt. Mickunas walczył w szeregach 7. Pułku Artylerii Ciężkiej w Poznaniu, dokąd otrzymał przydział mobilizacyjny. Był adiutantem 1. dywizjonu tego pułku. Dnia 29 września dostał się do niewoli niemieckiej we wsi Pieczyska, niedaleko Wyszogrodu. Razem z grupą jeńców przewożono go transportem kolejowym lub pieszo do różnych obozów przejściowych, najpierw na terenie Polski, a ostatecznie, pod koniec października trafił do Oflagu XVIII A Lienz an der Drau w pobliżu granicy austriacko-włoskiej. Wiosną 1940 r. został przeniesiony do Oflagu II C Woldenberg (Dobiegniew, woj. lubuskie), skąd dnia 28 czerwca 1940 r. uciekł razem z ppor. piechoty Jerzym Fularskim. Dla kogoś, kto tak umiłował wolność, nie ma drutów nie do przebycia. Była to pierwsza udana ucieczka z tego obozu. Po miesiącu uciekinierzy dotarli do Warszawy, gdzie kpt. Mickunas zdołał uzyskać dokumenty inwalidzkie i po kolejnych dwóch miesiącach wyjechał do Puław, gdzie pracował jako robotnik rolny w pobliskich Osianach. W czasie okupacji Jan Mickunas, ukrywający się pod kilkoma fałszywymi nazwiskami, m.in. jako Henryk Rażniewski i Jan Olszowski, kilkakrotnie zmieniał miejsce zamieszkania, działał także w konspiracji pod pseudonimem „Zaporożec” i „Sterling” najpierw w ZWL, a po przemianowaniu Związku – w AK.

Po wkroczeniu armii sowieckiej do Lublina w lipcu 1944 r. i po zorganizowaniu polskiej administracji, ukazała się odezwa, wzywająca wszystkich działających w konspiracji żołnierzy, aby zgłaszali się do polskich władz wojskowych. Mickunas, mimo wielu obaw, ujawnił się jako oficer sztabu Inspektoratu Armii Krajowej i został przydzielony do 3. pułku zapasowego, stacjonującego w Lublinie. Dnia 12 sierpnia został aresztowany, osadzony na Majdanku, a po 11 dniach, transportem, razem z innymi aresztowanymi, w większości żołnierzami AK, został wywieziony na wschód pod eskortą żołnierzy NKWD. Dnia 27 sierpnia 1944 r. transport ponad 200 żołnierzy dojechał do Riazania nad Oką, niedaleko którego znajdował się „obóz specjalny” nr 178 Diagilewo. Po półtorarocznym uwięzieniu, na początku marca 1946 r., Jan Mickunas zorganizował kolejną w swoim życiu ucieczkę. Z Gracjanem Frógiem i Leonardem Stacewiczem po kilku tygodniach dotarli do Wilna, a stamtąd Mickunas jako Karol Bojarun pociągiem repatriacyjnym dojechał dnia 19 kwietnia do Poznania. Tam odszukał żonę i córkę (Katarzyna, ur. 06 09 1939 r.) i do 1947 r. pracował pod przybranym nazwiskiem w miejscowości Sompolno niedaleko Koła w lesie przy wycince drzew. W tym czasie przyszedł na świat syn państwa Mickunasów – Wojciech Seweryn (16 03 1947 r.).

Po ogłoszeniu amnestii dla żołnierzy AK w 1947 r., Mickunas pojechał do Warszawy i w Centralnym Urzędzie Bezpieczeństwa na ul. Rakowieckiej, ponownie wypełnił dokumenty dobrowolnego ujawnienia się. Od tego momentu żył pod prawdziwym nazwiskiem. W tym czasie Ministerstwo Obrony Narodowej zaproponowało mu, jako przedwojennemu instruktorowi jazdy konnej, objęcie kierownictwa grupy jeździeckiej oficerów i przygotowanie jej do udziału w igrzyskach olimpijskich w Londynie w 1948 r. Mickunas musiał dokonać trudnego wyboru pomiędzy powrotem do koni, a podjęciem nowego wyzwania, jakim była praca w szkolnictwie. Dnia 1 września 1947 r. rozpoczął pracę jako nauczyciel w Sompolnie. Początkowo uczył matematyki i fizyki, a potem także języka angielskiego i rosyjskiego oraz rysunków. Uzyskał bowiem w trybie eksternistycznym dyplom Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, uprawniający go do nauczania języka angielskiego oraz ukończył Centralny Kurs Języka Rosyjskiego w Gdańsku–Oliwie. Był autorem trzytomowego podręcznika do nauki języka angielskiego My English Book, który zyskał uznanie wśród uczniów i cieszył się bardzo dużą popularnością. Był wznawiany dziewiętnaście razy.
Po kilku latach, ze względu na dokuczliwe szykany wobec byłego „oficera armii sanacyjnej”, zrezygnował z pracy Sompolnie i od dnia 1 września 1955 r. rozpoczął pracę nauczyciela w Państwowym Technikum Rachunkowości Rolnej w Zieleńcu koło Gorzowa Wlkp. Bardzo pozytywne wyniki wizytacji władz oświatowych sprawiły, że najpierw został zastępcą dyrektora, a w 1957 r. objął stanowisko dyrektora tej placówki. Mimo wysokich ocen pracy i wyjątkowo dobrych referencji: doskonały pedagog, potrafł w krótkim czasie podnieść wysoko poziom nauki i wychowania w szkole oraz zdobyć autorytet szkoły w społeczeństwie i własny wśród kolektywu nauczycielskiego, zrezygnował z pracy i postanowił wrócić „do koni”.

Dnia 1 stycznia 1962 r. Mickunas został kierownikiem wyszkolenia jeździeckiego w Polskim Związku Jeździeckim. Od dnia 1 lipca tego roku objął kierownictwo Zakładu Treningowego Stadniny Koni Chyszów koło Tamowa. Dnia 1 lipca 1963 r. przyjął etat trenera Zakładu Treningowego Poznań Wola, gdzie pracował do 1972 r., kiedy to – ze względu na pogarszający się stan zdrowia i osiągnięty wiek 65 lat – przeszedł na emeryturę. W tym okresie był także członkiem Kolegium Sędziów PZJ, ukończył międzynarodowy kurs sędziowski, a dzięki znajomości kilku języków często wyjeżdżał za granicę, gdzie sędziował najwyższej rangi zawody. Polski Związek Jeździecki powierzył mu przygotowanie polskiej kadry narodowej do udziału w igrzyskach olimpijskich w Monachium w 1972 r. Był trenerem jeźdźców (w tym również swojego syna – Wojciecha), reprezentujących Polskę w WKKW. Na igrzyska jednak nie pojechał z powodu złego stanu zdrowia.

Jan Mickunas zmarł w Poznaniu dnia 2 listopada 1973 r. Został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Był odznaczony Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari za kampanię wrześniową oraz Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami za działalność w Armii Krajowej, za co został (w latach sześćdziesiątych) awansowany do stopnia majora w stanie spoczynku. Władze Polskiego Związku Jeździeckiego nadały mu Złotą Honorową Odznakę Jeździecką.

Mimo upływu lat, Jan Mickunas pozostał w pamięci nie tylko ludzi związanych ze środowiskiem jeździeckim, ale także swoich uczniów i wychowanków. W 1997 r. Wojciech Mickunas otrzymał wiersz, który jego Ojcu poświęciła jedna z jego uczennic.

Pamięci Jana Mickunasa, mojego Wielkiego Nauczyciela, Wychowawcy i Przełożonego -poświęcam:

Odszedł

Jest taki jeden grób na Powązkach —
Życzliwego, mądrego Człowieka…
Po nim została już tylko książka.
I pamięć, która szybko ucieka.

Godzien wspomnień naszych umysłów…
I godzien wierszy! Pedagog – to była KLASA!
Coś tak wielkiego, co już nie przyszło…
Pamięcią … ciągle wracam do Pana MICKUNASA.

Autor: Renata Urban
Fragmenty książki pt. Jeźdźcy-olimpijczycy Drugiej Rzeczypospolitej

Jan Mickunas na placu ćwiczeń w CWK w Grudziądzu w 1937 r.
Zawody konne na święcie 10-lecia 2 Pułku Ułanów Grochowskich w Suwałkach. ppor. Jan Mickunas skacze przez przeszkodę. Rok 1928.
Jan Kazimierz Mickunas – zawody jeździeckie w warszawskich Łazienkach.

Patron Honorowy: Biskup polowy Wojska Polskiego
gen. bryg. dr Józef Guzdek

Mecenas:

Opiekun:

Srebrny medalista z IO w Berlinie (koń ‚Bambino’). Kawaler Krzyża Walecznych, Srebrny Krzyż Zasługi. 7. Pułk Strzelców Konnych Wlkp.

Zdzisław Szczęsny Gozdawa Kawecki urodził się dnia 21 maja 1902 r. w Husiatynie na Podolu w rodzinie ziemiańskiej. Był synem Stanisława i Jadwigi z Gończakowskich. Rodzice posiadali majątek ziemski w powiecie kosowskim. Edukację szkolną rozpoczął w szkole powszechnej w rodzinnym mieście, a kontynuował w gimnazjum klasycznym w Kołomyi. Egzamin maturalny złożył w 1921 r. w gimnazjum w Stanisławowie. Jako uczeń gimnazjum, dnia 1 listopada 1918 r. wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej (dalej: POW). Uczestniczył w walkach z Ukraińcami na Pokuciu i w obronie Kołomyi (24-27 maja 1919 r.). Dnia 1 czerwca 1919 r. zgłosił się jako ochotnik do 6. Pułku Ułanów Kaniowskich, skąd dnia 6 listopada został oddelegowany do Szkoły Podchorążych Piechoty w Warszawie (1919-1920), a po jej ukończeniu do Szkoły Podchorążych Jazdy w Przemyślu (1920). Dnia 1 maja 1920 r. otrzymał przydział do 18. Pułku Ułanów w Grudziądzu i awans na podchorążego (7 maja 1920 r.) [1].

Pod koniec maja 1920 r. z 18. P. Uł. wyruszył na front. Walczył nad Dźwiną; w rejonie Drui został odcięty od sił polskich, wycofał się do Kłajpedy, a stamtąd drogą morską dotarł do Gdańska i dalej Wisłą do Torunia. Mianowany podporucznikiem (25 listopada 1920 r.), dowodził jednym z plutonów. Na froncie pozostał do maja 1920 r., a dnia 1 października 1921 r. otrzymał awans na porucznika. W latach 1922-1923 uczestniczył w kursach oficerskich, służbowo związany był jednak z 18. P. Uł. Pomorskich. Rozkazem z dnia 9 kwietnia 1925 r. został przydzielony do Korpusu Ochrony Pogranicza (dalej: KOP) przy 26. P. Uł. Wielkopolskich w Baranowiczach, a następnie od dnia 31 maja 1927 r. przeniesiony do 10. Pułku Strzelców Konnych w Łańcucie na stanowisko dowódcy plutonu (od 23 czerwca), a potem adiutanta Pułku (od 13 września). Od dnia 6 kwietnia 1930 r. uczestniczył w Wyższym Kursie Instruktorów Jazdy w CWK w Grudziądzu, który ukończył w 1931 r. z bardzo wysoką oceną Głównego Instruktora Jazdy Konnej mjr. Michała Antoniewicza. Dnia 2 października został przeniesiony z 10. PSK do CWK i powołany na stanowisko instruktora jazdy, a od dnia 30 września 1932 r. na stanowisko etatowego instruktora jazdy w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. W 1938 r. już jako rotmistrz, przeniesiony został do 7. PSK do Biedruska koło Poznania [2].

Był bardzo cenionym oficerem, jeźdźcem i instruktorem. Został odznaczony Medalem Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości oraz Łotewskim Medalem Pamiątkowym. Przełożeni nie szczędzili pochwał, przedstawiając opinie o Zdzisławie Kaweckim. Komendant CWK, płk Zygmunt Podhorski pisał, że to
(…) typ oficera, który na każdym stanowisku będzie bardzo dobry (…) Jako instruktor jazdy posiada pełne wyrobienie teoretyczne i praktyczne oraz dużą umiejętność nauczania. Jest bardzo dobrym oficerem jako wychowawca, instruktor oraz dowódca.
Płk dypl. Józef Marian Smoleński w Wyciągu Kwalifikacyjnym po Kursie Dowódców Szwadronów napisał:
pracowitość i umiejętność organizowania pracy – bardzo duże; schludność osobista i pracy – bardzo duża; bardzo dobry kolega; takt w stosunku do przełożonych i kolegów – bardzo duży (…), zachowanie w służbie i poza nią – bardzo dobre. Bardzo dobry dowódca i instruktor.

Natomiast mjr Michał Antoniewicz, szef ekwitacji w CWK, oceniając umiejętności jeździeckie por. Kaweckiego, napisał:
Jeździec bardzo dobry, brak wyczucia treningowego. Instruktor dobry, nadaje się do szkolnictwa. Wartość jako zawodnika duża. Bardzo ambitny i obowiązkowy [3].

W zawodach jeździeckich zaczął uczestniczyć jeszcze pod koniec lat dwudziestych, ale największe osiągnięcia odnosił w latach trzydziestych. Wówczas zaliczony został do grona najlepszych zawodników w kraju i uczestniczył w wielu konkursach nie tylko w Polsce, ale także poza jej granicami. Jednym z pierwszych sukcesów por. Kaweckiego było zajęcie I m i zdobycie Pucharu Prezydenta Rzeczypospolitej w konkursie zorganizowanym dnia 11 maja 1930 r. w Grudziądzu przez Pomorskie Towarzystwo Zachęty do Hodowli Koni. Jeździec pokonał parcours bezbłędnie na klaczy Ostryga, za którą miesiąc później otrzymał pierwszą nagrodę w Hunter Show (Pokazie Konia) podczas centralnych zawodów konnych w Warszawie. Zajął również I m w Championacie Konia na tych samych zawodach. Wielu jeźdźców, a wśród nich także por. Kawecki uczestniczyło w zimowych zawodach konnych w Zakopanem, organizowanych zwykle przez Małopolski Klub Jazdy Konnej, gdzie oprócz konkursów hippicznych odbywała się również rywalizacja w skjöringu i ski-skjöringu [4].

Zapoznał się też z zasadami gry w polo, która pod koniec lat dwudziestych zyskała w środowisku wojskowym znaczną popularność. Propagowali ją Potoccy w Łańcucie, Warszawski Polo Club w stolicy oraz gen. Stanisław Sochaczewski w Wielkopolsce, głównie w Poznaniu, Lesznie i w Gnieźnie. W Grudziądzu grywali także instruktorzy w CWK, a wśród nich por. Kawecki, ale były to raczej rozgrywki towarzyskie, a nie rywalizacja sportowa, gdyż ekipa CWK nigdy nie została zgłoszona do żadnego oficjalnego meczu polo [5].

W grudniu 1935 r. Departament Kawalerii MSWojsk. zdecydował, że wobec zbliżających się igrzysk w Berlinie, należało powołać w Grudziądzu specjalną grupę jeźdźców, w celu przygotowania ich do udziału w rywalizacji olimpijskiej. Grupę tę podzielono na dwa zespoły – kandydatów do udziału w WKKW oraz konkursie skoków przez przeszkody. Do pierwszego, trenującego pod kierunkiem rtm. w stanie spoczynku Leona Kona, zakwalifikował się, awansowany na rotmistrza, Zdzisław Kawecki oraz rtm. Seweryn Kulesza, rtm. Henryk Roycewicz, rtm. Władysław Zgorzelski i por. Jan Mickunas. Po sześciomiesięcznym okresie treningowym, w lipcu 1936 r. powołana została ostateczna reprezentacja Polski na igrzyska w Berlinie. W olimpijskim WKKW barwy narodowe reprezentowali: rtm. Kawecki na młodym i jeszcze niedoświadczonym koniu Bambino, który zaledwie od dwóch lat uczestniczył w rywalizacji sportowej oraz rtm. Kulesza na klaczy Tośka i rtm. Roycewicz na Arlekinie III [6].

Rywalizacja we WKKW na igrzyskach XI Olimpiady rozpoczęła się dnia 13 sierpnia 1936 r. Uczestniczyło w niej 53 zawodników z 19 państw, w tym 17 drużyn trzyosobowych. Pierwszego dnia rozegrany został konkurs ujeżdżenia na czworoboku, po którym Polacy zajmowali V m za Holandią, Szwajcarią, Szwecją i Danią, ale przed Niemcami, a indywidualnie rtm. Kawecki zajął XV m (Roycewicz był XIII, a Kulesza – XXVI). Druga próba WKKW uznana została przez jeźdźców jako najbardziej wyczerpująca i niebezpieczna ze wszystkich międzynarodowych prób terenowych, dotychczas rozegranych. Składała się z 5 odcinków, z których najtrudniejszy był cross – 8.000 m z 35 bardzo trudnymi przeszkodami, do przebycia w czasie 17.46 min. Polacy ukończyli tę konkurencję na III pozycji za Niemcami i Bułgarami. Rtm. Kawecki upadł dwukrotnie na przeszkodach, miał złamane dwa żebra i okaleczonego konia, ale kontynuował przebieg, bo wycofanie się oznaczało dyskwalifikację całego zespołu. Z pełnym poświęceniem, prawie nieprzytomny przekroczył linię mety [7].

Trzecią próbą był konkurs skoków przez przeszkody. Mimo bólu żeber i zmęczenia, polski rotmistrz stanął do rywalizacji w ostatniej próbie. Po całonocnych zabiegach pielęgnacyjnych, dobrą formę osiągnął również Bambino, mimo że uzyskał 40 punktów karnych, to przejazd należał do udanych. Ostatecznie polski zespół w ogólnej klasyfikacji WKKW zajął II m, zdobywając srebrny medal olimpijski. Był to niewątpliwie ogromny sukces polskiego jeździectwa biorąc pod uwagę fakt, że z 17 drużyn uczestniczących w WKKW, zaledwie cztery ukończyły tę konkurencję w komplecie i tylko 27 koni (z 53 biorących udział), przekroczyło linię mety. Indywidualnie Polacy zajęli miejsca: rtm. H. Roycewicz – XV, rtm. Z. Kawecki – XVIII, rtm. S. Kulesza – XXI [8].

Jednak losy polskiego srebrnego medalu olimpijskiego były burzliwe. Już po zakończonych igrzyskach, Najwyższy Sąd Rozjemczy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, przychylając się do protestu Czechosłowacji, odebrał Polakom srebrny medal. Podstawą takiej decyzji miała być rzekomo nieprawidłowa jazda rtm. Z. Kaweckiego i uchybienia regulaminowe w czasie konkursu skoków. Dopiero Międzynarodowa Federacja Jeździecka, na kongresie w grudniu 1936 r., uznała odwołanie Polski i przyznała jej powtórnie i bez zastrzeżeń srebrny medal w olimpijskim konkursie WKKW [9].

Obserwujący konkursy olimpijskie niemiecki hipolog Gustaw Rau, w swojej książce Die Reitkunst der Welt an den Olympischen Spielen 1936 skomentował styl jazdy i umiejętności polskich jeźdźców i koni. O rtm. Zdzisławie Kaweckim i Bambino napisał:
Piękny, elegancki, ale zbyt lekki dosiad, nie pozwalający oddziaływać na konia w takim stopniu jak u rtm. Roycewicza… Bambino. Elegancki koń o długich liniach tułowia… Piękny widok w terenie. Sadzi w polu z długą wyciągniętą szyją i sprężynującym grzbietem, lekko idzie na wodzach, pokonując napotykane przeszkody z wielką łatwością [10].

Od 1938 r. rtm. Zdzisław Kawecki służył w 7. Pułku Strzelców Konnych w Biedrusku koło Poznania. Pułk ten szczycił się bardzo dobrymi wynikami w rywalizacji sportowej w jeździectwie, do czego pod koniec lat trzydziestych w znacznym stopniu przyczynił się rtm. Kawecki. Najprawdopodobniej, krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej oddelegowano go do Ośrodka Zapasowego Wielkopolskiej Brygady Kawalerii w Kraśniku, gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy szwadronu pionierów [11]. Znalazł się z niewielkim oddziałem daleko od macierzystej brygady. Dnia 17 września, po wkroczeniu Rosjan do Polski, podzielił los tysięcy polskich oficerów wziętych do niewoli. W niewiadomych okolicznościach trafił do obozu w Kozielsku, skąd przewieziony został na podstawie listy NKWD nr 022/2 z dnia 9 kwietnia 1940 r. do Lasku Katyńskiego i tam rozstrzelany [12]. Miał niespełna 38 lat.


CAW, AP, sygn. 10577; B. Tuszyński: Księga sportowców polskich…, s. 120.
CAW, AP, sygn. 10577; B. Tuszyński, H. Kurzyński: Leksykon olimpijczyków polskich 1924-2006. Warszawa 2006, s. 235.
CAW, AP, sygn. 10577, 13733, 22004, 14094; R. Wryk: Sport olimpijski w Polsce…, s. 158; B. Tuszyński: Księga sportowców polskich…, s. 120.
W. Pruski: Dzieje konkursów hipicznych…, s. 127, 130, 133.
„Przegląd Kawalerii i Broni Pancernej”, t. IX, 1972 nr 67, s. 177.
CAW, Dziennik rozkazów, sygn. I 340.40/8, Rozkaz dzienny nr 168 na dzień 29 lipca 1936 r.; dotyczy: Wyjazdu polskiej ekipy jeździeckiej na igrzyska do Berlina.
„Jeździec i Hodowca”, 1936 nr 24, s. 458-459.
W. Pruski: Dzieje konkursów hipicznych…, s. 255.
CAW, Depart. Kaw. MSWojsk., sygn. I.300.30.201; dotyczy: Dyskwalifikacji Polski i odebrania srebrnego medalu w WKKW.
W. Pruski: Dzieje konkursów hipicznych…, s. 257.
szwadron pionierów – pododdział kawalerii Wojska Polskiego w Drugiej Rzeczypospolitej, będący w składzie każdej wielkiej jednostki kawalerii, dysponujący środkami wybuchowymi i przeprawowymi. Zob. „Tempo”, 1990 nr 8 z dn. 18.01., s. 4.
B. Tuszyński: Księga sportowców polskich…, s. 121.


Autor: Renata Urban
Fragmenty książki pt. Jeźdźcy-olimpijczycy Drugiej Rzeczypospolitej

Rtm. Kawecki na Bambino w próbie terenowej olimpijskiego WKKW w Berlinie

Fot. ze zbiorów NAC
Rtm. Zdzisław Kawecki na Bambino na igrzyskach olimpijskich w Berlinie

Fot. ze zbiorów NAC
Międzynarodowe Konkursy Hippiczne w Warszawie w 1937 r. Od lewej: rtm. Seweryn Kulesza na Tośce, rtm. Henryk Roycewicz na Arlekinie III, rtm. Zdzisław Kawecki na Bambino udają się do loży honorowej, gdzie gen. Juliusz Rómmel wręczy im Honorowe Odznaki Jeździeckie za zdobycie srebrnego medalu olimpijskiego na igrzyskach w Berlinie w 1936 r.

Fot. ze zbiorów NAC

Patron Honorowy: Biskup polowy Wojska Polskiego
gen. bryg. dr Józef Guzdek

Mecenas:

Opiekun:


Uczestnik wojny polsko-bolszewickiej jako kapelan 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Były kapelan 1. Pułku Ułanów Wielkopolskich.

Kapelan wojskowy II RP, zamordowany w 1940 r. w Twerze

Czesław Wojtyniak urodził się 19 lipca 1891 r. w Puszczykowie powiat Poznań jako syn Walentego i Agnieszki z domu Motylak. Ukończył niemieckie Gimnazjum Królewskie w Poznaniu oraz Seminarium Duchowne w Poznaniu i Gnieźnie. Święcenia kapłańskie otrzymał w dniu 29 grudnia 1914 r. W czasie nauki był działaczem polskich organizacji patriotycznych. Od 1915 r. wikariusz w Pniewie i Kostrzynie. Pod koniec pierwszej wojny światowej wcielony na kapelana do 7. Pułku Grenadierów w armii niemieckiej. Od jesieni 1918 r. wikariusz w Kościanie. W czasie Powstania Wielkopolskiego kapelan oddziału kawalerii.

W czerwcu 1919 r. został przyjęty jako ochotnik do Wojska Polskiego na kapelana służby czynnej w stopniu kapitana i skierowany do 15. Pułku Ułanów Poznańskich, a od grudnia 1919 r. był proboszczem 14. Dywizji Piechoty i w składzie tych formacji uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Za bohaterstwo na froncie litewsko-białoruskim 2-krotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. Od 1922 r. po rejonizacji duszpasterstwa WP i weryfikacji stanowisk mianowany na majora czyli starszego kapelana ze starszeństwem z dnia 1 czerwca 1919 r. oraz na zastępcę szefa dekanatu religijnego O. K. Nr VII Poznań. Na tym stanowisku pracował do września 1929 r. pełniąc też obowiązki proboszcza parafii wojskowej w Poznaniu oraz kapelana 15. Pułku Ułanów Poznańskich. Przeniesiony w 1929 r. do dekanatu O. K. Nr IX Brześć nad Bugiem, przez rok pracował w Korpusie Ochrony Pogranicza jako kapelan Brygady KOP „Nowogródek”, a później jako administrator i proboszcz parafii wojskowej oraz dziekan religijny w Baranowiczach w stopniu podpułkownika. W roku 1936 został przeniesiony do Warszawy na stanowisko notariusza Kurii Polowej WP i na początku 1939 r. otrzymał awans na kanclerza i pułkownika. Utrzymywał kontakty z 15. Pułkiem Ułanów Poznańskich i był zapraszany na święta pułkowe. Posiadał odznaczenia: Medal Niepodległości, 2-krotny Krzyż Walecznych, Medal za Wojnę 1918-1921, Medal 10-lecia Odzyskanej Niepodległości, Medal za Długoletnią Służbę oraz Papieski Krzyż „Pro Ecclesia et Pontifice”.

Po wybuchu wojny z Niemcami ruszył za wojskiem na front kampanii wrześniowej 1939 r. i w nieznanych okolicznościach dostał się do sowieckiej niewoli. Obecnie, na podstawie dokumentów zbrodni katyńskiej wiadomo, że najpierw był w obozie w Kozielszczynie i pod koniec października z oficerami odesłany był do obozu w Kozielsku, skąd 23 grudnia 1939 r. w grupie kapelanów został wysłany do obozu w Ostaszkowie, gdzie przybyli 29 grudnia. Na wiosnę w 1940 r. wywieziony do więzienia NKWD w Twerze, tam zamordowany i pogrzebany w Miednoje – Katyńska Lista Ostaszkowska z kwietnia 1940 r. nr 2, poz. 48 akta nr … [brak].

W roku 2006 biogram ks. płk Czesława Wojtyniaka zamieszczono na str. 1015 w Księdze Cmentarnej Miednoje. Na murze Polskiego Cmentarza Wojennego w Miednoje jest tabliczka z jego nazwiskiem. W listopadzie 2007 r. został pośmiertnie mianowany na stopień generała brygady WP w ramach akcji Katyń pamiętamy – uczcijmy pamięć bohaterów.

W grudniu 2009 r. w grupie 23 kapelanów katyńskich zgłoszony przez ówczesny Zarząd Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Warszawie na kandydata do procesu beatyfikacji męczenników wschodu i komunizmu (1918-1989) – grupa kapelanów WP zamordowanych w Katyniu, Charkowie i Twerze będzie reprezentowała w tym procesie ponad 22 000 ofiar zbrodni stalinowskiego NKWD, dokonanej wiosną w 1940 r. na polskich jeńcach wojennych.

Tablice upamiętniające ks. płk Czesława Wojtyniaka umieszczono na ścianie rodzinnego domu w Puszczykowie, na memoriale w Poznaniu, w katedrze WP i Muzeum Katyńskim w Warszawie. W maju 2019 r. dla jego pamięci posadzono „Dąb Katyński” na terenie sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej – Aleja 33 Dębów Pamięci Kapelanów Katyńskich.

Fragment wniosku D-twa 14. DP na odznaczenie ks. Czesława Wojtyniaka Krzyżem Walecznych za bohaterskie czyny na froncie wojny z bolszewikami – dokument z Centralnego Archiwum Wojskowego sygnatura KW-135/W-2425 Wojtyniak Czesław – odpis ze str. 2:

… Ksiądz proboszcz Wojtyniak spełniając swe kapłańskie obowiązki z narażeniem własnego życia przebywał najczęściej na linii bojowej, krzepiąc moralnie żołnierzy, czym w znacznej mierze przyczyniał się do wielu zwycięstw. Dnia 12 września 1920 r. podczas ofensywy pod Brześciem Lit. silniejsze oddziały bolszewickie przedostały się na nasze tyły, rozdzielając naszą grupę w okolicach na wschód od Motykat. Ksiądz Wojtyniak znajdując się przy grupie północnej, pragnąc przedostać się do grupy południowej, dokąd wzywały go obowiązki, nie zwracając uwagi na wielkie niebezpieczeństwo przedarł się przez nieprzyjacielskie rejony, przywiózł jednocześnie cenne wiadomości, które posłużyły do dalszego rozwoju akcji. Dnia 19-20 września 1920 r. pod Próżanami i Różanami ksiądz Wojtyniak stale przebywał na linii ognia, składając dowody wielkiej odwagi osobistej (…).

W książce pt. Dzieje 15. pułku Ułanów Poznańskich wydanej w 1962 r. w Londynie na stronie 55 czytamy wspomnienie o ks. Wojtyniaku:

… Bardzo zżyty z pułkiem, lubiany przez wszystkich i wzorowo opiekujący się ułanami był kapelan Czesław Wojtyniak. Średniego wzrostu, rudawy blondyn, spokojnego usposobienia, taktowny i wyrobiony, był idealnym kapelanem, który starał się zawsze być przy oddziale, nie bojąc się niewygód i nie unikając siodła, gdy było to potrzebne
(…).

W pamiętnikach znalezionych w czasie ekshumacji polskich oficerów w 1943 r. w Katyniu odczytano kilka zapisów, że ks. Czesław Wojtyniak w obozach sowieckich w Kozielszczynie oraz w Kozielsku, podobnie jak inni kapelani WP także uwięzieni w tych obozach, nie zważając na zakazy NKWD organizował dla jeńców życie religijne, krzepiąc ich na duchu w ciężkich warunkach i heroicznie broniąc wiary katolickiej oraz wartości ojczyźnianych.

Ks. Czesław Wojtyniak swoją nienaganną służbą kapłańską, mądrą i ofiarną pracą dla narodu i Ojczyzny oraz jako męczennik zbrodni katyńskiej, zasłużył na szacunek i pamięć.

Autor opracowania: Barbara Tarkowska

Ks. płk Czesław Wojtyniak i oficerowie 15. Pułku Ułanów Poznańskich.
Fotokopia zdjęcia udostępnionego przez Muzeum Wojska w Poznaniu.

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun: Aurora i Michał Popiel de Boisgelin

Polski hipolog, pisarz, ziemianin. W wieku 60 lat zasłynął jako „konny podróżnik po Polsce”, którą opisywał w swoich sprawozdaniach. W 1936 roku otrzymał jedną z pięciu pierwszych Honorowych Odznak Jeździeckich (m.innymi wraz z śp. Marszałkiem Józefem Piłsudskim oraz polskimi medalistami olimpijskimi).

Paweł Popiel nigdy nie był hrabią i nie pozwalał tak do siebie się zwracać. Gospodarował w odziedziczonych dobrach kurozwędzkich, które doprowadził do wysokiego poziomu (zwłaszcza lasy).

Miał trzy pasje. Intensywnie zajmował się odnową znacznie przetrzebionych spłatami lasów (1500 ha). Doprowadzając je do wysokiej kultury leśnej. Druga pasja to pisarstwo, które bardzo intensywnie rozwinęło się w późniejszych latach jego życia. Publikował w „Sylwanie”(czasopismo dla leśników), natomiast w „Czasie” i „Rolniku” systematycznie publikował opisy swoich podróży konnych po Polsce.

Trzecią, największą pasją Pawła Popiela była hippika i hipologia. Prowadził po ojcu niewielką stadninę koni pełnej i półkrwi. Uchodził za autorytet w dziedzinie rodowodów koni. Publikował książki i artykuły poświęcone stadninom np. „Monografia stadniny w Dzikowie” (jeździec i hodowca r.1936), jeździectwu  hodowli koni.

Współpracował z zagranicznymi czasopismami hipologicznymi – „Sanct george zeitung”, „Die sportwelt”, „Le jockey”.
Dzięki tej współpracy popularyzował polskie hodowlę i jeździectwo.

W wieku sześćdziesięciu lat, przekazał dobra kurozwęckie w administrację synowi Marcinowi.

I wtedy zapragnął poznać Polskę…..
„zawstydzała mnie myśl, że znam większą część europy, a nie znam własnego kraju”

I tu zaczyna się najpiękniejsza karta jego życia.

Podróże konne po Polsce……

Lato spędzał w siodle, w zimie opisywał swoje podróże.

Tak powstał niezwykły, bardzo rzetelny, nie do przecenienia przewodnik po Polsce (uważam, że aktualny do naszych czasów). Nigdzie nie znalazłam tylu ciekawostek, pięknie i ze znawstwem opisanych miejsc, zabytków, osób czy koni.

Był znakomitym obserwatorem. Cenił piękno i umiał to przekazać.

W ciągu pięciu lat (1931-1935) przebył konno ok. 16 000 kilometrów.

Wypraw było pięć.

Porównywany do Don Kichota, Popiel adresował swoje opisy podróży przede wszystkim do młodzieży wyrażając nadzieję, że pójdzie za jego przykładem.

Każdą wyprawę starannie planował.

Świadczy o tym fakt że często wyjeżdżali mu na spotkanie gospodarze (odprowadzali również). Były to niejednokrotnie bardzo uroczyste powitania.

Cyt.: „Młody pan Skarżyński odprowadził mnie aż do Starogardu, gdzie konsystuje 2-gi pułk szwoleżerów Rokitniańskich. Spotkał mnie tu wzruszający, nieprawdopodobny i niezasłużony zaszczyt, tem cenniejszy, że pochodzący od przedstawicieli naszej armji. Na dwa km przed miastem, na szosie, wśród wysokopiennego lasu, oczekiwał mnie major Łękawski, rotmistrz Nestorowicz z bardzo liczną grupą pp. Oficerów i pocztem trębaczy na siwych koniach. Po przywitaniu się i przemówieniu pana majora z konia, ruszyliśmy do miasta, gdzie temu niezwykłemu pochodowi przyglądała się liczna, zdziwiona i zaciekawiona publiczność. Najwięcej zdziwionym i wzruszonym tak szczeremi dowodami życzliwości oficerów sławnego pułku dla skromnego kawalerzysty byłem ja sam przedewszystkiem” (pisownia oryginalna).
Cytat z publikacji „Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” str. 21



Podróże Pawła Popiela:


Podróż pierwsza, na klaczy Lalka – 1421 kilometrów na koniu.

W sumie, było to siedem wycieczek w ciągu dwóch miesięcy. Od końca czerwca do końca sierpnia.
– pierwsza próbna wycieczka – po powiecie stopnickim Zborów-Wójcza-Słupia-Sichów.

Dwa dni – 91 kilometrów. Następny wypad w sandomierskie i opatowskie. Cztery dni – 134 kilometry.

Po kilku dniach przerwy, wyprawa trzecia „do mekki hodowli konia arabskiego” czyli do Gumnisk przez Sichów, Słupie, Szczucin, Tarnów. Czas: osiem dni, dystans: 330 kilometrów

Wyprawa czwarta – po tygodniowej przerwie, do Jacentowa. Dwa dni – 95 kilometrów.

Następnego dnia: piąty wyjazd, cel – Piotrków Trybunalski, wyścigi.

W powrotnej drodze, Popiel przejechał w jednym dniu 105 kilometrów.

Cyt.: ”To już było coś poważniejszego, tembardziej, że klacz na ostatnich kilometrach poczuwszy, być może, znaną jej stajnię, z głową do góry i uszami naprzód z trudem była w wyciągniętym kłusie do utrzymania.” (Lalka miała ok. 19-20 lat!!). jw str.15.

Siedem dni – dystans 340 kilometrów.

Następnego dnia: wyprawa szósta pod Miechów i Kraków. W deszczu po bardzo śliskich drogach (rędziny). Dziesięć dni – dystans 341 kilometrów.

Siódma: dzień później „tam i z powrotem” do Włostowa. Jeden dzień – 80 km.

Cyt.: ”Jechałem 17 do 105 kilometrów dziennie, przeciętnie więc 60 kilometrów, normalnie 10 na godzinę. Klacz miała wciąż wyborny apetyt, nogi jej i ścięgna utrzymywało w porządku półgodzinne stanie w bieżącej wodzie, gdzie tylko taka się znajdowała. Wypróbowane lekarstwo! – z braku tego naturalnego środka, chlustało się godzinę z wiaderka studzienną wodę na nogi, nakładając potem suche bandaże po uprzednim masażu.” „Odwiedziłem 30 przezacnych staropolskich domów” Kurozwęki 5 ix 1931. Jw. str. 18-19.


Podróż druga (1932 rok) – 2918 kilometrów na koniu

Wycieczka sportowo-krajoznawcza w dorzeczu Wisły, Sanu, Bugu, Wieprza, Ikwy, Styru, Nidy, Prosny, Warty, Brdy, Noteci i Pilicy.

Cyt.: „Konna jazda ma swoisty urok i łatwiej dotrzeć do różnych ciekawych zakątków konno, niż koleją żelazną lub samochodem, w obecnych warunkach zaś finansowo przystępniejsza.” „2918 kilometrów na koniu” str.3.

Podróż tą i następne, odbył na klaczy pełnej krwi Jedynka, własnego chowu.

Cyt.: ”Przygotowywałem klacz od wiosny, odbywając kilka razy w tygodniu spacery po własnej majętności, od 20-30 km dziennie wolnym kłusem i bardzo posuwistym stępem, takie tempo najlepiej wyrabia muskuły; jadła stale 6 kg owsa na dzień. W podróży należało oczywiście zużywać klaczy bardzo ostrożnie, wykorzystywać do kłusa każdy odpowiedni teren, a zwalniać do stępa, nawet na najkrótszym odstępie nierównej drogi.” Cyt jw. str.4.

Popiel w czasie drugiej wyprawy konnej odwiedził łącznie 122 miejscowości. Wypraw było trzy:
1 – próbna po powiecie Stopnickim – 175 kilometrów i do Kozienic – 364 kilometrów.
2 – druga wyprawa w Lubelskie i na Wołyń
3 – trzecia wyprawa do Wielkopolski

Szczególne miejsce Paweł Popiel poświęcił wizycie w Gołuchowie. Rezydencja do dzisiaj zachwyca (polecam opis str. 73 i dalej).

Trzecia wielkopolska wycieczka trwała 6 tygodni i dwa dni, dystans 1603 km


Podróż trzecia (1933 rok) – do Białowieży i do kraju hucułów na koniu

Wzorem poprzednich lat, popiel odbył kilka krótkich wycieczkach po powiatach Stopnickim, Pińczowskim i Kieleckiem (390 kilometrów).

Wyprawa do Białowieży

21 maja, upewniwszy się że klacz Jedynka jest w dobrej kondycji do podróżowania, Paweł Popiel wyruszył w stronę puszczy białowieskiej. Cyt.: „W 41 dni podróży, w tem 31 dni z deszczem, stanąłem znów w domu. Wycieczka ta, na dystansie 1716 km dała mi największe wszechstronne zadowolenie a zwracając się do młodych czytelników muszę skończyć słowami: cudze chwalicie a swego nie znacie.” Cyt.: ”Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” str.47.

Łącznie odwiedził 106 miejsc.

Druga tegoroczna wyprawa – do kraju hucułów

Popiel wyruszył na tą wyprawę 16 lipca. Rok 1933 był bardzo deszczowy. Burze i deszcze towarzyszyły mu przez większość podróży (31 dni słotnych na 41 dni całej podróży), jechał na przemian moknąc i wysychając w siodle; niestety miało to wpływ na zdrowie naszego podróżnika.

Kilka dni przebywał w Korczynie u hr. Stanisława Szeptyckiego, lecząc poważne zaziębienie.

Cyt.: ”Sprawiłem łaskawym gospodarzom kłopot, ale dla mnie było nader szczęśliwe, że pod przyjacielskim dachem przechodziłem skutki poważnego zaziębienia, spowodowanego dziewięciodniowym deszczem z rzędu. Nie mogąc z tego powodu dokończyć podróży według planu, powróciłem do domu samochodem, jak na kawalerzystę z niemałem upokorzeniem, ale z przekonaniem że złożyłem broń istotnie tylko przed szczególnie niesprzyjającą atmosferą.:.;”Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” str. 87.

Dystans obu wycieczek wyniósł 4004 km plus wyprawy próbne – 390 km, razem 4394km.

Odwiedził 232 miejscowości.

Jedynka zasługuje na to by ją na przyszły rok napoić w polskim morzu cyt..;”Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” str.87.

Wyprawę tą opisał Popiel w listopadzie 1933 roku.


Podróż czwarta (rok 1934) – wiślanym szlakiem do polskiego morza

Jak Paweł Popiel „obiecał” Jedynce, napoić ją w polskim morzu tak słowa dotrzymał.

Poprzedzając zasadniczą wyprawę odbył Paweł Popiel wycieczki próbne po ziemi opatowsko – sandomierskiej.
Dystans tej próbnej wycieczki (dla wprawy klaczy Jedynka), wyniósł 239 kilometrów w sześć dni (jedenaście odwiedzonych miejscowości).

Kilka dni później wycieczka do polskiego morza. Spotkanie w Zoppot (Sopot) z niemieckim hipologiem P. Ziehm oraz z przedstawicielem Związku Jeździeckiego w gdańsku majorem Schonfeldem.

Cyt.: ”A że umyślnie miałem z sobą polskie księgi stadne i około 200 fotografij polskich koni, więc kilkogodzinna rozmowa z tymi panami, przy doskonałem winie reńskiem, miała cel i charakter propagandy i może nie była całkiem bezpożyteczna!” Cytat z publikacji „Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” str. 26.

O tym jak szanowali Popiela nawet Niemcy niech świadczy fakt, że po tym spotkaniu, P. Ziehm zaprosił Popiela i pokazał mu stado pełnej krwi „Praust” (Pruszcz Gdański). Oczywiście Popiel opisał oglądane konie z wrodzoną sobie skromnością i delikatnością. Aczkolwiek…..

Cyt.: ”Olimper po Nuage i Orcade. dużego wzrostu o pięknych linjach bardzo rasowy, ale przednie nogi są tego rodzaju, że trzeba mieć odwagę by używać tego konia do hodowli, pomimo niezaprzeczalnej klasy, jaką okazał w licznych zwycięstwach!” Cytat z publikacji „Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” str.27.

Półwysep helski, który Popiel postanowił przejechać konno wzdłuż i symbolicznie Jedynkę i konia fornalskiego uroczyście w polskim morzu napoić.

Kilka dni później – tegoroczna wyprawa trzecia, czyli po zachodniej części woj. kieleckiego.

Dystans wycieczek w roku 1934 wyniósł 2873 kilometry. Miejscowości odwiedzonych ok.140.


Wyprawa piąta (rok 1935) – ku naszym kresom na koniu

Wyprawę tą, ostatnią już niestety opisałam bardzo obszernie w opracowaniu poszerzonym. Nie ma już „kresów” ale opisy Popiela pozostały. Tak było.

Stamtąd już miał już niedaleko do domu. Dokąd powrócił 68 dnia podróży, odbytej na dystansie 2455 km. Wierna Jedynka dopomagała mu do względnie dokładnego poznania naszych kresów, pozostawiających w nim niezatarte wrażenie które jak umiał i zapamiętał, starał się opisać.

Wzruszające pożegnanie z czytelnikami.

W datowanym 12.IX.1935 posłowiu do ostatniej podróży popiel pożegnał się z czytelnikami donosząc o ciężkiej chorobie. Zmarł na gruźlicę gardła 23.VI.1936 w Kurozwękach.

a teraz w końcu pragnę pożegnać się z szacownymi czytelnikami i podziękować, że raczyli się interesować moimi krajoznawczymi opisami. Opisów było pięć tyle ile wycieczek. Przejechałem ogółem po Polsce czternaście tysięcy kilometrów; za trzy letnie sezony byłbym poznał resztę kraju. Wszystko było przygotowane, starannie przestudiowane. Pokazuje się, że o takich rozkosznych rekordach można tylko marzyć; urzeczywistnić je trudno. Stare polskie przysłowie mówi: ”lat kopa – nie ma chłopa” a ja dopiero po kopie zacząłem podróżować i to niezmiernie intensywnie i to się zemściło. Nagle powaliła mnie ciężka choroba – wykluczająca wszystkie podróże, za wyjątkiem tej, z której się już nie powraca….

Kurozwęki dnia 12-go września 1935r.

RIP dzielny podróżniku…..


Szanowni czytelnicy, pozwolę sobie na kilka uwag odnośnie moich opisów podróży Pawła Popiela. Z konieczności pisałam skrótowo, mam jednak nadzieję, że na tyle ciekawie, że zachęciłam szanownych do sięgnięcia opisu obszerniejszego – polecam zwłaszcza „Ku naszym kresom na koniu”. Może z sentymentu do utraconych „tam” ziem, może dlatego, że ta publikacja jako pierwsza, trafiła przed laty w moje ręce (mam oryginał odbitki z tygodnika „Rolnik” Lwów 1936) i tak mnie zachęciła, że drążąc temat, powstały te opracowania (skrótowe 5 stron i obszerne, ponad 50 stron).

O podróżach konnych Pawła Popiela głosiłam wykłady:
5 lutego 2018 w PTTK Rzeszów
12 czerwca 2018 w Pałacu Kurozwęki
15 listopad 2018 w Klubie Podróżnika

Autor tekstu: Elżbieta Perec

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Notatki i spostrzeżenia hodowlane” (1926) – Paweł Popiel

„1421 kilometrów na koniu” (1931) – Paweł Popiel

„2918 kilometrów na koniu” (1933) – Paweł Popiel

„Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” (1934) – Paweł Popiel

„Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” (1935) – Paweł Popiel

„Ku naszym kresom na koniu” (1936) – Paweł Popiel

„Honorowa Odznaka Jeździecka” (1936) – Redakcja czasopisma „Jeździec i Hodowca

Paweł Popiel na klaczy Lalka.
Cyt.: „Przed sześciu laty nabyłem od znanego sportsmena p. Berysa Schona z Sosnowca, zdaje się rewindykowaną wschodnio-pruską klacz piętnem łopat łosia …
źródło: „1421 kilometrów na koniu” str 4.
Paweł Popiel (1870-1936) i jego koń „Jedynka”.
Cyt.: „Wypadło pożegnać się ze staruszką (Lalka), wierną towarzyszką zeszłorocznej podróży, a dosiąść czteroletniej klaczy pełnej krwi własnego chowu, karo-gniadej Jedynki po Parther Dark Ronald – Panik po Ard Patrick/ od Fala II po Bob od Neck or Nothing, średniego wzrostu, rasowej w typie Ard Patricka angielskiego derbisty„.

źródło: „2918 KILOMETRÓW NA KONIU” str.3
Zdjęcie zrobione w Łoniowie hr. Emanuela Moszyńskiego (lata 30-te).
Paweł Popiel siedzi na klaczy Jedynka. Towarzyszy mu prawdopodobnie hr. Emanuel Moszyński (właściciel Łoniowa) lub jego syn. Jako trzecia osoba, siedzi w wózku (kałamaszce?) zaprzężonym w konia folwarcznego (tak go określił sam Paweł Popiel) pomocnik, który towarzyszył mu w wyprawach z wozem aprowizacyjnym. Fot.: Dzięki uprzejmości Zespołu Pałacowego Kurozwęki