Legendy Polskiego Jeździectwa – Stada i Stadniny

Promotor:

29 lipca 1980 – srebrny medal drużynowy w IO Moskwa 1980.
3 sierpnia 1980 – złoty medal olimpijski Jan Kowalczyk na Artemorze.

Poniżej przypominamy wyniki z tego wielkiego sukcesu polskiego jeździectwa. Przeczytajcie też sprawozdanie z przebiegu konkursów, prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych – Eryka Brebeca.

Wyniki olimpijskiego Pucharu Narodów (29.VII.1980 r.)

Ekipy startowały w kolejności: Bułgaria, Rumunia, Węgry, ZSRR, Polska i Meksyk. Ostateczne wyniki podano z zachowaniem kolejności startów jeźdźców w ekipie: I ZSRR — 20,25 (Nikołaj Korolkow — Espadron 8+4, Wiktor Poganowski —Topkij 8+0,25, Wiktor Asmajew — Rejs 4+7,25, Wiaczesław Czukanow — Gepatit 4+0); II Polska — 56,00 (Wiesław Hartman — Norton 12+12, Jan Kowalczyk — Artemor 4 + 8, Marian Kozicki — Bremen 83,5 + 4, Janusz Bobik — Szampan 16+24); III Meksyk — 59,75 (Albeno L. Valdez — Lady Mirka 8+12,75, Gerardo V. Tazzer — Caribe 23,25+8,5, Jesus G. Portugal -Massacre 27,25 + 8, Joaquin P. Heras — Alymony 8 + 4); IV Węgry
124,00 (Andras Baloghi — Artemis 73,75+28, Barnabas He-vcsi — Bohem 16+12, Ferenc Krusco — Vadrosa 16+16, Józef Varro — Gambrinusz 36+zrez.); V Rumunia — 150,50 (Dumitru Velea — Fudul 12+ el. Aleksandrii Buzan — Prejmer 12+31,75, Ion Popa — Licurici 53,75 + 41,75, Dania Popescu — Sonor 20,25 + 32,75); VI Bułgaria 159,50 (Christo Kaczow — Pow.od 45+28, Nikola Dimitrow — Wale 17,75+29, Borys Pawłów— Mon-blan 28,75+32, Dimitar Genow — Makbet 30+26).

Wyniki olimpijskiego indywidualnego konkursu skoków Grand Prix (3.VIII. 1980 r.)

Kolejność startów w parkurze A wg losowania. W parkurze B jeźdźcy startowali w kolejności: od najwięcej obciążonego punktami karnymi za parkur A do najlepszego w tymże parkurze. Wyniki łączne: I. Jan Kowalczyk — Artemor 8 (4+4); 2. Nikołaj Korolkow (ZSRR) — Espadron 9,5 (4+5,5); 3. Joaquín P. Heras (Mek.) — Alymony 12 (8+4), w rozgr. 4—43,23 sek.; 4. Oswaldo H. Mendez (Gwat.) — Pampa 12 (8+4), w rozgr. 4—43,50 sek.; 5. Wiktor Poganowski (ZSRR) — Topkij 15,5 (4+11,5); 6. Wiesław Hartman — Norton 16 (4+12); 7. Barnabas Hevesi (Weg.) — Bohem 24 (16 + 8); 8. Marian Kozicki — Bremen 24,5(12+12,5); 9. Wiaczesław Czukanow (ZSRR) — Gepatit 24,75 (12+12,75); 10. Boris Pawłów (Buł.) — Monblan 26,5 (16+10,50); 11. Alberto L. Valdez (Mek.) — Lady Mirka 28 (12+16); 12. Christopher Wege-lius (Fin.) — Monday Morning 30,25 (16+14,25); 13. Nikola Dimitrow (Buł.) — Walc 36,25 (24+12,25); 14. Ferenc Krusco (Węg.) — Vadrosa 40,25 (16+ + 24,25). Startowało 16 zawodników. W parkurze A wycofał się Jesus G. Portugal (Mek.) — Massacre, a wyłączony został Dimitar Genów — Makbet. O brązowym medalu zadecydowała dodatkowa rozgrywka, na 6 niepodwyższonych przeszkodach parkuru B.


Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„XXII Igrzyska Olimpijskie Moskwa” (1980) – Eryk Brabec

„Jan Kowalczyk i Artemor” (1980) – Antoni Święcicki

Jan Kowalczyk – Artemor – IO Moskwa 1980 | FILM

Promotor: Małopolska Hodowla Roślin – Kraków

Najmłodsza z trzech legendarnych, współczesnych, państwowych stadnin (SK Janów Podlaski, SK Michałów). czystej krwi arabskiej w Polsce.


„Białka Państwowe Dobra” – taką nazwę początkowo nosiło stado ogierów, o którego założeniu podjęto decyzję w 1928 r. Na pomysł umiejscowienia nowego stada właśnie tam wpadł ówczesny naczelnik Wydziału Stadnin Państwowych, inż. Jan Grabowski (późniejszy profesor) – ten sam, który w 1919 r. sprowadzał klacze do świeżo utworzonego oddziału arabskiego Państwowej Stadniny w Janowie Podlaskim.

W Janowie znajdowało się również Stado Ogierów, a najbliższe na wschodzie – aż w Sądowej Wiszni. W okresie nieustającego zagrożenia ze strony Związku Sowieckiego potrzebne było na „wschodniej flance” jeszcze jedno stado – rezerwuar reproduktorów dla produkcji koni do kawalerii. Za najodpowiedniejszą rasę koni dla potrzeb armii uważano wówczas angloaraby, toteż 156 ogierów, jakie od roku 1930 (rozpoczęcia działalności Stada) do grudnia 1932 zgromadzono w Białce, posiadało następujący skład rasowy:

Pełna krew angielska – 48 (30,8%)
Półkrew angielska – 31 (19,9%)
Półkrew angloarabska – 30 (19,2%)
Półkrew arabska – 29 (18,6%)
Czysta krew arabska – 10 (6,4%)
Czysta krew angloarabska – 3 (1,9 %)
Lipicańska – 2 (1,2%)
Huculska – 2 (1,2%)
Krajowy pospolity – 1 (0,6%)

Razem – 156 koni

Ogiery te albo przybyły z istniejących już stad ogierów (Janów Podlaski, Sądowa Wisznia, Łąck) wraz z obsługującym je personelem, albo z toru wyścigowego w Warszawie, Krajowej Wystawy Koni w Lublinie czy nawet z Poznańskiego, ale pochodzące po ojcach z austrowęgierskich rodów Schagya i Gidran. W lipcu 1930 r. oddano do użytku 4 stajnie mogące łącznie pomieścić 200 koni i budynki mieszkalne dla pracowników – zachowane do dziś. Pierwszym kierownikiem stada został inż. Stanisław Hay, a w latach 1934-39 – Kalikst Sosnowski, ojciec późniejszego Naczelnika Zjednoczenia Hodowli Zwierząt Zarodowych, Adama Nałęcz-Sosnowskiego.

Gospodarstwo rolne podlegające PSO utrzymywało także grupę klaczy, które zostały matkami późniejszych ogierów punktowych. Wśród nich znajdowała się także pochodząca z Państwowej Stadniny w Janowie Podlaskim klacz czystej krwi arabskiej Cecylja s. 1921 (Bakszysz – Anielka), przeniesiona do Państwowych Dóbr Białka w 1934 r. po urodzeniu 6 szt. przychówka w Janowie. W Białce była kryta ogierami półkrwi – dała m.in. zasłużonego w hodowli terenowej og. Ryngraf (po Schagya X-21). W czasie wojny trafiła z powrotem do Janowa, gdzie urodziła jeszcze 3 szt. potomstwa czystej krwi, po takich ogierach, jak Trypolis i Witraż. Padła w 1944.

Wojenne losy białeckiego stada były podobne jak wielu innych państwowych ośrodków hodowli koni. Rozpoczęta ewakuacja na Wołyń nie doszła do skutku z powodu inwazji sowieckiej 17 września 1939. Konie wróciły do Białki i przez całą okupację stado prowadziło normalną działalność pod niemieckim zarządem. Powiększyło się nawet o ogiery berberyjskie sprowadzone przez Niemców. Za sprawy hodowlane odpowiedzialny był ponownie Stanisław Hay, gdyż Kalikst Sosnowski, przygnębiony wojennymi klęskami, odebrał sobie życie.

Niemiecki komendant korzystał z doświadczenia Stanisława Haya i życie w Białce toczyło się względnie normalnie do roku 1944. W latach 1940-44 Stado obejmowało swym zasięgiem prawie cały dotychczasowy rejon, prowadząc 60 punktów kopulacyjnych obsadzonych łącznie 147 ogierami. Dopiero pod naporem zbliżającego się frontu wschodniego Niemcy zarządzili ewakuację prawie wszystkich ogierów wraz z częścią załogi, najpierw w rejon PSO Bogusławice, później w głąb Niemiec do Torgau nad Łabą, a następnie do stada ogierów w Traventall (Szlezwik – Holsztyn).

W ramach powojennej rewindykacji ogiery z PSO Białka wróciły do macierzystego stada w ramach pierwszych transportów koni z Niemiec, w sierpniu 1946 r. Pierwszym powojennym dyrektorem PSO został lek.wet. Stanisław Kurowski, późniejszy dyrektor Państwowych Torów Wyścigów Konnych.

W 1947 rozpoczęto w Białce pierwszy po wojnie sezon hodowlany, ale wskutek zmiany ustroju zmieniła się także koncepcja hodowli koni półkrwi – nacisk został położony na produkcję koni dla potrzeb rolnictwa, gdyż sport jeździecki znalazł się na czarnej liście komunistycznych decydentów na równi z przedwrześniowym ziemiaństwem i kawalerią.

Już w 1950 r. stado liczyło 197 ogierów i obsługiwało 80 punktów, głownie w szeroko pojętym rejonie lubelskim. Aż do lat 60-tych lansowany odgórnie był typ „konia ekonomicznego”, mającego w pierwotnym zamyśle uzupełniać trakcję mechaniczną. Koń taki miał być lżejszy i tańszy w utrzymaniu, a za zaletę budowy uważano krótkonożność i przyziemność, tzw. sylwetkę leżącego prostokąta. Takie wymogi spełniały konie półkrwi arabskiej, licznie reprezentowanej wśród ogierów z PSO Białka, a uznawanej za najbardziej odpowiednią dla struktury agrarnej i klasy gleb w południowo-wschodniej części Polski. Toteż największy był udział takich ogierów w latach 50-tych.

W grudniu 1962 rozporządzeniem PRL-owskiego Ministra Rolnictwa powołano Księgę Stadną Koni Małopolskich, łącząc tym samym w jedną rasę regionalne typy koni wytworzone głównie na bazie półkrwi angloarabskiej. Odtąd większość ogierów utrzymywanych przez PSO Białka (72,1% w 1979 r.) stanowiły ogiery małopolskie.

W latach 1954-1979 liczebność ogierów na stanie PSO Białka wahała się od 136 do 167 szt. W 1980 r. obsługiwały one punkty kopulacyjne na terenie ówczesnych województw lubelskiego, chełmskiego, tarnobrzeskiego i zamojskiego. 39 punktów liczyło po 3 ogiery, a 7 punktów po 1 ogierze. Coroczny rozdział ogierów na punkty, nazywany w miejscowej gwarze „rozdziałką”, stanowił małe święto dla „ogierników”, które to zajęcie nierzadko przekazywano z ojca na syna przez kilka pokoleń.
Na terenie obsługiwanym przez PSO Białka w omawianym okresie powstały lokalne ośrodki hodowli konia lubelskiego, szczególnie w powiatach: bychawskim, bełżyckim, hrubieszowskim, janowskim, kraśnickim, krasnostawskim, łukowskim i zamojskim. W powiatach bełżyckim, bychawskim i lubelskim występował stosunkowo duży dolew pełnej krwi angielskiej, w łukowskim i radzyńskim – koni mazurskich, hrubieszowskim i zamojskim – czystej krwi arabskiej. Najbardziej „angloarabskie” okazały się powiaty: krasnostawski, janowski i kraśnicki.

Mimo początkowego „macoszego” traktowania sportu jeździeckiego przez władze komunistyczne, już w 1950 powstała w PSO Białka Sekcja Jeździecka LZS, której członkowie uczestniczyli na początku lat 50-tych w Jeździeckich Mistrzostwach Polski. W latach 1965-75 Stado zajmowało się przygotowywaniem koni skupionych od indywidualnych hodowców do sprzedaży eksportowej, głównie jako konie spacerowe i sportowe. Stado w Białce włączyło się również czynnie do cennej akcji zainicjowanej przez Zarząd LZHK, mającej na celu wstępne przeszkolenie w zakresie jazdy konnej grupy hodowców, aby mogli sami podjeżdżać własne konie do sprzedaży eksportowej. W tym celu w połowie lat 60-tych zorganizowano w Tarzymiechach k. Izbicy (pow. zamojski) roczny kurs, który prowadził jako trener ówczesny zastępca dyrektora PSO Białka – Józef Mioduszewski.

Od 1969 Stado nawiązało współpracę z Akademickim Klubem Jeździeckim oraz „Almaturem”. W efekcie tej współpracy, na terenie specjalnie wybudowanego ośrodka campingowego na terenie PSO, corocznie w tzw. wakacjach w siodle uczestniczyło wielu studentów polskich i zagranicznych. Jeszcze w pierwszych latach XXI w. ośrodek ten, który sprawiał wrażenie, jakby czas się tam zatrzymał na latach 70-tych, służył jako baza noclegowa dla obsługi i wystawców koni uczestniczących w Młodzieżowych Pokazach Koni Czystej Krwi Arabskiej. Zachowały się jeszcze oryginalne napisy i zawieszki wykonane przez studentów na drewnianych domkach campingowych.

Na początku lat 70-tych powrócono do hodowli koni w typie wierzchowym, co wiązało się z podwyższeniem ich wysokości w kłębie i zmianą proporcji. Białka doskonale się wówczas sprawdziła, dostarczając koni o predyspozycjach sportowych

Jeszcze w pierwszych latach XXI wieku na stanie PSO Białka corocznie wykazywano około 100 ogierów. Jednak w miarę zmniejszania się liczby koni w kraju, zmiany kierunku ich użytkowania, trudności z uzupełnianiem wysoko kwalifikowanej obsługi i upowszechniania sztucznej inseminacji – zmianie ulegała tradycyjnie pojmowana rola stad ogierów. Miejsce punktów kopulacyjnych obsadzonych przez pracowników PSO zajmowały dzierżawy ogierów. Zmieniał się także ich skład rasowy, gdyż, aby stworzyć legalną konkurencję dla „dzikich” ogierów zimnokrwistych, włączano takie ogiery do stada. Często były to importowane reproduktory ardeńskie lub belgijskie, o gabarytach pozwalających na zwiększenie wymiarów pogłowia koni zimnokrwistych. Także bowiem w okręgu lubelskim coraz mniej było hodowców kontynuujących tradycję użytkowania koni małopolskich, gdyż bardziej opłacalne stawał się chów koni o większej masie ciała w kierunku ich sprzedaży na eksport rzeźny. Temu zawdzięczały swą wzrastającą popularność także konie śląskie, których przedtem nigdy nie użytkowano na tym terenie. Ogólnokrajowej tendencji wzrostowej chowu i hodowli koni małych i kuców wyszło naprzeciw wprowadzenie grupy ogierów huculskich.

Skład rasowy ogierów w PSO Białka w 2010r.

Czysta krew arabska – 3 (3,1%)
Półkrew arabska – 1 (1%)
Czysta krew angloarabska i pełna krew angielska – 2 (2%)
Półkrew angloarabska – 52 (53,6%)
Trakeńska – 1 (1%)
Szlachetna półkrew – 7 (7,2%)
Śląska – 11 (11,3%)
Huculska – 12 (12,4%)
Zimnokrwista – 8 (8,4%)

Razem – 97 koni

Na przestrzeni 90 lat (Stado Ogierów) i 37 lat (oddział arabski) Białka przechodziła najrozmaitsze perturbacje, wzloty i upadki. W ostatnim okresie obserwuje się jednak stały postęp hodowlany i poprawę wyników. W obrębie stada ogierów rozwinął się, zaniedbywany w ostatnich latach, sport jeździecki. Białeckie stado matek arabskich, mimo że grupa założycielska reprezentowała większość rodzin żeńskich używanych w innych stadninach, długo zachowywało swoją odrębność. Początkowo bowiem planowano wyścigowy kierunek użytkowości, ale z biegiem lat, wskutek używania odpowiednich ogierów, stado przestawiło się raczej na typ pokazowy. W roku 2018, po raz pierwszy w historii Białki, ogierek własnej hodowli uzyskał tytuł Best In Show! Niemniej jednak pożądane byłoby, aby Białka zachowała własną tożsamość, nie starając się kopiować kierunku przyjętego przez Janów Podlaski i Michałów. Należałoby również odbudować rodziny żeńskie wchodzące w skład grupy założycielskiej, wygasłych w trakcie funkcjonowania stada. Są to rodziny klaczy: Rodanii or.ar., Szweykowskiej i Ukrainki.

Źródło: „Białka – od Państwowych Dóbr do Małopolskiej Hodowli Roślin” autorstwa Pani prof. dr hab. Krystyny Chmiel, Państwowa Szkoła Wyższa im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskie

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Duma Białki, czyli skąd się wzięły Pesal i Perfinka” (2020) – Krystyna Chmiel

„Białka. Od Państwowych Dóbr do Małopolskiej Hodowli Roślin” (2020) – Krystyna Chmiel

„Małopolska Hodowla Roślin Sp. z o.o. – Stadnina Koni Białka” (2019) – Krystyna Chmiel

„Pure Polish Arabian – to wciąż dobra marka!” (2020) – Krystyna Chmiel

Promotor Legendy:

Jeździec i Hodowca 1929 nr 48 s.710-717

Nowy tor w Służewcu

Po ukończeniu wojny światowej Polska powstała jako wielkie trzydziesto miljonowe państwo, w związku z czym wszelkie funkcje państwowe pomimo kryzysu rozwinęły się na odpowiednią skalę.

Wraz z innymi gałęziami gospodarstwa krajowego wzrosła i stale wzrasta hodowla koni, a nadto wzmogło się niepomiernie znaczenie tej hodowli — wobec tego, że państwo, mające granice lądowe znacznej długości bez dostatecznego zabezpieczenia naturalnego, stać się musiało poważnem bardzo odbiorcą wszelkich gatunków i rodzajów koni dla armii.

W tak zmienionych warunkach, dla prób hodowlanych i wyścigowych pozostawał na razie jeden tylko tor Mokotowski. Tor ten wystarczający w zupełności dla Kongresówki, nie mógł czynić zadość sportowym i hodowlanym potrzebom Państwa Polskiego. To. też Zarząd Towarzystwa Zachęty do. Hodowli Koni w Polsce z dawna już doszedł do wniosku o. niezbędności drugiego, toru w Warszawie i w tym celu przemyśliwał o nabyciu odpowiedniego terenu na własność, co przy zabezpieczeniu stanu posiadania, pozwalało na przeprowadzenie wszelkich gruntownych inwestycji stosownie do. wymagań i potrzeb chwili. Tor Mokotowski, nigdy nie zastąpiony ze względu na swoje położenie, pozostawałby wtedy jako drugi tor sezonowy.

W tym czasie Magistrat Warszawski, mając już swoje widoki na plac Mokotowski ze względu na rozbudowujące się w tej stronie miasto, zaproponował T-wu teren na urządzenie toru na Okęciu w formie długoletniej dzierżawy. Podług tej propozycji tor Mokotowski miał pozostawać we władaniu T-wa jeszcze przez lat osiem dla dania możności zagospodarowania nowego terenu. Rozpoczęte na tej podstawie pertraktacje ciągnęły się już dłuższy czas, kiedy w roku 1925 nadarzyła się okazja nabycia większego kompleksu z fołw. Służewiec, należącego do dóbr Wilanowskich Ksawerego hr. Branickiego.

Zarząd T-wa w krótkim czasie zadecydował kupno 150 ha., wykrojonych z tego, folwarku, a po zatwierdzeniu odnośnego wniosku przez Ogólne Zebranie, Prezes T-wa, Albert hr. Wielopolski, dnia 5 listopada 1925 roku podpisał akt rejentalny, mocą którego T-wo stało się prawnym posiadaczem omawianego terenu.

Fakt ten pozwala obecnie T-wu wyjść obronną ręką z ciężkiego, położenia, tym bardziej że miasto cofnęło swoją propozycję do do. Okęcia, a w roku bieżącym Ministerstwo Robót Publicznych zażądało, ultymatywnie od T-wa ustąpienia z placu Mokotowskiego w jesieni 1932 roku. Zaznaczyć należy, że Ministerstwo zamierzało pierwotnie przeprowadzić w rządzie decyzję usunięcia T-wa z toru mokotowskiego w r. 1930. Dopiero na skutek interwencji Departamentu Chowu Koni termin przeniesienia toru ustalono na r. 1933. Chociaż plany Zarządu nie dały się w pełni urzeczywistnić, Służewiec w danej chwili rozwiązuje sytuację.

W ten sposób dobrze zasłużony w dziejach naszej hodowli koni tor Mokotowski dobiega do kresu swego istnienia. Za parę lat jedyny ten do. niedawna poważny tor wyścigowy na ziemiach polskich przejdzie do historii.

Dla dokonania dzieła budowy toru wyścigowego w Służewcu Zarząd utworzył Komitet budowlany, do którego powołał ze swego, grona Prezesa i zaprosił Dyr. Dep. Ministerstwa Rolnictwa, dziś już nieżyjącego Fryderyka Jurjewicza. Komitet ze swej strony zaprosił do pracy technicznej p. T. Dachowskiego.

Poniżej podajemy dokonane prace, zestawione koleją lat:


1926 r.

Zaczęła się robota organizacyjna. Nasamprzód została uporządkowana strona prawa. Z ksiąg hipotecznych Wilanowa wydzielono osobną księgę hipoteczną pod nazwą „Tory Wyścigowe Służewiec”, sporządzono nowe plany sytuacyjne, poczem T-wo wzięło się do uporządkowania dróg gminnych, przecinających terytorium: wystąpiono do odnośnych władz o pozwolenie zmiany kierunku tych dróg ; droga gminna brukowana, przecinająca cały tor główny i teren przyszłych trybun, została skierowana w kierunku okrążającym terytorium od południa aż do wsi Wyczółki— a droga, poprzednio przecinająca w 2 kierunkach tory treningowe, okrąża obecnie terytorium od północy i zachodu.

Ponieważ obok dawnego fortu od strony zachodniej torów treningowych stanie w przyszłości wielka stacja rozdzielcza przyszłej linii Warszawa — Radom, w odległości od Służewca nie więcej nad 400 mtr., T-wo weszło w zasadnicze porozumienie z T-em Kolejek Dojazdowych, posiadającym koncesję na budowę tej linii, aby od strony owej stacji urządzić bocznicę szerokotorową do terenów wyścigowych i w ten sposób w najwyższym cyplu torów treningowych stanie własna rampa ładunkowa dla wszelkich potrzeb T-wa.

Nawiązano kontakt z Dyrekcją Tramwajów Miejskich, i istnieje projekt, aby linię z Wierzbna doprowadzić do Służewcu tak, aby bocznica dwutorowa mogła wejść na terytorium T-wa dla dowiezienia publiczności aż do krytego peronu, znajdującego się przy trybunach głównych. Z tego peronu będzie komunikacja podziemna dla wygody publiczności i dla uniknięcia krzyżowania przejścia dla pieszych z drogami samochodowymi. W pętlicy w tym miejscu powstałej (patrz plan) będzie mógł stać na torach zapasowych szereg tramwajów odjazdowych. Takaż sama kombinacja przewiduje się dla kolejki podjazdowej już elektryfikowanej, która ma dojść do trybun (II miejsca). W ten sposób publiczność, jadąca na wyścigi, już wyjeżdżając z miasta, będzie się automatycznie segregowała.

Ponieważ oś podłużna toru głównego pomimo maksymalnego rozpięcia była pierwotnie nieco za krótka, co powodowało nie dość długą linię prostą, T-wo- nabyło dodatkowo- 3 działki gruntu, leżące od północy na całej szerokości toru płaskiego. Dwie działki, z których jedna z dwoma dużymi budynkami (gdzie obecnie są mieszkania, magazyny, biura, warsztaty) należała do dóbr wilanowskich, a druga — do p. Klawego, zostały nabyte — trzecia, należąca do Wydziału Drogowego — została zamieniona. Dało, to możliwość przedłużyć linję prostą (finiszową) o jakie 80 mtr. i przy tym zyskać na takiej że szerokości główną publiczną aleję wjazdową (tramwaj, kolejka, dwie drogi automobilowe — wjazdowa i wyjazdowa, chodniki i aleje piesze — wszystko rozdzielone zieleńcami). Wobec tego linia prosta liczy na nowym torze 585 m. b. Obecnie lina ta na torze mokotowskim wynosi 443 m. b.

Cały obwód toru służewieckiego przy bandzie wynosi 2300 m. b., czyli, że start „Derby” będzie się odbywał przed samem i głównymi trybunami. Tor płaski ma 50 mtr. szerokości; tor steeplechase’owy wewnątrz płaskiego z ósemką ma 40 mtr. szerokości. Wobec znacznej ilości wyścigów płaskich, rozgrywających się w ciągu roku na jednym i tym samym torze, ma to znaczenie pierwszorzędne dla utrzymania toru w należytym stanie, drogą przesuwania bandy coraz bardziej do środka.

Rozbudowa Służewca, obliczona w przybliżeniu na 28 do 30 milionów złotych, była wyrachowana tak, aby T-wo mogło przez odpowiednią ilość lat spłacić tę sumę ze swoich dochodów. Zgodnie z tym planem Komitet zadecydował, aby według możności wykonywać większe roboty inwestycyjne podług następnej kolejności: po zapłaceniu w 1925 i 1926 roku ceny kupna za plac (około 1 miliona) postanowiono nasamprzód wykonywać okólną drogę brukowaną, następnie całe terytorium otoczyć parkanem, tory (główne i treningowe) odwodnić, wywiercić 2 studnie artezyjskie, następnie cały teren wyregulować, bez czego nile byłoby mowy o rozpoczęciu jakiejkolwiek roboty budowlanej. Później była przewidziana budowa wodociągu, kanalizacji, wieży ciśnień i stacji pomp. Dążono przy tym, aby zaraz po ukończeniu robót ziemnych obsiać tory trawą, dla otrzymania przez staranne kilkoletnie pielęgnowanie zwartego i trwałego zadarnienia. Potem projektowało się przystąpić do robót budowlanych i nasamprzód zacząć budowę stajen, jako robotę najpilniejszą i stanowiącą lwią część kosztów. W najdalszej perspektywie planuje się budowa stajen na 1000 koni, odpowiednia ilość mieszkań dla służby stajennej, mieszkania dla urzędników i budynki gospodarcze, — a w ostatniej dopiero kolejności — trybuny, jako budynki najpóźniej potrzebne.


1927 r.

Zabrano się tedy systematycznie do pracy i już w tym roku rozbudowano linię telefoniczną, przeprowadzono prawnie zamianę dróg, sporządzono plany niwelacyjne całego terytorium dla późniejszej regulacji tegoż i zabudowania.

Pp. Dachowski i prof. Szanior, znany planista parków i twórca parku Skaryszewskiego, opracowali według dyrektyw i wskazówek Komitetu Budowlanego, projekt całej rozbudowy Służewca. Projekt ten po licznych konferencjach i formalnych studiach został ostatecznie ustalony i zaakceptowany i służy jako podstawa do całej rozbudowy.

Szosa okólna w zamian drogi dawnej, przecinającej tor główny, została wybudowana przez inż. dróg i mostów pana J. Bajkiewicza. Wysadzono tę drogę ładnymi drzewami.

W tym też roku został zaprojektowany i ustalony typ parkanu, okalającego terytorium T-wa, do wykonania w roku 1928.


1928 r.

Ponieważ do wszelkich inwestycji Komitet Budowlany zaprasza jako doradców najpoważniejszych specjalistów z grona profesorów Politechniki Warszawskiej, lub z tak poważnej instytucji jak Związek Inżynierów-Doradców, więc też i projekt parkanu został poddany opinii prof. Politechniki Dr. Inż. Kunickiego, Komitet Budowlany oddał tę robotę z przetargu Stoł. Tow. Budowlanemu. Wykonawcą bezpośrednim z ramienia S. T. B. był inż. Kaczor, specjalnie przez tę firmę na ten cel zaangażowany. T-wo miało pełną ingerencję i najściślej kontrolowało całą tę robotę przez swoje organa. Ogromna ta robota, wynosząca prawie 6 kim., została wykonana w bardzo krótkim czasie, bo, od 21 lipca do, 9 listopada t. j. w ciągu 111 dni kalendarzowych; odrachowując dni dżdżyste i świąteczne, stawiano przeciętnie 47 m. b. parkanu dziennie. Rekordowy był jeden dzień w końcu sierpnia, w którym zbudowano 100 m. b. parkanu. Postęp tych robót, tak ciekawych, został sfilmowany i w swoim czasie będzie wyświetlany publicznie. W ciągu surowej zimy 28 i 29 roku były obawy, że parkan, jako, beton jeszcze niedojrzały (beton ostatecznie kamienieje do 3-ech lat), zostanie uszkodzony, bardzo wiele bowiem betonowych i asfaltowych robót przeszłej zimy ucierpiało. Obawy te dzięki doskonałej konstrukcji i wykonaniu okazały się płonne, albowiem parkan służewiecki wyszedł z ubiegłej zimy obronną ręką i na całej swej ogromnej przestrzeni nie dał nawet ani jednego rysu. W miejscach, gdzie parkan dotyka dróg, stoi na samej granicy; gdzie dotyka gruntów obcych, jest oddalony o 1.25 mtr. od cudzych posiadłości, aby dać możność organom T-wa obchodzić zewnątrz całe terytorium i uniknąć przypierania do parkanu innych budowli. Wszystkie punkty graniczne są ustalone znakami wiecznotrwałemi t. j. rurami 6”, wypełnieniem i betonem.

W tymże samym roku została wykonana adaptacja 2-ch dużych stodół, znajdujących się na działce dokupionej w 1927 r. od dóbr wilanowskich, na powyżej wymienione biura, mieszkania, magazyny — podług projektu, zaakceptowanego prze Komitet Budowlany. Całość tej roboty jest tak wykonana, iż wszystkie materiały, a zwłaszcza materiały drzewne nie były nigdzie podcinane, lecz wszystko łączone na śruby i klamry dla łatwego rozbierania, bo te budynki leżą na terenach wjazdowych. W ten sposób znikoma tylko część materiału będzie zepsuta.

W tym też roku zaczęto studiować tak ważną sprawę, jak sprawa odwodnienia pod egidą znanego, geologa prof. A. Rychłowśkiego, bardzo poważnego znawcy w tej dziedzinie. Po długich studjach Komitet Budowlany zdecydował, że drenowanie zwykłe nie rozwiązałoby kwestii odwodnienia torów w szybkim tempie po gwałtownych zlewach, że zatem należy zastosować system rowów odwadniających o dostatecznym przekroju, wypełnionych odpowiedniej wielkości sączkami, dokładnie zniwelowanych, obsypanych grubym żwirem, a góry pokrytych piaskiem. Rowy te biegną naokoło torów głównych i steeplowych z oby stron i zbierają całą wodę do głównego kolektora, przecinającego cały tor główny na ukos, do przyszłego stawu. Parę dziesiątków studzien rewizyjnych zabiezpiecza system odwodnienia od ewentualnego zatkania i złego funkcjonowania. Takież odwodnienie zostało zaprojektowanie dla torów treningowych. Robotę tę z przetargu otrzymało St . T-wo Budowlane. Główny kolektor został wykonany jeszcze w 1928 r. z rur kamionkowych pierwszego gatunku, ułożonych „lege artis”.

W tymże roku założono szkółki, gdzie się przygotowuje znaczną ilość drzew, krzewów i roślin dla przyszłego parkowania, pod osobistym kierunkiem prof, Szaniora. W tym też roku zadrzewiono całą linię wzdłuż parkanu naprzeciw trybun od strony szosy Puławskiej.

Przystąpiono również do budowy 2 studzien artyzyjskich; polecono tę robotę wykonać znanej firmie Braci Rychłowskich. Studzien będzie 2, każda o wydajności minimum 50.000 litr. wody na godzinę. .


1929 r.

Z samego początku tego roku ubył nam nieodżałowany ś. p. Dyrektor Fryderyk Jurjewicz, który osierocił cały świat hodowlany i sportowy. On to wspólnie z Prezesem T wa całe to dzieło postawił na nogi. Wkrótce potem T-wo otrzymało od Ministerjum Robót Publicznych i Magistratu ultimatum, aby tor mokotowski oddać miastu w jesieni 1932 roku. Wobec tego wyścigi na Służewcu musiałyby się zacząć już na wiosnę 1933 r. Odbyło się wtedy w Ministerstwie Rolnictwa 28 lutego posiedzenie z udziałem p. Ministra Rolnictwa i obecnego Dyrektora Departamentu Stadnin Państwowych p. J. Grabowskiego,, gdzie zdecydowano wejść w porozumienie z tymi dwoma instytucjami dla wynalezienia fizycznej możliwości i odpowiednich środków, aby ten niespodziewany dla T-wa program móc wykonać. W tymże czasie Zarząd zaprosił na miejsce ś. p. Dyr. Jurjewicza, p. Józefa Szwej-cera, Wiceprezesa Rady m. st. Warszawy, który pomimo licznych swych zajęć i prac stanowisko to przyjął i od tego czasu wspólnymi siłami z Prezesem dalsze losy Służewca prowadzi.

W bieżącym roku St. T-wo Budowlane ukończyło urządzenia odwadniające tak torów głównych, jak i treningowych, urządzenia te bardzo dobrze działają.

Wymiary i rozkład torów treningowych został ustalony i w naturze wykreślony ściśle podług wskazówek p. Inspektora L. Andrycza, który tak umiejętnie prowadzi tor mokotowski, doprowadzając go do. znakomitego stanu, i który ma za sobą praktykę urządzenia 2-ch torów w Odesie. Tary treningowe Służewca mają ogólnej szerokości 69 m., odwadniane czterema koncentrycznemi liniami rowów drenowych, odprowadzających wodę opadową przez drugi główny kolektor do stawu.

Pierwsza studnia została ukończona w maju b. r. i ma głębokości 239 m., przeszedłszy przez najrozmaitsze pokłady i formacje geologiczne, pod którymi znaleziono prześliczną warstwę cienkiego, białego- wodonośnego piasku. Ciekawym jest zjawiskiem, iż na głębokości ca 200 mtr. znaleziono pod brunatnemi węglami zęby rekina, znakomicie zakonserwowane. Studnia druga ma już dotychczas koło 180 mtr. i wszystkie warstwy są dotychczas identyczne z warstwami otworu pierwszego.

W roku b. wykonują się roboty ziemne w bardzo dużych rozmiarach. Roboty te wykonywa firma K. Jaskulski i S-ka, która na przetargu oferowała najniższe ceny jednostkowe. Projekt regulacji zastał wykonany przez St. T-wo Budowlane pod egidą inż. Sławińskiego, kierownika działu melioracyjnego w tym Towarzystwie, który już wykonywał szereg robót dla Zarządu stadnin państwowych. Ponieważ badania podglebia na torze płaskim wykazały niesłychaną różnorodność gruntu na Służewcu, Komitet Budowlany po dokładnemu rozważeniu i po zasięgnięciu opinii biegłych doszedł do przekonania, że po zdjęciu humusu (warstwy urodzajnej) należy ujednostajnić strukturę podglebia za pomocą domieszkowania piasku do gliny i vice versa (to ostatnie bardzo rzadko), mieszanina ta podlega regulówce o głębokości 40 cm., wytwarzając przez to jednostajne podglebie, bardzo łatwo przepuszczalne. Już teraz pomimo nieukończonych robót daje się zaobserwować dobre i prawidłowe funkcjonowanie tej warstwy. Naturalnie, że ta robota stosowana została jedynie do toru płaskiego i do 15-to metrowej części torów treningowych, czyli do toru zielonego do ostrych galopów. Na samym torze głównym, oprócz tej regulówki, roboty ziemne były nieznaczne. Jeszcze w 1928 roku profil podłużny, czyli spadki ustalone zostały przez Komitet Budowlany w sposób ekonomiczny. Największy spadek wynosi 0.7%, tak samo jak tar Hoppegarten (uważany za klasyczny) i znacznie mniej falisty, niż tor Epsom. Natomiast na torze treningowym, przy regulacji strugu i na terenach stajennych okazało się niezbędnym roboty ziemne wykonać na większą skalę, inaczej te tereny byłyby nie do użycia. Wyszlamowanie stawu, tworzącego rezerwuar wodny wcale duży, choć niepewny w czasie suszy, też stanowiło duży obiekt do robót ziemnych, pomimo pozostawionej w niem — ze względów oszczędnościowych jak i estetycznych — sporej wyspy. Przy wykonaniu tych robót ziemnych pracowało od lata 5 (10 ludzi i 150 furmanek t. zw. „holendrów” z okolic Brześcia.

Dla komunikacji wewnętrznej z terenów stajennych do tarów treningowych, z dwóch mostów, przewidzianych ogólnym projektem rozbudowy, stanął tylko jeden, budowę drugiego odłożono do lepszych czasów. W zamian będzie budowany most śluzowy dla spiętrzenia stawu Twa, stanowiący część integralną tego odcinka parkanu, który na wiosnę 1930 r. ma zamknąć tereny Twa od strony wsi Służewiec.

Na dzień 4 października Prezes Twa zaproponował członkom Twa Zach. zbiorową wycieczkę do Służewca, dla zwiedzenia stanu robót tam już wykonanych i aby członkowie T-wa zapoznali się po raz pierwszy swoją posiadłością. — Z żalem wypada nadmienić, że wycieczka ta, która powinna była zgromadzić liczniejsze grono osób — zgromadziła nader nielicznych zainteresowanych. Wielka szkoda, bo dużo’ ludzi nie zdaje sobie sprawy jak wiele już zrobiono na nowym torze.

W roku bieżącym była również od wiosny gruntownie przestudiowana sprawa wodociągów, kanalizacji, wieży’ ciśnień i stacji pomp, organicznie związana ze sprawą zraszania torów i parków, jako też zaopatrzenia w wodę użytkową wszystkich budynków, stajen, trybun etc.. Cały szereg ludzi najbardziej kompetentnych przestudiował tę sprawę. Dnia 15 kwietnia odbyło się specjalne posiedzenie w sprawie wodnej w Ministerjum Rolnictwa, w którem brali udział oprócz Prezesa i Wiceprezesa J. Szwejcera, Dyr. Dep. Stadnin Państwowych p. Jan Grabowski, pp. prof. Bąkowski i Rychłowski, inż. Rudziński i Sławiński, Inspektor toru mokotowskiego p. L. Andrycz i p. T. Dachowski. Na tym posiedzeniu, gdzie z dotychczas nagromadzonego materiału okazało się, jak bardzo ta sprawa posunęła się naprzód, p. dyr. Grabowski bardzo słusznie doradził, aby T-wo delegowało zagranicę dwie osoby z zebranego grona, dla naocznego zbadania, jak ta sprawa jest ujęta na dwóch tak znakomicie urządzonych torach wyścigowych, jakimi są Budapeszt i Hoppegarten. Zebrani uprosili wtedy Wiceprezesa J. Szwejcera i p. Inż. Rudzińskiego, aby zechcieli pojechać do Budapesztu i do Hoppegarten dla nieprzestudiowanie tej sprawy jak najdokładniej, oprócz innych kwestyj z tymi torami związanych. Panowie ci mandat przyjęli. W pierwszej połowie maja z wycieczki powrócili i dnia 15 maja złożyli bardzo ciekawy i obszerny referat o swoich spostrzeżeniach. Przywieźli obfity materiał, z którego p. inż. Rudziński, projektujący urządzenia wodociągowe i kanalizacyjne, w ścisłym kontakcie z prof. Radziszewskim i Rychłowskim, wiele rzeczy zastosowuje. Z uwagi, że sprawa wodna jest ściśle związana z robotami regulacyjnymi, oba te projekty musiały być dokładnie uzgodnione. Sprawa tych instalacji w treści swej przedstawia się jak następuje: suma wydajności obu studzien pompami odśrodkowymi Sulzera wyniesie aż 100 tysięcy litrów wody na godzinę. Wieża ciśnień będzie zawierała dwa zbiorniki: jeden główny, objętości 25 tysięcy litrów, drugi nieco niższy, objętości 15 tysięcy litrów wody. Pompy studzienne Sulzera będą pompowały wodę ze studni do zbiorników. Zbiornik mniejszy będzie działał latem i zimą i obsługiwał trybuny, stajnie, mieszkania i inne budynki gospodarcze. Co do zbiornika większego, to ten będzie służył głównie do zraszania torów: płaskiego, steeplowego i torów treningowych. Woda, ten zbiornik obsługująca, będzie przedtem sama się wygrzewała i utleniała w dużym płaskim basenie objętości 2500 m3, leżącym w parku członkowskim, zanim będzie przepompowana na górny zbiornik wieży ciśnień. Rozchód ogólny wody przewidziany jest około 2 tysięcy m3. na dobę.

Jako główne roboty na Służewcu na rok 1930 przewidują się: zakończenie robót ziemnych, budowa śluz, dokończenie parkanu, połączenie się z elektrownią Pruszków, budowa dwóch magistrali wodociągu i kanalizacji, budowa wieży ciśnień i stacji pomp, budowa stajen pod dachy i dalsze roboty zadrzewienia.

Wobec żądań tak ogromnego przyśpieszenia robót przez władze centralne i Magistrat m. Warszawy, jest naturalne, że Two będzie musiało starać się o pożyczkę, aby być w możności w 1933 r. zainaugurować tor na Służewcu. Trzeba mieć nadzieję, że tak pięknie zapoczątkowane dzieło, energicznie i umiejętnie prowadzone przez władze Twa — doczeka się pomyślnego końca i że w przepisanym terminie startmaszyna zbierze liczne i doborowe pole w nagrodzie otwarcia.

Osobom zajętym przy tej wielkiej pracy ślemy serdeczne Szczęść Boże!

***

Otwarcie toru wyścigowego na Służewcu i pierwsze dwa dni gonitw 3 i 4 czerwca
Jeździec i Hodowca 1939 nr 17 s.367-368

Dnia 3 czerwca nastąpiło otwarcie nowego toru wyścigowego na Służewcu, które zaszczycił swą obecnością Pan Minister Rolnictwa i Reform Rolnych. Poświęcenia dokonał ksiądz kanonik Adam Wyrębowski, który też wygłosił inauguracyjne przemówienie. Bardzo licznych gości witał Prezes Tow. Zachęty do Hodowli Koni w Polsce M. hr. Komorowski oraz członkowie Zarządu Towarzystwa.

Olbrzymich sum pracy i wysiłku wymagało uruchomienie wyścigów na dzień otwarcia, a nieustanne, ciągle piętrzące się trudności, zrozumiałe przy budowie tak dużego obiektu — usunięto, dzięki wyjątkowemu wysiłkowi Prezesa i personelu techniczno-budowlanego i techniczno-wyścigowego. Sam tor wyścigowy, płaski, płotowy i przeszkodowy — po dokonaniu pewnych ulepszeń i poprawek — będzie naprawdę idealnym terenem do prób selekcyjnych.

Ze startów, które widzieliśmy w pierwszym dniu wyścigów — starty na 1600 mtr. oraz 2100 mtr. okazały się wyborne i nie dają pola do potrąceń i karamboli. Tak samo idealne okażą się na pewno starty na 2200, 2400, 2600, 2800 oraz 1000 i 1400 mtr. Trochę gorsze, mniej dogodne mogą się okazać starty na 1250 mtr. oraz na 3000 mtr. (z łuku). Trawa rośnie już teraz wybornie i ruń polepsza się z roku na rok; dużą rolę w utworzeniu darni odegrało wprowadzenie do podsiewu kostrzewy czerwonej rozłogowej, spasanie owcami oraz zastosowanie ciężkiego wału motorowego i ulepszonego przez Inspektora toru systemu zraszania trawy.

Tor służewiecki jest ciężki. Linie proste są dłuższe mniej więcej o 100 mtr. niż proste na torze mokotowskim; tor ten wymaga od konia wytrzymałości, gdy tor mokotowski faworyzował raczej konie szybkie. Potrącenia w gonitwie powinny na tak szerokim torze zredukować się bardzo znacznie, wiraże na części toru — doskonałe.

Już dziś tor wyścigowy ujęty jest w ramę zieleni — drzew i krzewów — która stanowi o widoku naprawdę malowniczym; za lat kilka będzie to widok jeszcze nieskończenie piękniejszy. Z trybun perspektywa sięga aż za Wisłę.

Urządzenia techniczne wymagają jeszcze uzupełnień, poprawek, przeróbek — jest to zrozumiałe przy tworzeniu rzeczy nowych; życie i praktyka wniesie korektury. Przede wszystkim muszą być ustawione nowe tablice, na których wywiesza się nazwiska żokejów, wagi, wypłaty. Wielka tablica w paddock‘u, która zbudowana była z myślą o urządzeniu kiedyś totalizatora automatycznego — jako tablica informacyjna, nie jest wystarczająca: napisy są za małe, a obsługa zbyt trudna, a więc zbyt powolna. Do zrobienia 2 nowych tablic Tow. przystąpi niezwłocznie. Konieczne jest jak najszybsze zadarnienie paddock‘u, gdyż kurz (co-prawda otwarcie wypadło w dzień wietrzny) dotkliwie dawał się we znaki. Tarcze dystansowe trzeba przerobić na wyraźniejsze. Pojemność parkingu na samochody okazała się najzupełniej wystarczająca. Żadnych zatorów nie było, a gdy Aleja Niepodległości doprowadzona zostanie (miejmy nadzieję niedługo) aż pod trybuny, sprawa komunikacji samochodowej i autobusowej będzie rozwiązana bez zarzutu. Autobusy spisały się wybornie; kursowały sprawnie i szybko i obsłużyły publiczność dobrze. Tylko są nieco za drogie: 50 gr do PI. Unii — to za wiele; może z czasem udałoby się taryfę obniżyć. Natomiast komunikacja tramwajowa nie była w dniu otwarcia zorganizowana należycie’: wozy z PI. Zbawiciela ruszyły za późno i było ich za mało. Pociągi z dworca głównego (średnicowa linia) nie zostały uruchomione.

Na nowym torze w trybunie członkowskiej członkowie mają zarezerwowane I piętro. Osoby życzące sobie korzystać z tej trybuny, po uzyskaniu zaproszenia Prezesa, mogą nabywać bilety jednorazowe lub sezonowe — naturalnie droższe, niż na trybunę główną, ale pozwalające na obserwowanie walk aż do celownika. Doskonale rozwiązana jest sprawa oglądania koni na paddock‘u: zarówno publiczność z trybuny pierwszej, jak i głównej (3 zł) — dzięki amfiteatrowi ma na paddock widok doskonały. Widok ze wszystkich trybun jest bardzo piękny i przebieg wyścigu — mimo odległej przeciwległej prostej—można śledzić dobrze. Sam finisz można dokładnie obserwować tylko z trybuny pierwszej, natomiast trybuna główna odsunięta jest od celownika dalej niż na torze mokotowskim.

Nie ulega kwestii, że trybuna obecna drugich miejsc jest dużo wygodniej i ładniej urządzona, niż trybuna I miejsc na torze mokotowskim i sądzimy, że publiczność tych miejsc zyskała najwięcej.

Imponująca jest hala na trybunie głównej, która na jesieni zwłaszcza powinna sobie zyskać uznanie publiczności.

Personel techniczno-wyścigowy miał w dniu otwarcia bardzo ciężkie chwile z powodu pewnych jeszcze braków w instalacjach sygnalizacyjnych i telefonicznych, a kierownictwo totalizatora musiało się ciężko napracować, aby w tych warunkach otrzymać sprawną działalność nie przystosowanego do nowych warunków aparatu. Dopiero ok. gonitwy 5-ej nastąpiło pewne zgranie się zespołów pracujących, tak że wyścigi skończyły się ze stosunkowo niewielkim opóźnieniem.

Starty odbywały się według nowych przepisów Prawideł Wyścigowych i wypadły na ogół wybornie: starter p. K. Zaleski wywiązał się doskonale ze swego zadania, a jeźdźcy wykazali zrozumienie i dobrą wolę.

Z punktu widzenia sportowego najciekawszą gonitwą był Handicap Otwarcia (5000 zł, 2100 mtr.) dla koni 4 1. i st. Niezmiernie udany handicap zakończył się zaciętą walką między trzema końmi: Rosą II, Irisem i Raptusem. Rosa II po zaciętej walce pokonała o szyję Raptusa 160,5 kg), a ten również o szyję wyprzedził Irysa (58% kg). Czwarty Dar (57 kg). Rosa II niosła najwyższą wagę w polu 60 kg t. j. + 4 kg.

Najliczniejsze pole (9 trzylatków) zebrało się w drugim Handicapie Otwarcia. Ten handicap wypad! zupełnie poprawnie, lecz konie nie zgrupowały się na celowniku, aż tak Mealnie, jak w odpowiedniej gon. dla koni starszych. I tutaj zwycięstwo odniósł koń niosący najwyższą wagę — King (58/ kg) pokonał pewnie Cziczikara (56%) oraz Rumora (56%). W gonitwie najniższej kat. Kres nie miał wiele do roboty z Kartelem, Premierą i bojącą się Sekwaną; Kres galopował energicznie, świeżo i ciekawe jest na ile zdoła zaawansować i spełnić nadzieje pokładane na podstawie jego galopów w roku 1938. Ibis b. łatwo wyprzedził Eleazara w gonitwie III kat., natomiast 5 1. Neon w gon. II kat. dopiero po walce zdołał złamać opór Komtura II.

Pierwszą gonitwę na nowym torze na Służewcu wygrał w dniu 3 czerwca 1939 r. 3 letni og. Felsztyn (Biivesz i Gibson Maid) własność stajni ,,Wierzbno”, hodowli C. Andrycza i A. Noskowskiego, dosiadany przez żok. Michalczyka. Ładnie walczył żok. Csaplar, bijać na og. Pirandello me lubiącego walki Kida. Trzy zwycięstwa odniosły konie no Villars.

O ile w pierwszym dniu organizacja wyścigów szwankowała, bo zmontowanie dużego i zupełnie nowego aparatu w nowych warunkach jest rzeczą bardzo trudną — o tyle w drugim dniu wszystko poszło już znacznie lepiej. Najważniejsza i najciekawsza gonitwa dnia (3000 zł, 2400 mtr.) skończyła się jednak fatalnie. Zwycięzca Kares został mianowicie odsądzony od pierwszej nagrody na rzecz og-Escorial. Komisarze oparli się na surowych przepisach §§ 33 i 94 Prawideł Wyśc., które naruszył dosiadający Karesa żck. Balcer przez nie trzymanie się linii prostej. Wyrek bardzo surowy (powinien był w tych warunkach pociągnąć za sobą ukaranie żok. Balcera) niech będzie ostrzeżeniem dla zbyt bezwzględnych jeźdźców. Nie trzeba dodawać, że pozbawienie konia nagrody jest zawsze rzeczą nad wyraz przykrą. Dwa zwycięstwa odniosły konie hodowli ś.p. J. Vetterowej w barwach p. St. Szwarcsztajna — Neron III i Bachus: obadwa są po Rheinwein od oryginalnych klaczy importowanych z Anglii. Trzecie zwycięstwo utracił Rheinwein tego dnia na skutek dyskwabfikacji jego syna Karesa.

Stajnia ,,Łochów” zdobyła dwie gonitwy potomstwem Villars‘a: 4 1. Rozmachem w gon. I kat., rozegranej w wybornym czasie 1 m. 40 s., oraz 3 1. Doiły II. Stajnia p. Wo-dzińskiego wygrała dwie gonitwy z rzędu dobrze trzymającymi dystans synami Harlekin‘a — Elfem i Eliharem — hodowla półkrwi tryumfowała.

**

Licencja udzielona przez Polski Związek Hodowców Koni dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa. Prawa zastrzeżone.

Służewieckim torem zarządza obecnie spółka Totalizator Sportowy.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Nowy tor wyścigowy na Służewcu” (1939) – Zygmunt Plater-Zyberk

„Nowy Tor w Służewcu” (1929) – Redakcja czasopisma Jeździec i Hodowca

ARROW 3 1. kl. kaszt. (Mantón — Zeyneb) Margr. i A. hr. Wielopolskich wygrywa pod ż. Doroszem Nagrodę wartości 4.000 zł. — 1600 mtr. bijąc łatwo o 1 dł. Fanfarę i Fanfarę II.
Z P. W. K. w Poznaniu 1929 r. Trzy klacze wychowane w Mszczyczynie: Chorążanka, (t/a krwi arab.) II nagr. na Hunter Show, Arabeska (3/4 krwi arab.) I nagr. na Hunter Show i Srzelecka.
W siodłach właściciel Andrzej hr. Żółtowski i jego córki Elżbieta i Marja.
3 l. og. gn, FELSZTYN (ż. Michalczyk) st. „Wierzbno” wygrywa pierwszą gonitwę na nowym torze na Służewcu, bijąc Pontusa, Kocka i in.
Pierwsza gonitwa na nowym torze na Służewcu. Konie udają się na start w porządku: Felsztyn, Pontus, Kock, Karioka II i Gondola.
FELSZTYN (Buvesz — Gibson Maid), og. gn.D ur. 1936 r. w st. Cz. Andrycza i A. Koskowskiego, wł. st. ,,Wierzbno”, zwycięzca pierwszej gonitwy na nowym torze na Służewcu, pod żok. S. Michalczykiem.

Promotor Legendy: Jan Ludwiczak – Prezes firmy Agro-Handel

Klub Jeździecki Agro-Handel Śrem
Olsza 29, 63-100 Śrem
Data założenia: 1998

Klub Jeździecki Agro-Handel Śrem jako stowarzyszenie został zarejestrowany 13 listopada 1998 roku. Prezesem klubu został wtedy Jan Ciesielski, który te funkcję pełni do dziś. Początkowo w stajni Olsza funkcjonowała szkółka jeździecka. Potem z inicjatywy prezesa Zakładów Mięsnych Agro-Handel Jana Ludwiczaka zaczęto rozwijać sport jeździecki na profesjonalnym poziomie. Jan Ludwiczak stał się tym samym promotorem wielu doskonałych skoczków rozwijających swoją karierę w zielonych barwach z czerwono-żółtym emblematem.

Pierwsze duże sukcesy klubu związane są z Dawidem Rakoczym. On w latach 2003 – 2008 wygrywał z powodzeniem konkursy Grand Prix zawodów ogólnopolskich, potęgi skoku, Derby i konkursy na zawodach CSI. Później Rakoczemu zaczął dorównywać Jacek Bucki, a zastąpili go w klubie Leszek Gramza i Marcin Bętkowski. Kolejny duży skok Agro-Handlu to przyjęcie ich barw przez Aleksandrę Lusinę. Ona w 2007 roku zdobyła pierwszy dla klubu złoty medal mistrzostw Polski. Powtórzyła ten sukces w 2009, a kontynuował te dobrą passę Mściwoj Kiecoń wygrywając mistrzostwa w latach 2010 i 2011. Od 2011 roku w barwach KJ Agro-Handel jeździ najlepszy Polski skoczek Jaroslaw Skrzyczyński, który w ciągu 8 sezonów zdobył cztery razy mistrzostwo Polski i trzy razy Puchar Polski. Puchar Polski dla Agro-Handlu zdobył też Andrzej Głoskowski. Zawodnicy ze Śremu: Marcin Bętkowski, Mściwoj Kiecoń i Dawid Skiba wygrywali też trzykrotnie rozgrywki Polskiej Ligi Jeździeckiej, a cały team trzy razy Drużynowych Puchar Polski.

Liczne są też sukcesy zawodników klubu na arenie międzynarodowej. Jako członkowie kadry reprezentowali Polskę w: Światowych Igrzyskach Jeździeckich (Lusina 2010 i Skrzyczyński 2014), Mistrzostwach Europy seniorów (Kiecoń 2011, 2015, Skrzyczyński 2015,), Finałach Pucharu Świata (Skrzyczyński 2013, 2016, 2019 ) i wielokrotnie w Pucharach Nardów. Wygrali też wiele Grand Prix oraz innych konkursów zaliczanych do rankingu Światowej Federacji jeździeckiej. W 2009 roku Aleksandra Lusina została pierwszym polskim skoczkiem, który wszedł do światowego TOP 100. W 2017 roku sukces ten powtórzył Jarosław Skrzyczyński, który pnąc się dalej w grudniu 2018 roku doszedł do miejsca 51.

KJ Agro-Handel to też sukcesy młodzieżowe. Arkadiusz Fimmel, Dajana Pawlicka, Maria Baehr, Maria Stanisławiak, Wiktor Szała, Maja Marchwicka to tylko niektórzy zawodnicy zdobywający na przestrzeni ostatnich 15 lat medale mistrzostw i Pucharu Polski, mistrzostw regionu i reprezentujący Polskę na młodzieżowych mistrzostwach Europy.

Z tak dobrymi wynikami idzie w parze dominacja KJ Agro-Handel w oficjalnych zestawieniach najlepszych klubów w Polsce. Nieprzerwanie od 2006 roku klub wygrywa ranking Polskiego Związku Jeździeckiego.

KJ Agro-Handel Śrem to też doskonały organizator zawodów. Te w randze ogólnopolskiej organizuje nieprzerwanie od 2005 roku. Od tego czasu rok rocznie polepszana jest infrastruktura hipodromu w Olszy. Dziś z dwoma dużymi arenami pisakowymi z systemem Ebbe Flut, rozprężalniami, trybunami, stajniami i zapleczem gastronomicznym opartym o produkty ZM Agro-Handel należy do najchętniej odwiedzanych przez zawodników i kibiców miejsc na jeździeckiej mapie Polski. Mistrzostwa Polski 2011 roku ocenione zostały jako jedne z najlepiej zorganizowanych w historii polskiego jeździectwa. Dziesięcioletnia tradycję ma Sportowy Czempionat Polski Młodych Koni, a od trzech lat w Olszy odbywają się finały rozgrywek Polskiej Ligi Jeździeckiej, której od 2018 roku Agro-Handel jest też koordynatorem.

Przejdź na stronę „Agro-Handel” Śrem

Promotor Legendy:

Pierwsza w Polsce i Europie aukcja na konie czystej krwi arabskiej została zorganizowana przez Zjednoczenie Hodowli Zwierząt Zarodowych, Centralę Handlu Zagranicznego Animex i Zjednoczenie Obrotu Zwierzętami Hodowlanymi na terenie Stadniny Koni w Janowie Podlaskim w dniu 5 VI 1970 r.

Na aukcji zostały przedstawione 43 konie wyhodowane w stadninach Janów Podlaski i Michałów, w tym 18 ogierów, 15 klaczy 3-letnich i starszych, 7 klaczy 2-let-nich i 3 klaczki roczne.

Ogiery pokazywane były w trzech kategoriach. Pięć ogierów (Espartero, Gazda, Ariel, Kumys, Cebion), przygotowanych w PSO Kwidzyn przez inż. Andrzeja Orłosia, prezentowanych było w typowo amerykańskich konkurencjach Park Horse i English Pleasure, a następnie w zaprzęgu piątkowym, świetnie prowadzonym przez samego ich trenera. Ogiery Pentagon, Elfur, Złotnik, Dambor, Doman i Litawor, trenowane na Torze Wyścigowym w Warszawie, stanowiły grupę koni przygotowanych do wyścigów płaskich. Pozostałe ogiery: Bajdak, Baj, Elton, Silux, Tryptyk, Admirał i Laos, przedstawione były jako reproduktory już kryjące lub przygotowane do hodowli.

Na aukcję przybyło 20 kupców z USA, Anglii, Szwecji, NRF i Holandii. W po-rze przedpołudniowej odbył się pokaz, a po obiedzie przystąpiono do licytacji. Wszystkie konie pokazywane były podczas licytacji na ringu w ujeżdżalni stadniny. Doskonale prezentowane były zarówno na pokazie, jak i w ringu licytacyjnym ogiery trenowane przez inż. A. Orłosia, który będąc w USA przejął tamtejszy styl pokazywania koni w ręku. Licytacja nie była zbyt ożywiona pomimo znacznego zainteresowania końmi i praktycznie ograniczyła się do rywalizacji trzech importerów z USA. W wyniku przetargu p. Leon Rubin ze stanu New York nabył siwego ogiera Cebion, ur. 1964 w Janowie Podlaskim po Negatiw od Celia po Witraż, oraz klacze Narew (Branibor — Noma po Negatiw), Ruta (Czort — Rusznica po Trypolis) i roczniaczkę Kassapia (Pietuszok — Kassala po Bad Afas). Ta ostatnia klaczka stanowiła przedmiot dość ożywionej licytacji i osiągnęła cenę 3 200 dol. P. Denis Sculli ze stanu New Mexico zakupił najdroższe konie aukcji — gniadego ogiera Bajdak, ur. 1962 w Janowie Podlaskim po Comet od Bajdara po Gabor, za sumę 30 000 dol. Jest to rekordowa cena osiągnięta za konia czystej krwi arabskiej w Polsce i chyba w Europie. Bajdak, reprezentujący typ koheilana, przedstawiał się znakomicie. Odziedziczył on od Bajdary wspaniały, płynny i elastyczny ruch, a urodę od nie żyjącego już ojca — Cometa. Powinien on 30 w niedługim czasie zasłynąć na pokazach w USA, co niewątpliwie będzie najlepszą reklamą naszej hodowli koni czystej krwi arabskiej. Nabywca Bajdaka zakupił również następujące klacze: Elida (Ariel — Elokwencja po Rozmaryn), Zamieć (Czardasz — Złota Iwa po Arax) i dwuletnią klacz Goa (Almifar — Gomora po Comet). P. John Simms z Arizony nabył klacz Pardna (Czardasz — Porfira po Priboj), dwuletnią Gracię (Ego — Garufa po Faber) oraz roczniaczkę Capri (El Azrak — Camorra po Aquinor).

Z nie zakupionych koni dużym zainteresowaniem cieszył się siwy ogier Baj, ur. w Janowie Podlaskim, półbrat Bajdaka, po Negatiw od Bajdary, urodziwy, o pięknym energicznym ruchu, oraz córki Negatiwa — Cerrita od Cerozji i Plerśnica od Pieśni. Mimo iż zostało sprzedanych tylko 12 koni, aukcję w Janowie Podlaskim należy uważać za udaną. Stadniny osiągnęły ze sprzedamy sumę 4 000 000 zł, co daje bardzo wysoką przeciętną. Doświadczenie to wskazuje na celowość organizowania w przyszłości aukcji na konie czystej krwi arabskiej.

Piątka ogierów arabskich prowadzona przez ich trenera – inż. A. Orłosia; dyszlowe: lewy – Kumys (Negatiw – Cumparsita), prawy – Ariel (Sędziwój – Arfa), lejcowe: lewy – Cebion, środkowy- Espertero, prawy – Gazda. Fot.: Zofia Raczkowska
Og. Cebion (Negtiw – Celia) prezentowany przez inż. Andrzeja Orłosia według przyjętych zasad pokazywania koni w Ameryce. Fot.: Zofia Raczkowska
Og. Bajdak (Comet – Bajdara) hodowli Stadniny Koni w Janowie Podlaskim zakupiony do USA za 30 tys. dolarów. Fot.: Zofia Raczkowska

Promotor Legendy:

Dr E. SKORTOWSKI – JEŹDZIEC I HODOWCA, 1928 r. nr 51.


„Stado Gumniska, Romana ks. Sanguszki, w pow. tarnowskim, woj. Krakowskiego, posiada obecnie 10 klaczy stadnych, czystej krwi arabskiej: 25-letnią, ciemno gniadą, doskonałą w typie i linjach Zgodę; 19-letnią kasztanowatą, wybitnie suchą, wyrazistą Jerychonkę;17-letnią, siwą, rozłożystą, typową, sławucką Lidę ; 12-letnią, kasztanowatą, o pustynnym typie, doskonałą matkę Saharę; 7-letnią, siwą, typową i szlachetną Erę; 6-letnie: siwą nadzwyczaj głęboką i szeroką, w typie zaprzęgowym Florencję; gniadą, stylową, wysokiej klasy Fantazję i siwą bardzo szlachetną, i wyrazistą Faustinę; 5-letnie: siwą, raczej w typie zaprzęgowym Grację; oraz ciemno siwą, typową, pięknego eksterjeru Gehennę. Z wiosną roku przyszłego zostaną włączone do stada 4-letnie: kara,nadzwyczaj szlachetna i stylowa Gruzinka, oraz siwa, duża, typowa Glorja. W wyścigach brały udział i wygrały r Fantazja — 1.400 zł., Faustina — 410 zł.,Gruzinka — 2.280 zł., Glorja 1.350 zł. i Gracja 180 zł.

Lida jest źrebna ze sławuckim ogierem Narzan. Jerychonka, Sahara,Era, Fantazja, Faustina i Gehenna są źrebne z państwowym ogierem Mazepa II. Ogier ten, skarogniady, urodzony 1910 r. w Jezupolu, jest bardzo szlachetny i typowy, jednak niezbyt w typie wierzchowego konia.

Z młodzieży w stadninie znajdują się: roczniaki: po Kafifanie: normalnie zbudowany o dobrych ruchach, bardzo obiecujący, różowy Lartur, od Sahary; bardzo typowa o pięknej szyji i głowie siwa Louli, od Lidy i realny ciemno siwy Labib, od Sułtanki; ciemno siwy Lafi, po Narzanie od Zgody, doskonały w linjach i ruchu, w ostatnich miesiącach rozwinął się nadzwyczajnie; importowane z Jugosławji: gniady Vali, po Gasai od Valida, po Siglavi Bagdady od Verità, po Mazepa od Lektyka, po Rymnik, oraz siwy Karagos, po Ali Pasza (s. Ali Pasza or. ar. i Audacja, po Mazepa), od Kisił, po Siglavi Bagdady od Kalga, po Amurath (s. Amurath 1881), od Hadrja (Białocerkiew) są szlachetne, typowe i chętne w galopie. Tegoroczne, wszystkie siwe: Mufrad, po Narzan od Sahara; Maniai, po Kafifan od Era; oraz importowane z Jugosławji: Kaid, po Ali Pasza od Kara, po Siglavi Bagdady od Katia, po Emir od Kalga (j. w.); Aswad, po Kafir (s. Siglavi Bagdady i Katia), od Asma, po Ragiab or. ar. od Angelina (st. Antoniny), po Tybet od Kalga, po Pharach or. ar. ; i Kufa, po Ali Pasza od Katia (j. w.) są bardzo typowe, szlachetne o dobrych ruchach. Odnosi się wrażenie, że importowane sysaki są lepsze od gumniskich, natomiast roczniaki gumniskim ustępują.

W stajni treningowej znajdują się: pełnoletni, hodowli francuskiej gniady Kaby, wybrakowany ze stada w Bogusławicach; trzyletnie: importowany z Jugosławji, szlachetny i typowy, realny, pełen wyrazu, gniady Kaim, po Gasai od Kalga (j. w.); bardzo wyrośnięty, dobry w ruchu siwy Ibrahim, po Narzan od Lida; jeszcze źrebięca, różowa Izis, po Narzan od Sahara; oraz wykazujący dużo staminy, kasztanowaty Ibn-Mahomet, po Mahomet od Sułtanka, po Ilderim or. ar. ; dwulatki: po Muezinie: poprawny, siwy Karnak od Dyski, po Linkolnie s. Arslan or. ar.; oraz sucha, dobra w ruchu, siwa Kadysza, od Jerychonki; po Mahomecie: piękna wybitnie żeńska, kasztanowata Kassyda od Sahary; oraz zwięzła, sucha, gniada Kalifa od Muszki. Najlepiej zapowiadają się: z trzyletnich — Kaim, a z dwuletnich — Kassyda.

Żyzne paddoki na napływowej glebie i nieco za wilgotny klimat, zmuszają, przywychowie w gumniskiej stadninie, do zwracania bacznej uwagi na suchość, zwiększają jednak wzrost i masę.

Zmieniony od zeszłego roku, pod wpływem prób dzielności, system wychowu, dał nadzwyczajne rezultaty, a importowanie pięciu młodych ogierków, pochodzących głównie z krwi koni Sanguszkowskich i Branickich, a więc u nas zaaklimatyzowanych, daje dużo prawdopodobieństwa wyboru odpowiedniego reproduktora dla klaczy gumniskich, co jest dzisiaj palącą koniecznością stada. Po jej zaspokojeniu możemy być spokojni o typ konia Sanguszkowskiego.”

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ród ogiera Kuhailan Haifi” (1984) – Roman Pankiewicz

Promotor Legendy:

Stadnina książąt Sanguszków
ROMAN SANGUSZKO, starszy – JEŹDZIEC I HODOWCA, 1933 r. nr 33


„Stadnina konna, dziś nosząca imię stada ks. Sanguszków, pochodzi od ks. Hieronima, ostatniego wojewody wołyńskiego, syna ks. Pawła Sanguszki, w. marszałka koronnego. Ponieważ ślady uszlachetnienia jej zaczynają pokazywać się tylko od czasu zarządu tegoż ks. Hieronima, zatem tylko ta część historycznie nas obchodzić będzie, tembardziej, że wszystkie poboczne gałęzie, że tak powiem kollateralne, stada ks. Sanguszków przepadły, nie zostawiając nic po sobie.

Stado ks. Hieronima Sanguszki, wojew. wołyńskiego, znajdowało się nad Dnieprem w starostwie czerkaskiem, które było kilka wieków bez przerwy w rodzinie ks. Sanguszków i na Wołyniu w Chrestówce, w Tarnawce, w Polachowie, wsiach należących do klucza Białogrodeckiego, dóbr ks. Sanguszków, księstwa i powiatu Zasławskiego. Skutkiem wypadków politycznych i naturalnego biegu pokoleń, jest ono dziś rozerwane na dwie części, z których jedna została w tejże samej Chrestówce, jednak w rozmiarach stosunkowo bardzo ścieśnionych; druga zaś przeniosła się do Satanowa nad Zbruczem, na Podolu. Stajnie reprezentujące te dwie rozdzielone części dla zachowania pozoru dawnej łączności, są zawsze razem w Sławucie na Wołyniu, prócz stajni kursowej, którą utrzymuje tylko stado w Satanowie umieszczone, wspólnie z hr. Alfredem Potockim, w Antoninie na Wołyniu, majątku pochodzącym także z dawnego ks. Zasławskiego.

Stado dawne chrestowieckie było potomstwem i odłamkiem dawnych stad rodziny, i założenia nie miało, bo pochodziło z czasów, w których ks. Sanguszkowie, jako z Litwy idący, osiedli na Wołyniu i na Ukrainie. Czasy wojownicze, w których Wołyń i Ukraina przeżyły parę wieków, sprzyjały rozwinięciu stadnin i stad, które prędko przed napadającym wrogiem w dalekie strony zapędzonemi być mogły. Przytem wojna z ludami odznaczającemi się wychowaniem rasowych koni, z Turkami, Tatarami i Czerkiesami, dawała sposobność mieć zawsze ogiery arabskie i wschodnie, dla licznych stad Wołynia i Podola, pasących się w najlepszych miejscach dla koni w Europie.

Prawdziwie więc można powiedzieć, że to stado założenia nie miało i że przejścia historyczne kraju i rodziny ks. Sanguszków tłómaczą wzrost jego i rasę w niem utrzymaną. Jest to jedyne stado w tych warunkach, gdy inne, które wzrosły na Podolu i na Ukrainie, założycieli rzeczywiście miały i powstały w czasach, których pamięć żyjących jeszcze sięga, albo których początek dość świeże opowiadania wykazać mogą.

Jedno więc stado chrestowieckie przetrwało parę wieków, równie i jednocześnie posiadłości ziemskie ks. Sanguszków i ich znaczenie wzrastały na tej ziemi. Po śmierci ks. Pawła M. W- K.. stado rozdzielone było przez synów. Ordynackie stado ks. ordynata, starszego syna, nie mogło należeć do rozdziału i śladu po sobie nie zostawiło. Musiało iść koleją całej ordynacji i przepaść u wujów ks- ordynata, u ks. Lubomirskich, a same stado Sanguszkowskie poszło działem między trzech braci. Gdy ks. Józef, M. W. K. starszy z nich i jego syn Roman, umarli, stado rozdzieliło się na dwie części: chrestowieckie i kłębowieckie, czyli zasławskie. To ostatnie po pół wieku chylenia się do upadku znikło także bez śladu około 1845 r.

Stado chrestowieckie po zgonie ks. Hieronima w 1812 roku, zebrało u siebie stada miejscowe innych posiadłości starostwa czerkaskiego i ilinieckie, na Ukrainie. W tym roku majątek był sekwestrowany i stado o tyle ocalało, o ile uratowane zostało przez ukrycie w wielkim w owych czasach lesie Smołderowskim. Długo potem słynęło stado Kumberleja w Małej — Rossji, tern mianowicie, że pochodziło z zabranych w 1812 r. kobył Chrestowieckich, gdy był gubernatorem na Wołyniu.

Gdy wojny przeciw Muzułmanom i przeciw Tatarom krymskim ustały, dała się uczuć potrzeba posiadania rasowych wschodnich ogierów, których dawniej wojny dostarczały; stąd kilku z wielkich ziemskich właścicieli zaczęło posyłać po ogiery do Stambułu. Sprowadzić zaś z Arabji zdarzyło się tylko ks. wojewodzie wołyńskiemu, wtenczas gdy nikt w Europie tego jeszcze nie czynił. Wysłał na ten cel prawdziwą wyprawę, na czele której był Burski, domownik księcia.

Istnieje wieść, że pierwszym koniem arabskim stada Chrestowieckiego był ogier skarogniady, sprowadzony ze Stambułu dla króla Stanisława Augusta, lecz w oczach króla, przyzwyczajonego do upodobań Zachodu Europy, był małego wzrostu i darowany był Politewskiemu, przy dworze królewskim będącemu. Ks. wojewoda wołyński go kupił i trzymał w stadzie pod tein nazwiskiem.

Burski, po kilku latach podróży, wrócił i przyprowadził 5 ogierów*). Pierwszy ten transport ogierów arabskich, w owym czasie tak trudny, zostawił już w stadzie ważne skutki. Gdy ks. Eustachy, syn ks. wojewody wołyńskiego, w 1813, na mocy ogólnej, zupełnej i najłaskawszej amnestji, wrócił do swoich majątków, nabył w Jassach od główno – komenderującego generała Gudowicza, pozostałych z wojen tureckich pięć ogierów; lecz te długo nie służyły, bo ich użycie przy stadzie Chrestowieckiem pokazało się niewłaściwe, po prawdziwych arabach poprzednio przyprowadzonych przez Burskiego; wtenczas zamyślił naśladować swego’ ojca i przedsięwziąć drugą wyprawę po ogiery do samej Arabji.

Nim wrócimy do tej wyprawy, wspomnieć należy, że w owym czasie był u ks. Eustachego’ koń, który dzielnością swoją zrobił sobie imię prawie historyczne. Ten wierzchowy, kary, dzielny koń księcia nazywał się Szumka I. Brat starszy tego’ konia, równie piękny, lecz mniejszy i nie- dochodzący go dzielnością, był darowany w 1810 r. przez ks, Eustachego, ks. Józefowi Poniatowskiemu, który na nim prawie zawsze jeździł i na nim był malowany.

Nakoniec ks. Eustachy przygotował długo upragnioną wyprawę do Arabji i w 1816 r. wysłał ją pod dowództwem koniuszego’ Moszyńskiego. W r. 1818, w listopadzie wróci! Moszyński, przyprowadził 10 koni oryginalnych, z których biały Hajlan i szpakowaty Dzielfa, były ogierami pierwszej dobroci.
Z potomstwa Hajlana najbardziej odznaczał się kary Szumka II, od kobyły Polki.

Między latami 1821 i 1826 przybywały transporta koni z Arabji perjodycznie, i ks. Eustachy utrzymywał w Alepie przez lat kilka Araba Syryjczyka nazwiskiem Arutin w usługach swoich, z obowiązkiem prowadzenia do Sławuty, lub do Odessy, transportowanych perjodycznie koni arabskich.

Od r. 1842, znowu po przerwie kilkoletniej, zaczęły nowe przybywać ogiery arabskie: Dżedran kasztanowaty, Batran Aga biały, ogier stadny pierwszej klasy (fig. 10), i wielu innych. Trzecia wyprawa stadna do Arab j i była piszącego tę notatkę. Czwarta była w roku 1857-8, pod dowództwem dwóch urzędników stada, pp. Świerczyńskiego i Czerniawskiego i przyprowadziła konie znamienite.

Rekapitulując moje opowiadanie, ilość arabskich oryginalnych koni, dopóki ks. ks. Sanguszkowie zaczęli posyłać sami do Arabji jest:

w roku 1800 — 1803 przyszło z Arabji ogierów oryginalnych …5
w roku 1813 — 1814 przyszło ogierów orjentalnych … 5
w roku 1818 przyszło ogierów arabskich 9, kobyła 1 … 10
w roku 1821 — 1826 przyszło ogierów arabskich 10, kobył 4 … 14
w roku 1842 — 1845 przyszło ogierów arabskich… 3
w roku 1853 — 1855 przyszło ogierów arabskich … 4
w roku 1858 z Arabji 5 ogierów, 1859 przez Anglię 1 … 6
w roku 1861 Derwisch, w roku 1862 Yemen …. 2
w roku 1864 Feruk-Han, w roku 1865 Feruk-Han młody 2 w roku 1865 Bagdadi, w roku 1866 Aghil Aga, Jamri … 3
w roku 1867 Hammad, w roku 1868 Hadudi … 2
w roku 1869—1872 Hemdani, Trafani, Kohejlanów 2 … 4
w roku 1870—1871 dwie kobyły, biała i kara Dzielfa … 2
Zatem do 1 czerwca 1872 r. ogół oryginalnych arabów 62

Gdy stosunki polityczne kraju z Turcją zrobiły się przy końcu XVIII wieku łatwiejsze i podróże przez Jassy i Mołdawję były więcej możebne, z końcem przeszłego i początkiem naszego wieku, wielcy panowie krajowi, jako posiadacze wielkich przestrzeni ziemi i wielkich stad, powzięli myśl wysyłania po kupno ogierów do Stambułu; tak zrobił książę Czartoryski, generał Z. P., tak Szczęsny Potocki, wysyłając sławnego’ w dziejach stadnych kraju Obodyńskiego. Tak zrobił ks. Sanguszko, wojewoda wołyński, posyłając Kajetana Burskiego, o którym wyżej mówiliśmy. Czy starania Burskiego były szczere, jak im przeczono, czy czasu nie tracił na bawieniu się, jak go potem posądzono, rozbiór szczegółów wyprawy najlepiej nas przekonywa; dlatego też pozwalamy sobie te szczegóły cytować. Burski pisze w liście ze Stambułu 3 julii 1803 roku, że jest nieszczęśliwy, że po trzech miesiącach, narobiwszy expensy, nie znalazł koni i nie może wracać. Pisze w nim dalej; „Odważyłem się tedy -puścić się w Arabię do Alepu dla wyprowadzenia koni. Podróż ta choć daleka, lecz zapewne nie będzie próżną, gdyż wszyscy się tu zgadzają, że tam można dostać koni”. Podróż taka w owym wieku w rzęczy samej była trudną, wymagała odwagi, a jako niebezpieczna, potrzebowała wielkiej energji moralnej i czynu, Jeżeli ten list jest dowodem, że Burski pierwszy o niej mówił i pierwszy przedsięwziął, wdzięczność jemu się należy, jako też księciu wojewodzie wołyńskiemu, że ją dał wykonać, Pisze Burski dalej: ,,Pragnę ja zrobić tak, jak sługa szczerze przywiązany do pana; ryzykować życie moje, aby uczynić dość woli Pańskiej; czego drudzy nie robią”. Mówi dalej’: „Że księcia Adama (Czartoryskiego) koniuszowie i Obodyński, wolą stracić względy panów swoich, niż na niebezpieczeństwo narażać się”. Ten list i ta okoliczność są w tem dla stada ks. Sanguszków ważne, że wykazują początek usiłowań trzech pokoleń sprowadzania koni z Arabji i jako też podstawę wartości stada i specjalności przywiązanej do imienia ks. Sanguszków.

Syn księcia wojewody wołyńskiego ks. Eustachy Sanguszko, był wierny i stały początkowi zrobionemu przez ojca i rozszerzał go stałemi stosunkami z Arabjią. Wysłał na wschód Tomasza Moszyńskiego, swego koniuszego (zm. w Sławucie 1858 r.). W instrukcji, którą mu dał, ciekawsze szczegóły były takie: „Na sprośne życie ludzkie, w pokojach i w łóżku, przypadki się trafiają. W podróży tak odległej tern silniej je imaginacja wystawia. Wszelako mogę zapewnić, że nikt bez przeznaczenia nie doszedł swego kresu”. Ta instrukcja pisze później: „Cztery tysiące dukatów i rubli pięćset na kupienie koni i na ekspens przeznaczam. Temi czterema tysiącami dukatów rozrządzi Moszyński, jak mu się zdawać będzie. Trzy konie stadne a jednego Juchą z Juchów pod moję osobę i mój wiek, a bardzo zręcznego, radbym aby mi przyprowadził”. ’ Były to czasy tanich koni, osobliwie w Arab j i, skąd .do Europy, mającej jeszcze w owym czasie jazdę klasyczną francuską szkoły Laguerriniere, a niemiecką szkoły Gottingenskiej, nigdy nie zakupywano koni arabskich; tylko w Anglji już były się pokazały, od których to rasa angielska wyszła. Przytem trzeba przyznać, jak to z rachunków wyprawy tej widzimy, że Moszyński bardzo mało pieniędzy wydał i był nadzwyczaj wiernym i oszczędnym. Instrukcja mówi dalej: „Przez Moszyńskiego w jego rozporządzeniu powinien być zrobiony układ, broń Boże jego zgonu lub choroby. W jakim kształcie jego karawan (to jest jego Carawana) ma zachować się, niech Moszyński dobrze nad tern zastanowi się, gdy kupi konie w Damaszku i jego okolicy, czy z Alepu ma iść lądem, czyli w Alepie siąść na okręt” (.sic).

Moszyński wybrał drogę lądową i dobrze to zrobił, choć była trudną i niebezpieczną i 28 lat potem piszą- cy te słowa, wybrał dla koni, które w tej samej miejscowości kupił, drogę lądową.
Instrukcja kończy się temi wyrazy: „Gdybym sądził, iż w tej podróży jest wiele niebezpieczeństwa, ani Ciebie, mój’ Moszyński, ani tych, którzy z Tobą jadą, za żadne konie bym nie ryzykował. Wszelako posłanie Męża i Ojca, którym jesteś, wkłada na mnie obowiązek zapewnienia Ciebie, iż o przystojnem dochowaniu familji Twojej w przypadku na Ciebie pamiętać najmocniej będę”. Piękne uczucia, które cenić nam trzeba, jako przeszłe, a nie teraźniejsze i które pokazują, jakie dawniej obowiązki mieli panowie, et combien noblesse obligeait w stosunkach życia wielkich panów.

Moszyński szczerze i troskliwie wykonał poruczone mu przedsięwzięcie. Dnia 22 decembris 1818 r., prawie 2 lata po wyjściu zdawał rachunek pieniężny. Jest nadto ciekawem wiedzieć teraz jakie ceny były płacone temu 54 lat, abym nie pozwolił sobie tu ich podać. Pisze Moszyński: „Wziąłem z kasy Sławudkiej i Ilinieckiej na kupno koni i na całą podróż 4.700 dukatów, które zmienione, dukat po 14 lewów, czynią lewów 65,800. Na kupno koni wydał lewów 31,550. Miał z sobą pomocnika koniuszego, Franciszka Świerczyńskiego i kozaków stajennych trzech: Harasyma, który poprzednio był w Arabji z Burskim, Szerewerę i Michałka. Ten ostatni w 1872 roku umarł w Sławucie. Ekspensy przez całą podróż tam i nazad było lewów 33,534.

Książe Eustachy Sanguszko był tak zachwycony i szczęśliwy z posiadania koni wywodowych, że w korespondencjach swoich nie tylko wspomina o tych koniach, lecz opisuje wypadki podróży Moszyńskiego i zdarzenia, jakie były przy kupnie koni w pustyni arabskiej. O Neżdym, gdy wspominał w liście do swego ukochanego szwagra, generała Mokronowskiego, pisze; „że nadzwyczajnej piękności”. To miał być ten koń przeznaczony pod niego, o którym pisał tak energicznie, jak oryginalnie w instrukcji danej. W drugim liście opisuje tego konia: „Biały jak srebro, oczy, ogon, grzywa czarne, co do wzrostu jak największej miary. Trzeciego dnia po jego przybyciu orałem (pisze ks. Eustachy) na nim po reitszuli czasem przy ziemi i za nią (zębami) chwytał, czasem zaś, aż pod belki (sufitu reitszuli) wznosił się”. W innym zaś liście, pisze w ośmnaście miesięcy od daty powrotu Moszyńskiego, dnia 14 julii 1819 r,: „Pochowałem Neżdego, zdechł na kolki w kilku godzinach”.

Do Rzewuskiego Wacława w styczniu 1819 r. pisze ks. Eustachy: „Prawdę powiem Panu Grafowi, że w naszym kraju, ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało o takich koniach arabskich, jakie ja mam”. Powtarza w tym liście, że z samego Dezertu.

Że były z Dezertu, rzecz niewątpliwa i to zrobiło wyższość koni, przyprowadzonych w owym czasie, gdy nikt w Europie jeszcze nie myślał o sprowadzeniu koni arabskich. Moszyński spełnił dobrze włożony na niego obowiązek, pomagał mu radą swoją Anglik, Rawson, pierwszy znawca koni arabskich, osiadły w Alepie, ożeniony z kobietą Arabką, którego piszący tę notatkę o stadzie, poznał w Alepie 28 lat potem i był przyjmowany gościnnie w jego domu.

Zapewne i teraz znaleźć można w pustyni najwyższe typy doskonałości rasy arabskiej. Pustynia i charakter arabski są nadto wiekowe i stałe, by się zmieniały; lecz w naszym wieku, idącym szybkością pary i elektryczności, nikt nie ma dość wolnego czasu, aby zająć dwa lub trzy lata życia swego na wynalezienie konia pustyni, jak to zrobili Burski naprzód, a następnie Moszyński.
Co do dzisiejszego stanu statystycznego stad ks. Sanguszków, cyfry są obecnie następujące:

a) W Chrestówce jest;
Kobył stanownych 45
– półkrwi 4
Stadniny młodej i ogólnej 141
Zatem razem 190 sztuk

b) Pod Satanowem jest:
Kobył pełnej krwi angielskiej 7
– półkrwi 3
– anglo-arabskich 6
– oryginalnych arabskich 2
– arabskich swego chowu 53
– młodych na stanowne idących … 17
Stadniny młodej i ogólnej 168
Zatem razem 256

Powyższe szczegóły uwydatniają, że wychowanie z miłością koni arabskich, jest rzeczą rodziny i imienia ks. Sanguszków, uświęcone przez starania i uczucia czterech pokoleń.”

Promotor Legendy:

Pogrom nicejski, czyli jak Polacy zdobyli pierwszy Puchar Narodów.

Wiosna 1925-go roku przyszła do Nicei wyjątkowo późno. Przez połowę kwietnia padał deszcz i dopiero 18-go nad Lazurowe Wybrzeże zawitała piękna pogoda. Od morza wiał spokojny, ciepły wiatr, a nad hipodromem „California” powiewały różnobarwne flagi: polska, francuska, portugalska, belgijska i czechosłowacka. Rozpoczynały się Międzynarodowe Wojskowe Konkursy Hippiczne.

To trzeci raz, kiedy kawalerzyści z orłami na czapkach mieli stanąć do rywalizacji z najlepszymi wojskowymi ekipami jeździeckimi w Europie. Już w poprzednich dwóch latach Polacy dali się poznać jako bardzo groźni konkurenci, zdobywając m.in. najważniejszą nagrodę indywidualną tutejszych konkursów – Wielką Nagrodę Miasta Nicei (Grand Prix de la Ville de Nice). Dokonał tego w 1924 roku porucznik Adam Królikiewicz na „Jaśku”. Nadal jednak nie mogli pochwalić się wygraną w konkursie drużynowym, nazywanym Pucharem Narodów. Był on szczególnie ważny, gdyż udowadniał jednolitą formę całej zwycięskiej reprezentacji i potwierdzał, że dotychczas odnoszone sukcesy indywidualne nie były przypadkowe. Podpułkownik Karol Rómmel, kierownik i instruktor drużyny polskiej, w udzielonym stołecznej prasie wywiadzie nie ukrywał, że w tym roku szczególnie zależy mu na zdobyciu właśnie tej prestiżowej nagrody.

Ale czy były na to szanse? Grupa Przygotowawcza Sportu Konnego, trenująca przed zawodami w Nicei i Londynie, została powołana dopiero na początku lutego 1925 roku. Naszym oficerom pozostało niewiele czasu – niecałe dwa miesiące – by przygotować siebie i swoje konie do rywalizacji z innymi narodami. Najgroźniejszymi przeciwnikami wydawali się być gospodarze, trenujący od przeszło pół roku. Ich reprezentacja nie tylko znała doskonale hipodrom, ale była również najliczniejsza (11 jeźdźców i 33 konie). Do najgłośniejszych nazwisk należeli z pewnością olimpijczycy: porucznik T. Carbon i por. P. Clavé. Obaj startowali na igrzyskach w Paryżu (1924 r.), a por. Carbon dodatkowo w Antwerpii (1920 r.).

Dużym sportowym doświadczeniem mogli wykazać się również Belgowie (5 oficerów i 15 koni). Najbardziej utytułowanym był wśród nich por. J. Missone, brązowy medalista olimpijski z Antwerpii (drużynowo), w Paryżu sklasyfikowany na trzynastym miejscu. Z kolei major G. Mesmeckers dał się już poznać nicejskiej publiczności w roku poprzednim, zdobywając w jednym z konkursów cenny puchar księżnej Sabaudzkiej.

Nieco skromniejszy zespół przysłali Portugalczycy – zaledwie 3 oficerów z sześcioma końmi, jednak i oni mogli okazać się poważnymi konkurentami w walce na francuskim hipodromie. Szczególnie wyróżniał się por. H. Martins, który podczas ostatnich igrzysk olimpijskich zdobył drużynowo brązowy medal, a indywidualne zajął dwunastą lokatę.

Jak na tym tle wypadała drużyna polska? Podobnie jak belgijska, liczyła 5 oficerów i 15 koni. Na jej czele stał wspomniany już podpułkownik Karol Rómmel, cieszący się sławą nie tylko znakomitego jeźdźca, ale również współtwórcy polskiej szkoły jazdy – systemu dosiadania konia, który umożliwił naszym jeźdźcom odniesienie wielu międzynarodowych sukcesów. Sam Rómmel pierwsze doświadczenia sportowe zdobywał jeszcze przed I wojną światową, jako oficer piechoty (!) w carskiej armii. W 1912 roku wystartował na Igrzyskach Olimpijskich w Sztokholmie, gdzie za wspaniały przejazd otrzymał od króla Gustawa V kopię złotego medalu. Podczas paryskiej olimpiady wziął udział w dwóch konkurencjach: Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego i skokach przez przeszkody, zajmując odpowiednio dziesiąte i jedenaste miejsce. Francuzi ocenili jego styl jazdy jako nienaganny (fr. irréprochable).

W odrodzonej Polsce niejednokrotnie powoływano go na zawodnika, ale również instruktora, reprezentacji na międzynarodowe konkursy hippiczne.

Drugim filarem polskiego zespołu był rotmistrz. Adam Królikiewicz, genialny jeździecki samouk, uczestnik międzynarodowych konkursów hippicznych w Nicei, Rzymie i Lucernie, gdzie zdobył liczne nagrody. Jego największym sukcesem było jednak zdobycie dla Polski pierwszego medalu olimpijskiego podczas igrzysk w Paryżu. W parze ze słynnym „Picadorem” wywalczył wtedy brąz w skokach przez przeszkody.

Nieco skromniejsze doświadczenie na konkursach międzynarodowych miał porucznik Kazimierz Szosland, który co prawda w Nicei jeszcze nie startował, ale dał się już poznać jako bardzo dobry jeździec podczas zawodów w Lucernie.

Szczególnie udanym był dla niego konkurs Prix des Hôtels de Lucerne, w którym nie tylko zwyciężył, ale także zajął dodatkowo trzecie i osiemnaste miejsce. Na olimpiadzie, podobnie jak Rómmel, reprezentował kraj w dwóch konkurencjach. W WKKW zajął dwudziestą trzecią lokatę wśród przeszło czterdziestu zawodników, nieco gorzej poszło mu natomiast w skokach, gdzie na trudnym „Jacku” wywalczył trzydzieste drugie miejsce.

Oprócz tych głośnych w jeździeckim świecie nazwisk, w reprezentacji znaleźli się też dwaj oficerowie, dopiero debiutujący na zawodach rangi europejskiej. Pierwszym z nich był porucznik Władysław Zgorzelski, aktualny triumfator Zawodów Konnych o Mistrzostwo Wojsk Polskich („Militari”). Drugim – rotmistrz Henryk Dobrzański, późniejszy legendarny major Hubal, który do historii przeszedł jako dowódca Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego i bohater II wojny światowej. Jednak przed jej wybuchem jego nazwisko kojarzone było przede wszystkim ze wspaniałymi wyczynami jeździeckimi. Do najgłośniejszych należało zdobycie nagrody specjalnej, przyznanej poza regulaminem, podczas „Horse Show” w Londynie (czerwiec 1925 r.). Rotmistrz jako jedyny spośród startujących dwukrotnie przebył bez błędu bardzo trudny tor przeszkód. Widownia nagrodziła go wówczas gorącą owacją, a organizatorzy – złotą papierośnicą z pamiątkową dedykacją. Dobrzański świetnie radził sobie zresztą nie tylko na hipodromie, ale również na torze wyścigowym. Dość wspomnieć, że podczas wyścigów we Lwowie w lipcu 1924 r. jednego dnia wygrał trzy (!) spośród czterech rozgrywanych gonitw. Wymagało to nieprzeciętnej kondycji fizycznej i znakomitego wyczucia dosiadanych wierzchowców.

Udane występy polskich jeźdźców z lat ubiegłych sprawiły, że jeszcze przed rozpoczęciem zawodów uważano ich za groźnych rywali. Jednak nawet oni sami, defilując przed trybuną honorową w dniu rozpoczęcia zawodów, nie spodziewali się, jak wspaniały sukces odniosą.

Z początku wydawało się, że szczęście sprzyja Francuzom. W rozegranym tego samego dnia konkursie o nagrodę Wielkich Hoteli Nicejskich zdobyli pierwsze trzy miejsca i dopiero czwarta lokata przypadła rtm. Dobrzańskiemu na młodym, niedoświadczonym „Lumpie”. Dobra passa gospodarzy skończyła się jednak bardzo szybko i już nazajutrz nagrody zaczęły trafiać w polskie ręce. W konkursie o wędrowny puchar księżnej Sabaudzkiej w pięknym stylu zwyciężył rtm. Królikiewicz na „Picadorze” i „Cezarze”. Pułkownik Rómmel ze swoimi końmi był siódmy, a rtm. Dobrzański – jedenasty, choć po pierwszym nawrocie zajmował bardzo dobrą, drugą pozycję. Kilka dni później rotmistrz Królikiewicz ponownie okazał się najlepszy, wygrywając konkurs Siły i Zręczności (Puissance et Adresse) o nagrodę Victorii.

Była to konkurencja o szczególnie wysokich i szerokich przeszkodach, w dodatku ustawionych na okręgu. Wymagało to od konia nie tylko znacznej siły skoku, ale również zwrotności i elastyczności. Tym bardziej na podkreślenie zasługuje fakt, że wszyscy polscy oficerowie, biorący udział w tym konkursie, zostali nagrodzeni. Tego samego dnia w konkursie potęgi skoku pułkownik Rómmel na „Rewcliffie” zajął drugie miejsce. Jeden z największych polskich triumfów miał miejsce w czasie konkursu o nagrodę Monaco, sprawdzającego posłuszeństwo, odwagę i zwrotność konia. Jeźdźcy musieli pokonać w jak najkrótszym czasie takie niecodzienne przeszkody jak labirynt czy mostek nad sztuczną rzeką. Ze względu na ilość dotąd wygranych sum pieniężnych konkurs podzielony był na dwie serie. Pierwszą zwyciężył rtm. Dobrzański na „Qui Vive”, który przejechał parkur bezbłędnie i w rekordowym czasie, a zaraz za nim uplasował się por. Zgorzelski na „Jaskrawym”. W drugiej serii absolutnym triumfatorem okazał się rtm. Królikiewicz, który zajął pierwszą, trzecią i czwartą lokatę. Królikiewicz okazał się zresztą najlepszym jeźdźcem nie tylko polskiej drużyny, ale całych zawodów, co potwierdził zdobywając ponownie Wielką Nagrodę Miasta Nicei. Tym samym stał się pierwszym w historii, który dokonał tej sztuki więcej niż raz.

Wobec tych wszystkich odniesionych sukcesów trudno się dziwić słowom pułkownika Władysława Andersa, szefa polskiej ekipy i naszego przedstawiciela w jury zawodów. W swoim meldunku dla ministra spraw wojskowych pisał:

Już w połowie konkursów traktowano nas jako najlepszą ekipę i do końca ich niejednokrotnie dopytywano się mnie o sposobach trenowania koni, o metodach ćwiczenia jeźdźców i szkoleniu naszej kawalerii.

Starano się podpatrzeć przede wszystkim styl jazdy Polaków, który pozwalał im maksymalnie wykorzystać skromne możliwości swoich koni, znacznie ustępujących klasą wierzchowcom francuskim czy portugalskim.

Zawody powoli dobiegały końca. Ostatni dzień wypadał we wtorek, 28 kwietnia, kiedy rozegrany miał zostać Puchar Narodów. Brały w nim udział reprezentacje złożone z czterech jeźdźców. Każdy z nich musiał dwukrotnie pokonać tor przeszkód, a o wyniku zespołu decydowała suma punktów karnych uzyskanych w poszczególnych nawrotach. Jeżeli w drugim nawrocie na czoło wysunęła się inna drużyna niż w pierwszym, o zwycięstwie musiała przesądzić rozgrywka. Puchar Narodów stawał się własnością danej reprezentacji dopiero po trzykrotnym zdobyciu.

Do rywalizacji przystąpiły cztery ekipy: francuska, belgijska, portugalska i polska. W składzie tej ostatniej znaleźli się pułkownik Rómmel, rotmistrz Dobrzański, rotmistrz Królikiewicz oraz porucznik Szosland. Przed omówieniem warunków i przebiegu tej emocjonującej konkurencji warto jeszcze na chwilę zatrzymać się przy końskich partnerach, jakich wybrali do niej nasi oficerowie. Wszak sukces w jeździectwie leży tak samo w rękach jeźdźca, jak i końskich kopytach. Pułkownik startować miał na irlandzkiej hodowli „Rewcliffie”, który wśród polskich skoczków wyróżniał się imponującą budową i siłą skoku. Zagraniczne pochodzenie miała również dosiadana przez rtm. Dobrzańskiego „Mumm Extra Dry”. Ta jasnokasztanowata klacz została nabyta przez pułkownika Rómmla w Anglii na początku lat dwudziestych. Jej nowy właściciel wiązał z nią duże nadzieje,
zamierzając przygotować ją do kolejnych igrzysk olimpijskich w Amsterdamie. Odznaczała się spokojnym charakterem i dużą siłą skoku, co udowodniła zajmując ex aequo czwarte miejsce w nicejskim konkursie potęgi skoku. Rotmistrz Królikiewicz zdecydował się pojechać na swoim fenomenalnym „Picadorze”, który cieszył się w Nicei sławą znakomitego skoczka i zdobywcy brązowego medalu olimpijskiego. Podczas kończących się właśnie konkursów para ta do długiej listy wspólnych sukcesów dopisała kolejny – wygraną w Wielkiej Nagrodzie Miasta Nicei. Na czas Pucharu Narodów rotmistrz Królikiewicz udostępnił drugiego ze swoich koni, „Cezara”, porucznikowi Szoslandowi. Chociaż wałach dopiero po raz pierwszy startował w konkursach zagranicznych, radził sobie bardzo dobrze na trudnym francuskim hipodromie, zajmując jedną pierwsza, jedną trzecią i jedną czwartą lokatę.

Parkur, stosownie do rangi konkursu, nie był łatwy, a wśród jedenastu przeszkód najmocniej wyróżniał się doublebarre wysoki na 160 cm i „niezwykle szeroki” rów z wodą. Mimo to Polakom bardzo szybko udało się zdobyć przewagę nad pozostałymi zespołami. Nie znane są, niestety, rezultaty poszczególnych jeźdźców, jednak kawalerzyści pułkownika Rómmla zakończyli pierwszy nawrót mając zaledwie 21,2 punktów karnych. Nieco tylko gorzej poszło Francuzom – 23,6 punktów, natomiast wyniki drużyny portugalskiej i belgijskiej przekroczyły trzydzieści punktów.

Niestety, Polacy wciąż jeszcze nie mogli być pewni zwycięstwa. W drugim nawrocie popełnili więcej błędów, a uzyskane w ten sposób 30,0 punktów zepchnęło ich na trzecią lokatę. Na czoło, z imponującym rezultatem 12,4 punktów, wysunęli się Portugalczycy. Zgodnie z regulaminem, o wygranej miała więc zadecydować rozgrywka. Trudno dziś wyobrazić sobie napięcie towarzyszące wówczas umundurowanym zawodnikom. Dla obu drużyn zwyciężyć oznaczało zapisać się złotymi zgłoskami w historii rodzimego jeździectwa. Triumf w nicejskim Pucharze Narodów to wielki prestiż, ale tak w przypadku Polski, jak i Portugalii, dochodził czynnik dodatkowy – byłaby to pierwsza wygrana w tym turnieju. Jeźdźcy robili więc co mogli, by przezwyciężyć zmęczenie i wywalczyć zwycięstwo. Ostatecznie szala przechyliła się na naszą stronę i punktacja w rozgrywce wyglądała następująco: Polska – 23,7 punktu, Portugalia – 30,1. Puchar na rok stał się własnością polskiego Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Wiosna 1925 roku przyniosła więc naszym kawalerzystom w Nicei triumf na niespotykaną dotąd skalę. Nigdy wcześniej jedna drużyna nie zdobyła tak miażdżącej przewagi nad pozostałymi. Był to właściwie prawdziwy sportowy pogrom. Pięciu polskich jeźdźców zdobyło łącznie zawrotną sumę 22 700 franków – o pięćdziesiąt więcej niż jedenastu Francuzów. Co więcej, wygrali wszystkie najważniejsze konkursy – Puchar Narodów, Wielką Nagrodę Miasta Nicei, puchar księżnej Sabaudzkiej, obie serie konkursu o Nagrodę Monaco oraz drugą serię konkursu o Nagrodę Victorii. Łącznie zajęli siedem pierwszych, trzy drugie oraz cztery trzecie miejsca, nie wspominając już o trzydziestu czterech dalszych lokatach. Rotmistrz Królikiewicz został uznany najlepszym jeźdźcem turnieju i wyróżniony specjalną nagrodą ufundowaną przez szwedzkiego posła M. Eliarsona. Sukcesy te były tym większe, że odniesione po zaledwie dwóch miesiącach przygotowań, w dodatku na koniach znacznie ustępujących klasą zagranicznym. Ich odniesienie było możliwe tylko dzięki doskonałemu stylowi jazdy i ogromnemu talentowi polskich oficerów.

Autor: Ewa Pawlus, portal „Tropem Hubala”

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Konkursy w Nicei” (1925) – Redakcja czasopisma Jeździec i Hodowca

Promotor Legendy: Wowa Brodecki

Krakowski Klub Jazdy Konnej
ul. Kobierzyńska 175a, 30-382 Kraków
Data założenia: 1932

Krakowski Klub Jazdy Konnej tradycjami sięga XIX wieku. Wtedy, 18 maja 1893 r., C.K. namiestnictwo austriackie decyzją nr L: 56937 zatwierdziło założenia, statut i skład zarządu Galicyjskiego Klubu Jazdy Panów. Powstał on w ramach założonego wcześniej Towarzystwa Międzynarodowych Wyścigów Konnych w Krakowie.

W marcu 1930 roku dowódcą V Samodzielnej Brygady Kawalerii w Krakowie został płk Zygmunt Piasecki /legionista, oficer 1. Pułku Ułanów Beliny Prażmowskiego, d-ca 7. Pułku Ułanów, późniejszy generał brygady Wojska Polskiego/, który wraz z płk Kazimierzem Mastalerzem /płk kawalerii, d-ca 8. p.uł./ zainicjował reaktywację klubu pod nazwą – Krakowski Klub Jazdy Konnej.

Impulsem do reaktywacji klubu mogły być rozegrane w 1932 roku w Krakowie Militari Wojska Polskiego. Były to zawody o Mistrzostwo Armii, a więc bardzo poważna impreza jeździecka. Gospodarzem zawodów był 8. Pułk Ułanów. Udział wzięły reprezentacje wszystkich jednostek Kawalerii, czyli 11 ekip. Zwyciężył 3. p.s.k.

Konkurencja sprawdzająca wytrzymałość koni, czyli bieg przełajowy z odcinkami crossu oraz próba władania bronią białą i palną /szablą, lancą i pistoletem/ odbyły się na polach rakowickich /teren ćwiczebny 8. p.uł./. Natomiast ujeżdżenie i skoki przez przeszkody na stadionie wojskowym. Krakowska ekipa była reprezentowana przez 3. i 8. p.uł. W skład ekipy wchodzili znani jeźdźcy jak Antoni Żelewski czy Tadeusz Tetmajer.

Inspirującą atmosferę do reaktywacji klubu spowodowały też przygotowania do obchodów 250-lecia Odsieczy Wiedeńskiej, mające odbyć się rok później.

12 września 1933 roku mijała 250 rocznica odsieczy wiedeńskiej, dla uczczenia tego triumfu jazdy polskiej pod wodzą króla Jana III Sobieskiego marszałek – Józef Piłsudski wydał rozkaz, by w Krakowie zorganizowano Święto Kawalerii Polskiej. Wielka Rewia Kawalerii odbyła się 6 października 1933 roku. Zgodnie z dyspozycją marszałka w uroczystości wzięło udział 12 pułków kawalerii. Po kilku dniach marszu dotarły one do podkrakowskich wsi, gdzie kwaterowały. Wszystkie pułki miały identyczny skład, po 305 ludzi i 317 koni. 6 października, w wyznaczonych godzinach, pułki ruszyły na Rynek krakowski. Tam wszystkie skrzyżowały się i powędrowały na „wielką łąkę”.

Opracowanie na bazie pracy naukowej: Działalność Krakowskiego Klubu Jazdy Konnej do 2015 roku, Pani Anny Pacuń-Genowskiej.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Działalność Krakowskiego Klubu Jazdy Konnej do 2015 roku” (2015) – Anna Pacuń-Genowska