Promotor Legendy:

Stadnina książąt Sanguszków
ROMAN SANGUSZKO, starszy – JEŹDZIEC I HODOWCA, 1933 r. nr 33


„Stadnina konna, dziś nosząca imię stada ks. Sanguszków, pochodzi od ks. Hieronima, ostatniego wojewody wołyńskiego, syna ks. Pawła Sanguszki, w. marszałka koronnego. Ponieważ ślady uszlachetnienia jej zaczynają pokazywać się tylko od czasu zarządu tegoż ks. Hieronima, zatem tylko ta część historycznie nas obchodzić będzie, tembardziej, że wszystkie poboczne gałęzie, że tak powiem kollateralne, stada ks. Sanguszków przepadły, nie zostawiając nic po sobie.

Stado ks. Hieronima Sanguszki, wojew. wołyńskiego, znajdowało się nad Dnieprem w starostwie czerkaskiem, które było kilka wieków bez przerwy w rodzinie ks. Sanguszków i na Wołyniu w Chrestówce, w Tarnawce, w Polachowie, wsiach należących do klucza Białogrodeckiego, dóbr ks. Sanguszków, księstwa i powiatu Zasławskiego. Skutkiem wypadków politycznych i naturalnego biegu pokoleń, jest ono dziś rozerwane na dwie części, z których jedna została w tejże samej Chrestówce, jednak w rozmiarach stosunkowo bardzo ścieśnionych; druga zaś przeniosła się do Satanowa nad Zbruczem, na Podolu. Stajnie reprezentujące te dwie rozdzielone części dla zachowania pozoru dawnej łączności, są zawsze razem w Sławucie na Wołyniu, prócz stajni kursowej, którą utrzymuje tylko stado w Satanowie umieszczone, wspólnie z hr. Alfredem Potockim, w Antoninie na Wołyniu, majątku pochodzącym także z dawnego ks. Zasławskiego.

Stado dawne chrestowieckie było potomstwem i odłamkiem dawnych stad rodziny, i założenia nie miało, bo pochodziło z czasów, w których ks. Sanguszkowie, jako z Litwy idący, osiedli na Wołyniu i na Ukrainie. Czasy wojownicze, w których Wołyń i Ukraina przeżyły parę wieków, sprzyjały rozwinięciu stadnin i stad, które prędko przed napadającym wrogiem w dalekie strony zapędzonemi być mogły. Przytem wojna z ludami odznaczającemi się wychowaniem rasowych koni, z Turkami, Tatarami i Czerkiesami, dawała sposobność mieć zawsze ogiery arabskie i wschodnie, dla licznych stad Wołynia i Podola, pasących się w najlepszych miejscach dla koni w Europie.

Prawdziwie więc można powiedzieć, że to stado założenia nie miało i że przejścia historyczne kraju i rodziny ks. Sanguszków tłómaczą wzrost jego i rasę w niem utrzymaną. Jest to jedyne stado w tych warunkach, gdy inne, które wzrosły na Podolu i na Ukrainie, założycieli rzeczywiście miały i powstały w czasach, których pamięć żyjących jeszcze sięga, albo których początek dość świeże opowiadania wykazać mogą.

Jedno więc stado chrestowieckie przetrwało parę wieków, równie i jednocześnie posiadłości ziemskie ks. Sanguszków i ich znaczenie wzrastały na tej ziemi. Po śmierci ks. Pawła M. W- K.. stado rozdzielone było przez synów. Ordynackie stado ks. ordynata, starszego syna, nie mogło należeć do rozdziału i śladu po sobie nie zostawiło. Musiało iść koleją całej ordynacji i przepaść u wujów ks- ordynata, u ks. Lubomirskich, a same stado Sanguszkowskie poszło działem między trzech braci. Gdy ks. Józef, M. W. K. starszy z nich i jego syn Roman, umarli, stado rozdzieliło się na dwie części: chrestowieckie i kłębowieckie, czyli zasławskie. To ostatnie po pół wieku chylenia się do upadku znikło także bez śladu około 1845 r.

Stado chrestowieckie po zgonie ks. Hieronima w 1812 roku, zebrało u siebie stada miejscowe innych posiadłości starostwa czerkaskiego i ilinieckie, na Ukrainie. W tym roku majątek był sekwestrowany i stado o tyle ocalało, o ile uratowane zostało przez ukrycie w wielkim w owych czasach lesie Smołderowskim. Długo potem słynęło stado Kumberleja w Małej — Rossji, tern mianowicie, że pochodziło z zabranych w 1812 r. kobył Chrestowieckich, gdy był gubernatorem na Wołyniu.

Gdy wojny przeciw Muzułmanom i przeciw Tatarom krymskim ustały, dała się uczuć potrzeba posiadania rasowych wschodnich ogierów, których dawniej wojny dostarczały; stąd kilku z wielkich ziemskich właścicieli zaczęło posyłać po ogiery do Stambułu. Sprowadzić zaś z Arabji zdarzyło się tylko ks. wojewodzie wołyńskiemu, wtenczas gdy nikt w Europie tego jeszcze nie czynił. Wysłał na ten cel prawdziwą wyprawę, na czele której był Burski, domownik księcia.

Istnieje wieść, że pierwszym koniem arabskim stada Chrestowieckiego był ogier skarogniady, sprowadzony ze Stambułu dla króla Stanisława Augusta, lecz w oczach króla, przyzwyczajonego do upodobań Zachodu Europy, był małego wzrostu i darowany był Politewskiemu, przy dworze królewskim będącemu. Ks. wojewoda wołyński go kupił i trzymał w stadzie pod tein nazwiskiem.

Burski, po kilku latach podróży, wrócił i przyprowadził 5 ogierów*). Pierwszy ten transport ogierów arabskich, w owym czasie tak trudny, zostawił już w stadzie ważne skutki. Gdy ks. Eustachy, syn ks. wojewody wołyńskiego, w 1813, na mocy ogólnej, zupełnej i najłaskawszej amnestji, wrócił do swoich majątków, nabył w Jassach od główno – komenderującego generała Gudowicza, pozostałych z wojen tureckich pięć ogierów; lecz te długo nie służyły, bo ich użycie przy stadzie Chrestowieckiem pokazało się niewłaściwe, po prawdziwych arabach poprzednio przyprowadzonych przez Burskiego; wtenczas zamyślił naśladować swego’ ojca i przedsięwziąć drugą wyprawę po ogiery do samej Arabji.

Nim wrócimy do tej wyprawy, wspomnieć należy, że w owym czasie był u ks. Eustachego’ koń, który dzielnością swoją zrobił sobie imię prawie historyczne. Ten wierzchowy, kary, dzielny koń księcia nazywał się Szumka I. Brat starszy tego’ konia, równie piękny, lecz mniejszy i nie- dochodzący go dzielnością, był darowany w 1810 r. przez ks, Eustachego, ks. Józefowi Poniatowskiemu, który na nim prawie zawsze jeździł i na nim był malowany.

Nakoniec ks. Eustachy przygotował długo upragnioną wyprawę do Arabji i w 1816 r. wysłał ją pod dowództwem koniuszego’ Moszyńskiego. W r. 1818, w listopadzie wróci! Moszyński, przyprowadził 10 koni oryginalnych, z których biały Hajlan i szpakowaty Dzielfa, były ogierami pierwszej dobroci.
Z potomstwa Hajlana najbardziej odznaczał się kary Szumka II, od kobyły Polki.

Między latami 1821 i 1826 przybywały transporta koni z Arabji perjodycznie, i ks. Eustachy utrzymywał w Alepie przez lat kilka Araba Syryjczyka nazwiskiem Arutin w usługach swoich, z obowiązkiem prowadzenia do Sławuty, lub do Odessy, transportowanych perjodycznie koni arabskich.

Od r. 1842, znowu po przerwie kilkoletniej, zaczęły nowe przybywać ogiery arabskie: Dżedran kasztanowaty, Batran Aga biały, ogier stadny pierwszej klasy (fig. 10), i wielu innych. Trzecia wyprawa stadna do Arab j i była piszącego tę notatkę. Czwarta była w roku 1857-8, pod dowództwem dwóch urzędników stada, pp. Świerczyńskiego i Czerniawskiego i przyprowadziła konie znamienite.

Rekapitulując moje opowiadanie, ilość arabskich oryginalnych koni, dopóki ks. ks. Sanguszkowie zaczęli posyłać sami do Arabji jest:

w roku 1800 — 1803 przyszło z Arabji ogierów oryginalnych …5
w roku 1813 — 1814 przyszło ogierów orjentalnych … 5
w roku 1818 przyszło ogierów arabskich 9, kobyła 1 … 10
w roku 1821 — 1826 przyszło ogierów arabskich 10, kobył 4 … 14
w roku 1842 — 1845 przyszło ogierów arabskich… 3
w roku 1853 — 1855 przyszło ogierów arabskich … 4
w roku 1858 z Arabji 5 ogierów, 1859 przez Anglię 1 … 6
w roku 1861 Derwisch, w roku 1862 Yemen …. 2
w roku 1864 Feruk-Han, w roku 1865 Feruk-Han młody 2 w roku 1865 Bagdadi, w roku 1866 Aghil Aga, Jamri … 3
w roku 1867 Hammad, w roku 1868 Hadudi … 2
w roku 1869—1872 Hemdani, Trafani, Kohejlanów 2 … 4
w roku 1870—1871 dwie kobyły, biała i kara Dzielfa … 2
Zatem do 1 czerwca 1872 r. ogół oryginalnych arabów 62

Gdy stosunki polityczne kraju z Turcją zrobiły się przy końcu XVIII wieku łatwiejsze i podróże przez Jassy i Mołdawję były więcej możebne, z końcem przeszłego i początkiem naszego wieku, wielcy panowie krajowi, jako posiadacze wielkich przestrzeni ziemi i wielkich stad, powzięli myśl wysyłania po kupno ogierów do Stambułu; tak zrobił książę Czartoryski, generał Z. P., tak Szczęsny Potocki, wysyłając sławnego’ w dziejach stadnych kraju Obodyńskiego. Tak zrobił ks. Sanguszko, wojewoda wołyński, posyłając Kajetana Burskiego, o którym wyżej mówiliśmy. Czy starania Burskiego były szczere, jak im przeczono, czy czasu nie tracił na bawieniu się, jak go potem posądzono, rozbiór szczegółów wyprawy najlepiej nas przekonywa; dlatego też pozwalamy sobie te szczegóły cytować. Burski pisze w liście ze Stambułu 3 julii 1803 roku, że jest nieszczęśliwy, że po trzech miesiącach, narobiwszy expensy, nie znalazł koni i nie może wracać. Pisze w nim dalej; „Odważyłem się tedy -puścić się w Arabię do Alepu dla wyprowadzenia koni. Podróż ta choć daleka, lecz zapewne nie będzie próżną, gdyż wszyscy się tu zgadzają, że tam można dostać koni”. Podróż taka w owym wieku w rzęczy samej była trudną, wymagała odwagi, a jako niebezpieczna, potrzebowała wielkiej energji moralnej i czynu, Jeżeli ten list jest dowodem, że Burski pierwszy o niej mówił i pierwszy przedsięwziął, wdzięczność jemu się należy, jako też księciu wojewodzie wołyńskiemu, że ją dał wykonać, Pisze Burski dalej: ,,Pragnę ja zrobić tak, jak sługa szczerze przywiązany do pana; ryzykować życie moje, aby uczynić dość woli Pańskiej; czego drudzy nie robią”. Mówi dalej’: „Że księcia Adama (Czartoryskiego) koniuszowie i Obodyński, wolą stracić względy panów swoich, niż na niebezpieczeństwo narażać się”. Ten list i ta okoliczność są w tem dla stada ks. Sanguszków ważne, że wykazują początek usiłowań trzech pokoleń sprowadzania koni z Arabji i jako też podstawę wartości stada i specjalności przywiązanej do imienia ks. Sanguszków.

Syn księcia wojewody wołyńskiego ks. Eustachy Sanguszko, był wierny i stały początkowi zrobionemu przez ojca i rozszerzał go stałemi stosunkami z Arabjią. Wysłał na wschód Tomasza Moszyńskiego, swego koniuszego (zm. w Sławucie 1858 r.). W instrukcji, którą mu dał, ciekawsze szczegóły były takie: „Na sprośne życie ludzkie, w pokojach i w łóżku, przypadki się trafiają. W podróży tak odległej tern silniej je imaginacja wystawia. Wszelako mogę zapewnić, że nikt bez przeznaczenia nie doszedł swego kresu”. Ta instrukcja pisze później: „Cztery tysiące dukatów i rubli pięćset na kupienie koni i na ekspens przeznaczam. Temi czterema tysiącami dukatów rozrządzi Moszyński, jak mu się zdawać będzie. Trzy konie stadne a jednego Juchą z Juchów pod moję osobę i mój wiek, a bardzo zręcznego, radbym aby mi przyprowadził”. ’ Były to czasy tanich koni, osobliwie w Arab j i, skąd .do Europy, mającej jeszcze w owym czasie jazdę klasyczną francuską szkoły Laguerriniere, a niemiecką szkoły Gottingenskiej, nigdy nie zakupywano koni arabskich; tylko w Anglji już były się pokazały, od których to rasa angielska wyszła. Przytem trzeba przyznać, jak to z rachunków wyprawy tej widzimy, że Moszyński bardzo mało pieniędzy wydał i był nadzwyczaj wiernym i oszczędnym. Instrukcja mówi dalej: „Przez Moszyńskiego w jego rozporządzeniu powinien być zrobiony układ, broń Boże jego zgonu lub choroby. W jakim kształcie jego karawan (to jest jego Carawana) ma zachować się, niech Moszyński dobrze nad tern zastanowi się, gdy kupi konie w Damaszku i jego okolicy, czy z Alepu ma iść lądem, czyli w Alepie siąść na okręt” (.sic).

Moszyński wybrał drogę lądową i dobrze to zrobił, choć była trudną i niebezpieczną i 28 lat potem piszą- cy te słowa, wybrał dla koni, które w tej samej miejscowości kupił, drogę lądową.
Instrukcja kończy się temi wyrazy: „Gdybym sądził, iż w tej podróży jest wiele niebezpieczeństwa, ani Ciebie, mój’ Moszyński, ani tych, którzy z Tobą jadą, za żadne konie bym nie ryzykował. Wszelako posłanie Męża i Ojca, którym jesteś, wkłada na mnie obowiązek zapewnienia Ciebie, iż o przystojnem dochowaniu familji Twojej w przypadku na Ciebie pamiętać najmocniej będę”. Piękne uczucia, które cenić nam trzeba, jako przeszłe, a nie teraźniejsze i które pokazują, jakie dawniej obowiązki mieli panowie, et combien noblesse obligeait w stosunkach życia wielkich panów.

Moszyński szczerze i troskliwie wykonał poruczone mu przedsięwzięcie. Dnia 22 decembris 1818 r., prawie 2 lata po wyjściu zdawał rachunek pieniężny. Jest nadto ciekawem wiedzieć teraz jakie ceny były płacone temu 54 lat, abym nie pozwolił sobie tu ich podać. Pisze Moszyński: „Wziąłem z kasy Sławudkiej i Ilinieckiej na kupno koni i na całą podróż 4.700 dukatów, które zmienione, dukat po 14 lewów, czynią lewów 65,800. Na kupno koni wydał lewów 31,550. Miał z sobą pomocnika koniuszego, Franciszka Świerczyńskiego i kozaków stajennych trzech: Harasyma, który poprzednio był w Arabji z Burskim, Szerewerę i Michałka. Ten ostatni w 1872 roku umarł w Sławucie. Ekspensy przez całą podróż tam i nazad było lewów 33,534.

Książe Eustachy Sanguszko był tak zachwycony i szczęśliwy z posiadania koni wywodowych, że w korespondencjach swoich nie tylko wspomina o tych koniach, lecz opisuje wypadki podróży Moszyńskiego i zdarzenia, jakie były przy kupnie koni w pustyni arabskiej. O Neżdym, gdy wspominał w liście do swego ukochanego szwagra, generała Mokronowskiego, pisze; „że nadzwyczajnej piękności”. To miał być ten koń przeznaczony pod niego, o którym pisał tak energicznie, jak oryginalnie w instrukcji danej. W drugim liście opisuje tego konia: „Biały jak srebro, oczy, ogon, grzywa czarne, co do wzrostu jak największej miary. Trzeciego dnia po jego przybyciu orałem (pisze ks. Eustachy) na nim po reitszuli czasem przy ziemi i za nią (zębami) chwytał, czasem zaś, aż pod belki (sufitu reitszuli) wznosił się”. W innym zaś liście, pisze w ośmnaście miesięcy od daty powrotu Moszyńskiego, dnia 14 julii 1819 r,: „Pochowałem Neżdego, zdechł na kolki w kilku godzinach”.

Do Rzewuskiego Wacława w styczniu 1819 r. pisze ks. Eustachy: „Prawdę powiem Panu Grafowi, że w naszym kraju, ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało o takich koniach arabskich, jakie ja mam”. Powtarza w tym liście, że z samego Dezertu.

Że były z Dezertu, rzecz niewątpliwa i to zrobiło wyższość koni, przyprowadzonych w owym czasie, gdy nikt w Europie jeszcze nie myślał o sprowadzeniu koni arabskich. Moszyński spełnił dobrze włożony na niego obowiązek, pomagał mu radą swoją Anglik, Rawson, pierwszy znawca koni arabskich, osiadły w Alepie, ożeniony z kobietą Arabką, którego piszący tę notatkę o stadzie, poznał w Alepie 28 lat potem i był przyjmowany gościnnie w jego domu.

Zapewne i teraz znaleźć można w pustyni najwyższe typy doskonałości rasy arabskiej. Pustynia i charakter arabski są nadto wiekowe i stałe, by się zmieniały; lecz w naszym wieku, idącym szybkością pary i elektryczności, nikt nie ma dość wolnego czasu, aby zająć dwa lub trzy lata życia swego na wynalezienie konia pustyni, jak to zrobili Burski naprzód, a następnie Moszyński.
Co do dzisiejszego stanu statystycznego stad ks. Sanguszków, cyfry są obecnie następujące:

a) W Chrestówce jest;
Kobył stanownych 45
– półkrwi 4
Stadniny młodej i ogólnej 141
Zatem razem 190 sztuk

b) Pod Satanowem jest:
Kobył pełnej krwi angielskiej 7
– półkrwi 3
– anglo-arabskich 6
– oryginalnych arabskich 2
– arabskich swego chowu 53
– młodych na stanowne idących … 17
Stadniny młodej i ogólnej 168
Zatem razem 256

Powyższe szczegóły uwydatniają, że wychowanie z miłością koni arabskich, jest rzeczą rodziny i imienia ks. Sanguszków, uświęcone przez starania i uczucia czterech pokoleń.”