Autor: Stanisław Ledóchowski
Ilość stron: 1

Licencja udzielona przez Pana Stanisława Ledóchowskiego dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa


Rozbiegła się brać malarska po łąkach Janowa, zabieliły się płótna rozpięte na krosnach wśród dostojnych zabudowań. A stajnie to nie byle jakie, bo stawiane niegdyś przez Henryka Marconiego, twórcę licznych monumentów i pałaców. Już po raz trzeci dyrektor Andrzej Krzyształowicz gościł malarzy i fotografików pod dachami najstarszej w Polsce stadniny (1817 r.).

W pracach pleneru wzięło udział dwudziestu zaprzysiężonych miłośników konia i twórców tak istotnej niegdyś w sztuce polskiej tematyki. Organizacją i pracami zgrupowania kierował sprawnie i z, dużym taktem Janusz Towpik. Radami służył i moralnie wspierał profesor Ludwik Maciąg. Pod koniec pleneru zjechał do Janowa autor powyższego reportażu, prowokując ożywioną dyskusję. Jej uczestnicy doszli do wspólnego wniosku, że najistotniejszym elementem pracy malarza-animalisty są szkice i studia wykonywane odręcznie, na gorąco. Faza „powtórzeń pamięciowych” jest również ważna i potrzebna, o wiele bardziej niż podpatrywanie fotografii. Lepiej już kartkować anatomiczne atlasy. Przede wszystkim jednak nie żałować pakowego papieru, kredy i węgla. Jak za studenckich czasów. Tylko, że tego nikt prawie nie robi. A szkoda.

Po zakończeniu dyskusji odbył się popis recytatorski (tryumfował Andrzej Frąckiewicz) i mini festiwal tradycyjnych piosenek ułańskich, w których bezkonkurencyjnym okazał się Mateusz Gawryś. Miss pleneru została jednogłośnie powabna Ewa Wilczyńska, do czego walnie się przyczynił Zbigniew Jaśkiewicz, autor inteligentnego i dowcipnego fotoreportażu.

W odczuciu większości uczestników, była to impreza wyjątkowo udana, zwłaszcza pod względem poważnej, twórczej atmosfery. Wszystkie trzy plenery zorganizowane w Janowie Podlaskim wykazały ponad wszelką wątpliwość, że podobne imprezy można i trzeba kontynuować. Jest to chyba najlepszy sposób na ożywienie i dalszy rozwój sztuki, której bohaterem jest koń.

To, że tegoroczny plener zakończył się pełnym sukcesem jest zasługą nie tylko samych uczestników, lecz w równej mierze i jego organizatorów, a więc Wojewódzkiego Wydziału Kultury i Sztuki w Białej Podlaskiej, Wojewódzkiego Domu Kultury, Dyrekcji Stadniny Koni i Ośrodka Kultury w Janowie Podlaskim. Osobne słowa uznania należą się Danucie Bołtowicz, kierownikowi biura pleneru z ramienia Urzędu Wojewódzkiego. Mając takich opiekunów, mogli artyści spokojnie malować, co też robili z wyjątkowym zapałem.

Wystawa prac poplenerowych, zorganizowana w Domu Kultury w Janowie, przyniosła wiele frapującego materiału, którego omówienie przekracza ramy i profil „Konia Polskiego”. Chciałbym więc tylko wyjawić, że na szczególną aprobatę zasłużyła sobie nie tylko twórcza atmosfera panująca wśród uczestników pleneru, lecz również zaskakująca różnorodność postaw twórczych i interpretacji warsztatowych.

Od historyzującej stylizacji Andrzeja Novak-Zemplińskiego do impresyjnej ekspresji Bogusława Luśtyka przebiega linie, najrozmaitszych sformułowań języka plastycznego, którego największą dojrzałość wykazały prace Ludwika Maciąga. Myślę, że twórczość tego artysty, zasłużonego przy tym pedagoga, odegrała szczególną rolę w utrzymaniu przy życiu tej właśnie dziedziny sztuki. Ludwik Maciąg przetrwał wszystkie „burze” udowadniając, że tradycje Orłowskiego, Suchodolskiego, Michałowskiego, Juliusza Kossaka i Brandta można z powodzeniem kontynuować, przydając im nowych rumieńców i blasku.

Dobrze się stało, że wzbogacił janowski plener Marian Gadzalski, którego prace już dawno przestały być „fotografią”, przeistaczając się w symbiozę malarstwa i grafiki.

Niemal bezpośrednio po zakończeniu pleneru (25.VIII br.) odbyły się w Janowie uroczystości 160-lecia Stadniny, w ramach których zorganizowano trzy indywidualne wystawy fotogramów Mariana Gadzalskiego, malarstwa Andrzeja Novak-Zemplińskiego oraz gobelinów Ludwika Maciąga. Niechaj żałują ci, którzy nie oglądali tego „biennale” sztuki poświęconego „ukochanym dzieciom Allaha”.

Kiedy na otwarcie wystawy prac poplenerowych przyjechał kierownik Wydziału Kultury KC PZPR — Lucjan Motyka, uczestnicy pleneru i jego organizatorzy odebrali ten przejaw zainteresowania jako poważne potraktowanie i docenienie ich wysiłków, jako „zielone światło” dla sztuki, której tematem jest koń. A zatem: panie i panowie — do koni! A zaraz potem do sztalug. I do zobaczenia na IV Plenerze w Janowie Podlaskim w roku 1978.

Fotografik Marian Gadzalski prezentuje jedno ze swych artystycznych zdjęć
Gobelin Ludwika Maciąga – „W stadninie”
Obraz Andrzeja Novak-Zemplińskiego pt.: „Erystawi”
Obraz Janusza Towpika – „Stado nad jeziorem”