Wpisy

Patron Honorowy:

Mecenas i opiekun Legendy: Barbara Towpik-Roszkiewicz

Artysta plastyk, ilustrator książek i atlasów przyrodniczych, animalista.

Janusz Towpik urodził się 18 lipca 1934 roku w Cieszynie, całe życie był jednak związany z Warszawą.

W 1959 r. uzyskał dyplom na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Malarstwo studiował jako wolny słuchacz w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem prof. Michała Byliny.

W 1962 r. na podstawie złożonych prac został przyjęty do Związku Polskich Artystów Plastyków. Od tego roku też przez blisko 15 lat był asystentem, a następnie wykładowcą w Katedrze Rysunku, Malarstwa i Rzeźby na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.

W latach 70-tych współpracował z warszawskim Ogrodem Zoologicznym, gdzie stworzył archiwum ikonograficzne, a także prowadził koło plastyczne dla dzieci, jedno z pierwszych tego typu w Europie.

Od początku lat 60-tych ilustrował książki popularnonaukowe, podręczniki i atlasy przyrodnicze, ale przede wszystkim był autorem ilustracji do około 30 książek dla dzieci i młodzieży oraz kilkunastu bajek na diaskop. Współpracował z takimi czasopismami jak „Łowca Polski”, „Płomyk” czy „Przyroda Polska”.

Projektował także małe formy graficzne, m.in. znaczki pocztowe, pocztówki, exlibrisy, logotypy czy etykiety zapałczane. Był autorem niezliczonej ilości szkiców i rysunków, dla których nieustającym źródłem inspiracji była polska przyroda. Był znawcą i miłośnikiem koni.

Brał udział w licznych konkursach i wystawach. Jego ostatnimi pracami był cykl nagrodzonych projektów gobelinów o tematyce myśliwskiej oraz zaprojektowana w oparciu o podobne motywy seria intarsji.

Autor tekstu: Barbara Towpik-Roszkiewicz

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

WYBÓR PUBLIKACJI ILUSTROWANYCH

Maria Kownacka, Kruczek chudy nie miał budy, BW Ruch 1960
Wanda Markowska, Anna Milska, Śpiew kolibrów, NK 1968
Myśliwy Charibu. Baśnie wschodnie, zebrał i opracował A.Brindarow, NK 1968
Ewa Szelburg-Zarembina, Najmilsi, Czytelnik 1968
Henryk Sienkiewicz, W pustyni i w puszczy, NK 1969
Ruth Manning-Saunders, O śpiącym królewiczu. Greckie baśnie ludowe, NK 1969
Friedrich Feld, Papuga z Isfahanu, NK 1970
Angel Karalijczew, Trzej bracia i złota jabłoń, NK 1970
Halina Pietrusiewicz, Psie rozmowy, NK 1970
Mieczysława Buczkówna, Leśna ścieżka, BW Ruch 1970
Halina Górska, O księciu Gotfrydzie rycerzu gwiazdy wigilijnej, NK 1971
Rudyard Kipling, Księga dżungli, NK 1973
Jadwiga Żylińska, Opowieść o Heraklesie, KAW 1973
Jadwiga Żylińska, Wyprawa po złote runo, KAW 1974
Jadwiga Żylińska, Młodość Achillesa, KAW 1974
Kath Walker, Senne widziadła,NK 1977
Leopold Staff, Deszcz majowy, NK 1978
Zygmunt Katuszewski, Włodyka praojciec królów, NK 1978
Luciano Sterpellone, Cudowna maszyna. Fantastyczne tajemnice ludzkiego ciała, KAW 1979
Ewa Szelburg-Zarembina, Lech, Czech i Rus, KAW 1980

Włodzimierz Serafiński, Ssaki Polski, PZWS 1965
Andrzej Rudnicki, Ryby wód polskich. Atlas, WSiP 1965
Encyklopedia Powszechna PWN, t.IV, tablice zoogeograficzne, PWN 1976
Zbigniew Woliński, Janusz Towpik, Małpy i małpiatki. Atlas, WSiP 1990

NAGRODY I WYRÓŻNIENIA

1967 – Ogólnopolski Konkurs na Ilustracje do Literatury Pięknej III nagroda za ilustracje
do książki J. Lasockiej Król poluje

1968 – Konkurs ZPAP pt. „Jeździec i koń” – I nagroda za cykl karnetów

1978 – Wielka Nagroda Filatelistyki Europejskiej i nagroda Prezydenta Francji na XXXII Jesiennym Salonie Filatelistycznym w Paryżu za znaczki pocztowe serii „Drzewa”

1978 – I nagroda w I Ogólnopolskim Konkursie na Projekty Malarskie Gobelinów dla Zamków Polski Południowej w dziale „Myślistwo i łowiectwo”

1980 – nagroda specjalna w XXII Konkursie Wydawców „Najpiękniejsze Książki Roku 1979”
za ilustracje do książki L. Sterpellone „Cudowna maszyna. Fantastyczne tajemnice ludzkiego ciała”

WYBRANE PRACE:

Ilustracja do książki Janiny Lasockiej
„Król poluje” (niepublikowana), III nagroda
w Ogólnopolskim Konkursie na ilustr. do
Literatury Pięknej, 1967
Ilustracja do książki Haliny Górskiej
„O księciu Gotfrydzie, rycerzu
gwiazdy wigilijnej”
Nasza Księgarnia 1971
Praca z cyklu „Sylwetka jeźdźca i konia na przestrzeni wieków” lata 70-te
Projekt karnetu „ Jeździec i koń” 1968, I nagroda za cykl 5 karnetów
w Ogólnopolskim Konkursie Mieszanym „Jeździec i koń”
Ilustracja do książki
Zygmunta Katuszewskiego
„Włodyka praojciec królów”
Nasza Księgarnia 1978

Ilustracja do książki
„Myśliwy Charibu. Baśnie wschodnie” zebrał
i opracował Ananij Brindarow,
Nasza Księgarnia 1968

Ilustracja do książki Ruth Manning-Saundrs
„O śpiącym królewiczu. Greckie baśnie ludowe.” Nasza Księgarnia 1969
Ilustracja do książki Janusza Głowackiego
„Miłość i korona”
Nasza Księgarnia 1970
Projekt gobelinu „Polowanie na dropie” 1979
„Stado nad jeziorem” 1977, wł. Muzeum Południowego Podlasia w Białej Podlaskiej

Patron Honorowy: Jacek Majchrowski

Mecenas: Kasia i Andre Pater

Opiekun:

Genialny polski malarz, rysownik i ilustrator. Jego ulubionym tematem prac były konie i malarstwo historyczne.

KRESOWY ROMANTYK – JULIUSZ KOSSAK

Nestorem a zarazem założycielem wszechstronnie utalentowanej rodziny Kossaków – był Juliusz KOSSAK, którego gwiazda – jak pisał jego gorący wielbiciel Stanisław Witkiewicz – przez pięćdziesiąt lat ubiegłego stulecia (XIX wieku-SKK) świeciła najjaśniejszym blaskiem.

Juliusz Kossak należał do pokolenia polskich romantyków zainteresowanych malarstwem historyczno-batalistycznym i historyczno-rodzajowym, dla którego istotna była twórczość ”ku pokrzepieniu serc” i ciągłe nawiązywanie do tradycji szlacheckiego obyczaju i rycerskiej przeszłości. Cokolwiek żyło w obszarze Polski, wszystko to żyje i żyć będzie w dziełach Kossaka – zauważył Stanisław Witkiewicz.

Karierę artystyczną Juliusza Kossaka uformowało środowisko ziemiańsko-arystokratyczne. Bywa w Łańcucie u Potockich, w dworach kresowych Baworowskich, Rozwadowskich, Dzieduszyckich, Sanguszków, gdzie jak skomentował w swej „Autobiografii”: nie było konia pięknego, którego bym nie sportretował (…) malowałem i konie, i psy, i wilki, i Kozaków. Wiele też zawdzięczał Juliusz Kossak znawcy koni arabskich Władysławowi Rozwadowskiemu, dzięki któremu poznał Piotra Michałowskiego najznakomitszego malarza koni.

Motywem wspólnym dla wszystkich okresów twórczości Juliusza Kossaka był, symbolizujący romantyczną swobodę oraz wolność – koń, bohater zarówno scen historycznych i pejzażowo-rodzajowych, jak i samodzielnych portretów jeźdźców i koni różnych maści. Był też Juliusz Kossak znawcą koni, zawsze pięknych, epatujących klasą, elegancją ruchów a także znakomitym ich psychologiem, znającym i rozumiejących końską psychikę.

W twórczości Juliusza Kossaka szczególną rolę odegrały konie rasy arabskiej, które były synonimem nie tylko piękna, lecz także wysoko cenionego przez romantyków Orientu, a wyprawy na Wschód w celu ich zakupu stały się obowiązkowym wręcz etapem edukacji młodego pokolenia. Konie araby były też bohaterami niezliczonych stron literatury, prawdziwych poematów wyczulonych na ich piękno.

Juliusz Kossak ukochane konie ujmował wręcz mistrzowsko. Początkowo były to ich sztywne wizerunki, portrety koni o szlachetnej genealogii; w następnym okresie konie pojawiały się w coraz bardziej rozbudowanych scenach, pełne temperamentu, w kompozycjach epatujących wrzawą, galopadą, ruchem. Wyjątkową urodą charakteryzowały się przedstawienia stadnin, malowanych zawsze na zamówienie we wspaniałych, zniewalających urodą krajobrazach kresowych, najczęściej podolskich, o szerokich, zamglonych horyzontach; były to stadniny Stanisława Dunin-Borkowskiego, Sanguszków, Jana Tarnowskiego, Przybysława Śreniawity; są wśród nich prawdziwe arcydzieł jak „Stadnina na Podolu” z 1886 roku, czy „Stadnina na łące” z 1891 roku. Z pasją rejestrował też sceny z polowań na wilki, niedźwiedzia, dropie z chartami, na lisa, w których pierwszoplanowe role powierzał oczywiście koniom, Podobnie też chętnie powracał do scen z końskich jarmarków dających okazję do prezentacji różnych ras i różnych końskich temperamentów.

Był też Juliusz Kossak niekwestionowanym mistrzem techniki akwarelowej, w której osiągnął absolutną maestrię. Dzięki fotograficznej wręcz pamięci tworzył swoje kompozycje ze zdumiewającą łatwością, lekko rejestrując zanotowany w pamięci obraz. Wprowadzał akwarelę czystą, miękką, malarską, oszczędną w kolorze, o przewadze ciepłych, rdzawo-złocistych tonów.

Juliusz Kossak był założycielem wszechstronnie uzdolnionej, zarówno malarsko, jak i literacko familii. Malarze – to protoplasta Juliusz, jego bezdzietnie zmarły brat – Leon, uczestnik powstań, Sybirak, amatorsko zajmujący się akwarelą; syn Juliusza i kontynuator jego sztuki – Wojciech; syn Wojciecha – Jerzy; wreszcie drugi wnuk Juliusza , syn Stefana, brata Wojciecha – Karol.

Zdolności literackie ujawniły się w trzecim pokoleniu, u obu córek Wojciecha, a to u poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i u pisarki Magdaleny Starzewskiej-Niewidowskiej, piszącej pod pseudonimem Magdaleny Samozwaniec, oraz u córki Tadeusza, bliźniaczego brata Wojciecha Zofii Kossak-Szczuckiej-Szatkowskiej.

Maria Pawlikowska Jasnorzewska w wierszu „Dziadzio” tak sportretowała Juliusza:

Malował z rozrzewnieniem i słońcem
siwki, grzywki, kopytka tańczące i lśniące,
oczy pełniejsze ognia od oczu Hiszpanek
i zady roztęczone jak bańki mydlane,
jak grupy grzybków, barwne miasteczka i chaty,
i łąki , i dziedziców jak sumy wąsatych…

Autor tekstu: Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Juliusz Kossak” (1900) – Stanisław Witkiewicz

Lisowczycy nad Renem – Juliusz Kossak 1866
Stadnina na Podolu – Juliusz Kossak 1886

Patron Honorowy: Joanna Jaśkowiak

Mecenas:

Opiekun:

Zasłużona dla hodowli koni sportowych w świecie. W jej gospodarstwie (Wojcieszków) urodził się wybitny koń (ojciec koni sportowych) Ramzes.

Maria Pia Elżbieta Apolonia Plater-Zyberk urodziła się 5 listopada 1872 roku. Była trzecim z pięciorga dzieci hr. Tadeusza Plater-Zyberka i Zofii Aleksandrowicz.

Ojciec hrabiny był wybitnym hodowcą i rolnikiem. Rozpoczął w Wojcieszkowie hodowlę koni, które to do 1939 roku zasilały stajnie wojskowe.

Stadnina Koni w Wojcieszkowie – w latach międzywojennych posiadała około 30 klaczy typu półkrwi oraz stacjonujące tam ogiery z PSO Janów Podlaski. Między innymi to w Wojcieszkowie urodził się słynny na cały świat ogier Ramzes.

W 1929 r. Maria Plater Zyberk zakupiła na licytacji w Państwowej Stadninie Koni w Janowie Podlaskim wybrakowaną siwą klaczkę Jordi, ur. w 1928 r. po Schagya od Demeter po Bakszysz oo od Astarte po Amurath (Weil) od Dahoman XII. Jordi jako trzyletnią włączono do stada w poczet matek w Wojcieszkowie.

Ojciec Ramzesa, pełnej krwi angielskiej Rittersporn, który brał udział z dobrymi wynikami w wyścigach przeszkodowych w Niemczech, od roku 1930 i prawdopodobnie do końca życia stał i krył w Stadninie Wojcieszków (pow. Łuków).

Klacz Jordi w 1937 roku urodziła ogierka, któremu nadano imię Ramzes.

W pierwszych dniach stycznia 1940 r. okupanci niemieccy przystąpili do organizowania z powrotem stadniny koni i stada ogierów w Janowie Podlaskim. Z Kozienic sprowadzono kilkanaście młodych ogierów, które uratowały się z istniejącego tam przed wojną zakładu treningowego, a nadto zaczęły przybywać ogiery z Prus Wschodnich. Jak wspomina w swoim artykule pt. „Ramzes” Tadeusz Marchowiecki: „Skorzystałem z tego, że rozglądano się za dalszymi ogierami do kupna, i powiadomiłem Gustawa Rau o czterech synach Rittersporna w Wojcieszkowie. Wszystkie ogiery zakupiono za sumę 20 tys. zł.”[2]

Hrabina przyczyniła się też do założenia parafialnego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej Żeńskiej. Stowarzyszenie to posiadało własny sztandar, bibliotekę, kramik z dewocjonaliami, prowadziło rekolekcje, urządzało kursy rolnicze. Członkinie grały w siatkówkę, organizowały jasełka, śpiewały w chórze. Uczestniczyły w różnych kursach, wyjeżdżały nawet na wyprawy wozami do Łukowa do kina. Na święta Bożego Narodzenia przeprowadzały zbiórkę dla najbiedniejszych.

Maria hrabina Plater-Zyberk, mieszkała początkowo w Wojcieszkowie z córką Marylką, ale wprowadzony tam niemiecki zarządca i kilkakrotne napady na dom spowodowały, że nie zabierając niczego wyprowadziły się z pałacu i zamieszkały w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu.

Hrabina Maria Plater – Zyberk zmarła w Warszawie 4 października 1964 roku. Została pochowana na Powązkach w grobowcu rodziny Plater – Zyberków.

Pamięć o ludziach i koniach, którzy rozsławiali Polskę na całym świecie nie zaginęła w miejscu urodzenia Ramzesa – gminie Wojcieszków. Pani Jadwiga Józwik, prezes Towarzystwa Przyjaciół Wojcieszkowa powiedziała: „Chcemy, żeby Wojcieszków wreszcie zaistniał w świadomości szerszego kręgu ludzi. Nasza gmina może na historii Ramzesa zbudować swoją tożsamość i przyszłość. W XVI w. byliśmy miastem. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku zajmowaliśmy w województwie pierwsze miejsce w hodowli koni. Mamy słabe gleby i brakuje tu przemysłu, ale są za to świetne warunki do rozwinięcie turystyki. Myślę, że Ramzes może stać się atrakcją, która obok przepięknego kościoła i izby regionalnej z licznymi eksponatami, przyciągnie tu ludzi i że rozwinie się agroturystyka. Zyska na tym nie tylko gmina, ale i powiat.”[3]

[1]http://wolabystrzyckafotografie.blogspot.com/2015/11/maria-plater-zyberk-hrabina-z.html, dostęp z 20.11.2019, 14:00

[2]Koń Polski, 1968 nr. 4 s. 20

[3]http://www.lukow24.pl/wiadomosci/informacje/pomnik-konia-w-wojcieszkowie,p29687820, dostęp z 20.11.2019, 14:20

Patron Honorowy: Paweł Mazurek

Mecenas: Polski Związek Hodowców Koni

Opiekun: Paweł Jannasz

Profesor zwyczajny nauk rolniczych w Polskiej Akademii Nauk, uznany hipolog i polski kronikarz hodowli koni.

Witold Pruski (13.03.1897 – 2.02.1984), wieloletni naczelnik Wydziału Chowu Koni w Ministerstwie Rolnictwa, profesor zwyczajny nauk rolniczych w Polskiej Akademii Nauk, wybitny hipolog i kronikarz hodowli koni, profesor honoris causa SGGW-AR w Warszawie.

Urodził się 13 lica 1897 roku w Tbilisi, w Gruzji, zmarł 2 lutego 1984 roku w Konstancinie pod Warszawą.

Poznałem Profesora w roku 1979, gdy rozpocząłem pracę w miesięczniku „Koń Polski”. On miał wtedy 82 lata, ja byłem po studiach i rocznym stażu w Stadninie Koni Golejewko. Profesor z racji tego, że był przewodniczącym Rady Programowej pisma, ale przede wszystkim jego stałym autorem, utrzymywał z redakcją częste kontakty. Były one tym łatwiejsze, że mieszkał na ul. Rutkowskiego, kilka kroków od siedziby PWRiL-u (róg Nowego Światu i Al. Jerozolimskich), wydawcy „Konia Polskiego”. Przez tych kilka lat, które upłynęły zanim zmarł, miałem okazję go dość dobrze poznać, a nawet cieszyć się jego sympatią . Bywałem w jego mieszkaniu, odwiedzałem go. Ostatnie trzy książki, które się ukazały drukiem, ofiarował mi z osobistymi dedykacjami, a gdy podjął – dramatyczną de facto – decyzję o przekazaniu swoich olbrzymich i bezcennych zbiorów do SGGW, zaprosił mnie do siebie i kazał wybrać wszystkie te prace swojego autorstwa, których jeszcze nie miałem. Ten rzadki zbiór ma dla mnie wielkie znaczenie, nie tylko ze względu na jego wartość naukową, ale także z powodów sentymentalnych.

Jakim człowiekiem był Profesor?

Niewielkiego wzrostu, cichy, skromny, kulturalny, starszy pan. Nie lubił zgiełku, dużych zgromadzeń ludzi, najlepiej czuł się w otoczeniu swoich ukochanych książek i przy pisaniu. Był typowym „molem książkowym”. Ale gdy Ojczyzna była w potrzebie, stanął, by walczyć o nią z bronią w ręku.

W 1915 roku rozpoczął studia na Wydziale Przyrodniczym na Uniwersytecie w Kijowie. Gdy w 1917 roku, po obaleniu caratu, zaczęły powstawać w Rosji polskie formacje wojskowe, wstąpił na ochotnika do oddziału, który stał się zaczątkiem 19. Pułku Ułanów Wołyńskich. Później, już jako podoficer, został przydzielony do 2. Pułku Ułanów Grochowskich, w którym odbył kampanię 1919-1920.

To w tym okresie rozwinęły się dwie pasje Profesora: do koni, i do książek. Jak później napisał:

Ciągłe obcowanie z końmi przez blisko 4 lata służby w kawalerii, początkowo jako szeregowca, potem kaprala i plutonowego, wyrobiło we mnie szczególne upodobanie, a nawet pasję do tych szlachetnych zwierząt. Uczucie to stało się na tyle silne, że z czasem zdecydowałem ukończyć rolnictwo i poświęcić się zawodowo pracy na polu doskonalenia krajowej hodowli koni.

W 1919 roku kupił swą pierwszą książkę. Była to „Nauka jazdy konnej. Przepisy służbowe” wydane przez Ministerstwo Spraw Wojskowych. Ten zakup wynikał z tego, że Profesorowi nie wystarczały same wskazówki oficerów i instruktorów konnych. On potrzebował czegoś więcej – wiedzy teoretycznej. I właśnie ta potrzeba nieustannego zgłębiania wiedzy stała się motorem napędowym całego jego życia, które zawiodło go od szeregowego kawalerii do tytułów profesorskich i do miana wybitnego polskiego hipologa.

Jednak zanim stał się wybitnym uczonym, przez wiele lat realizował cel, jaki sobie postawił: „pracował na polu doskonalenia krajowej hodowli koni.”

Jeszcze w czasie studiów na Wydziale Rolniczym SGGW (1922-1927), bo w roku 1925 rozpoczął pracę na stanowisku inspektora hodowli koni w centralnym Związku Organizacji i Kółek Rolniczych. Po skończeniu studiów z dyplomem inżyniera rolnika, rozpoczął pracę w Ministerstwie Rolnictwa. Przechodził tam kolejne stopnie służbowe, by w 1935 roku otrzymać nominację na stanowisko naczelnika Wydziału Chowu Koni. Podlegały mu państwowe stadniny koni (przed wojną nieliczne) i stada ogierów. Na tym stanowisku pracował do wybuchu wojny, a także po jej zakończeniu, aż do 1956 roku. Okupację spędził w Warszawie, zatrudniony jako inspektor hodowli koni w Warszawskiej Izbie Rolniczej.

Przez ponad 20 lat urzędniczej pracy w Ministerstwie Rolnictwa Profesor przyczynił się do powstania 20 aktów prawnych mających duże znaczenie dla rozwoju chowu i hodowli konia w Polsce zarówno przed jak i po wojnie. Szczególnie duże zasługi ma na polu porządkowania wszystkich spraw związanych z wydawanie ksiąg stadnych. Mało kto wie, że na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej Profesor w nietypowy sposób otwierał podwoje oddanego do użytku w czerwcu 1939 roku toru wyścigowego na Służewcu. Otóż dostąpił zaszczytu, że był pierwszym człowiekiem, który przegalopował na koniu po zielonym torze wyścigowym.

W 1955 roku jego staraniem Centralny Zarząd Hodowli Koni przekazał do dyspozycji Polskiej Akademii Nauk gospodarstwo Popielno na Mazurach wraz ze zgromadzonymi tam konikami polskimi. Umożliwiło to prowadzenia hodowli zachowawczej tej rodzimej rasy w warunkach naturalnych i badań naukowych w utworzonym ośrodku doświadczalnym PAN. Badań, które profesor prowadził potem przez 15 lat.

I w ten sposób przechodzimy do naukowego rozdziału z życia Profesora. Wielką rolę w ujawnieniu się tej pasji odegrał profesor Roman Prawocheński, który wykładał wtedy hodowlę koni na SGGW. Witold Pruski jako student był przez jakiś czas jego nadetatowym asystentem. Po latach, kiedy opisywał, jak powstała jego biblioteka, tak napisał o swoim mistrzu:

Uczony i fachowiec wielkiej miary, a także pedagog ze szczególnym talentem do jednania sobie słuchaczy oraz wyrabiania ich na tęgich specjalistów, oddanych bez reszty swemu zawodowi. Profesor rozbudził we mnie dalsze zamiłowanie i głębsze traktowanie obranej specjalności, a poza tym rozniecił skłonności bibliofilskie.

Witold Pruski jeszcze jako 28-letni student, w roku 1925, opublikował na łamach Rocznika Nauk Rolniczych swoją pierwszą pracę naukową. W 1948 roku miał już opublikowanych ponad 100 pozycji, w tym książki, monografie, prace naukowe oraz artykuły problemowe. Wtedy to uzyskał na Wydziale Rolniczym SGGW stopień doktora nauk rolniczych. Podstawą do tego była obrona pracy pt: „Dzieje konia pełnej krwi angielskiej w Polsce i jego wpływ na hodowlę krajową”.

Gdy w 1956 roku został służbowo przeniesiony z Ministerstwa Rolnictwa do PAN, otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego. Tytuł profesora zwyczajnego został mu nadany uchwała Rady Państwa z 26 lutego 1965 roku. W 1972 roku został przeniesiony na emeryturę, a w grudniu 1980 roku, z inicjatywy prof. Jerzego Chachuły, senat SGGW-AR nadał mu tytuł doktora honoris causa tej uczelni.

Tak w największym skrócie wygląda droga naukowa Profesora. A miarą jej wartości są jego publikacje. Ostatecznie było ich ponad 230! Nie sposób ich wszystkich wymienić. Ale o kilku, tych najważniejszych, trzeba napisać choć kilka słów.

W okresie międzywojennym Profesor pisywał głównie artykuły o ówczesnej hodowli koni. Jedyna większa praca z tego okresu to „Ruler” – monografia znakomitego polskiego reproduktora pełnej krwi angielskiej z końca XIX wieku.

W czasie okupacji Profesor kontynuował zbieranie książek, pism, gromadził dokumenty i opracowywał je. Ich efektem była pierwsza powojenna praca: „Dzieje Państwowej Stadniny w Janowie Podlaskim, 1817-1939”, która ukazała się w 1948 roku.

W końcu lat 50. Profesor napisał dwutomowy akademicki podręcznik „Hodowla koni”. Tom pierwszy ukazał się w roku 1960, a II (napisany wraz z Janem Grabowskim i Stanisławem Schuchem) – w 1963. Oba tomy są nieocenioną kopalnią wiedzy o hodowli koni nie tylko dla studentów i bardzo dobrze się stało, że PWRiL zdecydował się na wydanie reprintu, na razie pierwszego tomu, ale niebawem ma się ukazać także tom drugi.

W 1970 roku, także nakładem PWRiL-u, ukazała się kolejna praca dokumentująca: „Dzieje wyścigów i hodowli koni pełnej krwi w Polsce, Królestwo Polskie 1815-1918”.

Jej kontynuacją była praca pt. „Wyścigi i hodowla koni pełnej krwi oraz czystej krwi arabskiej w Polsce w latach 1918-1939”, wydana tym razem przez Ossolineum w 1980 roku.

Z kolei Wydawnictwo Sport i Turystyka wydało w 1982 roku „Dzieje konkursów hipicznych w Polsce”. Trzeba tylko dodać, iż są to dzieje od początków polskiego sportu jeździeckiego, do roku 1939.

Ostatnią książką Profesora są „Dwa wieki polskiej hodowli koni arabskich (1778-1978) i jej sukcesy na świecie”, która nakładem PWRiL-u ukazała się w 1983 roku, a więc na rok przed śmiercią autora.

Historyczno-kronikarskie prace Profesora dokumentujące dzieje hodowli koni na ziemiach polskich (a także innych zwierząt; vide trzytomowe opracowanie „Hodowla zwierząt gospodarskich w Królestwie Polskim w latach 1815-1918” czy podobne, dwutomowe opracowanie dotyczące Galicji i jeden tom o Wielkopolsce) nie byłyby możliwe, gdyby nie jego biblioteka i archiwum. To był jego warsztat pracy, który skrupulatnie i z mozołem gromadził przez blisko 60 lat (1923-1980). Biblioteka liczyła 1894 pozycje w 2000 woluminów, a archiwum, podzielone na 4 działy rzeczowe, składa się z: ponad 10 tysięcy kart dokumentacyjnych, 93 brulionów, 60 teczek i blisko 2000 unikalnych fotografii.

Ten bezcenny zbiór przetrwał wojnę dzięki żonie Profesora, Marii z Monasterskich Pruskiej, co Profesor po latach opisał. Otóż gdy pod koniec Powstania Warszawskiego, w sierpniu 1944 roku, Niemcy wywieźli Profesora do obozu w Pruszkowie, w domu na Saskiej Kępie została tylko jego żona i starsza już wtedy gosposia. Gdy późną jesienią Armia Czerwona i polskie formacje zajęły Pragę, hitlerowcy zaczęli mocno ostrzeliwać Saską Kępę. Stało się wtedy jasne, że dom trzeba będzie opuścić. Wtedy Maria Pruska, zdając sobie sprawę jaką wartość mają zbiory męża, dotarła jakoś do generała Mariana Spychalskiego, przedstawiła mu sprawę i poprosiła o pomoc w wywiezieniu książek. Spychalski zastanowił się przez chwilę, po czym oznajmił, że właśnie wysyła pustą ciężarówkę po żywność do Lublina, więc każe załadować do niej książki. I tak się stało. Żołnierze i pomagająca im pani Pruska w pośpiechu, z obawy przed ostrzałem, wrzucali książki niczym kartofle na ciężarówkę aż napełnili ją po brzegi. W Lublinie za wstawiennictwem pani Pruskiej biblioteką zaopiekował się gen. Leon Bukojemski, ówczesny komendant miasta. Nawiasem mówiąc Generał odegrał wtedy ważną rolę w ratowaniu stajni wyścigowych kwaterujących na torze lubelskim, a po wojnie wyścigi konne też miały mu wiele do zawdzięczenia. I tak większość zbiorów profesora ocalała.

W 1980 roku Profesor przekazał swoje zbiory SGGW. Początkowo były przechowywane w Brwinowie, a odkąd Wydział Zootechniki przeniósł się do nowo wybudowanej siedziby przy ul. Ciszewskiego 8, biblioteka Profesora Witolda Pruskiego znajduje się tamże.

Przekazanie biblioteki było w pewnym sensie aktem rozpaczy Profesora – starość nie była dla niego łaskawa. Niestety, państwo Pruscy nie mieli dzieci, ani żadnych bliższych krewnych. W lecie 1981 roku Profesora spotkało pierwsze nieszczęście. Po przebytym wylewie krwi do mózgu okazało się, że nie może już pisać i ma nawet trudności z czytaniem. Wtedy to, kiedy nie mógł już pracować, przy życiu trzymała go konieczność opieki na schorowaną żoną. Następne nieszczęście miało miejsce w roku 1983. Wyprowadzona przez niego na spacer żona przewróciła się, w wyniku czego doznała złamania główki kości udowej i niebawem zmarła. Dla Profesora to był wielki cios, stracił chęć do życia. Zmarł 2 lutego 1984 roku. Został pochowany w grobie rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Autor tekstu: Marek Szewczyk

Dziękujemy Panu M. Szewczykowi za zgodę na publikację powyższego materiału.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ruler” (1934) – Witold Pruski

„Współczesne zagadnienia polskiej hodowli koni” (1937) – Witold Pruski, Jan Grabowski

„Spostrzeżenia o powstawaniu krajowych rodów męskich i żeńskich w hodowli koni pełnej krwi angielskiej” (1947) – Witold Pruski

„Dzieje państwowej stadniny w Janowie Podlaskim” (1948) – Witold Pruski

„Ważniejsze prądy krwi w polskiej hodowli koni” – Witold Pruski

„Moje hobby – to biblioteka hipologiczna” (1979) – Witold Pruski

„Wyścigi i hodowla koni pełnej krwi oraz czystej krwi arabskiej w Polsce w latach 1918-1939” (1980) – Witold Pruski

„Dwa wieki polskiej hodowli koni arabskich (1778-1978) i jej sukcesy na świecie” (1983) – Witold Pruski

Patron Honorowy:

Mecenas: Kujawsko-Pomorski Związek Hodowców Koni

Opiekun: Hubert Szurik

Jeden z czołowych współczesnych polskich hodowców koni sportowych (ogier MJT Nevados), rzutki przedsiębiorca, znakomity rolnik.

Do grona wybitnych postaci polskiej hodowli i jeździectwa, których w 2016 roku z bólem serca pożegnaliśmy na zawsze, w listopadzie dołączył Stanisław Szurik – jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich hodowców koni sportowych, rzutki przedsiębiorca, znakomity rolnik uhonorowany tytułem Rolnika Pomorza i Kujaw, z zamiłowania myśliwy. To rumaki wyhodowane w jego stadninie w Liszkowie od lat stanowiły o jakości kujawsko-pomorskiej hodowli koni szlachetnych – były obiektem podziwu i niedoścignionym wzorem dla nas wszystkich.

Stanisław hodowlą koni zainteresował się w połowie lat 90., gdy rozpoczął gospodarowanie w położonym na Krajnie gospodarstwie Liszkowo, miejscu o ponadstuletnich tradycjach hodowli koni szlachetnych. Mając duże doświadczenie w rolnictwie i prowadzeniu hodowli innych gatunków zwierząt gospodarskich, już na wstępie postawił na jakość. Materiałem wyjściowym, z którym organizował stadninę, były klacze pochodzące z renomowanych hodowli krajowych i zagranicznych oraz ogiery z najlepszych linii. Od początku zwracał dużą uwagę na selekcję wyhodowanego materiału pod kątem użytkowym i eksterierowym. Ta koncepcja znakomicie wpisała się wówczas w pierwsze z prawdziwego zdarzenia imprezy hodowlane (próby dzielności klaczy, przeglądy i wystawy hodowlane) organizowane przez Kujawsko-Pomorski Związek Hodowców Koni, w których od początku liszkowskie konie odgrywały pierwszoplanowe role.

Równolegle rozwijana była infrastruktura służąca hodowli i treningowi koni w postaci adaptacji stylowych, jeszcze XIX-wiecznych stajni, krytej ujeżdżalni, a także nowych pastwisk. W hodowli koni szlachetnych, jak w żadnej innej, znaczenie ma kompetencja i zaangażowanie ludzi, którzy pracują bezpośrednio przy zwierzętach. Stanisław i w tym zakresie miał dobrą rękę – przez stajnie w Liszkowie przewinęli się Jakub Kaczmarek, Rafał Narloch, Anita Raszka, Jan Korczyński, Katarzyna Szczubiał i przede wszystkim Krzysztof Kierzek – dziś dowodzący ZT Bielice, jednym z najlepszych ośrodków treningowych dla młodych koni w Polsce.

W zakresie rozrodu na początku funkcjonowania stadniny oczkiem w głowie Stanisława były ogiery czołowe Grand de la Cour i Concert, którym zapewnił trening i prezentację do poziomu ogólnopolskiego włącznie, wiedząc, że to najlepsza reklama potomstwa, które przyszło po nich na świat w liszkowskich stajniach. Swoje ogiery udostępniał hodowcom na bardzo preferencyjnych warunkach, w konsekwencji swego czasu należały do najintensywniej wykorzystanych hodowlanie reproduktorów w Polsce! Choć kochał je całym sercem, rychło spostrzegł, że prawdziwa przyszłość, mimo wysokich kosztów, tkwi w nowych technikach rozrodu, co w tym czasie dla większości naszych hodowców wcale nie było takie oczywiste. W kolejnych latach rozród oparty był już więc w całości na inseminacji w większości nasieniem mrożonym, importowanym najpierw ze stadniny Zangersheide (Calvados Z, Chicago Z i Crown Z), a następnie od hodowców francuskich (Leoville, Johnny Boy II i Top Gun Semilly) i niemieckich (Cordess i Black Jack). Sukces w tym zakresie zapewniła współpraca z dr. Przemysławem Mazurkiem, od początku zajmującym się stadniną w Liszkowie. Szybko przyszły pierwsze sukcesy na hodowlanych i sportowych arenach. Można długo wymieniać konie, które przez lata zdobywały laury sportowe i hodowlane w zakładach treningowych i na wystawach.

Granit S sp (Faust Z – Gracenta han po Graf Grannus han) – startował na poziomie DR ZO (Hubert Kierznowski) a następnie w ekipie kanadyjskiej w zawodach Pucharu Świata w skokach. Notowany w rankingu WBFSH, Quattro S sp (Romualdo kwpn – Quanta po Quamiro hol) startował na poziomie DR ZO (Bartłomiej Włodarski), Mozart sp (Mywill kwpn – Morena wlkp po Mapnik wlkp) finalista MPMK (Stanisław Marchwicki), a potem Mistrz Polski Juniorów i Młodych Jeźdźców (Piotr Sikorski). Wreszcie czempionki prób dzielności Fabreggia S sp, Federica S sp (także finalistka MPMK-A), Faworytka S sp, Donna Rosa S sp i wiele innych…

Wszystkie te sukcesy bledną jednak przy tryumfach, jakie odnosił siwy ogier Nevados S (Calvados Z – Nestia S po Romualdo). Najpierw było to Mistrzostwo Polski Młodych Koni 4- i 5-latków (pod Jackiem Zagorem), a następnie tytuł Mistrza Świata koni 7-letnich w skokach w sezonie 2015 (pod Gregorym Watheletem BEL). Wówczas wydawało się, że na długie lata pozostanie ten sukces szczytowym osiągnieciem polskiej hodowli. Sezony 2018-2019 były jednak jeszcze bardziej udane. Po zwycięstwach w Paryżu, Waregem, Liege i Pradze Nevados siegnął po tytuł
drużynowego Mistrza Europy, a jego córka z debiutanckiego rocznika Donna Neva S (Daria Kobiernik) została najlepszą czterolatką Mistrzostw Polski Młodych Koni. Kolejna córka Capella sp – czempionką klaczy sp podczas Dni Polskiego Konia Sportowego. Nie gorzej poczynali sobie synowie Nevadosa. Fabregas S sp został najlepszym ogierem polskiej hodowli w Polowej Próbie Dzielności, Why Not wlkp – Czempionem rasy wielkopolskiej, a Celynos sp Mistrzem Polski Północnej w skokach luzem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie te konie reprezentują bardzo nieliczne dwa pierwsze roczniki potomstwa Nevadosa, to śmiało możemy stwierdzić, że jest to reproduktor o potężnej sile dziedziczenia cech sportowych i znajduje się na najlepszej drodze aby jak Ramzes xo dołączyć do legend światowej hodowli. Obszerna jest też lista sukcesów koni kolegów i koleżanek, którzy w materiał hodowlany zaopatrywali się właśnie w Liszkowie. Filozofię hodowlaną Stanisława Szurika zawsze charakteryzowała też głęboko patriotyczna postawa i przywiązanie do rodzimej organizacji hodowlanej jaką jest Kujawsko-Pomorski Związek Hodowców Koni. Nigdy nie zdradził polskiej hodowli, mimo licznych pokus nie zdecydował się na służbę obcym i zapisywanie swoich koni do zagranicznych ksiąg hodowlanych.

Jak kto żył, tak i go pochowają – mówi ludowe przysłowie. Tłumy zgromadzone przy jego trumnie najlepiej świadczyły, jak silne piętno wywarł na swoje otoczenie ten bardzo dobry i skromny hodowca, wierny tradycji i mocno związany z KPZHK, człowiek, który sprawił, że po latach na świecie zaczęto ponownie mówić o polskich koniach…

Autor tekstu: Tomasz Bagniewski

Dziękujemy Polskiemu Związkowi Hodowców Koni oraz czasopismu Hodowca i Jeździec za zgodę na publikację powyższego materiału.

Patron Honorowy: Andrzej Grzybowski

Mecenas:

Opiekun:

Malarz, architekt, konserwator architektury zabytkowej i założeń ogrodowych. Autor wielu obrazów, których tematem były konie.

Urodzony w 1949 r. w Olsztynie, rozpoczął w 1971 r. studia artystyczne na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Kontynuował je następnie na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w pracowniach profesorów Michała Byliny i Ludwika Maciąga. Studia ukończył w 1976 r. uzyskując dyplom z wyróżnieniem.

Do zdeklarowania się jako malarza koni niewątpliwie przyczyniła się duchowa pomoc wspomnianych już profesorów M. Byliny i L. Maciąga, zasłużonych pedagogów, a jednocześnie miłośników i popularyzatorów tematyki związanej z koniem i batalistyką.

Po raz pierwszy pokazał A. Novak-Zempliński swoje akwarele, pastele i rysunki na Jubileuszowej Aukcji Koni w Książu w maju 1974 r. Ale oficjalny debiut to udział w salonie BWA w Sopocie na wystawie „Zaprzęg w malarstwie”, zorganizowanej w sierpniu 1975 r. z okazji III Mistrzostw Europy w Powożeniu.

Uprawia malarstwo sztalugowe ale również zajmuje się projektowaniem architektonicznym, konserwacją architektury zabytkowej i założeń ogrodowych. Był rzeczoznawcą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w specjalizacji zabytkowych pojazdów konnych, rzędów i uprzęży. Społecznie zaangażowany w działalność Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy, jako członek Zarządu Głównego i prezes Oddziału Stołecznego oraz jest założycielem i prezesem stowarzyszenia Domus Polonorum, zrzeszającego właścicieli zabytkowych rezydencji wiejskich, jak również Polskiego Towarzystwa Powozowego, które zajmuje się muzealnictwem i kolekcjonerstwem zabytkowych pojazdów konnych oraz propagowaniem tradycyjnego powożenia.

Od 1980 roku zajmuje się odbudową i utrzymaniem zabytkowego zespołu dworskiego w Tułowicach, za którą to pracę otrzymał Nagrodę I Stopnia Ministra Kultury i Sztuki w 1998 roku oraz najbardziej prestiżową nagrodę europejską w dziedzinie ochrony dziedzictwa kulturowego – Medal Europa Nostra w 1999 roku.

Dziedzictwo kulturowe polskiego dworu i tradycja ziemiańska jest głównym tematem zainteresowań kolekcjonerskich Andrzeja Novák-Zemplińskiego, głównie na rzecz wyposażenia zabytkowych wnętrz tułowickiego dworu, ale szczególną częścią tych zbiorów jest unikalna kolekcja dworskich pojazdów konnych, uprzęży i akcesoriów zaprzęgowych.

Kolekcja liczy aktualnie 24 pojazdy, z których połowa ma ustaloną proweniencję a większość reprezentuje znane polskie firmy powoźnicze, w tym produkty czołowych firm warszawskich z XIX i początku XX wieku. Ekspozycja pojazdów zlokalizowana jest w zaadaptowanym do tego celu budynku dawnej stajni i jest udostępniana zwiedzającym.

Tematyka prac malarskich związana jest głównie z wizerunkiem konia w różnych aspektach użytkowania. Są to więc portrety koni zasłużonych w hodowli, wybitnych koni wyścigowych oraz koni wierzchowych i zaprzęgowych, w pracy, w stajni, na pastwisku a także w scenach pokazów konkursowych, końskich jarmarków oraz batalistycznych. Obrazy te są w posiadaniu wielu wybitnych hodowców i właścicieli oraz miłośników koni i kolekcjonerów sporting art zachodniej Europy oraz Ameryki.

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Andrzej Novak-Zempliński – młody malarz koni” – Antoni Święcki

„W kręgu malarstwa Andrzeja Novak-Zemplińskiego” (1980) – Antoni Święcki

Wybrane prace:

Patron Honorowy: BoberTeam

Mecenas:

Opiekun: Daniel Kozłowski

Pierwsza kobieta trener w historii wyścigów na Służewieckim torze. Zaczęła prowadzić swoją stajnię wyścigową w 1976.

W wieku 12 lat rozpoczęła naukę jazdy konnej w stajni sportowej w Warszawie na Służewcu.

Po ukończeniu 16 roku życia przeniosła się do stajni wyścigowej. Już po roku zadebiutowała, jako jeździec – amator w gonitwie z zawodowymi dżokejami.

Po maturze pracowała w Dziale Selekcji w PTWK, pracowała i jeździła w stajni wyścigowej, brała udział w gonitwach (42 wygrane), a popołudniami, jako instruktor, szkoliła jeźdźców w klubie sportowym (LOK). Równolegle studiowała zaocznie zootechnikę.

Po skończeniu studiów w 1975 r. została trenerem koni wyścigowych na torze we Wrocławiu. Niestety, tym samym musiała zakończyć karierę jeździecką. W pierwszym sezonie swojej trenerskiej pracy została czempionem trenerów, a trenowane przez nią konie zwyciężyły we wszystkich największych wyścigach na Partynicach, m.in. w Derby, Oaks i Wielkiej Wrocławskiej. Po tak spektakularnym sukcesie została zaproszona przez ówczesnego dyrektora PTWK do Warszawy i objęła stajnię na Służewcu.

Karierę trenerską zakończyła po sezonie 2015.

W swojej prawie 40-letniej pracy z końmi wyścigowymi naprawdę ma się czym pochwalić:
• 3 razy została wybrana przez sprawozdawców wyścigowych Trenerem Roku,
• blisko 2000 razy trenowane przez nią konie mijały linię mety na pierwszym miejscu,

W 2017 roku została uhonorowana Nagrodą H.H. Sheikha Fatima Bint Mubarak Darley Awards za osiągnięcia życiowe w treningu arabskich koni wyścigowych. Niestety, nie mogła być na ceremonii jej wręczenia, która odbyła się w Dolby Theatre w Hollywood. Przekazanie nagrody Dorocie miało miejsce na Służewcu na padoku przed dekoracją Shannon Queen po gonitwie Derby 30.07.2017 r.

Wielu z jej podopiecznych, zwyciężając w najbardziej prestiżowych nagrodach, zapisało się w historii wyścigów konnych jako konie wybitne. Były to m.in.:

konie pełnej krwi angielskiej :
• N. Derby – DURAND, LIMAK, MUSTAFA, ARCTIC, RUTEN
• N. Prezesa Rady Ministrów – HEADY BID, SZARLATAN (x3), DELANO, MYSTERY, TULIPA
• N. Wiosenna (1000 Guineas) – DAXI
• N. Rulera (2000 Guineas) – LIMAK, ARCTIC
• N. LIRY (OAKS) – DAXI, DAGHARA, NECHEMIA, NEBBIA, KRÓLOWA ŚNIEGU
• N. St. Leger – CISÓW, HALLMARK, RUTEN
• N. Wielka Warszawska – CISÓW, ARCTIC, TULIPA
a także, a może przede wszystkim, była współautorką sukcesów wspaniałej klaczy DŻAMAJKA (tr. B. Strójwąs), zwyciężczyni w nagrodach: Derby, Liry (Oaks), St. Leger, Wielkiej Warszawskiej i Cena Slovenska, uznanej w 2000 roku w Polsce „Koniem stulecia” oraz klaczy SAVVANNAH, tryumfatorki w nagrodach Oaks, Europy i Porównawczej.

konie czystej krwi arabskiej :
• N. Derby – ELEMENT, DALIDA, DRUID, MINERVA (Frankfurt), ORGIA FATA, ERMIS, CELTIS, PIRAT
• N. Oaks – GENEZA, EMANUELA, ORGIA FATA
• N. Europy – DRUID (x 2)
• N. Porównawcza – GENEZA, DRUID, ZIPPO (x 2), ZBROJA FATA

Po zakończeniu kariery Dorota wycofała się z życia publicznego. Mieszka wraz z mężem pod Warszawą, gdzie cieszy się życiem emeryta, zajmując się głównie domem, rodziną, ogrodem (uwielbia kwiaty) i psami. W lecie bardzo lubi podróże swoim kamperem po Polsce.

Dorota Kałuba uhonorowana Nagrodą H.H. Sheikha Fatima Bint Mubarak Darley Awards za osiągnięcia życiowe w treningu arabskich koni wyścigowych.

Patron Honorowy:

Mecenas: Rafał Jerzy

Opiekun: Adam Zamoyski

Ziemianin, żołnierz, kawalerzysta, adiutant generała Sikorskiego. Przyczynił się do repatriacji ok. 1500 koni zagrabionych przez Niemców.

Stefan Adam Zamoyski urodził się 4 lutego 1904 roku w majątku Racewo, nieopodal Orszy, w Cesarstwie Rosyjskim, jako syn poddanych austriackich hrabiego Władysława Zamoyskiego i Marii z Mężyńskich.

W roku 1912 rozpoczął naukę z elitarnym Korpusie Paziów w Petersburgu, przerwaną decyzją rodziców. W latach 1916-1922 zdobył wykształcenie średnie w Wielkiej Brytanii, w benedyktyńskiej Downside School w Stratton-on-the-Fosse (hrabstwo Somerset). Poza wykształceniem ogólnym posiadł biegłą znajomość języków: angielskiego, francuskiego, rosyjskiego i niemieckiego. W 1922 r. rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, uwieńczone stopniem magistra praw (1927). W 1931 roku obronił doktorat z prawa pt. „Samorząd rolniczy”.

W 1924 r. rozpoczął służbę wojskową (8 Pułk Ułanów, Szkoła Podchorążych Rezerwy Kawalerii DOK VII), uwieńczoną w 1927 r. awansem na podporucznika rezerwy kawalerii. Jako oficer rezerwy odbywał ćwiczenia w wielkopolskich pułkach ułanów: 16 i 17. W 1934 r. odbył staż w Samodzielnym Referacie Informacyjnym (kontrwywiadu) DOK VII. W latach 20. i 30. kierował rodzinnymi majątkami: Wysock koło Jarosławia i Jedlec koło Gołuchowa. Od 1929 r. był żonaty z księżniczką Elżbietą z Czartoryskich. Mieli troje dzieci.

W kampanii wrześniowej 1939 r. S. A. Zamoyski służył w Samodzielnym Referacie Informacyjnym DOK VII, a później w Referacie „Niemcy” Wydziału Studiów Drugiego Rzutu – krajowego Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza. Po przekroczeniu 18 września, w następstwie inwazji sowieckiej, granicy rumuńskiej, na początku października 1939 r. przybył do Paryża. Skierowany do obozu w Cöetquidan objął (w 1. Dywizji Grenadierów) dowodzenie 3 Kompanią II Batalionu 2 Pułku Piechoty. Wraz z batalionem został w lutym 1940 r. przeniesiony do Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich (rotmistrz, kwiecień 1940). Wziął udział w kampanii norweskiej (Narwik, maj-czerwiec 1940 r.) oraz w kampanii francuskiej, w obronie Bretanii. Po rozwiązaniu, 18 czerwca, jednostki, przedarł się, wraz z grupą podkomendnych, do nieokupowanej części Francji. Przez Hiszpanię i Portugalię, we wrześniu 1940 r. trafił do Wielkiej Brytanii. Za męstwo wykazane w Norwegii i Francji odznaczony został Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych.

W listopadzie 1940 r. został mianowany adiutantem szefa Sztabu Naczelnego Wodza, a później adiutantem NW i kierownikiem Referatu Politycznego Gabinetu NW. Uczestniczył w wielu ważnych negocjacjach polsko-brytyjskich. W maju 1942 r. skierowany do Waszyngtonu na stanowisko pomocnika attaché wojskowego. Był łącznikiem Naczelnego Wodza przy szefie Wojskowej Misji Brytyjskiej w Waszyngtonie marsz. polnym Sir Johnie Dillu. W 1943 r. został skierowany do pracy przy Combined Chiefs of Staff (CCS).

W 1944 roku odbył kurs Command and General Staff School US Army w Fort Leavenworth (Kansas).

W listopadzie 1944 roku powrócił do Wielkiej Brytanii, po czym objął obowiązki oficera łącznikowego przy polskiej 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka. Mianowany 1 stycznia 1945 r. majorem, w kwietniu został zastępcą szefa Polskiej Misji Wojskowej przy 21 Grupie Armii. Będąc z cywila rolnikiem – hodowcą koni, w październiku 1945 r. uzyskał nominację na dyrektora Stadnin Polskich w Niemczech (podpułkownik, 1946). Przyczynił się do repatriacji do Polski około 2 tys. rasowych koni zagrabionych przez Niemców.

W strefie okupacyjnej USA w Niemczech ocalił (z zakładów produkcji surowicy – farmaceutycznych) około 60 węgierskich arabów ze stadniny w Babolnej.

Pozostał na emigracji. W latach 1946-1947 służył w Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia (ang. Polish Resettlement Corps). Był aktywnym działaczem wielu instytucji emigracyjnych, głównie w Londynie. Od początku lat 50. był członkiem Rady i Zarządu oraz honorowym skarbnikiem Instytutu Historycznego im. gen. Sikorskiego. Był m.in. członkiem Rady i Komitetu Wykonawczego Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego, członkiem-założycielem oraz delegatem strony polskiej w European Liaison Group.

W Paryżu zasiadał w Radzie Instytutu Św. Kazimierza. Z ramienia rodziny dbał o paryski Hôtel Lambert oraz o Polaków-mieszkańców Adampola (Polonezköy) pod Stambułem. Był pierwszym i długoletnim przewodniczącym Polskiej Rady Bibliotecznej (od 1966 r.) i opiekunem Biblioteki Polskiej w Londynie. Przyczynił się do jej uratowania (w połowie lat 60.). Był honorowym skarbnikiem Polskiej Fundacji Kulturalnej. W latach konfliktów politycznych na emigracji bliższy był ośrodkowi prezydenta Augusta Zaleskiego. Pozostawał rzecznikiem pojednania emigracji.

Był zaangażowany w realizację Pomnika Katyńskiego w Londynie (m.in. jako członek Katyn Memorial Fund). Od lat 50. uczestniczył w przekazywaniu eksponatów do muzeów w Polsce. Był m.in. aktywny w kwestii zwrotu arrasów. Odegrał kluczową rolę w przekazaniu na Wawel historycznego miecza po królu Zygmuncie I Starym (1963).

Pracował jako konsultant w dziedzinie hodowli koni. Był współautorem dzieła „Family Tables of Racehorses” (1953). Jako członek rady brytyjskiego Arab Horse Society był współzałożycielem World Arabian Horse Organisation (WAHO, 1970). Organizował od podstaw hodowlę koni arabskich w Izraelu.

Mimo kłopotów zdrowotnych, w październiku 1976 r., jako „volunteer delegate” z ramienia Israel Horse Society, uczestniczył w konferencji WAHO w San Francisco. Zmarł tam nagle, 27 października 1976 r.

Pośmiertnie odznaczony przez władze Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie Krzyżem II Klasy (Komandorskim z Gwiazdą) Orderu Odrodzenia Polski. W maju 1978 r. urna z prochami ppłk. dr. Stefana Adama Zamoyskiego została złożona w Polsce – w krypcie kolegiaty w gnieździe rodowym Zamoyskich, mieście Zamościu.

Opracował: Tadeusz Kondracki

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Stefan Adam Zamoyski” fragmenty – Tadeusz Kondracki

Patron Honorowy: Polski Związek Hodowców Koni Pełnej Krwi Angielskiej​

Mecenas: Bogusław Lustyk…

Opiekun: Polski Klub Wyścigów Konnych – Warszawa

Organizator wyścigów konnych w przedwojennej Polsce. Uratował 250 rasowych koni przeprowadzając je w tabunie z Odessy do Warszawy.

Urodzony 31 grudnia 1869 w Berszadzie. Zmarł 21 lutego 1929 w Warszawie.

Dzięki jego inicjatywie została ocalona znaczna część materiału stadnego koni (ogiery i matki z przychówkiem), wywiezionego podczas wojny do Rosji, który przeprowadził do granic Polski w ilości 252 sztuk, przekradając się w niekorzystnym terenie, nocą oraz atakowany podczas drogi przez bolszewików, po czym odstawił do stadniny w Wygodzie. Po wojnie uratowane przez niego zwierzęta stadne i wyścigowe były podstawą hodowli koni angielskich w niepodległej Polsce.

Był prezesem Komitetu do spraw Wyścigów Konnych. Był twórcą, protektorem i członkiem honorowym Towarzystwa Hodowli Konia Arabskiego.

2 maja 1923 został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Tak o Jego działalności i życiu napisano w czasopiśmie Jeździec i Hodowca nr 9 z 1929 roku:

„DZIAŁALNOŚĆ Ś. P. FRYDERYKA JURJEWICZA W ZAKRESIE PAŃSTWOWEJ I KRAJOWEJ HODOWLI KONI.

Działalność ś. p. F. Jurjewicza jako Przewodnika i Odnowiciela krajowej hodowli koni trwała przez lat prawie dziesięć; cechowała ją, jak wszystkie jego poczynania: świadomość celu, niezmordowana wytrwałość, i głęboka wiedza zawodowa, połączona z doskonałą znajomością ekonomiki i prawa.

Jako Dyrektor Z. S. P., a później Dep. Chowu Koni był Tym, który ożywił Stadninę i Stado Ogierów w Janowie, a powołał do życia: Państw. S. O. w Bogusławicach (1921), P. S. O. w Łącku (1922), Państwową St. koni pełnej krwi w Kozienicach (1924), P. S. O. w Drogomyślu, Państ. St. w Racocie (1928) i rozpoczął tworzenie P. S. O. w Białce. Niezwłocznie po powrocie z historycznej przeprawy z Odessy i po ustaleniu się odpowiedniego organu, kierującego sprawami hodowli koni przy Ministerstwie Rolnictwa (czerwiec — sierpień 1919) — organizuje Stadninę Janowską. Martwa od lat 5 Wygoda ożyła i zaczęła służyć starym i nowym celom.

Stare cele — to produkcja ogierów dla Stad Państwowych na użytek szerokiej hodowli krajowej: nowy cel to była konieczność utrzymania resztek zniszczonej hodowli koni arabskich i rozwój jej.

Ten cel, między wieloma innymi postawił sobie ś. p. Fryderyk Jurjewicz i dążył konsekwentnie aż do ostatniej chwili do jego zrealizowania. I oto w Janowie pojawiły się sylwetki koni prawie tam dotychczas nieznane — klacze, ogiery arabskie, skrzętnie zbierane niedobitki stad kresowych, pojedyncze egzemplarze z Babolny, wreszcie kilka klaczy z Jezupola, którym chlubną kartę w rozwoju Stadniny Janowskiej zostawić trzeba. Janowskie „Depo”, którego rdzeń w r. 1919 stanowiło przejęte od władz okupacyjnych depo lubelskie — zasilił ś. p. F. Jurjewicz szeregiem ogierów pełnej krwi, które wyratowane zostały z Rosji i odbyły wyścigi na jesieni roku 1919 w Warszawie. W grudniu tegoż roku zorganizował ś. p. F. Jurjewicz pierwszy zakup reproduktorów w kraju, rezultatem czego było zasilenie Stada Ogierów w Janowie i powstającego Stada Ogierów w Bogusławicach kilkoma ogierami nabytymi w Wojsławicach — Bankier, Szkot i Wojsław, to były pierwsze ogiery które nabył Polski zarząd Stadnin od polskiego hodowcy. O ile jednak Janów posiadał stajnie, co w ogóle umożliwiło ponowne uruchomienie tam zakładów chowu koni — o tyle cięższe zadanie czekało ś. p. F. Jurjewicza w Bogusławicach, gdzie trzeba było tworzyć dla stada niemal wszystko, prawie od fundamentów. A trzeba było tworzyć Bogusławice szybko — bo władze wojskowe nagliły, aby ogiery opuściły stajnie wojskowe w Piotrkowie, gdzie mieściło się depo austriackie, tworzyć w najcięższych warunkach, bez pieniędzy — i trzeba było tych zdolności organizacyjnych, jakie posiadał Zmarły — by tym trudnościom podołać. — Stado w Bogusławicach zasilone zostało przez ś. p. F. Jurjewicza również ogierami ocalonymi z Odessy, następnie ogierami nabywanymi od hodowców z woj. poznańskiego, wreszcie w r. 1924 ś. p. F. Jurjewicz doprowadził do skutku ekspedycję po konie na Węgry, skąd do Bogusławie przybyło kilka cennych ogierów orientalnych. Od fundamentów stworzono także pod wodzą ś. p. F. Jurjewicza nowe stado ogierów w Łącku, które zaopatrzył w ogiery typu, odpowiadającego kulturalnemu rolnictwu województwa warszawskiego.

Niezmierną też ilość myśli i pracy poświęcił ś. p. F. Jurjewicz utworzeniu Stadniny Państwowej koni pełnej krwi w Kozienicach. Uważając, że wychów koni pełnej krwi różni się zasadniczo od wychowu koni innych— z tego powodu choćby, że już 1 i 1/2 roczny koń zaczyna — tu ciężką pracę treningową — ś. p. F. Jurjewicz uważał za celowe i wprost niezbędne stworzenie specjalnego aparatu do państwowej hodowli koni pełnej krwi. Tylko żelazną wolą doprowadził to dzieło do końca: stadnina tworzyła się w r. 1922, 23 i 24, kiedy fundusze dawane Mu do dyspozycji topniały w rękach wskutek dewaluacji i kiedy trzeba było hartu nie lada, aby znieść przykrości i przeszkody stąd wynikające.

Ś. p. Fryderyk Jurjewicz postawił stadninie kozienickiej za zadanie wychów koni nie tylko na „dzielność” ale i na masę, dobrą budowę. Mawiał On zawsze: „Anglicy mogą sobie pozwolić na hodowlę, wyłącznie na klasę — bo mają tysiące klaczy pełnej krwi; my mając ich tylko kilkaset — musimy myśleć o dobrej budowie konia pełnej krwi, starannie usuwając wadliwe folbluty”.

Ten się też tłumaczy, że ś. p. F. Jurjewicz polecał komisjom, zakupującym ogiery pełnej krwi zagranicą, zwracać możliwie dużą uwagę na exterier i nie pozwolił zakupywać tylko „papieru”, lub tylko „formy”. W tym objawiła się głęboka troska Jego o hodowlę koni pół krwi, o właściwy pokrój konia do najszerszego użytku.

Gdy na żądanie władz wojskowych trzeba było przekazać na potrzeby tychże władz stajnie w Krakowie — stanęła przed ś. p. F. Jurjewiczem nowa konieczność — utworzenia nowego Stada Ogierów dla Małopolski Zachodniej. I oto znowu powstaje nowa placówka hodowli koni w Drogomyślu: stajnie poprzerabiano z budynków gospodarczych, wzniesiono domy mieszkalne dla masztalerzy i oto w rok po rozpoczęciu robót — 156 ogierów znalazło się tym razem na własnym już gruncie.

Ostatnim zakładem chowu koni, który ś. p Fryderyk Jurjewicz powołał do życia — była Państwowa Stadnina Koni w Racocie, której za cel i zadanie postawił Zmarły, wychowanie reproduktorów, które mogłyby być używane do produkcji koni typu artyleryjskiego unikając bezpośredniego użycia krwi zimnej. Zadanie niezmiernie ważne, które zostało podjęte i z całym wysiłkiem będzie prowadzone dalej — jest zarazem bardzo trudnym, gdyż idzie tu o to, aby wychowem i racjonalną pracą utrzymać odpowiedni kaliber konia.

Ś. p. Fryderyk Jurjewicz rozumiał, że intensywny wychów jest możliwy tylko w intensywnym gospodarstwie. Dlatego wybrany został do wskazanego celu ma , intensywnie prowadzony, wszechstronnie nawożony.

Rezultatów tej pracy nie danem było ś. p. F. Jurjewiczowi oglądać.

Specjalną troską ś. p. F. Jurjewicza było uratowanie od grożącej jej zupełnej zagładzie po wojnie — hodowli koni arabskich. Dokładał on, jak już wspomniałem, wszelkich starań aby rozwinąć ten dział hodowli w stadninie janowskiej, która też dziś już liczy około 30 klaczy czystej krwi, nie licząc koni pół i wysokiej krwi. On też był inicjatorem i właściwym twórcą prób dzielności konia arabskiego, zorganizowanych w r. 1927 przez Towarzystwo Hodowli Konia Arabskiego, którego zmarły był członkiem honorowym.

Próby dzielności muszą wpłynąć na sposób wychowu, co dotychczas pozostawiało wiele do życzenia i powinny wpłynąć na ilościowy rozwój hodowli koni arabskich. W związku z tym już wcześniej zainicjował ś. p. Fryderyk Jurjewicz utworzenie Księgi Stadnej Koni Arabskich, której tom I pod redakcją d-ra E. Skorkowskiego opuścił prasę w r. 1926 w następnych zaś latach wyszły dodatki do tego tomu.

Tutaj też musimy wspomnieć o pracy zmarłego, jako twórcy podstaw prawnych hodowli koni oraz ksiąg stadnych, które stanowią kamień węgielny każdego działu hodowli koni.

Ś. p. Fr. Jurjewicz równocześnie z podjęciem pracy na polu odrodzenia hodowli koni jako takiej, myślał o stworzeniu ustaw, praw i przepisów, które by tej pracy zapewniały największą skuteczność i trwałość.

Już 29 sierpnia 1919 r. ukazuje się „Rozporządzenie Ministra Rolnictwa i D. P. w przedmiocie wydawnictwa urzędowego p. t. „Polska Księga Stadna koni pełnej krwi angielskiej” oraz odpowiednie przepisy dla komisji do spraw tej księgi.

1 maja 1924 r. ukazuje się „Zarządzenie Ministra Rolnictwa i D. P. w przedmiocie wydawnictwa urzędowego p. t. Polska Księga Stadna koni wysokiej pół krwi angielskiej” i tego dnia opublikowane zostaje rozporządzenie o wspomnianej już „Polskiej Księdze Stadnej Koni Arabskich”.

Tym księgom poświęcił Zmarły wiele pracy, wiele myśli i wysiłku — dziś mamy już dwa tomy Pol. K. S. koni pełnej (i wysokiej) pół krwi angielskiej wraz z 3 dodatkami oraz jeden tom Pol. K. S. koni Arabskich, wraz z dwoma dodatkami.

W związku z tern opracowane zostały przez ś. p. F. Jurjewicza przepisy obowiązujące o maściach koni, których zadaniem było ujednostajnienie pojęć maści dla komisyj Ksiąg Stadnych.

Olbrzymią zasługą zmarłego było stworzenie i przeprowadzenie „Ustawy o wyścigach konnych”, która zapewnia należyte podstawy próbom dzielności i hodowli szlachetnych koni w Polsce.

Od chwili podjęcia pracy w odrodzonej Polsce — Zmarły myślał ciągle o podniesieniu poziomu koni u całej ludności rolniczej kraju i niezmierną wagę przypisywał wprowadzeniu „Ustawy o nadzorze państwowym nad ogierami (licencji), oraz rejestracji klaczy zarodowych”. 13. zabór rosyjski nie znał wcale podobnej ustawy, a w innych zaborach sprawy te regulowały się rozmaicie. Ś. p. F. Jurjewicz ujednostajnił tę sprawę, stworzył należyte podstawy prawne, przepisy i doniosła ta dla szerokiej hodowli koni Ustawa w dniu 23 stycznia 1925 r. ogłoszona została w organie urzędowym.

Rozumiejąc że Państwo może i powinno dostarczać ludności tylko części reproduktorów odpowiednich przede wszystkim do hodowli koni wierzchowych — ś. p. F. Jurjewicz dążył usilnie do tego, aby ogół ludności rolniczej korzystał z możliwie najlepszych ogierów. Dlatego, wzorem Anglii, dążył do tego, aby Państwo w granicach sprawiedliwych dopomagało ludności w utrzymaniu odpowiednich ogierów materialnie, drogą premiowania ogierów zakwalifikowanych przez odpowiednie komisje.

Doniosłe to „Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 17 maja 1927 r. o Państwowych Zakładach Chowu koni i premiowaniu ogierów ukazało się w Dzienniku Ustaw Nr. 48 poz. 435 w r. 1927.

W „Prawidłach Wyścigowych”, w Statutach Towarzystw Wyścigowych, Towarzystw do Zachęty do Hodowli Koni, w szeregu przepisów i rozporządzeń technicznych — wszędzie odnajdujemy pracę, myśl i twórczość Zmarłego, który potrafił najlepsze zdobycze świata w dziedzinie hodowli koni przetopić na potrzeby przystosowane mądrze do naszych warunków.

Nie odbiegając w organizacji Stadnin Państwowych od systemu przyjętego przez Niemcy, Francję, Włochy, Węgry etc., umiał ś. p. Jurjewicz zastosować i angielskie ,,King’s Premiums” na użytek najszerszej hodowli koni i niemieckie „Erhaltungs Pramien” na użytek hodowli koni huculskich w dalekich Karpatach — ze świetnym skutkiem.

Dzięki bezprzykładnej pracowitości, był w stanie sporządzić szereg niezmiernie pouczających statystyk z zakresu hodowli i techniki wyścigowej, które mu były pomocą w pracy i zbiornikiem argumentów nie odpartych.

Ś. p. F. Jurjewicz współpracował czynnie z hodowcami, nie skąpił nikomu swych rad i uwag i interesował się wszelkimi działami hodowli w kraju i ekonomiczną stroną hodowli. Współpracując z Armią starał się dążyć do pogodzenia interesów producentów z tym konsumentem, jakim jest wojsko i działał wiele w dążeniu do uzyskania przez hodowców takich cen, które by hodowlę konia umożliwiały.

Gdy ktoś z nas zdawał spraw Tę z postępów stwierdzonych u jakiegoś hodowcy, czy w stadninie państwowej — stalowe i surowe spojrzenie Jego oczu zaczynało na chwilę łagodnieć i nabierało ciepłego blasku. Z takim promiennym blaskiem w oczach widziałem Go po raz ostatni w styczniu r. b. i takim chcę Go zachować w pamięci na zawsze.”

Autor: Stanisław Szuch

Pogrzeb Fryderyka Jurjewicza

Patron Honorowy:

Mecenas: Stadnina Koni Michałów

Opiekun: Jerzy Białobok

Osoba Ignacego Jaworowskiego jest na trwałe związana z powojenną historią odbudowy hodowli koni czystej krwi arabskiej w Polsce i jej wspaniałego rozwoju w ostatnim 60-leciu. Jaworowski poświęcił koniom arabskim prawie całe życie. Zmarł 18 września 2004 roku w wieku 80 lat, z czego 49 przepracował w hodowli zarodowej. Pół wieku to długi okres, tym bardziej że żył w bardzo trudnych czasach, które wielokrotnie były lepsze dla koni niż dla ludzi kierujących ich hodowlą.

Ignacy Jaworowski urodził się 14 stycznia 1924 roku we Wrońskach w powiecie płońskim na Mazowszu, w rodzinie ziemiańskiej. Ojciec, dziadek, a także stryj zajmowali się hodowlą koni w typie angloarabskim i oni pierwsi uczyli go hodowli.

Obecnie w rodzinnym majątku Jaworowskich, czyli we Wrońskach, znajduje się Stadnina Koni Arabskich – Polska AKF sp. z o.o. Wrońska należą teraz do szejka Khaleda Bin Sułtana Bin Abdula Aziza z Arabii Saudyjskiej. W stajni jest około 20 klaczy, a na budynku znajduje się pamiątkowa tablica, informująca, że we Wrońskach urodził się Ignacy Jaworowski, twórca stadniny michałowskiej.

Ignacy Jaworowski maturę zdał w czasie okupacji w Warszawie na tajnych kompletach, a potem ukończył też tajną podchorążówkę, równocześnie ucząc się w szkole rolniczo-ogrodniczej. Dalsze kształcenie przerwał wybuch powstania warszawskiego, w którym oczywiście brał czynny udział. Był żołnierzem Batalionu Kiliński imienia 1. Pułku Strzelców Konnych, oddział Zagrobla Armii Krajowej. Walczył głównie w Śródmieściu; brał też udział w obronie Hali Mirowskiej. Pod koniec powstania, ciężko chory, dostał się do obozu w Pruszkowie, skąd został wywieziony w okolice Tamowa.

Za udział w powstaniu warszawskim i akcjach AK otrzymał Krzyż Walecznych (1989), Warszawski Krzyż Powstańczy (1989), Krzyż Partyzancki (1999) Krzyż Armii Krajowej (1999), Krzyż Armii Krajowej (1999). O swoich partyzanckich przeżyciach mówił bardzo rzadko. W czasach komunistycznych ze zrozumiałych względów się do tego nie przyznawał, aby uniknąć aresztowania czy innych możliwych represji, a po upadku komunizmu też się tym nie chwalił, bo uważał, że walka z wrogiem była patriotycznym obowiązkiem każdego Polaka.

Po maturze, będąc w szkole rolniczej, odbył swoje pierwsze praktyki w Dańkowie u pp. Wolskich, w spółce Janasza (firma zajmująca się głównie hodowlą zbóż, założona w 1880 r. przez Aleksandra Janasza m majątku Dańków, pow. Grójec, działająca pod nazwą „Hodowla zbóż ozimych Aleksander Janasz i Synowie, Dańków”; po drugiej wojnie światowej Dańków przeszedł na własność państwa i w latach 1945-1950 dzierżawiony był przez firmę „Hodowla zbóż ozimych i buraków cukrowych A. Janasz”, która w 1950 r. znalazła się pod zarządem państwowym, a w 1958 została upaństwowiona jako Dańkowska Hodowla Roślin), zajmującej się hodowlą i uprawą zbóż, między innymi pełniąc w ostatnim roku funkcję inspektora plantacji.

Po wyzwoleniu został przyjęty na II rok Wydziału Rolniczego Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Skończył studia w 1948 roku, uzyskując stopień magistra inżyniera ze specjalnością hodowla koni. Jeszcze podczas studiów odbył praktykę w Stadninie Koni Racot (Wielkopolska). W dawnych czasach była to bardzo dobrze prowadzona stadnina państwowa, znana z dużej dyscypliny i „drylu stadninowego”. Miała świetny materiał klaczy półkrwi. Już tedy Ignacy Jaworowski dał się poznać jako obiecujący przyszły hodowca i po skończeniu studiów otrzymał propozycję objęcia stanowiska asystenta w SK Racot. Pracował tam dwa lata (1948—1950), zdobywając tak cenne w pracy hodowcy doświadczenie praktyczne nie tylko w hodowli, ale również w uprawach roślin niezbędnych jako pasza dla inwentarza.

W kwietniu 1950 roku został służbowo przeniesiony na stanowisko zastępcy kierownika stadniny janowskiej z odpowiedzialnością za oddział koni półkrwi. Stadnina ta, po rewindykacji z Niemiec, znalazła się czasowo w Posadowię, stosunkowo niedaleko Racotu. Tam po raz pierwszy spotkał się z Andrzejem Krzyształowiczem, kierownikiem stadniny janowskiej.

Ze względów weterynaryjnych klaczy nie można było kryć naturalnie i stosowano inseminację. Ignacy Jaworowski brał udział w tej praktyce, rozwożąc konno świeże nasienie po folwarkach, gdzie stacjonowały klacze. 30 lat później zaczęto stosować inseminację również w Michałowie, chcąc wykorzystać jak najlepiej wypożyczane ogiery.

W Posadowię nie przebywał długo, bo już w listopadzie tego samego roku znów go przeniesiono, tym razem do częściowo już odbudowanego Janowa Podlaskiego, na stanowisko zastępcy, a później kierownika stadniny. Wszystko wskazywało, że zostanie dłużej w Janowie Podlaskim, gdzie czuł się bardzo dobrze w gronie młodych kolegów. W tamtych czasach stadniny państwowe należały do Centralnego Zarządu Hodowli Koni, struktury funkcjonującej w ramach Ministerstwa Rolnictwa. Decyzje personalne zapadały tam na szczeblu centralnym. Konie, ze względu na bardzo duże zapotrzebowanie na siłę roboczą w rolnictwie (traktorów nie było), produkcję ogierów do stad i uszlachetnianie pogłowia, miały znaczenie priorytetowe. Jak wielokrotnie wspominał Jaworowski, kiedy pod koniec 1951 roku wybierał się na święta Bożego Narodzenia do rodziny do Wrocławia, otrzymał następne przeniesienie służbowe, tym razem do Klemensowa-Michalowa, i zamiast na Wigilii w domu rodzinnym, musiał pojawić się w stadninie już 18 grudnia i rozpocząć pracę ze stadem klaczy czystej krwi arabskiej, które było tam zgromadzone.

Po wojnie konie czystej krwi arabskiej zostały, według projektu dra Edwarda Skorkowskiego, inspektora tej hodowli, rozmieszczone na południu Polski w trzech obiektach: w Albigowej i Nowym Dworze umieszczono klacze w typie kuhailańskim, a w Klemensowie-Michalowie – klacze w typie saklawi i wszystkie maści kasztanowatej. Do tych trzech stadnin trafiły głównie klacze ze stadniny janowskiej, przebywające wówczas czasowo (do 1948 roku) w Posadowię, jak i odnalezione na terenie kraju klacze hodowców prywatnych oraz klacze ze stadniny Babolna (Węgry).

Klemensów-Michalów powstał na bazie dawnej ordynacji Zamoyskich. W 1946 roku obejmował folwarki Michałów, Góry, Bodaczów, Klemensów-Park i Deszkowice, łącznie około 800 ha. Początkowo zgromadzono tu klacze pełnej krwi angielskiej, półkrwi angielskiej i angloarabskiej, które następnie w 1948 roku przekazano do SK Widzów i SK Kozienice. Na ich miejsce przybyło 19 klaczy arabskich wraz z przychówkiem oraz ogiery Amurath Sahib i Miecznik z Posadowa. Kierownikami stadniny byli kolejno Jan Pszczółkowski, Romuald Wincza i Józef Młodecki. Od 1951 roku stadninę objął Ignacy Jaworowski, który pierwsze dwa lata poświecił na selekcję, usuwanie słabego materiału, a następnie włączanie młodych klaczy do stada matek, które wzrosło do 22 sztuk.

Stado klaczy w Klemensowie, mimo selekcji, było bardzo zróżnicowane pod względem typu i urody, na co dzisiaj zwraca się szczególną uwagę. W szybkiej poprawie – nad czym bolał w swoich opowiadaniach dyrektor Jaworowski – przeszkadzał pogląd, że trzeba pracować nad utrwaleniem typu „utylitarnego araba”, czyli mocnego, bardziej masywnego, nadającego się do uszlachetniania i produkcji koni roboczych. Forsowano ideę, że należy przekształcić „pańskie konie”, za jakie władza komunistyczna uważała araby czystej krwi, w konie utylitarne lub zlikwidować tę hodowlę jako nieprzydatną dla ówczesnego systemu. Takim negatywnym przykładem było użycie ogierów Rozmaryn i Grand, które były końmi dużymi, ordynarnymi, kościstymi i przy tym bez urody i typu arabskiego. Jednak patrząc dzisiaj na to z perspektywy czasu, nasuwa się myśl, że może to była jedyna droga do ocalenia stada matecznego klaczy. Dopiero pierwsze eksporty w latach sześćdziesiątych otworzyły nową erę w hodowli koni arabskich. Ale zanim do tego doszło, stado arabskie z Klemensowa musiało zmienić swoją lokalizację.

Ówczesne władze hodowlane doszły do wniosku, że środowisko naturalne na Zamojszczyźnie jest za bogate dla koni arabskich. Lessy I i II klasy z pastwiskami założonymi w dolinie rzeki Wieprz nie sprzyjały zdrowotności młodzieży. Obawiano się, że konie arabskie tracą swoją suchość, tkanka i stawy stają się bardziej mokre, „nalane”, czyli dla prawidłowej formy potrzeba uboższego środowiska z mniejszą ilością opadów. Wybór padł na Michałów koło Pińczowa w województwie świętokrzyskim, gdzie 15 sierpnia 1953 roku zjawił się dyrektor Jaworowski, a w ślad za nim w październiku – 22 klacze i ogiery Doktryner i Rozmaryn. Ponidzie miało dobre tradycje hodowlane koni szlachetnych i produkcji koni remontowych na potrzeby armii w okresie międzywojennym. Michałów był folwarkiem należącym do majątku Góry, gdzie mieściła się rezydencja Antoniego Dembińskiego, ostatniego właściciela. Uważano, że środowisko Michałowa będzie bardziej sprzyjające dla hodowli koni arabskich. Ma mniejszą ilość opadów, uboższe pastwiska, dłuższy okres wegetacji, a duża zawartość składników mineralnych w rędzinie jest lepsza dla suchości tkanki i zdrowotności arabów, zatem są tu warunki korzystniejsze niż w poprzednim Klemensowie.

Dyrektorowi Jaworowskiemu żal było opuszczać Klemensów, gdzie były już zagospodarowane stajnie. Przed wojną była tam hodowla koni pełnej krwi angielskiej i półkrwi, były też wygrodzone pastwiska. Było to miejsce z tradycją hodowli koni, był wspaniały, olbrzymi, liczący 100 hektarów park, pałac i załoga przygotowana do pracy z końmi. Jak sam pisze w swoich wspomnieniach: „przeniesienie stadniny z obiektu już zagospodarowanego, z tradycjami hodowlanymi, do miejsca kompletnie surowego bez tradycji, bez pomieszczeń, budynków stajennych, odpowiedniego zaplecza, pastwisk, a zwłaszcza ludzi, stwarzało w organizacji stadniny olbrzymie trudności. Najwięcej trosk i kłopotów powodowały stosunki międzyludzkie. Miejscowi, często przypadkowi pracownicy Michałowa, czasem zupełnie surowi, jeśli chodzi o pielęgnację i obsługę koni, stanowili materiał, w którym należało ugruntować poczucie obowiązku, a przede wszystkim dyscyplinę. Elementy niezadowolone z wprowadzania ładu, porządku i dyscypliny, znajdowały posłuch w komitetach PZPR i pokrewnych instytucjach, które powodowały nieprzychylną atmosferę w stosunku do bezpartyjnego kierownika stadniny. Nie obyło się bez uwięzienia mnie, na szczęście na niedługi okres, uchwałą egzekutywy PZPR o usunięciu mnie z tego terenu i różnych szykan. Patrząc z perspektywy wielu lat pracy, widzę, ile trudności i przeszkód trzeba było pokonać dla dobra i rozwoju hodowli koni czystej krwi arabskiej. W tych ciężkich chwilach zawsze dzielnie wspierała mnie moja żona Maria i mogłem liczyć na życzliwość i pomoc moich zwierzchników w Wydziale Hodowli Koni, a zwłaszcza naczelników: Stanisława Szucha, Bolesława Orłosia i Marka Piotrowskiego oraz dyrektorów Stanisława Staniszewskiego i Pawła Warchoła” (notatki dyr. I. Jaworowskiego o historii SK Michałów; w Archiwum Stadniny).

Jak widać z przytoczonego fragmentu wspomnień Ignacego Jaworowskiego, łatwo na początku w Michałowie nie było. Ziemianin z pochodzenia, bezpartyjny, chodzący do kościoła i starający się utrzymać dyscyplinę, tępiący kradzieże, to wymarzony przez powojenne komunistyczne władze „wróg ludu”, którego należy zniszczyć. Tylko niezłomny charakter, zaprawiony w boju przez powstanie warszawskie, z gruntownymi wiadomościami praktycznymi, mógł się obronić i udało się to na szczęście i na chwałę Michałowa.

Po przybyciu stada klaczy przed młodym kierownikiem stanęły trudne zadania: przygotowanie pastwisk dla koni, budowa nowych stajni i remont starych budynków, ale miał on już trochę wprawy, bo podobnie zaczynał w stadninach w Janowie i Klemensowie. W Michałowie była tylko stara stajnia koni roboczych, gdzie umieszczono klacze matki i ogiery. Nowa stajnia nr 1-2 była w budowie. Młodzież żeńską, czyli klaczki, umieszczono w folwarku Nieprowice, gdzie były bardzo dobre naturalne pastwiska nad Nidą, a stajnie w adaptowanej oborze, ogierki zaś – na folwarku Podlesie blisko Michałowa, gdzie znajdują się do dzisiaj.

Niestety, pierwotna lokalizacja się nie powiodła, bo po dwóch latach, w 1955 roku, trzeba było przekazać folwark Nieprowice spółdzielni produkcyjnej. Była to decyzja ministra Stanisława Radkiewicza, szefa resortu rolnictwa, byłego ministra bezpieczeństwa publicznego, wnioskowana przez Komitety Wojewódzki i Powiatowy PZPR. Kierownictwo stadniny broniło się dzielnie, w rezultacie czego ówczesny dyrektor Michałowa Franciszek Mieszkowski stracił, niestety, swoje stanowisko. Przed młodym kierownikiem stadniny stanęło nowe zadanie umieszczenia całego pogłowia koni w jednym miejscu. Udało się przejąć gospodarstwo w Lubczy i wydzierżawić łąki w Pińczowie nad Nidą. Okres 1955-1959, po odejściu dyrektora Mieszkowskiego, to ciągłe zmiany organizacyjne i dyrektorów, których kolejno było czterech, poczynając od taksówkarza z zawodu, do stolarza. Stabilizacja nastąpiła od 15 sierpnia 1959 roku, kiedy to Ignacy Jaworowski został mianowany dyrektorem i pełnił tę funkcję przez 44 lata.

Dzisiejszy Michałów, mający 670 hektarów ziemi, to bardzo dobrze zagospodarowane miejsce dla koni i stada krów. I choć na początku była tylko jedna rozpadająca się stajnia koni roboczych, zbudowano sześć stajni z kamienia pińczowskiego w bardzo ładnym stylu architektonicznym, z wygodnymi boksami i biegalniami dla 120 klaczy ze źrebiętami, przychówkiem rocznym i dwuletnim. Powstały wybiegi przed stajniami z deszczowanymi bieżniami, trwałe ogrodzenia metalowe dla 100 hektarów pastwisk z 23 kwaterami, osobna wychowalnia ogierków na Podlesiu ze stajnią i jałownikiem. W późniejszych latach dobudowano halę treningową z 60 boksami i centrum mrożenia nasienia ogierów oraz nową oborę w gospodarstwie Lubcza.

W 1985 roku zostały sprowadzone do Michałowa krowy rasy jersey. Następnie jeszcze dwukrotnie importowano z Danii cielne jałówki tej rasy, które sam wybierał dyrektor Jaworowski. Stado liczy teraz 130 krów, które w ostatnich 10 latach wygrywały co roku czempionat krajowy. Średnia wydajność jest bardzo wysoka i utrzymuje się na poziomie 7 tys. litrów od krowy.

Z przybyłych na początku 22 klaczy michałowskie stado rozrosło się obecnie do 120, czyli powiększyło się sześciokrotnie. Stado osiągnęło najwyższy światowy poziom hodowli koni czystej krwi arabskiej. Klacze należą do 11 rodzin żeńskich.

Najbardziej zasłużona jest rodzina klaczy Milordka (ur. około 1810 roku w Sławucie).

Drugą klaczą pomnikową jest Estebna po Nabór, modelowa klacz arabska, pierwsza czempionka Europy z Verden w 1973 roku. Był to pierwszy wyjazd koni arabskich po drugiej wojnie światowej z Polski i wtedy, zresztą jak się później okazało, michałowskie konie nie po raz ostatni pobiły czołówkę Europy i Janowa Podlaskiego. Dla Ignacego Jaworowskiego było to wielkie przeżycie i potwierdzenie słuszności obranej drogi hodowlanej.

Araby, poza dzielnością i prawidłowym eksterierem, muszą być urodziwe, z dużą charyzmą, chwytające za oko i doskonale się ruszające. Uroda i bukiet najbardziej uwydatniają się w kłusie. Tej dewizie Ignacy Jaworowski był zawsze wiemy do końca pracy zawodowej i starał się nam przekazać prawidła hodowlane, którymi się posługiwał. Estebna okazała się również dzielną matką, jej córka Elkana w następnym roku zdobyła tytuł czempionki USA.

Z tej rodziny wywodzi się wiele czempionek Europy, a mianowicie: Emigrantka po Eukaliptus, Esklawa po Celebes, Emilda po Pamir, i czempionek krajowych, czyli: Elewka, Elgina, Emanacja, Estarda, Ekstaza, Emisja i Egzotyka. Rodzina ta dała również znakomite ogiery, czyli: Eufrat, Ekstern – multiczempion w Europie, Aramis, Eldon i Emanor.

Rodzina Szwejkowskiej ze Sławuty 1800 to jedna z najstarszych w Polsce. U nas najwybitniejsza jest Warmia po Comet, z grupą wspaniałych córek, czyli Wizją-czempionkąUSA, Wilejką-matką czołowego ogiera Wojsław, oraz dwóch synów Woroblina i Wermuta.

Rodzina Ukrainki (ur. 1815 w Sławucie) to znana ze zdolności wyścigowych linia żeńska. Pochodzi z niej klacz Forta z przychówkiem oraz jej wnuk Fawor, doskonały reproduktor, czempion Polski i świata z Paryża, wydzierżawiony do USA za 1 min dolarów.

Rodzina Gazelli or. ar., importowana w 1845 roku do Jarczowiec, jej przedstawicielki to wspaniałe klacze Gizela, Gaskonia, Premia, Premiera, Kabała, Mitra -czempionki lub wiceczempionki Polski, Kawalkada – czempionka USA, i najbardziej zasłużona Kwestura – multiczempionka Europy, świata i USA, sprzedana za najwyższą cenę w powojennej historii, czyli za 1 min 125 tys. euro, w 2008 roku.

Pozostałe rodziny są mniej liczne, ale z wybitnymi przedstawicielkami, jak Zazula – czempionka Europy, Zagrobla – czempionka USA i świata, Planeta -matka Pohańca, sprzedanego do Szwecji, ojca Probata, którego wypożyczyliśmy do Michałowa, gdzie zostawił wspaniałą stawkę klaczy i ogierów. Z babolniańskich linii świetnie zapisały się: Darda – matka Dardira, sprzedanego do Szwecji, późniejszego czempiona świata i bardzo zasłużonego ogiera w Skandynawii, oraz Domaby – czempionki USA, i Dewiza, wnuczka Dardy, a matka Diany, sprzedanej na aukcji Polish Ovation za 1 200 tys. dolarów. Wymieniać można by jeszcze w nieskończoność, ale najbardziej przemawiają liczby. Za czasów dyrektorowania Ignacego Jaworowskiego michałowskie araby zdobyły: 53 tytuły czempiona krajowego; 9 tytułów czempiona Pucharu Narodów w Akwizgranie; 13 tytułów czempiona Europy; 6 tytułów czempiona świata; 8 tytułów czempiona USA i 90 tytułów wiceczempiona.

Jak na życie jednego człowieka, to bardzo dużo osiągnięć, i nie było ani w kraju, ani także na świecie hodowcy, który osiągnął tak wiele.

Głębokie przekonanie Ignacego Jaworowskiego o tym, że do hodowli trzeba używać ogierów, które poprawiają i przekazują potomstwu urodę, legło u podstaw sukcesów hodowlanych naszych koni. Takimi ogierami były: Negatiw i jego syn Nabór, które stworzyły pierwsze siwo-srebme michałowskie stado klaczy matek na dobrym podłożu córek Amurath Sahiba i Gwarnego.

Świetnie łączył się u nas Eukaliptus, należący do tego samego rodu, oraz Gadir, dzierżawiony z Niemiec. Janowskiej hodowli Eukaliptus został odkryty dla hodowli przez Ignacego Jaworowskiego i wybroniony przez niego od sprzedaży; skończyło się na dzierżawie do USA, po której wrócił do Michałowa.

Z importowanych ogierów dla odświeżenia krwi używano Palasa z egipskim rodowodem, a także kontynuatora linii Cometa, wspomnianego już Probata. Obydwa dały bardzo urodziwe córki i niezłych synów. Epokowym ogierem dla Michałowa był natomiast Monogramm (Negatraz – Monogramma), urodzony w USA w stadninie Patterson Arabians, wnuk Baska, dający doskonałe córki, które wygrywały pokazy młodzieżowe z miejscami od 1 do 5, oraz dwóch doskonałych synów, czyli Ganges – czempion Polski i wiceczempion USA, oraz wspomniany wcześniej Ekstern.

Sądzę, że odkrycie Monogramma było największym sukcesem Ignacego Jaworowskiego w poszukiwaniu wymarzonego ogiera.

Poza hodowlą koni arabskich prowadzono w Michałowie zachowawczą hodowlę koni maści tarantowatej, którą dyrektor Jaworowski uratował w Polsce od zaniku i zapomnienia. Wykupił ostatnie dwa ogiery z cyrku i z PSO Bogusławice i w kooperacji z okolicznymi rolnikami odtworzył to umaszczenie na podłożu konia małopolskiego. Dzisiaj mamy parę klaczy i wielokonne zaprzęgi, występujące przy różnych okazjach i w filmach historycznych. Podobnie było z hodowlą kucy w typie szetlandzkim z ukierunkowaniem na mały wzrost. Dyrektor Jaworowski bardzo lubił małe kuce i pierwszy hodował je w powojennej Polsce na większą skalę. Pasje hodowlane przenosił również na gołębie i drób, stanowiący barwny akcent otoczenia domu, w którym mieszkał.

Za swoje zasługi dyrektor otrzymał szereg odznaczeń i wyróżnień, a mianowicie: w 1991 roku hodowcy amerykańscy przyznali mu tytuł najlepszego zagranicznego hodowcy koni czystej krwi arabskiej, tzw. Oskara Hodowlanego. Otrzymał też Srebrny Krzyż Zasługi w 1964 roku, Złoty Krzyż Zasługi w 1974, odznaczenie Zasłużony Pracownik Rolnictwa w 1982, Krzyż Kawalerski OOP w 1984. Krzyż Oficerski OOP w 1997 i Krzyż Komandorski z Gwiazdą OOP w 2000.

U schyłku życia spotkało Ignacego Jaworowskiego jeszcze jedno bardzo ważne dla hodowcy praktyka wyróżnienie, a mianowicie nadano mu godność doktora honoris causa Akademii Rolniczej im. Hugona Kołątaja w Krakowie. Uroczystość odbyła się 14 maja 2004 roku w Stadninie Koni Michałów. Uczestniczyli w niej przedstawiciele Senatu i Rady Wydziału Hodowli i Biologii Zwierząt AR w Krakowie, przedstawiciele także innych AR w Polsce, władze regionu oraz licznie zgromadzeni goście i koledzy ze stadnin państwowych i prywatnych. Na zakończenie przytoczę fragment laudacji, wygłoszonej przez prof. dr. hab. Mariana Tischnera: „Te rezultaty, osiągnięte przez konie, świadczą o właściwej drodze hodowlanej, jaką wytyczył dyrektor Ignacy Jaworowski Stadninie Koni Michałów. Takiego ogromnego sukcesu nie osiągnęła jeszcze żadna hodowla na świecie. Nadanie wieloletniemu dyrektorowi mgr inż. Ignacemu Jaworowskiemu najwyższego akademickiego wyróżnienia, jakim jest doktorat honoris causa, to wyraz wielkiego uznania dla jego wybitnych osiągnięć w hodowli zwierząt, a także wdzięczności za wieloletnią współpracę oraz pomoc w kształceniu studentów i młodych pracowników nauki naszej Uczelni. Jest to również wyraz uznania dla polskich hodowców, którzy w powojennej zawierusze i i mimo poniesionych strat uratowali polską hodowlę koni rasy czystej krwi arabskiej, oraz uznania dla całego zespołu, który pracował i nadal pracuje w Stadninie Koni Michałów”.

Ignacy Jaworowski za swoje wybitne osiągnięcia i działania otrzymał bardzo wysokie odznaczenia państwowe i naukowe. Przez całe życie ciężko pracował, walczył w obronie ojczyzny, zaczynał karierę zawodową parę razy, nigdy nie należał do żadnej partii, był uczciwy i prawy. Był wielkim pasjonatem pracy hodowlanej, hodowcą z wizją, talentem i wyczuciem przyszłości; czasami był trudny w życiu codziennym, ale wielkim tego świata to się wybacza.

Zawsze imponował mi tym, że przyznawał się do swoich błędów hodowlanych i szybko je korygował, bo hodowla uczy pokory, i sądzę, że te cechy pomogły w tak krótkim czasie zbudować tak wielką stadninę.

Autor: Jerzy Białobok