Wpisy

Patron Honorowy: Krzyształowiczówny (Jadwiga, Barbara, Anna i Marta)

Mecenas:

Opiekun: Marek Trela

SK w Janowie Podlaskim nierozerwalnie kojarzy się z postacią jej wieloletniego dyrektora. Legendą stał się jeszcze za życia.
________________________________________________________________________

Andrzej Krzyształowicz urodził się w Wiedniu w 1915 roku. Od dzieciństwa był związany z rolnictwem dzięki ojcu, który w owym czasie administrował majątkiem Dzieduszyckich w Zarzeczu. W 1923 roku rodzina przeniosła się do Łańcuta, gdzie Kazimierz Krzyształowicz został dyrektorem naczelnym majątków hrabiego Alfreda Potockiego. W skład licznych posiadłości hrabiego wchodziła również Albigowa ze stadniną koni pełnej krwi angielskiej. Tam też, pod okiem ówczesnego kierownika stadniny Bolesława Orłosia, młody człowiek rozbudził w sobie zainteresowania hodowlą koni i jazdą konną. Tam również zobaczył pierwszego konia czystej krwi arabskiej, mianowicie sprowadzonego z Egiptu ogiera Kafifana. Koń ten był maskotką oraz powodem dumy właściciela i prezentowano go odwiedzającym stadninę licznym gościom hrabiego. Być może ten pierwszy kontakt z koniem arabskim zadecydował o dalszych kolejach losu młodego człowieka.

Jednakże, po uzyskaniu matury w 1933 roku we Lwowie, Andrzej Krzyształowicz postanowił poświęcić się bardzo modnemu wówczas wśród młodych ludzi lotnictwu i złożył dokumenty do szkoły w Dęblinie. Plany te pokrzyżowane zostały przez drobne problemy zdrowotne i ostatecznie trzeba było zdecydować się na inny zawód. W tej sytuacji wybór padł na dziedzinę od dzieciństwa mu najbliższą, czyli na rolnictwo. Studiując na Wydziale Rolniczym i Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego poznawał zawód, który wykonywać mu przyszło do końca życia. Rodzina w tym czasie przeniosła się do Surochowa, gdyż ojciec podjął pracę u Czartoryskich w Pełkiniach. Odwiedzając rodziców, młody student utwierdził swoje zainteresowanie hodowlą koni, a szczególnie hodowlą koni orientalnych, jako że Czartoryscy posiadali konie czystej krwi arabskiej i angloarabskie.

Na trzecim roku studiów nadszedł czas na ostateczne ukierunkowanie zainteresowań, czego efektem była praca w katedrze hodowli koni. Na czwartym roku kierownik katedry, profesor Tadeusz Vetulani, dał swojemu asystentowi temat pracy dyplomowej, mianowicie opracowanie „Monografii Stadniny Koni w Janowie Podlaskim”.

Pierwsza wizyta Andrzeja Krzyształowicza w ukochanym do końca życia Janowie miała miejsce 5 lipca 1937 roku, kiedy tu przyjechał, aby zebrać materiały do pracy dyplomowej. W Janowie spotkał kończącego właśnie praktykę studenta Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie Władysława Bielańskiego, późniejszego profesora i światowej sławy specjalistę w dziedzinie rozrodu koni, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. Czas spędzali praktykanci w Janowie wyjątkowo pracowicie – poza gromadzeniem materiałów do własnej pracy i zapoznawaniem się z codziennymi zajęciami stajennymi musieli bowiem nauczyć się rozpoznawać wszystkie konie, co było bardzo stanowczo wymagane przez dyrektora Stanisława Pohoskiego. We wrześniu 1937 roku skończył się pobyt Andrzeja Krzyształowicza w Janowie, a rozpoczął czas opracowania zebranych materiałów i przygotowania do obrony pracy dyplomowej. Ostatecznie, 24 czerwca 1938 roku, po zdaniu egzaminu dyplomowego, uzyskał dyplom inżyniera rolnika. Jego praca dyplomowa jest dzisiaj unikatowym źródłem wiedzy o stadninie z okresu międzywojennego. Znalazły się tam opisy obiektów stadniny ich architektury i funkcjonalności oraz charakterystyka hodowanych wówczas w Janowie ras koni wraz z pomiarami zoometrycznymi. Wojna zniszczyła wiele budynków, w tym również stajennych, i niektóre z nich po zakończeniu działań wojennych nie zostały odbudowane, co jeszcze bardziej podnosi wartość dokumentalną tego przekazu. Przedstawienie celów hodowlanych ówczesnej stadniny i sposobów ich realizacji jest ogromnie ważnym źródłem informacji dla współczesnych hodowców, niezwykle pomocnym w ich pracy, bowiem kontynuacja ówczesnej polityki hodowlanej umożliwiła współczesne sukcesy polskiej hodowli.

Dyrektor Stanisław Pohoski i dr Witold Pruski, ówczesny naczelnik Wydziału Chowu Koni w Ministerstwie Rolnictwa, wspólnie zaproponowali młodemu absolwentowi wysokie stanowisko zastępcy dyrektora Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. W rezultacie, 1 grudnia 1938 roku Andrzej Krzyształowicz objął od razu tak eksponowane stanowisko, co dowodziło zaufania władz do zdolności młodego człowieka. Niestety, spełnienie młodzieńczego marzenia o pracy w janowskiej stadninie przypadło na tragiczny dla Polski okres utraty niepodległości i na czas zagłady kwitnącej hodowli janowskiej.

Wybuch wojny 1939 roku zastał go na posterunku w Janowie, gdzie pod nieobecność dyrektora musiał poradzić sobie w zgoła niecodziennej sytuacji, spowodowanej mobilizacją części pracowników, i zapewnić koniom opiekę, paszę oraz przygotować stadninę do warunków wojennych. Zgodnie z zarządzeniem władz o ewakuacji stadniny, blisko 200 koni, prowadzonych przez około 40 ludzi, wyruszyło wieczorem 11 września na wschód. Maszerowano nocami, co względnie zabezpieczało przed nalotami, dziesiątkującymi kolumny uciekinierów, zapełniające wówczas polskie drogi. Pod kierownictwem Stanisława Pohoskiego Andrzej Krzyształowicz poprowadził wraz z trenerem młodych koni, emerytowanym pułkownikiem Jakimowiczem, i praktykantem Adamem Sosnowskim ponad dwukilometrową kolumnę koni na południowy wschód w okolice Kowla i Kamienia Koszyrskiego (obecnie Ukraina). We wsi Wierchy, w obliczu narastającego wrogiego nastawienia miejscowej ludności, która w oczekiwaniu na wkraczające wojska sowieckie zaczynała poważnie zagrażać bezpieczeństwu ludzi i koni, zapadła decyzja o zawróceniu kolumny i powrocie do Janowa.

Kolumna wycieńczonych koni i ludzi wróciła do Janowa 24 września o godzinie 5 rano, a o 6 wjechały wojskowe pojazdy sowieckie, wiozące oddziały przejmujące kontrolę nad stadniną. Wojsko to zajęło się głównie pilnowaniem bezpieczeństwa ludności zabużańskiej, która rozpoczęła bestialską grabież wszystkiego, co było do wzięcia. W pierwszej kolejności zabierano konie, a następnie sprzęt, paszę i wyposażenie stajenne.

Nie mogąc przeciwdziałać grabieży stadniny, pozbawiony obowiązków i źródeł utrzymania, Krzyształowicz w pierwszych dniach października 1939 roku ucieka z Janowa. Wraca w styczniu 1940 roku i zatrudnia się jako masztalerz w stadninie, będącej już na obszarze objętym niemiecką okupacją. Pod komendą pułkownika Hansa Fellgiebla pracuje nad odbudową janowskiej hodowli jako koniuszy w stadzie ogierów, a później jako asystent techniczny stadniny. Bierze udział w odnajdywaniu zaginionych w czasie ewakuacji, rozproszonych w terenie koni, które później stanowić będą podstawy polskiej hodowli, zaczynającej praktycznie od niczego, gdyż po odejściu Rosjan w najbliższej okolicy stadniny odnaleziono jedynie błąkające się po lesie dwie roczne klaczki, Wierną i Wilgę, oraz osierocone źrebię od klaczy Makata, czyli Zalotną. Po kilku tygodniach przyprowadzono jeszcze, przechowaną przez pobliskiego rolnika Zarębę, klacz Najadę.

Inżynier Krzyształowicz przez cały okres okupacji niemieckiej brał aktywny udział w odtworzeniu janowskiego stada, które ostatecznie pod koniec wojny osiągnęło stan liczebny sprzed wojny, lecz oczywiście daleko mu było do dawnej jakości.

W dniu 16 lipca 1944 roku następuje kolejna ewakuacja stadniny, tym razem na zachód – do Niemiec. I teraz Krzyształowicz nie opuszcza koni i wraz z żoną Zofią i córką Jagą towarzyszy im w tułaczce pełnej niebezpieczeństw. Najpierw transportem kolejowym stadnina pokonuje trasę z Białej Podlaskiej, przez Gostynin, Görlitz, Lobau. do Reichenbach, a następnie pieszo do Sohland w Saksonii gdzie zostaje do lutego 1945 roku. W dniu 13 lutego konie i ludzie wyruszyli w dalszą drogę w kierunku Drezna. Noc z 13 na 14 lutego 1945 była chyba najtragiczniejsza w historii tego miasta. Tej nocy miał miejsce dywanowy nalot bombowców alianckich, który zniósł z powierzchni ziemi większość zabudowy Drezna. Stado ogierów, poprzedzając w marszu wolniej poruszające się klacze i młodzież, nieszczęśliwie znalazło się w strefie nalotu i straciło 22 ogiery. Ocalałe ogiery, klacze i młodzież marszem pieszym dotarły 23 lutego do Torgau, a następnie już koleją do majątku Nettelau niedaleko Kilonii, gdzie stadnina doczekała ostatecznego upadku Niemiec i wkroczenia aliantów. Już w maju 1945 roku powstał Zarząd Stadnin Polskich w Niemczech, którego pierwszym komendantem został ppłk Władysław Rozwadowski. Zarządowi temu podlegały wszystkie polskie stadniny i stada ogierów znajdujące się na terenie Niemiec. Jesienią 1945 roku nastąpiła reorganizacja stadnin na wzór angielski i janowska stadnina weszła w skład Depot Koni Polskich Nr 2 jako oddział Nettelau, z Andrzejem Krzyształowiczem jako kierownikiem. Zorganizowawszy codzienne życie stadniny, od jesieni 1946 roku wysyłał on do kraju kolejne transporty koni i sprzętu stadninowego, a sam wrócił do Gdyni ostatnim statkiem wraz z najcenniejszymi klaczami czystej krwi arabskiej.

Na skutek zniszczeń wojennych Janów nie był gotowy na przyjęcie koni i stadnina janowska znalazła tymczasową siedzibę w Posadowię. Inżynier Tadeusz Rudzki, przebywający na praktyce w Posadowię w latach 1947-1948, w swoim sprawozdaniu następująco ten fakt komentuje: „Tak więc, dzięki polskiemu personelowi stadninowemu, kierownikom zepchniętym do podrzędnych stanowisk, masztalerzom, którzy opuścili swoje domy udając się na ciężką tułaczkę w nieznane, byleby tylko z umiłowanemi przez nich końmi, Państwo Polskie, a z nim i hodowla odzyskała ten cenny materiał, bez którego po obecnych zniszczeniach wojennych sytuacja hodowli koni w Polsce byłaby bardzo krytyczna” („Janowska Stadnina Orientalna w Posadowię. Sprawozdanie z rocznego pobytu opracowane przez inż. Rudzkiego Tadeusza”, 1947—1948; w Archiwum Stadniny. Dalsze cytaty pochodzą z tego samego źródła). Zaraz po przybyciu z Niemiec do Posadowa wszystkich 392 koni w dniach 11-15 listopada odbył się przegląd koni, w którym, jak relacjonował Tadeusz Rudzki, uczestniczyli: „Główny inspektor Stadnin Państwowych inż. Witold Pruski, inspektor Okręgu Poznańskiego inż. Stanisław Hay, kierownik PSO Gniezno inż. Bronisław Walicki, kierownik PSK Posadowo inż. Czesław Hincz i nieopuszczający swoich koni inż. Andrzej Krzyształowicz”.

Rzeczywistość powojenna odbiegała jednak znacznie od tego, czego mógł się spodziewać powracający do kraju Krzyształowicz, który liczył na możliwość kontynuowania pracy z końmi janowskimi w myśl hodowlanej filozofii Stanisława Pohoskiego, swego nauczyciela i twórcy przedwojennych sukcesów Janowa. Nowa rzeczywistość, kierująca się innymi wartościami, przyniosła jednak decyzje, które na długie lata zmieniły hodowlaną pozycję Janowa, usuwając w cień tę tak zasłużoną dla kraju stadninę. Próżno byłoby doszukiwać się w materiałach źródłowych powodów merytorycznie uzasadniających decyzję o rozdzieleniu stada arabskiego na trzy odrębne stadniny i wątpliwa staje się opinia o próbie uchronienia hodowli arabskiej przed likwidacyjnymi zakusami komunistów. Niestety, jawi nam się rzeczywistość, w której zwyciężają poglądy ignorujące przedwojenne dokonania Janowa na rzecz podważanych zarówno przez ówczesne autorytety (Witold Pruski Michał Jankowski), jak i współczesnych nam badaczy, zasad Carla Raswana, a właściwie Karla Schulza, o hodowaniu koni arabskich w czystości rodów.

Obiektywny zapewne obserwator, cytowany już Tadeusz Rudzki, tak zanotował: ..Nie wiem, czy przy ostatnim rozdziale czystej krwi arabskiej przeważyło zdanie dr. Skorkowskiego, czy też konieczność (z braku obiektu na ulokowanie większej grupy koni w rejonie arabskim). Rozbicie czystej krwi na mniejsze grupy sprzyjało koncepcji dr. Skorkowskiego, dość że powstały trzy stadniny arabskie, z których dwie w miarę możności mają konie w typie Kuhailan, trzecia w typie Saklawi”.

Brak obiektu na ulokowanie stada arabskiego nie mógł być racjonalnym argumentem, gdyż co prawda stajnie janowskie były częściowo zniszczone, lecz zostały szybko naprawione i już 30 października 1950 roku powróciły do domu konie półkrwi arabskiej i angloaraby. Wcześniej już działał w Janowie zakład treningowy dla młodych ogierów, a w stajniach trzymano mierzyny i kopczyki podlaskie.

Ostatecznie jednak konie janowskie rozdzielono i rozesłano do świeżo zakładanych stadnin w Albigowej, Nowym Dworze i Klemensowie-Michalowie. Pozbawiony w ten sposób uratowanych przez siebie koni, Andrzej Krzyształowicz dostaje w grudniu 1951 roku służbowe polecenie objęcia stanowiska rejonowego inspektora hodowli koni na województwa południowo-wschodnie z nakazem przeniesienia się wraz z żoną i czterema córkami do PSO Białka. Z nowych obowiązków wywiązuje się jak zwykle doskonale. Nadzoruje hodowlę w państwowych stadninach w rejonie, gdzie zlokalizowano hodowlę arabów, a więc nie traci kontaktu ze swymi niedawnymi podopiecznymi, marząc jednak ciągle o ich powrocie do domu. Dnia 1 lipca 1956 roku wreszcie powraca do swego Janowa, gdzie po pewnym czasie obejmuje stanowisko dyrektora. W odbudowanych janowskich stajniach były już konie półkrwi, a w latach 1960 i 1961, po likwidacji stadnin w Albigowej i nowym Dworze, dołączyły do nich konie czystej krwi arabskiej. Skończył się okres tułaczki, a rozpoczął czas spokojnej pracy hodowlanej.

Konie czystej krwi arabskiej, hodowane w polskich stadninach państwowych, zwróciły uwagę hodowców zagranicznych i od wczesnych lat sześćdziesiątych rozpoczął się na coraz większą skalę ich eksport. Rosnące zainteresowanie polskimi końmi spowodowało konieczność uporządkowania handlu i w tym celu w 1970 roku zorganizowano w Janowie pierwszą aukcję. Sukces tej aukcji udowodnił celowość takiej właśnie formy sprzedaży, a efekty tego obserwować można obecnie, kiedy aukcja janowska obchodzi kolejne jubileusze i stała się imprezą o najdłuższej tradycji na świecie. Organizatorem, gospodarzem, „dobrym duchem” i żywą legendą kolejnych aukcji był dyrektor Andrzej Krzyształowicz. Jemu należy zawdzięczać powodzenie w sprzedaży koni janowskich i w organizowaniu kolejnych aukcji. Rosnąca popularność polskich koni i ich sukcesy na zagranicznych pokazach wskazały na konieczność organizacji i u nas pokazów hodowlanych. które poza kwalifikowaniem koni do konkursów międzynarodowych prezentowałyby aktualne dokonania polskich hodowców. W sposób oczywisty wybór miejsca i czasu padł na Janów i dni poprzedzające jego aukcję. Zwiększyło to zakres zadań, za które odpowiedzialny był dyrektor janowskiej, stadniny, i oczywiście temu nowemu wyzwaniu inż. Krzyształowicz doskonale podołał, tak dzięki doskonałej organizacji tych imprez, jak i wynikom koni prezentowanych przez janowską stadninę.

Na stanowisku dyrektora stadniny Andrzej Krzyształowicz pozostał do przejścia na emeryturę w dniu 1 kwietnia 1991. Po przejściu w stan spoczynku prawie do ostatnich chwil swego życia nie tracił kontaktu z końmi, służąc też zawsze chętnie radą i pomocą swoim następcom.

O jego znakomitych dokonaniach hodowlanych świadczą sukcesy licznych wychowanków na pokazach hodowlanych, torach wyścigowych i hipodromach w Polsce i na świecie. I tak, w dziale czystej krwi arabskiej wyhodowane przez Andrzeja Krzyształowicza konie zdobyły: 22 tytuły czempionów Polski; zwycięstwa w czempionatach USA, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Belgii, Francji, Włoch, Niemiec, Anglii, Kanady, Brazylii; 18 zwycięstw w Derbach Arabskich.

Dział półkrwi angloarabskiej dostarczył niezliczone ogiery do PSO, bezcenne klacze hodowlane do hodowli terenowej i wiele doskonałych koni do sportu.

Złoty medal olimpijski w skokach przez przeszkody, zdobyty przez Jana Kowalczyka na janowskim Artemorze, jest najlepszym dowodem najwyższej jakości koni hodowanych przez Andrzeja Krzyształowicza, który był też wychowawcą wszystkich powojennych pokoleń hodowców koni w Polsce, stanowiąc dla nich wzór fachowości, sumienności, oddania służbie i prawości. Zmarł w Janowie Podlaskim 19 września 1998 roku i pochowany został na miejscowym cmentarzu.

Autor: Marek Trela

Andrzej Krzyształowicz z Markiem Trelą
Andrzej Krzyształowicz i Aloes, sprzedany do USA w 1987 roku, za kwotę 350 000 USD

Patron Honorowy:

Mecenas: Marcin Mak Kamiński

Opiekun: Krystyna Rudowska

Żołnierz. Jeździec. Trener jeździectwa. Uczestnik Powstania Warszawskiego. Dowódca batalionu Kiliński. Zdobywca PASTy.

Dwukrotny Kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari, trzykrotny Kawaler Krzyża Walecznych, Krzyż Armii Krajowej, Medal za Wojnę 1918 – 1921, Medal Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości, Krzyż Powstańczy.
Srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich w Berlinie we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego.

Wyniki sportowe:

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE

Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego:
Berlin 1 – 16 sierpnia 1936 – srebrny medal drużynowy na Arlekinie III, wspólnie z rotmistrzem Zdzisławem Kaweckim na Bambino, rotmistrzem Sewerynem Kuleszą na Tośce. Indywidualnie piętnasty.

MISTRZOSTWA POLSKI

Ujeżdżenie:
Warszawa 30 września – 2 października 1932, brąz na Tulipanie.
Warszawa 29 września – 1 października 1933 – srebro na Tulipanie.
Warszawa 30 września 1935, srebrny medal na Tulipanie.
Bydgoszcz 6-7 października 1938 – srebrny medal na Tajfunie.

Skoki przez Przeszkody:
Warszawa 3-5 października 1931 – srebrny medal na The Hoop.

WKKW:
Warszawa 8-10 czerwca 1933, srebrny medal na Twostep.
Warszawa 7-9 czerwca 1934, złoty medal na Wisła IV.
Warszawa 2-4 października 1935, brązowy medal na Tulipanie.
Warszawa 4-6 czerwca 1936, srebrny medal na Arlekinie III.

1935 roku rtm. Roycewicz po zdobyciu indywidualnego Mistrza Armii jako jedną z nagród uzyskał możliwość wyboru dla siebie konia i jego zakupu na koszt Ministerstwa Spraw Wojskowych. Arlekina III zobaczył podczas polowania par force w Łańcucie u hr. Potockiego. Koń był trudny, nieposłuszny i sprawiał dużo kłopotu – idealny wojownik / koń WKKW.

1-16.08.1936 – XI Igrzyska Olimpijskie w Berlinie. 4069 uczestników z 49 krajów. Polska ekipa liczy 112 osób. Po raz pierwszy płonie znicz olimpijski przyniesiony z Olimpii. Zgodnie z rozkazem Hitlera olimpiada ta miała być pokazem nienagannej organizacji i potęgi III Rzeszy. Była pokazem potęgi, jednak organizacyjne pozostawiała wiele do życzenia. Knowania i oszustwa niemieckich organizatorów prawdopodobnie pozbawiły Polską ekipę złotego medalu. 8 kilometrowy kros zawiera 35 przeszkód, zawody śledziło ok. 200 000 widzów. Na trasie znajdowała się przeszkoda wodna. Mętny, mulisty, pokryty rzęsą głęboki staw, który można było bezpiecznie pokonać jedną trasą, którą znali wyłącznie niemieccy zawodnicy. Z 46 jeźdźców, którzy dotarli do tej przeszkody, 32 miało upadek. Arlekin III został zatrzymany przez sędziów w próbie terenowej przed przeszkodą nr 20. Poinformowano go, że pomylił trasę. Wrócił 2,5 km i wówczas dowiedział się, że zaszła pomyłka. Tym samym 8 km trasa wydłużyła się o 5 km. Przed skokami Arlekin odczuwał wysiłek dnia poprzedniego. W sumie para Henryk Leliwa-Roycewicz i Arlekin III zajęła 15 miejsce a Polska ekipa zdobywa srebrny medal.

W biuletynie Związku Kawalerii i Artylerii Konnej w Ameryce Północnej nr 54 z lipca 1989 roku, Henryk Leliwa-Roycewicz tak relacjonuje swój start w igrzyskach olimpijskich: „Niemcy chcą jednak zwyciężyć. Sytuację mają jednak trudną bo ich jeździec musi skakać z ręką na temblaku. Robi to przede mną. Konia ma ostrego, nie może go utrzymać. Wreszcie na jednej z przeszkód wali się na ziemię. Leży bezradny pod drągami. Podbiegają ludzie, podnoszą go i wsadzają na siodło. Za tę pomoc, za przekroczenie linii należała mu się dyskwalifikacja. Złoty medal był jednak ważniejszy od prawa.”

01.09.1939 Niemcy zaatakowali Polskę. Eskadry heinkli i junkersów zbombardowały Warszawę i Ośrodek Zapasowy Kawalerii w Garwolinie. W ciągu kilkunastu minut ogień strawił cały dorobek sportowy naszych olimpijczyków – sprzęt, trofea i puchary. Rannych zostało kilkadziesiąt najlepszych polskich koni sportowych, które tam stacjonowały. Adam Królikiewicz i Kazimierz Szosland otrzymali zadanie przetransportowania najlepszych olimpijczyków z Grudziądza do Sarn. Pod górą Kalwarią doszło do kolejnego ataku niemieckich bombowców. Rotmistrz Królikiewicz musiał dobić umierającego Arlekina III.

27.09.1939 Rotmistrz Henryk Roycewicz został ciężko ranny w walce z oddziałami niemieckimi. Ukrył swój stopień oficerski, dzięki czemu uniknął śmierci z rąk NKWD. Od 1941 roku mieszkał w Warszawie. Działał w ZWZ – AK gdzie był oficerem broni w czwartym rejonie AK (Warszawa-Śródmieście). W październiku 1943 roku został mianowany dowódcą batalionu im. Kilińskiego i awansowany na stopień majora. W Powstaniu Warszawskim dowodził batalionem, który zdobył budynek PASTy. Pod koniec 1944 został awansowany na ppłk a potem pułkownika.

Podobnie jak wielu żołnierzy AK i powstańców warszawskich, nie uniknął powojennych prześladowań. Został skazany za rzekomą działalność wywrotową i chęć zmiany ustroju Państwa Polskiego, na 6 lat więzienia, 4 lata pozbawienia praw publicznych i obywatelskich praw honorowych oraz przepadek całego mienia. 22 lutego 1957 roku płk. Henryka Leliwę-Roycewicza uniewinniono od popełnienia zarzucanych mu czynów.

Po latach wrócił do jeździectwa. Najpierw prowadził Klub Jeździecki na Torze Wyścigów Konnych w Warszawie. Potem trenował zawodników w sekcji jeździeckiej klubu „Legia” w Starej Miłosnej.

Powołał Komisję Środowiskową Żołnierzy Batalionu AK Kiliński. W 1975 roku został współzałożycielem Duszpasterstwa Weteranów Kawalerii i Artylerii Konnej.

Zmarł 18.06.1990 w wieku 92 lat. Pochowany został na Warszawskich Powązkach w kwaterze Batalionu Kiliński obok żony – łączniczki Luty.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Biografia Henryka Leliwy-Roycewicza” (1989) – Krystyna Rudowska

„Sport jeździecki w broniach konnych II Rzeczypospolitej” (1974) – Zygmunt Bielecki

Patron Honorowy:

Mecenas: Marek Gawlik

Opiekun: Rodzina Jana Ziniewicza

Masztalerz SK Janów Podlaski, który w czasie dywanowego bombardowania Drezna uratował Witraża i Wielkiego Szlema.
________________________________________________________________________

Jan Ziniewicz zaczął pracować przy koniach jako 18-letni młodzieniec w 1916 r., w okresie kiedy stadnina była ewakuowana w czasie pierwszej wojny światowej w głąb Rosji.

Po powrocie do Polski pracował jako masztalerz w stadninie przy klaczach, a następnie przy źrebakach. W 1921 r. rozpoczął pracę w stajni wyścigowej. Co roku w sezonie jeździł na tory we Lwowie, Lublinie, Piotrkowie i Przemyślu. W 1937 r. wygrał na Olszy Oaks i w tymże sezonie nagrodę Porównawczą na Lowelasie (po Koheilan I).

Szczególnie miło wspomina pobyt we Lwowie, gdzie w 1939 r. zastała ich wojna. Pod dowództwem trenera Szyszki dojechali wierzchem do Białki, ale tam konie ich zostały zabrane przez wojsko. Przepadły wtedy dla polskiej hodowli: Skrzyp, Kasztelan, Sumak, Rozmaryn, Robak, Rdest i Ramajana.

Z Białki szli piechotą przez 5 dni do Janowa Podlaskiego. W czasie okupacji Ziniewicz pracował w stajni czołowej jako masztalerz. Opiekował się między innymi Witrażem, Wielkim Szlemem i Wersetem. W 1943 r. odtransportował do stadniny Hostowni (Czechosłowacja) ogiera Witezia i dwie klacze — Wierną i Zalotną.

W czasie ewakuacji stadniny w 1944 r. opiekował się początkowo 8 końmi. Podczas postoju na stacji w Białej — miał wielką ochotę wracać do domu, ale był sam w wagonie i „nie miał serca, aby zostawić konie bez opieki”.

W dniu 13 lutego 1945 r. znalazł się wraz z końmi w Dreźnie w momencie dywanowego bombardowania tego miasta. Prowadził Witraża i Wielkiego Szlema. Koni nie puścił ani na chwilę, nawet wówczas gdy obok nich padały bomby zapalające. Wspomina wyjątkowy spokój, z jakim nasze araby reagowały na otaczające ich „piekło”. Po dojściu stadniny do Nettelau był komendantem czołowej stajni aż do powrotu jesienią 1946 r. do Posadowa. W ramach urlopu pojechał do Janowa i tam (za namową R. Kajetanowicza) pozostał.

Pracował tam przez 3 lata przy ogierach i chodził z nimi na punkty kopulacyjne. Po powrocie stadniny janowskiej przeszedł do stajni czołowej i pracował tam jako komendant do chwili odejścia na emeryturę w 1963 r. Jego ukochanym koniem był Waćpan, którym opiekował się aż do jego śmierci.

Zmarł 26. kwietnia 1975 roku. Żył 77 lat.

Jan Ziniewicz wraz z Almifarem (wnukiem Witraża) oraz Czortem (synem Wielkiego Szlema)

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun:

18.12.1817 przyprowadził pieszym marszem 154 konie spod Moskwy do Janowa Podlaskiego. Pierwszy organizator SK w Janowie Podlaskim.
________________________________________________________________________

Wydany w 1816 roku dekret cesarski przewidywał, że przełożonym nad stadem w Janowie Podlaskim będzie Koniuszy Wielki Korony. Dlatego też pierwszym dyrektorem stada stał się Aleksander Potocki z Wilanowa, który w tym czasie tytuł powyższy piastował. Zaproponował on kandydaturę Jana Ritz`a na fachowca, który wybierze się do Rosji, celem wybrania i sprowadzenia ofiarowanych przez cesarza ogierów i klaczy.

Jan Ritz był Niemcem osiadłym w Polsce. Ukończył szkołę weterynaryjną w Berlinie, pełnił następnie funkcje „konowała przy stadach Króla Pruskiego”, aż wreszcie zmienną koleją losów osiadł na Wołyniu przy stadzie Rzewuskiego (Prawdopodobnie u Wacława Rzewuskiego w Koźminie).

Kandydatura Jana Ritz’a została przyjęta przez namiestnika i w grudniu 1816 r. wezwano go do Warszawy. Czynności jednak przygotowawcze, przede wszystkim zaś korespondencja z władzami w Petersburgu, trwały dość długo, tak że dopiero na wiosnę 1817 r. Jan Ritz wyruszył do Petersburga, a stamtąd do Moskwy.

Tymczasem w Królestwie szły gorączkowe przygotowania do przyjęcia i umieszczenia mającego nadejść zaczątku stada.

Dla zlustrowania wyznaczonych dóbr wyznaczony został Radca Stanu Antoni Sumiński, który zaproponował, pomimo rozpoczęcia już robót w Kołodziądzu, ulokowanie stada w Janowie, gdzie zdaniem jego były znacznie lepsze warunki. Opinia ta przedstawioną została do decyzji Rady Administracyjnej i na posiedzeniu dnia 17 maja 1817 r. zapadła uchwała ulokowania stada w Janowie.

Natychmiast przystąpiono do budowy stajen oraz innych użytków i roboty prowadzono w tempie pośpiesznym. Pomimo to z Warszawy przychodziły ciągłe ponaglenia, spodziewano się bowiem, że w niedługim czasie nadejdą konie z Rosji.

Jan Ritz stanął w Moskwie 8 maja 1817 r. Stosownie do zleceń otrzymanych w Petersburgu, miał wybrać co się da ze stad cesarskich, resztę zaś do oznaczanego kontyngentu 50 ogierów i 100 klaczy dokupić u prywatnych hodowców lub handlarzy.

W Moskwie wynajął stajnie, do których miał sprowadzić zbierane stopniowo konie. Po skompletowaniu całego transportu zamierzał ruszyć do Królestwa.

Z okresu pobytu Jana Ritza w Rosji zachowała się w aktach Rady Administracyjnej dość obfita korespondencja jego z władzami polskimi. Niestety jednak listy te są przepełnione sprawami finansowymi i utyskiwaniami, że nic dobrego znaleźć nie może, mało natomiast jest wiadomości o koniach, które widział lub które zakupił.

Jan Ritz gustował wyraźnie w koniach angielskich. Musiał się widocznie zapoznać z walorami tej rasy w czasie służby swej w Prusach. Sądząc jednak z korespondencji, znajomość rzeczy w tej dziedzinie nie była u niego zbyt głęboka. Wzmiankując często o różnych koniach pełnej krwi widzianych w Rosji, wspomina zwykle lakonicznie, że jest „rasy angielskiej” i doda je ocenę „piękności kształtów”. Nigdy nie przytacza pochodzenia, ani też najmniejszych danych o karierze wyścigowej, chociaż niektóre z nich były zwycięzcami klasycznych gonitw w Anglii.

W czasie, gdy Jan Ritz znalazł się w Petersburgu i Moskwie, handel końmi pełnej krwi był tam rozwinięty dość znacznie. Kilku Anglików miało w tych miastach swoje kantory handlowe i dostarczało stale koni pełnej krwi hodowcom i sportsmenom rosyjskim. Do bardziej znanych zakładów tego rodzaju należały: Smith’a, Bangs’a, Kerby, Lucc’a, Parkinsona, Ashton’a, a szczególniej. Jackson’a. Ten ostatni sprowadzał konie w wielkich ilościach i w pierwszym tomie rosyjskiego Stud Book’u figuruje 135 ogierów i 125 klaczy, sprowadzonych przez niego dla hodowców i rządu rosyjskiego, a dużo tych koni nie zostało do R. S. B. zgłoszonych.

Toteż, gdy Ritz rozejrzał się po Moskwie, uwagę jego’ od razu pochłonęły piękne folbluty, stojące w stajniach wyżej wspomnianych handlarzy Anglików. Konie te jednak były zbyt drogie, a poza tym najprzód należało obejrzeć stada cesarskie i wybrać z nich to, na co uzyska się zezwolenie.

Zaczął od stada Pachrińskiego. Materiał, który tu zobaczył, nie wzbudził jego zachwytu. Wybrał coś niecoś i wysłał kilka alarmujących listów, że jeśli tak dalej pójdzie, to nie będzie mógł wywiązać się z poruczonego mu zadania. Potem zwiedził stada: Poczynkowskie, Choroszyłowskie, Bronickie. Aleksandrowskie i Skopińskie. Wszędzie był niezadowolony i słał raporty, że proponują mu konie niezdatne do hodowli. Na skutek interwencji władz, zarówno polskich, jak i rosyjskich, oraz wyraźnej życzliwości Aleksandra 1, rozesłany został do wszystkich stad dworskich rozkaz najprzychylniejszego ustosunkowania się do misji Ritza i dania mu możliwie dobrego materiału.

Po wyjednaniu tego zarządzenia poszło już łatwiej. Wybrał ostatecznie w wyżej wzmiankowanych stadach 25 ogierów i 90 klaczy. Poza tym w cesarskim maneżu Kołymażnym w Moskwie wziął od berajtra Szulca 5 ogierów. Resztę do oznaczonego kontyngentu dokupił z wolne j ręki. Niektóre klacze zostały odstanowione na miejscu czołowymi ogierami stad cesarskich, jak np. angielskim Goliathem (bliższych danych o tym ogierze nie udało mi się odnaleźć; mało znacząca wzmianka prawdopodobnie o tym samym ogierze znajduje się w „Zurnale Konnozawodostwa o Ochoty” 1845 r., nr 8 na str. 201).

Ritzowi podobały się tylko konie najlepsze, lecz tych oczywiście nie chciano oddać, a wśród handlarzy również wybierał takie, które były zbyt drogie, wobec czego pertraktacje spełzały przeważnie na niczym. Między innymi starał się o uzyskanie ze stada Pachrińskiego ogiera pełnej krwi Brilliant, urodzonego w 1808 r. w Anglii, który sprowadzony został do Rosji przez Jacksona w r. 1815, a nabyty następnie do stad cesarskich za 28.000 rb. Ogiera tego oczywiście nie oddano.

W początku lipca, skompletowawszy mniej więcej transport, wyruszył Ritz z Moskwy do Królestwa, kierując się na Kaługę, Orioł, Kijów, Humań, Berdyczów, Dubno, Łuck, Lubomi i Włodawę. Całego etatu, oznaczonego ukazem cesarskim, nie wypełnił i miał zamiar dokupić brakujące konie po drodze w stadach prywatnych.

Wyruszając z Orla, miał już 39 ogierów, 100 klaczy i 33 sztuki młodzieży. W Kijowie stanął 30 sierpnia, a w Berdyczowie 20 października. Po drodze stale zbaczał do znakomitszych stad, celem dokupienia koni. Po blisko półrocznej podróży stanął Ritz wreszcie z całym transportem dnia 18 grudnia 1817 r. w Janowie. Jest to historyczna data w dziejach hodowli polskiej. Dzień ten winien być świętem Janowa, a na szczególną uwagę zasługuje jeszcze i z tego względu, że dotąd ścisła data założenia stada Janowskiego nie była znaną.

Ritz przyprowadził z sobą 54 ogiery (zabrał ze sobą z Rosji w drogę do Janowa 55 ogierów, lecz jeden z nich padł w czasie marszu w gub. Włodzimierskiej), 100 klaczy i 33 sztuk trzyletniej młodzieży. Transport prowadziło 13 masztalerzy rosyjskich pod dozorem Ritza i stutmeistra ze stada Skopińskiego Iwana Romanowa. Masztalerze rosyjscy pozostali czas jakiś w Janowie, aż zaangażowano ludzi miejscowych i wówczas odprawieni zostali z powrotem do Skopina.

Źródło: „Dzieje Państwowej Stadniny w Janowie Podlaskim 1817 – 1939”, Witold Pruski. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Poznań 1948

Patron Honorowy: Marek i Tadeusz Siudym

Mecenas: Marek Siudym, Maria Bober, Szczepan Mazur, Zenon Kisza, Michał Bogajewicz, Stanisław Kamrowski, Joanna Zofia Wyrzyk, Mariola Zaczyńska (…)

Opiekun: Natalia i Artur Dul

Król Służewca – dżokej, kochany i doceniany przez wszystkich.
________________________________________________________________________

„…Gwiazda tego wybitnego jeźdźca zajaśniała pełnym blaskiem po wygraniu w 1989 roku Derby na trenowanym przez Mirosława Stawskiego Krezusie. Przez kolejnych 15 sezonów, aż do tragicznej śmierci w wieku 55 lat (25 lutego 2005 r. w wypadku samochodowym pod Warką) był niekwestionowanym liderem i najpopularniejszym dżokejem na Służewcu. Wtedy to wśród publiczności często było słychać zawołanie: „Dawaj Dulu, toru królu”!

Jak mało kto potrafił przygotować sobie konie podczas treningów, a później z wielką maestrią, nie nadużywając bata, posyłać je w wyścigach. Bawił się często z rywalami w kotka i myszkę. Do jego mistrzowskiego repertuaru należały m.in. łatwe lub pewne zwycięstwa nawet „o łeb”. W ostatnim swym sezonie, mając 54 lata, nadal prezentował swą najlepszą sportową technikę i utrzymywał wagę 55-57 kg.

Zadebiutował na torze w 1967 roku, ale potem miał dłuższe przerwy. Pracował m.in. Fabryce Domów. Pierwsze zwycięstwo odniósł dopiero w 1978 r., a tytuł dżokeja uzyskał pięć lat później, wygrywając setną gonitwę na trenowanej przez Andrzeja Walickiego Kniei.

Po odejściu ze stajni Walickiego po osiem lat pracował u Stawskiego i Doroty Kałuby, wygrywając na koniach tej wybitnej trenerki trzykrotnie Derby (1997 – na Mustafie, 1998 – na Arcticu i 2000 – na Dżamajce). Wygrałby zapewne także w 1994 roku na Limaku, ale trzy tygodnie przed gonitwą musiał się poddać operacji wyrostka robaczkowego.

Przez ostatnie dwa lata życia pracował w stajni trenera Macieja Janikowskiego. Zdobył w jej barwach w 2004 roku po raz piąty błękitną wstęgę Derby na Montbardzie. Koń ten minął co prawda celownik jako drugi za trenowaną przez Dorotę Kałubę i dosiadaną przez Małgorzatę Maroszek Królową Śniegu, ale po uznanym przez Komisję Techniczną proteście, został ogłoszony zwycięzcą. Druga lokata przypadła trzeciemu na mecie Domusowi. Temu koniowi, zdaniem komisji, Królowa Śniegu przeszkodziła (crossing) na prostej finiszowej. Dzielna klacz zajęła ostatecznie trzecie miejsce. Następnie wygrała Oaks (pod Dulem !, o krótki łeb przed Nitisarą), St. Leger i była trzecia w Wielkiej Warszawskiej (w obu wyścigach pod Mirosławem Pilichem). W posezonowych wyborach organizowanych przez „Życie Warszawy” została wybrana Koniem Roku!

Oprócz pięciu zwycięstw w Derby, trzykrotnie zwyciężył w Wielkiej Warszawskiej (1990 – Novara, 1998 – Arctic i 2000 – Dżamajka). W 2000 roku ustanowił powojenny rekord pod względem zwycięstw w jednym sezonie – 140 (139 w kraju, jedno za granicą). Żałował, że tak mało mu zabrakło do pobicia przedwojennego najlepszego osiągnięcia francuskiego dżokeja Edwarda Gilla, który w 1937 roku wygrał na Polu Mokotowskim 142 razy. W pierwszej połowie lat 90. przez trzy sezony (od listopada do końca kwietnia) pracował w stajni jednego z szejków w Abu Dhabi i jako jedyny z polskich jeźdźców ścigał się z powodzeniem na tamtejszych torach. W swej karierze wygrał aż 1311 wyścigów.

Miesiąc przed tragicznym w skutki wyjazdem w okolice Warki (chciał zrobić przysługę koleżance ze stajni i przywieźć jej dzieci z ferii) zdał egzamin trenerski. Planował, że za rok dwa zakończy karierę jeździecką i zacznie prowadzić stajnię.

3. marca 2005 roku na cmentarzu w Pyrach „Króla toru” żegnały oprócz najbliższej rodziny tłumy jego przyjaciół, kolegów i sympatyków. Zgodnie z tradycją, w ostatniej drodze towarzyszył dżokejowi koń, osiodłany w charakterystyczne czerwone, wyścigowe siodło i czarną ścierkę z numerem 1.

Tomasz Dul był niewątpliwie obok Jerzego Jednaszewskiego i Mieczysława Mełnickiego jednym z najwybitniejszych dżokejów w historii Służewca. Oprócz corocznego Memoriału, upamiętnia go tablica wmurowana przy głównym wejściu na Trybunę Honorową.

Zapis czatu z Tomaszem Dulem, przeprowadzonego i opublikowanego w „Życiu Warszawy” w końcu maja 2003 roku.

@Czarlin: Witam, Panie Tomaszu – gratulacje za ostatnią dwudniówkę.

@TD: Bardzo dziękuję. Wygrałem dwie ważne nagrody. Na Nobili przyszło mi to łatwo, nawet sam się tego nie spodziewałem. Natomiast na Domarcie było bardzo ciężko.

@Baska: Witam Pana. Podziwiam figurę, jaką mają wszyscy dżokeje. Czy trzeba przestrzegać bardzo surowej diety? A tak na marginesie, jaką musi Pan utrzymywać wagę?

@TD: Zimą można sobie na więcej pozwolić. W sezonie wyważam się na 54 kg. Już od końca lutego ograniczam posiłki. Nie jem np. ziemniaków, jedynie chude mięso z surówkami.

@Gucio: Czy konie są niebezpieczne? Słyszałem od krewnych na wsi, że zdarzają się bardzo agresywne osobniki, choć rzadko. Podobno nie wolno podchodzić do konia z tyłu?

@TD: Trafiają się i na wyścigach złośliwe konie, więc trzeba zwracać na nie szczególną uwagę. W każdej chwili mogą ugryźć albo kopnąć.

@Czarlin: Jaki jest Pana faworyt na tegoroczne Derby?

@TD: Wydaje mi się, że groźne będą Domart i Gospodarz, a z klaczy może Nobila. Również Dyneburg wygrał w ładnym stylu bieg na 2 km, trzeba więc brać go pod uwagę. Jeszcze jakiś koń, obecnie nie liczony, może wyskoczyć.

@Eddy: Mam dopiero 14 lat, ale wyścigi konne bardzo mnie interesują. Chciałbym wiedzieć, czy w moim wieku mógłbym jeszcze starać się zostać dżokejem? Jakie musiałbym spełnić wymogi?

@TD: Nie jest wcale za późno, bo właśnie w tym wieku zaczyna się karierę. Ja wyczynowo zacząłem się ścigać mając 17 lat. Wiele zależy od tego, ile masz wzrostu i jaką wagę, bo jeśli urośniesz powyżej 170 cm, to już praktycznie są znikome szanse, żebyś został dżokejem.

@Baska: Czy ma Pan swojego własnego konia? A może takiego, na którym najbardziej lubi Pan jeździć?

@TD: Własnego konia jeszcze nie mam, ale w przyszłości może się zdecyduję. Z tych, na których obecnie jeżdżę, najbardziej lubię Dandolo.

@Kazek: Czy orientuje się Pan, ile kosztuje utrzymanie konia wyścigowego przez rok?

@TD: Około 12 tysięcy złotych. Nie wszyscy trenerzy biorą tyle samo za miesiąc, ale różnice są nieznaczne.

@Czarlin: Czy jest jakaś nagroda, której Pan nie wygrał?

@TD: Na Służewcu takiej nie ma.

@Eddy: Czy dżokej musi opiekować się koniem, na którym jeździ? Tzn. dużo z nim przebywać, żeby lepiej się ze zwierzęciem zintegrować?

@TD: Nie muszę opiekować się specjalnie żadnym koniem, bo jest od tego obsługa stajenna. Ja mam natomiast dużo jazd treningowych.

@zocha: Jakiego ma Pan faworyta na Derby arabskie?

@TD: Zafira, Partenona. Liczyć się może także Fellow, na którym prawdopodobnie pojadę.

@Czarlin: Którego z koni, na których Pan jeździł, uważa Pan za najlepszego?

@TD: Najlepszy był chyba trójkoronowany derbista z 1989 roku Krezus. Bardzo wysoko ceniłem również trójkoronowaną Dżamajkę, a z arabów – Druida.

@Czarlin: Czy nie uważa Pan, że konie na Służewcu zbyt mało wychodzą na padoki?

@TD: Na Służewcu nie ma takich padoków, jak w stadninach. Konie albo stoją w stajni, albo trenują na kółku przed nią, lub na torze roboczym.

@zocha: Czy w takim razie mam rozumieć, że koniom wyścigowym jest niepotrzebny swobodny ruch?

@TD: Już po przyjściu na tor konie są wdrażane do zupełnie innego ruchu niż w stadninach. Niektórzy właściciele zabierają konie na zimę do swoich ośrodków, gdzie mają więcej swobody. Na torze są poddane dość surowemu reżimowi treningowemu, tak jak sportowcy.

@hpc: Czy powodem zmiany stajni były nieporozumienia z Dorotą Kałubą i Bogdanem Strójwąsem, czy tylko chęć wykazania się na innym polu?

@TD: Nie było większych nieporozumień. Po ośmiu latach rozstaliśmy się w zgodzie.

@Czarlin: Niech Pan opowie o swoich początkach. Gdzie Pan zaczynał naukę jazdy?

@TD: Przyjechałem do Warszawy z miejscowości Gryfino koło Szczecina. Tam nauczyłem się jeździć na koniach chłopskich. Na Służewcu trafiłem do stajni Antoniego Kusznieruka, w której jeździłem dwa lata. Później przeszedłem do trenera Andrzeja Walickiego, u którego wygrałem sto gonitw i uzyskałem tytuł dżokeja, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Następnie byłem po 8 lat w stajni Mirosława Stawskiego i Doroty Kałuby. Teraz jestem u Macieja Janikowskiego.

@zocha: Co Pan sądzi o masażu koni?

@TD: Niektórym koniom to pomaga. Myślę o specjalnych derkach i lampach naświetlających oraz o czyszczeniu.

@filipp: Kto, oczywiście oprócz Pana, jest najlepszym dżokejem na Służewcu?

@TD: Uważam, że obecnie moimi najgroźniejszymi rywalami są Piotr Piątkowski i Mirosław Pilich.

@Czarlin: Na treningu robi się galopy na 800-1000 m. Wyścigi są znacznie dłuższe. Czy po takim galopie można wyczuć, jakie predyspozycje ma dany koń? Czy będzie np. „trzymał dystans”?

@TD: Na galopach jeździ się oszczędnie. Nie „wyjeżdża” się konia do końca. Już podczas galopu roboczego widać, jakie koń ma predyspozycje, ale nie zawsze świetny galop treningowy przesądza o wyniku gonitwy. Nieraz się zdarzało, że konie biły rekordy podczas treningu, a w czasie wyścigu nie liczyły się.

@Czarlin: Woli Pan jeździć na arabach czy folblutach?

@TD: Wolę jeździć na koniach pełnej krwi angielskiej.

@ghudy: Mam niedyskretne pytanie. Ile Pan zarabia?

@TD: Dostaję stałą pensję plus do tego mam profity od wygranych nagród. W sumie może to być ok. 5-6 tys. złotych.

@filipp: O czym Pan marzy? Może o wygraniu jakiejś prestiżowej gonitwy czy też o czymś innym?

@TD: Na torach polskich wygrałem już wszystkie nagrody oprócz płotowych. Za granicę raczej się już nie wybieram.

@solozzo: Jeździł Pan na Novarze, matce Nobili. Czy córka może dorównać matce?

@TD: Bardzo dużo wyścigów wygrałem na Novarze, ale po pierwszym wyścigu Nobili, trudno mi te klacze porównywać.

@cruz: Dlaczego nazywają Pana „królem toru”?

@TD: Może z tym królem to lekka przesada, ale oczywiście nie gniewam się, jeśli jestem tak nazywany. To oznacza przecież, że mam wielu zwolenników.

@Czarlin: Czy uda się Panu pobić rekord wygranych w tym sezonie? Rozpoczął Pan doskonale.

@TD: Mój rekord wynosi 140 wygranych gonitw. Uzyskałem ten wynik w bardzo dobrym dla mnie sezonie 2000. Ciężko będzie się zbliżyć do tego osiągnięcia, ale będę próbował. Bardzo serdecznie dziękuję za pytania i zapraszam wszystkich sympatyków koni na tor na Służewcu.”


Jan Zabieglik

źródło: torsluzewiec.pl

Bogdan Strójwąs, Tomasz Dul,  Dorota Kałuba. Fot. Ewelina Twaróg
Bogdan Strójwąs, Tomasz Dul, Dorota Kałuba. Fot. Ewelina Twaróg
Tablica poświęcona Tomaszowi Dulowi, która dzięki staraniom społeczności wyścigowej została przywrócona na swoje miejsce. Fot. BoberTeam
Tablica poświęcona Tomaszowi Dulowi, która dzięki staraniom społeczności wyścigowej i organizatora wyścigów, została przywrócona na swoje miejsce. Fot. BoberTeam
Tomasz Dul zwycięża na koniu Agencji Jeździeckiej (Księżnej Walii) w Nagrodzie Dorpata. Fot. Ewelina Twaróg

Patron Honorowy: Marek Rzepka

Mecenas: Stadnina Koni Arabskich Klikowa Arabians

Opiekun: BoberTeam sp. z o.o.

Książę, hodowca koni arabskich (SK Sławuta, Gumniska), filantrop. Jeden z 30 najbogatszych ziemian w Polsce, w okresie międzywojennym.

Był synem Eustachego, namiestnika Galicji, i Konstancji z Zamoyskich (z Podzamcza), bratankiem Romana Damiana i Pawła Romana. Długo oczekiwany przez swych rodziców, ojca stracił w trzecim roku życia; wychowywany był przez troskliwą matkę. Wykształcenie odebrał tylko domowe, staranne, szkół żadnych nie ukończył.

Roman Sanguszko odziedziczył resztkę dawnej fortuny rodowej: po utracie 62 tys. ha dóbr na dawnym Wołyniu (Sławuta), zostały mu Gumniska (17 730 ha), do czego doszły – poprzez Rzewuskich – Podhorce (3 340 ha). Wśród pięciuset współczesnych sobie najbogatszych ziemian w Polsce znalazł się na miejscu trzydziestym.

Gumniskami – majątkiem uprzemysłowionym, zatrudniającym przeszło 3 tys. robotników – zarządzał osobiście. Zgodnie z tradycją sanguszkowską – niezwykle dbał o warunki bytowe swych oficjalistów.

We wszystkich folwarkach były ochronki dla dzieci, jeden zaś z nich ofiarował na urządzenie przyszłej szkoły rolniczej.

Troszczył się o higienę wsi, wszędzie zakładał urządzenia kąpielowe i boiska sportowe. Każdy ze służby dostawał emeryturę i teren pod budowę własnego domku (na co kredyty miał zapewnić Bank Rolny). W Tarnowie utrzymywał dwa zakłady dobroczynne: ochronkę dla dzieci i przytułek dla starców.

Dwa folwarki pod budowę państwowej fabryki związków azotowych w Mościcach odstąpił za cenę wyznaczoną przez polski rząd. Na podobnych warunkach sprzedawał konie, jeśli stroną nabywającą było państwo.

Łożył wiele na odbudowę swego zamku w Podhorcach, chcąc mu przywrócić dawną świetność. Miał tam powstać ośrodek historyków sztuki. Organizował (w Wierzchosławicach i w Podhorcach) kolonie letnie dla warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

Roman Sanguszko był zapalonym automobilistą i posiadał kolekcję wspaniałych samochodów. Wchodził w skład pierwszego zarządu założonego w r. 1926 Krakowskiego Klubu Automobilowego.

Ponad wszystko – znów idąc za głosem rodzinnych od pokoleń zamiłowań – kochał się od dzieciństwa w koniach arabskich. Ich stado w Gumniskach było słynne. Po zniszczeniach – spowodowanych pierwszą wojną światową – właśnie Sanguszko posiadał w swej stadninie najwięcej (8) klaczy czystej krwi.

W roku 1927 powierzył prowadzenie stajni znakomitemu znawcy, Bogdanowi Ziętarskiemu. Finansował jego kosztowne wyjazdy w poszukiwaniu nowych koni dla swojej stadniny w Gumniskach. Był przed drugą wojną światową jedynym na świecie hodowcą sprowadzającym konie dla odświeżenia krwi – wprost z pustyni Arabii Saudyjskiej.

Roman Sanguszko trafnie oceniał i akceptował propozycje Ziętarskiego, dzięki czemu zarówno stadnina, jak i stajnie rozwijały się doskonale, a hodowla przynosiła wysokie dochody. Sanguszko pozwalał innym hodowcom na korzystanie ze sprowadzonych oryginalnych arabów. W II tomie „Polskiej księgi stadnej koni arabskich czystej krwi” (1938) wpisanych zostało 16 matek z jego stada.

W roku 1937 Roman Sanguszko ożenił się z Wandą z Turzańskich, rozwiedzioną z Tadeuszem Krynickim, zmarłą 17 XII tego roku.

Z końcem czerwca 1939 H. B. Babson z Chicago, w przewidywaniu rychłego wybuchu długotrwałej wojny, ofiarował Sanguszce roczną gościnę dla gumniskich arabów, w którym to czasie właściciel mógłby coś postanowić o ich dalszym losie.

Korespondencja toczyła się jeszcze w październiku 1939, adresowana już na Węgry, gdzie agresja niemiecka na Polskę zastała Romana Sanguszkę u księcia Beli Odescalchi.

W latach wojny hodowlę koni w Gumniskach nadal prowadził Roman Ziętarski. W urządzonych przez władze niemieckie wyścigach w roku 1942 i 1943 we Lwowie wzięła udział również stajnia „Gumniska”, wygrywając wiele wyścigów.

Nic jednak nie było w stanie uratować stada – najpierw z rąk Niemców, którzy je „ewakuowali”, później od skutków działań wojskowych na przełomie lat 1944/5.

Wojenny okres spędził Roman Sanguszko w Rzymie, Paryżu, Nowym Jorku – nim ostatecznie zdecydował się na osiedlenie w Brazylii. Wspomina go Tuwim w „Kwiatach polskich”. Przyjemność sprawiało mu towarzystwo Jana Lechonia, zapraszanego na pogawędki.

Materialnie był dostatnio niezależny, nie musiał wyprzedawać rzeczy bezcennych, których trochę uratował. Nową fortunę zapewnił mu niespodziewany spadek po drugiej żonie, poznanej już na emigracji, Germaine Mann, v. Gontaut-Biron. Po rozwodzie zachowała ona sentyment do swego dawnego męża i przed śmiercią w r. 1967 zapisała mu cały posiadany znaczny majątek.

Był prezesem honorowym powstałego w roku 1955 Klubu „44”, skupiającego głównie bardzo zamożną powojenną emigrację, korzystającego z lokalu udostępnionego przez Romana Sanguszkę.

Założył „Socieda Sanguszko de Benecienda”. Jednym z głównych dobroczynnych darów tej fundacji stał się w São Paulo, przeznaczony dla Polaków, tzw. Dom Spokojnej Starości, otwarty 12.07.1977. Dom ten pełnił też rolę miejsca różnych okolicznościowych spotkań Polonii, jak np. w r. 1980 zebrania polsko-węgierskiego, Sanguszko bowiem opowiadał się za jak najbliższą współpracą obydwu narodów.

Z funduszów osobistych, w których zarządzaniu pomagali mu Aleksander Czartoryski i adwokat Jan Litmanowicz, Sanguszko wspomagał polskie organizacje emigracyjne, jak Biblioteka Polska w Paryżu, Instytut Polski i Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie. Hojnym darem pozwolił przetrwać działającemu w Wielkiej Brytanii „Joseph Conrad Society”. Nie zapominał o krewnych oraz dawnych znajomych w Polsce, jeśli byli w ciężkich warunkach. Pamiętał też o dawnych oficjalistach (wśród obdarowywanych był nawet premier Józef Cyrankiewicz – jako syn pracownika zarządu dóbr gumniskich).

Potrzeba dawania z czasem wyraźnie się jeszcze nasiliła. Papieżowi Janowi Pawłowi II przekazał czternaście barokowych szat liturgicznych (1983) z zamku w Podhorcach. Kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu darował (1981) dla Kurii Metropolitalnej Krakowskiej dom przylegający do pałacu biskupiego w Krakowie, przy ul. Franciszkańskiej 1.
Do Muzeum w Wilanowie przesłał jedną ze słynnych jedwabnych kołder królowej Marysieńki Sobieskiej.

Sanguszko zmarł 26 IX 1984 w São Paulo i został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Na podstawie: Sanguszko Roman Władysław Stanisław Andrzej, [online] Warszawa: Narodowy Instytut Audiowizualny [dostęp 03.07.2019], https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/roman-wladyslaw-stanislaw-andrzej-sanguszko

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ród ogiera Kuhailan haifi” (1984) – Roman Pankiewicz

Patron Honorowy: Pomorski Związek Jeździecki, Piotr Krzyżanowski

Mecenas:

Opiekun: Najbliższa rodzina oraz Pani Elżbieta Perec

________________________________________________________________________

Najwszechstronniejszy obok Andrzeja Orłosia zawodnik w powojennej historii jeździectwa w Polsce. Mistrz Europy w WKKW, Moskwa 1965.

Inżynier, trener, jeździec konkurencji WKKW. Zawodnik (172 cm, 72 kg) poznańskich klubów Unii i LZS (1951-1956) oraz wrocławskich LZS Partynice i LZS Cwał 1956-1961 (trenerzy J. Suchorski i J. Mossakowski). Kilka lat po IO w Rzymie spędził w LZS Kwidzyn, a w ostatnich latach kariery sportowej (1965-1967) startował w barwach LZS Moszna i Legii Warszawa (trenerzy L. Kon, J. Grabowski oraz Wiktor Olędzki).

Urodzony 18 stycznia 1933 w Hnidawie koło Tarnopola, syn Stanisława (młynarz) i Stanisławy, absolwent Liceum Ogólnokształcącego w Gnieźnie (tam również zaczął jeździć pod okiem dyrektora Stada Ogierów – Czesława Matławskiego na jego koniu – Litworze).

Studiując na wydziale technologii drewna Wyższej Szkoły Rolniczej w Poznaniu (tytuł inżyniera uzyskał w roku 1955), jeździł już systematycznie w Ośrodku na Woli pod kierunkiem Jarosława Suchorskiego i tam rozpoczął swoją jeździecką karierę sportową.

Od roku 1957 jeździł pod kierunkiem rtm. Jana Mossakowskiego.
Do Mariana Babireckiego przylgnęła opinia, że potrafi zwyciężać na każdym koniu, a jeździł na wielu.

W roku 1958 zdobył tytuł II wicemistrza w skokach na klaczy „Ekspresja”. W następnym roku -1959 – był już mistrzem w skokach na koniu „Don Hubertus”.

Koniem jego życia był Volt ur. 15.05.1953 r w SK Liski. Ojcem Volta był trak. Polarstern a matką siwa wsch. prus. Venus. W roku 1958 Volt został przeniesiony do Ośrodka Sportowego na Woli w Poznaniu. Tak trafił do Mariana Babireckiego.

W 1960 roku w czasie XVII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Rzymie zajmuje 8. miejsce na 73 zawodników, co było najlepszym polskim wynikiem po 24 letniej przerwie w startach olimpijskich.

7. letni Volt zaczyna tracić wzrok. Po trzech latach terapii wraca do zdrowia. W roku 1963, startując po długiej przerwie na „Volcie” w międzynarodowych zawodach WKKW w Monachium, Babirecki zajął VI miejsce na 52 startujących, a ekipa polska zespołowo miejsce II.

Rok 1965 – Mistrzostwa Europy we wszechstronnym konkursie konia wierzchowego w Moskwie. Marian Babirecki i Volt zdobywają Mistrzostwo Europy.

W 1967 roku, Marian Babirecki i Volt zakończyli swoją karierę.
Wyjeżdża na Kubę, przyjmując tam funkcję trenera reprezentacji jeździeckiej tego kraju.

Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w falach Atlantyku podczas uprawianego z upodobaniem podwodnego polowania z kuszą – 5 czerwca 1980.

Sukcesy:

W Ujeżdżeniu: 
Wrocław 6 – 07.10.1960 – złoty medal na Volcie.
Koszalin 8 – 16.09.1961 – srebrny medal na Dysprozie. Olsztyn 22 – 26.08.1962 – złoty medal na Dysprozie. Gniezno 15 – 1810.1964 – złoty medal na Volcie. 
Gniezno 22 – 26.09.1965 – brązowy medal na Volcie. 
Gniezno 23 – 25.09.1966 – srebrny medal na Volcie. Radom 24 – 26.10.1967 – brązowy medal na Grigoriju.

W Skokach przez Przeszkody: 
Poznań 2 – 5.10.1958 – brązowy medal na Ekspresji. 
Poznań 2 – 3.10.1959 – złoty medal na Don Hubertusie.

W Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego:
Poczdam, 29.09-2.10.1961 – srebrny medal na Krokoszu.
Łobez 11 – 14.10.1962 – złoty medal na Krokoszu. 
Łobez 14 – 18.10.1964 – złoty medal na Volcie.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (otworzą się na nowej karcie):

„Marian Babirecki” (2012) – Witold Duński

„Marian Babirecki” (1966) – Witold Domański

„Jak to było na CCIO w Moskwie” (1966) – Jan Grabowski

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun: ..In pectore

Żołnierz, jeździec, właściciel stajni wyścigowej, dowódca 15 pułku Ułanów Poznańskich. Zdobywca Monte-Cassino.
________________________________________________________________________

W swojej karierze jeździeckiej startował między innymi w Krajowych Konkursach Ujeżdżenia czy też w słynnych w Międzynarodowych Zawodach Konnych w warszawskich Łazienkach.

Kawaler wielu odznaczeń, m.in: czterech Orderów Wojennych Virtuti Militari, ośmiu Krzyży Walecznych, dwóch Orderów Polonia Restituta, czterech Krzyży Złotych z Mieczami, Krzyża Niepodległości.

Po wybuchu powstania wielkopolskiego w grudniu 1918 r. został szefem sztabu Armii Wielkopolskiej. Od kwietnia 1919 r. do września 1921 r. dowodził 15. Pułkiem Ułanów Poznańskich, którego był współorganizatorem. Za męstwo wykazane w czasie wojny z bolszewikami otrzymał z rąk marszałka Józefa Piłsudskiego krzyż Virtuti Militari.

W 1934 roku został mianowany generałem.

W 1937 r. został dowódcą Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, z którą wyruszył na wojnę 1939 r. Walczył w rejonie Płocka i Warszawy.

Po agresji sowieckiej 17 września 1939 r. jednostki Andersa podjęły walkę z Armią Czerwoną, przebijając się na południe. Ranny dwukrotnie generał Anders dostał się do niewoli 29 września, w rejonie Sambora k. Lwowa.

W lutym 1940 r. został przewieziony do Moskwy do centralnego więzienia NKWD na Łubiance.

Uwolniony po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej i podpisaniu układu Sikorski-Majski. Od 4 sierpnia 1941 twórca i dowódca Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. 24 marca 1942 r., rozpoczął się pierwszy etap ewakuacji Armii Polskiej z Związku Radzieckiego. Do listopada 1942 r. wysłano do Iranu ponad 115 tysięcy osób, w tym około 78 000 żołnierzy oraz 37 000 cywilów. Wśród ewakuowanych było ponad 18 000 dzieci.

Latem 1942 generał W. Anders został dowódcą Armii Polskiej na Wschodzie (Irak, Palestyna) i 2 Korpusu Polskiego, którym dowodził w kampanii włoskiej (Bitwa o Monte Cassino; Bitwa o Ankonę).

Na początku 1944 r. 2 Korpus przerzucono do Włoch by w ramach 8. Armii Brytyjskiej walczył z Niemcami.

11 maja 1944 roku o godzinie 23.00 artyleria Korpusu rozpoczęła przełomową bitwę o Monte Cassino. O pierwszej w nocy Kresowa i Karpacka Dywizja Piechoty ruszyły do natarcia, a 18 maja o godzinie 10.30 patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich zatknął biało-czerwony sztandar na gruzach klasztoru Benedyktynów na Monte Cassino.

Generał Władysław Anders był jednym z tych polskich generałów, którego władze komunistyczne, pozbawiły polskiego obywatelstwa.

Rok po Jego śmierci Rada Ministrów PRL formalnie uchyliła uchwałę z 1946 r. o odebraniu mu obywatelstwa polskiego, co jednak zrobiono potajemnie (nie opublikowano jej w Dzienniku Ustaw).

Zmarł 12 maja 1970 r. Pochowano go we Włoszech, na Polskim Cmentarzu Wojennym w Monte Cassino.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (otworzą się na nowej karcie):

„General Anders” (1989) – Juliusz L. Englert, Krzysztof Barbarski

„Sport jeździecki w broniach konnych II Rzeczypospolitej” (1974) – Zygmunt Bielecki

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun: Henryk Sobierajski wraz z rodziną

Żołnierz, jeździec, olimpijczyk. Ostatni polski dowódca Oddziału Wydzielonego w czasie II wojny światowej. Zginął z bronią w ręku.

Urodził się 22 czerwca 1897 w Jaśle. Poległ z bronią w ręku 30 kwietnia 1940 pod Anielinem.

Kawaler orderu wojennego Virtutti Militari – dwa razy,
krzyża walecznych – cztery razy. Krzyż Orląt Lwowskich
i Krzyż Wschodni.

Major Henryk ps. „Hubal” Dobrzański był ostatnim polskim dowódcą Oddziału Wydzielonego w czasie II wojny światowej.

Startując na koniu Mumm Extra-Dry wraz z Kazimierzem Szoslandem (Cezar), Karolem Rómmlem (Rewecliff) i Adamem Królikiewiczem (Picador) zdobywa pierwszy dla Polski Puchar Narodów, Nicea 1925.

Tego samego roku w pałacu sportowym Olimpia w Londynie, w konkursie Pucharu Narodów jako jedyny zawodnik pokonał parcours dwukrotnie, bezbłędnie.

Wyczynu tego dokonał na koniu Fagas użyczonym przez por. Leona Kona. Ur. 1912, maści gniadej, 162 cm w kłębie. Pochodzenie niemieckie. Do roku 1923 był to koń służbowy kolejnych dowódców 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich. Uczestniczył w działaniach frontowych w czasie wojny polsko-bolszewickiej.

Za ten wyczyn od księcia Walii otrzymał złotą papierośnicę z wygrawerowanym napisem: „The best individual score of officers of all nations” (kliknij aby przeczytać więcej).

Przegrana wojna obronna nie skłoniła go do rezygnacji z walki o Polskę. Na wieść o upadku Warszawy powiedział: „
(…) Ja w żadnym razie broni nie złożę, munduru nie zdejmę… tak mi dopomóż Bóg!„.

Przeczytaj na pcbj.pl artykuł o ulubionych koniach Henryka Dobrzańskiego:
Hubal. Major nie tylko na siwym koniu – Tropem Hubala, Ewa Pawlus

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (otworzą się na nowej karcie):

„Hubal. Major nie tylko na siwym koniu” (2020) – Ewa Pawlus

„Złota Papierośnica księcia Walii” (1959) – Adam Królikiewicz

„Sport jeździecki w broniach konnych II Rzeczypospolitej” (1974) – Zygmunt Bielecki

Patron Honorowy: Wojciech Mickunas

Mecenas: Remigiusz Makowski – Stadnina Koni Opypy

Opiekun: Biskup polowy Wojska Polskiego gen. bryg. dr Józef Guzdek

________________________________________________________________________
mjr sł. st. Wojska Polskiego, czołowy jeździec polski w latach 1923-1935, dwukrotny olimpijczyk (1924 i 1928 – srebro).
________________________________________________________________________

Urodzony 21 lutego 1891 w miejscowości Grzymaczew pow. Kalisz.

Syn Stanisława i Kazimiery z Białobrzeskich. Otrzymał świadectwo dojrzałości w 7-klasowej Szkole Handlowej w Kaliszu (1911), po czym zaliczył 6 semestrów na Wydziale Budowy Maszyn Politechniki Lwowskiej.

Żołnierz armii rosyjskiej (1915), od 18 listopada 1918 ochotniczo w Wojsku Polskim. Zasilił 3 szwadron 2 puł. Grochowskich im. gen. J. Dwernickiego, któremu pozostał wierny aż do wojny obronnej 1939. W jego szeregach przeszedł kampanię ukraińską, potem front bolszewicki.

Od kwietnia 1919 rozpoczął wojskową edukację kończąc Warszawską Szkołę Podchorążych i Centrum Szkolenia Podchorążych Kawalerii (Przemyśl) specjalizując się w budowie dróg i mostów. Mianowany ppor. (1920) zakończył w tym stopniu swój udział w działaniach wojennych (15 marca 1921).

Był dowódcą kompanii sztabowej (1921-1922) i dowódcą plutonu po awansie na porucznika (1923), ale coraz więcej miejsca w jego życiu prywatnym i służbowym zaczęły odgrywać konie.

Kazimierz Szosland należał do czołowych reprezentantów Polski, a równocześnie i nieco później – znakomitych nauczycieli – instruktorów jazdy konnej Centrum Wyszkolenia Artylerii, by w końcu zostać kierownikiem Grupy Sportu Konnego Wojska Polskiego (15 kwietnia 1937).

Początek bogatej kariery zawodniczej Szoslanda przypada na koniec 1922, kiedy por. Leon Kon z macierzystego 2 puł. został przeniesiony do szkoły kawalerii w Grudziądzu, by rozpocząć przygotowania polskich jeźdźców do występu olimpijskiego w Paryżu.

Olimpijskie doświadczenia nie poszły na marne. Pierwszy znaczący sukces odnieśli Polacy (ppłk K. Rómmel, rtm. A. Królikiewicz, rtm. H. Dobrzański, por. K. Szosland, por. W. Zgorzelski) już rok później (1925) na konkursach w Nicei. Były to zwycięstwa bez precedensu. Takiej przewagi jednej drużyny nad wszystkimi innymi, jaką uzyskała ekipa polska, konkursy tamtejsze w całej swej historii nie znały. Jeszcze większy rezonans miały występy naszych jeźdźców w Nowym Jorku (wrzesień 1926). Szosland (startował na „Readgledt’cie”) był gwiazdą pierwszej wielkości, przyczyniając się do wygrania Pucharu Narodów (The International Military Trophy), gdzie w pokonanym polu zostali jeźdźcy Francji, Belgii, Kanady, Holandii , Hiszpanii i USA. Gratulacjom nie było końca, a nazwiska M. Toczka, A. Królikiewicza, K. Szoslanda wraz z podziękowaniami w imieniu służby, znalazły się w Rozkazach Dziennych MS Wojsk. z podpisami ministra W. Sikorskiego i szefa Departamentu Kawalerii M. T. Tokarzewskiego.

Major Kaziemierz Szosland był rekordzistą pod względem ilości startów w konkursach o Puchar Narodów (23 starty). Wraz z ekipą zwyciężał 9 razy: Nicea (1925, 1928), Nowy Jork (1926), Warszawa (1927, 1931, 1933), Ryga (1931, 1932), Spa (1935).

Najbardziej spektakularny sukces odniósł podczas kolejnych igrzysk olimpijskich. Polacy minimalnie ulegli Hiszpanom, ale wyprzedzili Szwedów (10 pkt. karnych) i wspaniałe ekipy Włoch, Portugalii i Francji (wszystkie po 12 pkt. karnych), Niemiec (14), Szwajcarii i USA (po 18) i Holandii (26). „Polacy byli zupełnie pierwszorzędni”- napisał o nich m. in. czołowy niemiecki hipolog Gustaw Rau.

Wybuch II wojny światowej zastaje Szoslanda w Grudziądzu, gdzie otrzymuje rozkaz, aby wraz z grupą oficerów i personelu pomocniczego (była w nim także żona Stefania wraz z synem Andrzejem i rodzina mjr A. Królikiewicza), przetransportować najlepsze polskie konie sportowe z Grudziądza do Sarn. Niestety, pod Górą Kalwarią od bomb lotniczych ginie większość koni znanych na wszystkich hipodromach Europy (m. in. najprawdopodobniej również wspaniały „Arlekin” rotmistrza Roycewicza).

Widząc zbliżający się koniec wrześniowej kampanii Szosland ma nadzieję przedrzeć się do granicy węgierskiej i dalej na zachód. Zagarnięty przez Armię Czerwoną w okolicach Lwowa, ucieka z niewoli, powraca do Warszawy, a później osiedla się w Wieżówce pod Grodziskiem Mazowieckim. Szybko nawiązuje kontakt z komórką ZWZ – AK.

Zamordowany strzałem w głowę na oczach żony i syna w drzwiach swojego domu w Jeżówce w nocy z 18 na 19 kwietnia 1944 (akt zgonu z 20 kwietnia).

Szczegóły jego śmierci są owiane tajemnicą. Są autorzy, którzy podają, że zginął z rąk komunistycznych partyzantów. Morderstwo mogło wiązać się z faktem, że był oficerem AK i skarbnikiem obwodu Bażant. Wg wielu źródeł zaopatrywał oddziały partyzanckie w żywność i konie. Przyjmował zrzuty z Anglii.

Major Kazimierz Szosland został pochowany na cmentarzu w Grodzisku.

We wsi Adamowizna pod Grodziskiem Mazowieckim znajduje się ulica ‚K. Szoslanda’.

źródło: https://olimpijski.pl/olimpijczycy/kazimierz-szosland/

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (otworzą się na nowej karcie):

„Sport jeździecki w broniach konnych II Rzeczypospolitej” (1974) – Zygmunt Bielecki

„Kazimierz Szosland” (2012) – Witold Duński

Zdjęcie z archiwum NAC, od lewej: rtm. Adam Królikiewicz, mjr Michał Toczek, por. Kazimierz Szosland