Wpisy

Promotor Legendy: Marek Rzepka
_________________________________________________________________

Stado Gumniska, Romana ks. Sanguszki, w pow. tarnowskim, woj. Krakowskiego, posiada obecnie 10 klaczy stadnych, czystej krwi arabskiej: 25-letnią, ciemno gniadą, doskonałą w typie i linjach Zgodę; 19-letnią kasztanowatą, wybitnie suchą, wyrazistą Jerychonkę;17-letnią, siwą, rozłożystą, typową, sławucką Lidę ; 12-letnią, kasztanowatą, o pustynnym typie, doskonałą matkę Saharę; 7-letnią, siwą, typową i szlachetną Erę; 6-letnie: siwą nadzwyczaj głęboką i szeroką, w typie zaprzęgowym Florencję; gniadą, stylową, wysokiej klasy Fantazję i siwą bardzo szlachetną, i wyrazistą Faustinę; 5-letnie: siwą, raczej w typie zaprzęgowym Grację; oraz ciemno siwą, typową, pięknego eksterjeru Gehennę. Z wiosną roku przyszłego zostaną włączone do stada 4-letnie: kara,nadzwyczaj szlachetna i stylowa Gruzinka, oraz siwa, duża, typowa Glorja. W wyścigach brały udział i wygrały r Fantazja — 1.400 zł., Faustina — 410 zł.,Gruzinka — 2.280 zł., Glorja 1.350 zł. i Gracja 180 zł.

Lida jest źrebna ze sławuckim ogierem Narzan. Jerychonka, Sahara,Era, Fantazja, Faustina i Gehenna są źrebne z państwowym ogierem Mazepa II. Ogier ten, skarogniady, urodzony 1910 r. w Jezupolu, jest bardzo szlachetny i typowy, jednak niezbyt w typie wierzchowego konia.

Z młodzieży w stadninie znajdują się: roczniaki: po Kafifanie: normalnie zbudowany o dobrych ruchach, bardzo obiecujący, różowy Lartur, od Sahary; bardzo typowa o pięknej szyji i głowie siwa Louli, od Lidy i realny ciemno siwy Labib, od Sułtanki; ciemno siwy Lafi, po Narzanie od Zgody, doskonały w linjach i ruchu, w ostatnich miesiącach rozwinął się nadzwyczajnie; importowane z Jugosławji: gniady Vali, po Gasai od Valida, po Siglavi Bagdady od Verità, po Mazepa od Lektyka, po Rymnik, oraz siwy Karagos, po Ali Pasza (s. Ali Pasza or. ar. i Audacja, po Mazepa), od Kisił, po Siglavi Bagdady od Kalga, po Amurath (s. Amurath 1881), od Hadrja (Białocerkiew) są szlachetne, typowe i chętne w galopie. Tegoroczne, wszystkie siwe: Mufrad, po Narzan od Sahara; Maniai, po Kafifan od Era; oraz importowane z Jugosławji: Kaid, po Ali Pasza od Kara, po Siglavi Bagdady od Katia, po Emir od Kalga (j. w.); Aswad, po Kafir (s. Siglavi Bagdady i Katia), od Asma, po Ragiab or. ar. od Angelina (st. Antoniny), po Tybet od Kalga, po Pharach or. ar. ; i Kufa, po Ali Pasza od Katia (j. w.) są bardzo typowe, szlachetne o dobrych ruchach. Odnosi się wrażenie, że importowane sysaki są lepsze od gumniskich, natomiast roczniaki gumniskim ustępują.

W stajni treningowej znajdują się: pełnoletni, hodowli francuskiej gniady Kaby, wybrakowany ze stada w Bogusławicach; trzyletnie: importowany z Jugosławji, szlachetny i typowy, realny, pełen wyrazu, gniady Kaim, po Gasai od Kalga (j. w.); bardzo wyrośnięty, dobry w ruchu siwy Ibrahim, po Narzan od Lida; jeszcze źrebięca, różowa Izis, po Narzan od Sahara; oraz wykazujący dużo staminy, kasztanowaty Ibn-Mahomet, po Mahomet od Sułtanka, po Ilderim or. ar. ; dwulatki: po Muezinie: poprawny, siwy Karnak od Dyski, po Linkolnie s. Arslan or. ar.; oraz sucha, dobra w ruchu, siwa Kadysza, od Jerychonki; po Mahomecie: piękna wybitnie żeńska, kasztanowata Kassyda od Sahary; oraz zwięzła, sucha, gniada Kalifa od Muszki. Najlepiej zapowiadają się: z trzyletnich — Kaim, a z dwuletnich — Kassyda.

Żyzne paddoki na napływowej glebie i nieco za wilgotny klimat, zmuszają, przywychowie w gumniskiej stadninie, do zwracania bacznej uwagi na suchość, zwiększają jednak wzrost i masę.

Zmieniony od zeszłego roku, pod wpływem prób dzielności, system wychowu, dał nadzwyczajne rezultaty, a importowanie pięciu młodych ogierków, pochodzących głównie z krwi koni Sanguszkowskich i Branickich, a więc u nas zaaklimatyzowanych, daje dużo prawdopodobieństwa wyboru odpowiedniego reproduktora dla klaczy gumniskich, co jest dzisiaj palącą koniecznością stada. Po jej zaspokojeniu możemy być spokojni o typ konia Sanguszkowskiego.

Dr E. SKORTOWSKI – JEŹDZIEC I HODOWCA, 1928 r. nr 51.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ród ogiera Kuhailan Haifi” (1984) – Roman Pankiewicz

Promotor Legendy: Klikowa Arabians
_________________________________________________________________

Stadnina konna, dziś nosząca imię stada ks. Sanguszków, pochodzi od ks. Hieronima, ostatniego wojewody wołyńskiego, syna ks. Pawła Sanguszki, w. marszałka koronnego. Ponieważ ślady uszlachetnienia jej zaczynają pokazywać się tylko od czasu zarządu tegoż ks. Hieronima, zatem tylko ta część historycznie nas obchodzić będzie, tembardziej, że wszystkie poboczne gałęzie, że tak powiem kollateralne, stada ks. Sanguszków przepadły, nie zostawiając nic po sobie.

Stado ks. Hieronima Sanguszki, wojew. wołyńskiego, znajdowało się nad Dnieprem w starostwie czerkaskiem, które było kilka wieków bez przerwy w rodzinie ks. Sanguszków i na Wołyniu w Chrestówce, w Tarnawce, w Polachowie, wsiach należących do klucza Białogrodeckiego, dóbr ks. Sanguszków, księstwa i powiatu Zasławskiego. Skutkiem wypadków politycznych i naturalnego biegu pokoleń, jest ono dziś rozerwane na dwie części, z których jedna została w tejże samej Chrestówce, jednak w rozmiarach stosunkowo bardzo ścieśnionych; druga zaś przeniosła się do Satanowa nad Zbruczem, na Podolu. Stajnie reprezentujące te dwie rozdzielone części dla zachowania pozoru dawnej łączności, są zawsze razem w Sławucie na Wołyniu, prócz stajni kursowej, którą utrzymuje tylko stado w Satanowie umieszczone, wspólnie z hr. Alfredem Potockim, w Antoninie na Wołyniu, majątku pochodzącym także z dawnego ks. Zasławskiego.

Stado dawne chrestowieckie było potomstwem i odłamkiem dawnych stad rodziny, i założenia nie miało, bo pochodziło z czasów, w których ks. Sanguszkowie, jako z Litwy idący, osiedli na Wołyniu i na Ukrainie. Czasy wojownicze, w których Wołyń i Ukraina przeżyły parę wieków, sprzyjały rozwinięciu stadnin i stad, które prędko przed napadającym wrogiem w dalekie strony zapędzonemi być mogły. Przytem wojna z ludami odznaczającemi się wychowaniem rasowych koni, z Turkami, Tatarami i Czerkiesami, dawała sposobność mieć zawsze ogiery arabskie i wschodnie, dla licznych stad Wołynia i Podola, pasących się w najlepszych miejscach dla koni w Europie.

Prawdziwie więc można powiedzieć, że to stado założenia nie miało i że przejścia historyczne kraju i rodziny ks. Sanguszków tłómaczą wzrost jego i rasę w niem utrzymaną. Jest to jedyne stado w tych warunkach, gdy inne, które wzrosły na Podolu i na Ukrainie, założycieli rzeczywiście miały i powstały w czasach, których pamięć żyjących jeszcze sięga, albo których początek dość świeże opowiadania wykazać mogą.

Jedno więc stado chrestowieckie przetrwało parę wieków, równie i jednocześnie posiadłości ziemskie ks. Sanguszków i ich znaczenie wzrastały na tej ziemi. Po śmierci ks. Pawła M. W- K.. stado rozdzielone było przez synów. Ordynackie stado ks. ordynata, starszego syna, nie mogło należeć do rozdziału i śladu po sobie nie zostawiło. Musiało iść koleją całej ordynacji i przepaść u wujów ks- ordynata, u ks. Lubomirskich, a same stado Sanguszkowskie poszło działem między trzech braci. Gdy ks. Józef, M. W. K. starszy z nich i jego syn Roman, umarli, stado rozdzieliło się na dwie części: chrestowieckie i kłębowieckie, czyli zasławskie. To ostatnie po pół wieku chylenia się do upadku znikło także bez śladu około 1845 r.

Stado chrestowieckie po zgonie ks. Hieronima w 1812 roku, zebrało u siebie stada miejscowe innych posiadłości starostwa czerkaskiego i ilinieckie, na Ukrainie. W tym roku majątek był sekwestrowany i stado o tyle ocalało, o ile uratowane zostało przez ukrycie w wielkim w owych czasach lesie Smołderowskim. Długo potem słynęło stado Kumberleja w Małej — Rossji, tern mianowicie, że pochodziło z zabranych w 1812 r. kobył Chrestowieckich, gdy był gubernatorem na Wołyniu.

Gdy wojny przeciw Muzułmanom i przeciw Tatarom krymskim ustały, dała się uczuć potrzeba posiadania rasowych wschodnich ogierów, których dawniej wojny dostarczały; stąd kilku z wielkich ziemskich właścicieli zaczęło posyłać po ogiery do Stambułu. Sprowadzić zaś z Arabji zdarzyło się tylko ks. wojewodzie wołyńskiemu, wtenczas gdy nikt w Europie tego jeszcze nie czynił. Wysłał na ten cel prawdziwą wyprawę, na czele której był Burski, domownik księcia.

Istnieje wieść, że pierwszym koniem arabskim stada Chrestowieckiego był ogier skarogniady, sprowadzony ze Stambułu dla króla Stanisława Augusta, lecz w oczach króla, przyzwyczajonego do upodobań Zachodu Europy, był małego wzrostu i darowany był Politewskiemu, przy dworze królewskim będącemu. Ks. wojewoda wołyński go kupił i trzymał w stadzie pod tein nazwiskiem.

Burski, po kilku latach podróży, wrócił i przyprowadził 5 ogierów*). Pierwszy ten transport ogierów arabskich, w owym czasie tak trudny, zostawił już w stadzie ważne skutki. Gdy ks. Eustachy, syn ks. wojewody wołyńskiego, w 1813, na mocy ogólnej, zupełnej i najłaskawszej amnestji, wrócił do swoich majątków, nabył w Jassach od główno – komenderującego generała Gudowicza, pozostałych z wojen tureckich pięć ogierów; lecz te długo nie służyły, bo ich użycie przy stadzie Chrestowieckiem pokazało się niewłaściwe, po prawdziwych arabach poprzednio przyprowadzonych przez Burskiego; wtenczas zamyślił naśladować swego’ ojca i przedsięwziąć drugą wyprawę po ogiery do samej Arabji.

Nim wrócimy do tej wyprawy, wspomnieć należy, że w owym czasie był u ks. Eustachego’ koń, który dzielnością swoją zrobił sobie imię prawie historyczne. Ten wierzchowy, kary, dzielny koń księcia nazywał się Szumka I. Brat starszy tego’ konia, równie piękny, lecz mniejszy i nie- dochodzący go dzielnością, był darowany w 1810 r. przez ks, Eustachego, ks. Józefowi Poniatowskiemu, który na nim prawie zawsze jeździł i na nim był malowany.

Nakoniec ks. Eustachy przygotował długo upragnioną wyprawę do Arabji i w 1816 r. wysłał ją pod dowództwem koniuszego’ Moszyńskiego. W r. 1818, w listopadzie wróci! Moszyński, przyprowadził 10 koni oryginalnych, z których biały Hajlan i szpakowaty Dzielfa, były ogierami pierwszej dobroci.
Z potomstwa Hajlana najbardziej odznaczał się kary Szumka II, od kobyły Polki.

Między latami 1821 i 1826 przybywały transporta koni z Arabji perjodycznie, i ks. Eustachy utrzymywał w Alepie przez lat kilka Araba Syryjczyka nazwiskiem Arutin w usługach swoich, z obowiązkiem prowadzenia do Sławuty, lub do Odessy, transportowanych perjodycznie koni arabskich.

Od r. 1842, znowu po przerwie kilkoletniej, zaczęły nowe przybywać ogiery arabskie: Dżedran kasztanowaty, Batran Aga biały, ogier stadny pierwszej klasy (fig. 10), i wielu innych. Trzecia wyprawa stadna do Arab j i była piszącego tę notatkę. Czwarta była w roku 1857-8, pod dowództwem dwóch urzędników stada, pp. Świerczyńskiego i Czerniawskiego i przyprowadziła konie znamienite.

Rekapitulując moje opowiadanie, ilość arabskich oryginalnych koni, dopóki ks. ks. Sanguszkowie zaczęli posyłać sami do Arabji jest:

w roku 1800 — 1803 przyszło z Arabji ogierów oryginalnych …5
w roku 1813 — 1814 przyszło ogierów orjentalnych … 5
w roku 1818 przyszło ogierów arabskich 9, kobyła 1 … 10
w roku 1821 — 1826 przyszło ogierów arabskich 10, kobył 4 … 14
w roku 1842 — 1845 przyszło ogierów arabskich… 3
w roku 1853 — 1855 przyszło ogierów arabskich … 4
w roku 1858 z Arabji 5 ogierów, 1859 przez Anglię 1 … 6
w roku 1861 Derwisch, w roku 1862 Yemen …. 2
w roku 1864 Feruk-Han, w roku 1865 Feruk-Han młody 2 w roku 1865 Bagdadi, w roku 1866 Aghil Aga, Jamri … 3
w roku 1867 Hammad, w roku 1868 Hadudi … 2
w roku 1869—1872 Hemdani, Trafani, Kohejlanów 2 … 4
w roku 1870—1871 dwie kobyły, biała i kara Dzielfa … 2
Zatem do 1 czerwca 1872 r. ogół oryginalnych arabów 62

Gdy stosunki polityczne kraju z Turcją zrobiły się przy końcu XVIII wieku łatwiejsze i podróże przez Jassy i Mołdawję były więcej możebne, z końcem przeszłego i początkiem naszego wieku, wielcy panowie krajowi, jako posiadacze wielkich przestrzeni ziemi i wielkich stad, powzięli myśl wysyłania po kupno ogierów do Stambułu; tak zrobił książę Czartoryski, generał Z. P., tak Szczęsny Potocki, wysyłając sławnego’ w dziejach stadnych kraju Obodyńskiego. Tak zrobił ks. Sanguszko, wojewoda wołyński, posyłając Kajetana Burskiego, o którym wyżej mówiliśmy. Czy starania Burskiego były szczere, jak im przeczono, czy czasu nie tracił na bawieniu się, jak go potem posądzono, rozbiór szczegółów wyprawy najlepiej nas przekonywa; dlatego też pozwalamy sobie te szczegóły cytować. Burski pisze w liście ze Stambułu 3 julii 1803 roku, że jest nieszczęśliwy, że po trzech miesiącach, narobiwszy expensy, nie znalazł koni i nie może wracać. Pisze w nim dalej; „Odważyłem się tedy -puścić się w Arabię do Alepu dla wyprowadzenia koni. Podróż ta choć daleka, lecz zapewne nie będzie próżną, gdyż wszyscy się tu zgadzają, że tam można dostać koni”. Podróż taka w owym wieku w rzęczy samej była trudną, wymagała odwagi, a jako niebezpieczna, potrzebowała wielkiej energji moralnej i czynu, Jeżeli ten list jest dowodem, że Burski pierwszy o niej mówił i pierwszy przedsięwziął, wdzięczność jemu się należy, jako też księciu wojewodzie wołyńskiemu, że ją dał wykonać, Pisze Burski dalej: ,,Pragnę ja zrobić tak, jak sługa szczerze przywiązany do pana; ryzykować życie moje, aby uczynić dość woli Pańskiej; czego drudzy nie robią”. Mówi dalej’: „Że księcia Adama (Czartoryskiego) koniuszowie i Obodyński, wolą stracić względy panów swoich, niż na niebezpieczeństwo narażać się”. Ten list i ta okoliczność są w tem dla stada ks. Sanguszków ważne, że wykazują początek usiłowań trzech pokoleń sprowadzania koni z Arabji i jako też podstawę wartości stada i specjalności przywiązanej do imienia ks. Sanguszków.

Syn księcia wojewody wołyńskiego ks. Eustachy Sanguszko, był wierny i stały początkowi zrobionemu przez ojca i rozszerzał go stałemi stosunkami z Arabjią. Wysłał na wschód Tomasza Moszyńskiego, swego koniuszego (zm. w Sławucie 1858 r.). W instrukcji, którą mu dał, ciekawsze szczegóły były takie: „Na sprośne życie ludzkie, w pokojach i w łóżku, przypadki się trafiają. W podróży tak odległej tern silniej je imaginacja wystawia. Wszelako mogę zapewnić, że nikt bez przeznaczenia nie doszedł swego kresu”. Ta instrukcja pisze później: „Cztery tysiące dukatów i rubli pięćset na kupienie koni i na ekspens przeznaczam. Temi czterema tysiącami dukatów rozrządzi Moszyński, jak mu się zdawać będzie. Trzy konie stadne a jednego Juchą z Juchów pod moję osobę i mój wiek, a bardzo zręcznego, radbym aby mi przyprowadził”. ’ Były to czasy tanich koni, osobliwie w Arab j i, skąd .do Europy, mającej jeszcze w owym czasie jazdę klasyczną francuską szkoły Laguerriniere, a niemiecką szkoły Gottingenskiej, nigdy nie zakupywano koni arabskich; tylko w Anglji już były się pokazały, od których to rasa angielska wyszła. Przytem trzeba przyznać, jak to z rachunków wyprawy tej widzimy, że Moszyński bardzo mało pieniędzy wydał i był nadzwyczaj wiernym i oszczędnym. Instrukcja mówi dalej: „Przez Moszyńskiego w jego rozporządzeniu powinien być zrobiony układ, broń Boże jego zgonu lub choroby. W jakim kształcie jego karawan (to jest jego Carawana) ma zachować się, niech Moszyński dobrze nad tern zastanowi się, gdy kupi konie w Damaszku i jego okolicy, czy z Alepu ma iść lądem, czyli w Alepie siąść na okręt” (.sic).

Moszyński wybrał drogę lądową i dobrze to zrobił, choć była trudną i niebezpieczną i 28 lat potem piszą- cy te słowa, wybrał dla koni, które w tej samej miejscowości kupił, drogę lądową.
Instrukcja kończy się temi wyrazy: „Gdybym sądził, iż w tej podróży jest wiele niebezpieczeństwa, ani Ciebie, mój’ Moszyński, ani tych, którzy z Tobą jadą, za żadne konie bym nie ryzykował. Wszelako posłanie Męża i Ojca, którym jesteś, wkłada na mnie obowiązek zapewnienia Ciebie, iż o przystojnem dochowaniu familji Twojej w przypadku na Ciebie pamiętać najmocniej będę”. Piękne uczucia, które cenić nam trzeba, jako przeszłe, a nie teraźniejsze i które pokazują, jakie dawniej obowiązki mieli panowie, et combien noblesse obligeait w stosunkach życia wielkich panów.

Moszyński szczerze i troskliwie wykonał poruczone mu przedsięwzięcie. Dnia 22 decembris 1818 r., prawie 2 lata po wyjściu zdawał rachunek pieniężny. Jest nadto ciekawem wiedzieć teraz jakie ceny były płacone temu 54 lat, abym nie pozwolił sobie tu ich podać. Pisze Moszyński: „Wziąłem z kasy Sławudkiej i Ilinieckiej na kupno koni i na całą podróż 4.700 dukatów, które zmienione, dukat po 14 lewów, czynią lewów 65,800. Na kupno koni wydał lewów 31,550. Miał z sobą pomocnika koniuszego, Franciszka Świerczyńskiego i kozaków stajennych trzech: Harasyma, który poprzednio był w Arabji z Burskim, Szerewerę i Michałka. Ten ostatni w 1872 roku umarł w Sławucie. Ekspensy przez całą podróż tam i nazad było lewów 33,534.

Książe Eustachy Sanguszko był tak zachwycony i szczęśliwy z posiadania koni wywodowych, że w korespondencjach swoich nie tylko wspomina o tych koniach, lecz opisuje wypadki podróży Moszyńskiego i zdarzenia, jakie były przy kupnie koni w pustyni arabskiej. O Neżdym, gdy wspominał w liście do swego ukochanego szwagra, generała Mokronowskiego, pisze; „że nadzwyczajnej piękności”. To miał być ten koń przeznaczony pod niego, o którym pisał tak energicznie, jak oryginalnie w instrukcji danej. W drugim liście opisuje tego konia: „Biały jak srebro, oczy, ogon, grzywa czarne, co do wzrostu jak największej miary. Trzeciego dnia po jego przybyciu orałem (pisze ks. Eustachy) na nim po reitszuli czasem przy ziemi i za nią (zębami) chwytał, czasem zaś, aż pod belki (sufitu reitszuli) wznosił się”. W innym zaś liście, pisze w ośmnaście miesięcy od daty powrotu Moszyńskiego, dnia 14 julii 1819 r,: „Pochowałem Neżdego, zdechł na kolki w kilku godzinach”.

Do Rzewuskiego Wacława w styczniu 1819 r. pisze ks. Eustachy: „Prawdę powiem Panu Grafowi, że w naszym kraju, ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało o takich koniach arabskich, jakie ja mam”. Powtarza w tym liście, że z samego Dezertu.

Że były z Dezertu, rzecz niewątpliwa i to zrobiło wyższość koni, przyprowadzonych w owym czasie, gdy nikt w Europie jeszcze nie myślał o sprowadzeniu koni arabskich. Moszyński spełnił dobrze włożony na niego obowiązek, pomagał mu radą swoją Anglik, Rawson, pierwszy znawca koni arabskich, osiadły w Alepie, ożeniony z kobietą Arabką, którego piszący tę notatkę o stadzie, poznał w Alepie 28 lat potem i był przyjmowany gościnnie w jego domu.

Zapewne i teraz znaleźć można w pustyni najwyższe typy doskonałości rasy arabskiej. Pustynia i charakter arabski są nadto wiekowe i stałe, by się zmieniały; lecz w naszym wieku, idącym szybkością pary i elektryczności, nikt nie ma dość wolnego czasu, aby zająć dwa lub trzy lata życia swego na wynalezienie konia pustyni, jak to zrobili Burski naprzód, a następnie Moszyński.
Co do dzisiejszego stanu statystycznego stad ks. Sanguszków, cyfry są obecnie następujące:

a) W Chrestówce jest;
Kobył stanownych 45
– półkrwi 4
Stadniny młodej i ogólnej 141
Zatem razem 190 sztuk

b) Pod Satanowem jest:
Kobył pełnej krwi angielskiej 7
– półkrwi 3
– anglo-arabskich 6
– oryginalnych arabskich 2
– arabskich swego chowu 53
– młodych na stanowne idących … 17
Stadniny młodej i ogólnej 168
Zatem razem 256

Powyższe szczegóły uwydatniają, że wychowanie z miłością koni arabskich, jest rzeczą rodziny i imienia ks. Sanguszków, uświęcone przez starania i uczucia czterech pokoleń.


Stadnina książąt Sanguszków
ROMAN SANGUSZKO, starszy – JEŹDZIEC I HODOWCA, 1933 r. nr 33

Patron Honorowy: Marek Rzepka

Mecenas: Stadnina Koni Arabskich Klikowa Arabians

Opiekun: Anna i Artur Bober

Książę, hodowca koni arabskich (SK Sławuta, Gumniska), filantrop. Jeden z 30 najbogatszych ziemian w Polsce, w okresie międzywojennym.

Był synem Eustachego, namiestnika Galicji, i Konstancji z Zamoyskich (z Podzamcza), bratankiem Romana Damiana i Pawła Romana. Długo oczekiwany przez swych rodziców, ojca stracił w trzecim roku życia; wychowywany był przez troskliwą matkę. Wykształcenie odebrał tylko domowe, staranne, szkół żadnych nie ukończył.

Roman Sanguszko odziedziczył resztkę dawnej fortuny rodowej: po utracie 62 tys. ha dóbr na dawnym Wołyniu (Sławuta), zostały mu Gumniska (17 730 ha), do czego doszły – poprzez Rzewuskich – Podhorce (3 340 ha). Wśród pięciuset współczesnych sobie najbogatszych ziemian w Polsce znalazł się na miejscu trzydziestym.

Gumniskami – majątkiem uprzemysłowionym, zatrudniającym przeszło 3 tys. robotników – zarządzał osobiście. Zgodnie z tradycją sanguszkowską – niezwykle dbał o warunki bytowe swych oficjalistów.

We wszystkich folwarkach były ochronki dla dzieci, jeden zaś z nich ofiarował na urządzenie przyszłej szkoły rolniczej.

Troszczył się o higienę wsi, wszędzie zakładał urządzenia kąpielowe i boiska sportowe. Każdy ze służby dostawał emeryturę i teren pod budowę własnego domku (na co kredyty miał zapewnić Bank Rolny). W Tarnowie utrzymywał dwa zakłady dobroczynne: ochronkę dla dzieci i przytułek dla starców.

Dwa folwarki pod budowę państwowej fabryki związków azotowych w Mościcach odstąpił za cenę wyznaczoną przez polski rząd. Na podobnych warunkach sprzedawał konie, jeśli stroną nabywającą było państwo.

Łożył wiele na odbudowę swego zamku w Podhorcach, chcąc mu przywrócić dawną świetność. Miał tam powstać ośrodek historyków sztuki. Organizował (w Wierzchosławicach i w Podhorcach) kolonie letnie dla warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych.

Roman Sanguszko był zapalonym automobilistą i posiadał kolekcję wspaniałych samochodów. Wchodził w skład pierwszego zarządu założonego w r. 1926 Krakowskiego Klubu Automobilowego.

Ponad wszystko – znów idąc za głosem rodzinnych od pokoleń zamiłowań – kochał się od dzieciństwa w koniach arabskich. Ich stado w Gumniskach było słynne. Po zniszczeniach – spowodowanych pierwszą wojną światową – właśnie Sanguszko posiadał w swej stadninie najwięcej (8) klaczy czystej krwi.

W roku 1927 powierzył prowadzenie stajni znakomitemu znawcy, Bogdanowi Ziętarskiemu. Finansował jego kosztowne wyjazdy w poszukiwaniu nowych koni dla swojej stadniny w Gumniskach. Był przed drugą wojną światową jedynym na świecie hodowcą sprowadzającym konie dla odświeżenia krwi – wprost z pustyni Arabii Saudyjskiej.

Roman Sanguszko trafnie oceniał i akceptował propozycje Ziętarskiego, dzięki czemu zarówno stadnina, jak i stajnie rozwijały się doskonale, a hodowla przynosiła wysokie dochody. Sanguszko pozwalał innym hodowcom na korzystanie ze sprowadzonych oryginalnych arabów. W II tomie „Polskiej księgi stadnej koni arabskich czystej krwi” (1938) wpisanych zostało 16 matek z jego stada.

W roku 1937 Roman Sanguszko ożenił się z Wandą z Turzańskich, rozwiedzioną z Tadeuszem Krynickim, zmarłą 17 XII tego roku.

Z końcem czerwca 1939 H. B. Babson z Chicago, w przewidywaniu rychłego wybuchu długotrwałej wojny, ofiarował Sanguszce roczną gościnę dla gumniskich arabów, w którym to czasie właściciel mógłby coś postanowić o ich dalszym losie.

Korespondencja toczyła się jeszcze w październiku 1939, adresowana już na Węgry, gdzie agresja niemiecka na Polskę zastała Romana Sanguszkę u księcia Beli Odescalchi.

W latach wojny hodowlę koni w Gumniskach nadal prowadził Roman Ziętarski. W urządzonych przez władze niemieckie wyścigach w roku 1942 i 1943 we Lwowie wzięła udział również stajnia „Gumniska”, wygrywając wiele wyścigów.

Nic jednak nie było w stanie uratować stada – najpierw z rąk Niemców, którzy je „ewakuowali”, później od skutków działań wojskowych na przełomie lat 1944/5.

Wojenny okres spędził Roman Sanguszko w Rzymie, Paryżu, Nowym Jorku – nim ostatecznie zdecydował się na osiedlenie w Brazylii. Wspomina go Tuwim w „Kwiatach polskich”. Przyjemność sprawiało mu towarzystwo Jana Lechonia, zapraszanego na pogawędki.

Materialnie był dostatnio niezależny, nie musiał wyprzedawać rzeczy bezcennych, których trochę uratował. Nową fortunę zapewnił mu niespodziewany spadek po drugiej żonie, poznanej już na emigracji, Germaine Mann, v. Gontaut-Biron. Po rozwodzie zachowała ona sentyment do swego dawnego męża i przed śmiercią w r. 1967 zapisała mu cały posiadany znaczny majątek.

Był prezesem honorowym powstałego w roku 1955 Klubu „44”, skupiającego głównie bardzo zamożną powojenną emigrację, korzystającego z lokalu udostępnionego przez Romana Sanguszkę.

Założył „Socieda Sanguszko de Benecienda”. Jednym z głównych dobroczynnych darów tej fundacji stał się w São Paulo, przeznaczony dla Polaków, tzw. Dom Spokojnej Starości, otwarty 12.07.1977. Dom ten pełnił też rolę miejsca różnych okolicznościowych spotkań Polonii, jak np. w r. 1980 zebrania polsko-węgierskiego, Sanguszko bowiem opowiadał się za jak najbliższą współpracą obydwu narodów.

Z funduszów osobistych, w których zarządzaniu pomagali mu Aleksander Czartoryski i adwokat Jan Litmanowicz, Sanguszko wspomagał polskie organizacje emigracyjne, jak Biblioteka Polska w Paryżu, Instytut Polski i Muzeum gen. Sikorskiego w Londynie. Hojnym darem pozwolił przetrwać działającemu w Wielkiej Brytanii „Joseph Conrad Society”. Nie zapominał o krewnych oraz dawnych znajomych w Polsce, jeśli byli w ciężkich warunkach. Pamiętał też o dawnych oficjalistach (wśród obdarowywanych był nawet premier Józef Cyrankiewicz – jako syn pracownika zarządu dóbr gumniskich).

Potrzeba dawania z czasem wyraźnie się jeszcze nasiliła. Papieżowi Janowi Pawłowi II przekazał czternaście barokowych szat liturgicznych (1983) z zamku w Podhorcach. Kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu darował (1981) dla Kurii Metropolitalnej Krakowskiej dom przylegający do pałacu biskupiego w Krakowie, przy ul. Franciszkańskiej 1.
Do Muzeum w Wilanowie przesłał jedną ze słynnych jedwabnych kołder królowej Marysieńki Sobieskiej.

Sanguszko zmarł 26 IX 1984 w São Paulo i został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Na podstawie: Sanguszko Roman Władysław Stanisław Andrzej, [online] Warszawa: Narodowy Instytut Audiowizualny [dostęp 03.07.2019], https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/roman-wladyslaw-stanislaw-andrzej-sanguszko

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ród ogiera Kuhailan haifi” (1984) – Roman Pankiewicz

Patron Honorowy:

Mecenas: Małopolska Hodowla Roślin Spółka z o.o.

Opiekun:

Kawalerzysta, hodowca, podróżnik. Jeden z wizjonerów wyścigów i hodowli koni arabskich w Polsce. Zmarł zapomniany w biedzie.

Człowiek, którego historia życia, nadaje się na scenariusz filmowej superprodukcji, z końmi na pierwszym planie.

Urodził się w 1884 roku w majątku rodzinnym, w miejscowości Rabe koło Ustrzyk Dolnych. Zmarł na serce 14.02.1958 r. w szpitalu w Miliczu i został pochowany na miejscowym cmentarzu parafialnym. Wszystko wskazuje na to, że dziś jego mogiła już nie istnieje.

Po zakończeniu I Wojny Światowej dzierżawił majątek Czaple, gdzie założył z pięciu klaczy stadninę koni pełnej krwi.

Prowadził stajnię wyścigową, która odnosiła sukcesy Warszawie i Lwowie. W 1922 roku na łamach ,,Jeźdźca i Hodowcy” przedstawił pomysł założenia księgi stadnej dla koni czystej krwi arabskiej. Zaproponował przeprowadzanie prób dzielności dla koni arabskich w formie wyścigów.

Wybitny znawca koni czystej krwi, który kupił i pokazał światu pustynnego ogiera KUHAILAN HAIFI or.ar. Kosmopolita, któremu wyścigi i hodowla koni arabskich w Polsce wiele zawdzięcza.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Ród ogiera Kuhailan haifi” (1984) – Roman Pankiewicz

Książę Sanguszko i Bogdan Ziętarski
Przedwojenna fotografia arabskiego stada ks. Romana Sanguszki w Gumniskach. Prowadzone głównie w kierunku wyścigowym, z dużymi sukcesami na tym polu dzięki otwartemu umysłowi Bogdana Ziętarskiego.