Wpisy

Patron Honorowy: Stadnina Koni Kurozwęki

Mecenas:

Opiekun: Aurora i Michał Popiel de Boisgelin

Polski hipolog, pisarz, ziemianin. W wieku 60 lat zasłynął jako „konny podróżnik po Polsce”, którą opisywał w swoich sprawozdaniach. W 1936 roku otrzymał jedną z pięciu pierwszych Honorowych Odznak Jeździeckich (m.innymi wraz z śp. Marszałkiem Józefem Piłsudskim oraz polskimi medalistami olimpijskimi).

Paweł Popiel nigdy nie był hrabią i nie pozwalał tak do siebie się zwracać. Gospodarował w odziedziczonych dobrach kurozwędzkich, które doprowadził do wysokiego poziomu (zwłaszcza lasy).

Miał trzy pasje. Intensywnie zajmował się odnową znacznie przetrzebionych spłatami lasów (1500 ha). Doprowadzając je do wysokiej kultury leśnej. Druga pasja to pisarstwo, które bardzo intensywnie rozwinęło się w późniejszych latach jego życia. Publikował w „Sylwanie”(czasopismo dla leśników), natomiast w „Czasie” i „Rolniku” systematycznie publikował opisy swoich podróży konnych po Polsce.

Trzecią, największą pasją Pawła Popiela była hippika i hipologia. Prowadził po ojcu niewielką stadninę koni pełnej i półkrwi. Uchodził za autorytet w dziedzinie rodowodów koni. Publikował książki i artykuły poświęcone stadninom np. „Monografia stadniny w Dzikowie” (jeździec i hodowca r.1936), jeździectwu  hodowli koni.

Współpracował z zagranicznymi czasopismami hipologicznymi – „Sanct george zeitung”, „Die sportwelt”, „Le jockey”.
Dzięki tej współpracy popularyzował polskie hodowlę i jeździectwo.

W wieku sześćdziesięciu lat, przekazał dobra kurozwęckie w administrację synowi Marcinowi.

I wtedy zapragnął poznać Polskę…..
„zawstydzała mnie myśl, że znam większą część europy, a nie znam własnego kraju”

I tu zaczyna się najpiękniejsza karta jego życia.

Podróże konne po Polsce……

Lato spędzał w siodle, w zimie opisywał swoje podróże.

Tak powstał niezwykły, bardzo rzetelny, nie do przecenienia przewodnik po Polsce (uważam, że aktualny do naszych czasów). Nigdzie nie znalazłam tylu ciekawostek, pięknie i ze znawstwem opisanych miejsc, zabytków, osób czy koni.

Był znakomitym obserwatorem. Cenił piękno i umiał to przekazać.

W ciągu pięciu lat (1931-1935) przebył konno ok. 16 000 kilometrów.

Wypraw było pięć.

Porównywany do Don Kichota, Popiel adresował swoje opisy podróży przede wszystkim do młodzieży wyrażając nadzieję, że pójdzie za jego przykładem.

Każdą wyprawę starannie planował.

Świadczy o tym fakt że często wyjeżdżali mu na spotkanie gospodarze (odprowadzali również). Były to niejednokrotnie bardzo uroczyste powitania.

Cyt.: „Młody pan Skarżyński odprowadził mnie aż do Starogardu, gdzie konsystuje 2-gi pułk szwoleżerów Rokitniańskich. Spotkał mnie tu wzruszający, nieprawdopodobny i niezasłużony zaszczyt, tem cenniejszy, że pochodzący od przedstawicieli naszej armji. Na dwa km przed miastem, na szosie, wśród wysokopiennego lasu, oczekiwał mnie major Łękawski, rotmistrz Nestorowicz z bardzo liczną grupą pp. Oficerów i pocztem trębaczy na siwych koniach. Po przywitaniu się i przemówieniu pana majora z konia, ruszyliśmy do miasta, gdzie temu niezwykłemu pochodowi przyglądała się liczna, zdziwiona i zaciekawiona publiczność. Najwięcej zdziwionym i wzruszonym tak szczeremi dowodami życzliwości oficerów sławnego pułku dla skromnego kawalerzysty byłem ja sam przedewszystkiem” (pisownia oryginalna).
Cytat z publikacji „Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” str. 21



Podróże Pawła Popiela:


Podróż pierwsza, na klaczy Lalka – 1421 kilometrów na koniu.

W sumie, było to siedem wycieczek w ciągu dwóch miesięcy. Od końca czerwca do końca sierpnia.
– pierwsza próbna wycieczka – po powiecie stopnickim Zborów-Wójcza-Słupia-Sichów.

Dwa dni – 91 kilometrów. Następny wypad w sandomierskie i opatowskie. Cztery dni – 134 kilometry.

Po kilku dniach przerwy, wyprawa trzecia „do mekki hodowli konia arabskiego” czyli do Gumnisk przez Sichów, Słupie, Szczucin, Tarnów. Czas: osiem dni, dystans: 330 kilometrów

Wyprawa czwarta – po tygodniowej przerwie, do Jacentowa. Dwa dni – 95 kilometrów.

Następnego dnia: piąty wyjazd, cel – Piotrków Trybunalski, wyścigi.

W powrotnej drodze, Popiel przejechał w jednym dniu 105 kilometrów.

Cyt.: ”To już było coś poważniejszego, tembardziej, że klacz na ostatnich kilometrach poczuwszy, być może, znaną jej stajnię, z głową do góry i uszami naprzód z trudem była w wyciągniętym kłusie do utrzymania.” (Lalka miała ok. 19-20 lat!!). jw str.15.

Siedem dni – dystans 340 kilometrów.

Następnego dnia: wyprawa szósta pod Miechów i Kraków. W deszczu po bardzo śliskich drogach (rędziny). Dziesięć dni – dystans 341 kilometrów.

Siódma: dzień później „tam i z powrotem” do Włostowa. Jeden dzień – 80 km.

Cyt.: ”Jechałem 17 do 105 kilometrów dziennie, przeciętnie więc 60 kilometrów, normalnie 10 na godzinę. Klacz miała wciąż wyborny apetyt, nogi jej i ścięgna utrzymywało w porządku półgodzinne stanie w bieżącej wodzie, gdzie tylko taka się znajdowała. Wypróbowane lekarstwo! – z braku tego naturalnego środka, chlustało się godzinę z wiaderka studzienną wodę na nogi, nakładając potem suche bandaże po uprzednim masażu.” „Odwiedziłem 30 przezacnych staropolskich domów” Kurozwęki 5 ix 1931. Jw. str. 18-19.


Podróż druga (1932 rok) – 2918 kilometrów na koniu

Wycieczka sportowo-krajoznawcza w dorzeczu Wisły, Sanu, Bugu, Wieprza, Ikwy, Styru, Nidy, Prosny, Warty, Brdy, Noteci i Pilicy.

Cyt.: „Konna jazda ma swoisty urok i łatwiej dotrzeć do różnych ciekawych zakątków konno, niż koleją żelazną lub samochodem, w obecnych warunkach zaś finansowo przystępniejsza.” „2918 kilometrów na koniu” str.3.

Podróż tą i następne, odbył na klaczy pełnej krwi Jedynka, własnego chowu.

Cyt.: ”Przygotowywałem klacz od wiosny, odbywając kilka razy w tygodniu spacery po własnej majętności, od 20-30 km dziennie wolnym kłusem i bardzo posuwistym stępem, takie tempo najlepiej wyrabia muskuły; jadła stale 6 kg owsa na dzień. W podróży należało oczywiście zużywać klaczy bardzo ostrożnie, wykorzystywać do kłusa każdy odpowiedni teren, a zwalniać do stępa, nawet na najkrótszym odstępie nierównej drogi.” Cyt jw. str.4.

Popiel w czasie drugiej wyprawy konnej odwiedził łącznie 122 miejscowości. Wypraw było trzy:
1 – próbna po powiecie Stopnickim – 175 kilometrów i do Kozienic – 364 kilometrów.
2 – druga wyprawa w Lubelskie i na Wołyń
3 – trzecia wyprawa do Wielkopolski

Szczególne miejsce Paweł Popiel poświęcił wizycie w Gołuchowie. Rezydencja do dzisiaj zachwyca (polecam opis str. 73 i dalej).

Trzecia wielkopolska wycieczka trwała 6 tygodni i dwa dni, dystans 1603 km


Podróż trzecia (1933 rok) – do Białowieży i do kraju hucułów na koniu

Wzorem poprzednich lat, popiel odbył kilka krótkich wycieczkach po powiatach Stopnickim, Pińczowskim i Kieleckiem (390 kilometrów).

Wyprawa do Białowieży

21 maja, upewniwszy się że klacz Jedynka jest w dobrej kondycji do podróżowania, Paweł Popiel wyruszył w stronę puszczy białowieskiej. Cyt.: „W 41 dni podróży, w tem 31 dni z deszczem, stanąłem znów w domu. Wycieczka ta, na dystansie 1716 km dała mi największe wszechstronne zadowolenie a zwracając się do młodych czytelników muszę skończyć słowami: cudze chwalicie a swego nie znacie.” Cyt.: ”Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” str.47.

Łącznie odwiedził 106 miejsc.

Druga tegoroczna wyprawa – do kraju hucułów

Popiel wyruszył na tą wyprawę 16 lipca. Rok 1933 był bardzo deszczowy. Burze i deszcze towarzyszyły mu przez większość podróży (31 dni słotnych na 41 dni całej podróży), jechał na przemian moknąc i wysychając w siodle; niestety miało to wpływ na zdrowie naszego podróżnika.

Kilka dni przebywał w Korczynie u hr. Stanisława Szeptyckiego, lecząc poważne zaziębienie.

Cyt.: ”Sprawiłem łaskawym gospodarzom kłopot, ale dla mnie było nader szczęśliwe, że pod przyjacielskim dachem przechodziłem skutki poważnego zaziębienia, spowodowanego dziewięciodniowym deszczem z rzędu. Nie mogąc z tego powodu dokończyć podróży według planu, powróciłem do domu samochodem, jak na kawalerzystę z niemałem upokorzeniem, ale z przekonaniem że złożyłem broń istotnie tylko przed szczególnie niesprzyjającą atmosferą.:.;”Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” str. 87.

Dystans obu wycieczek wyniósł 4004 km plus wyprawy próbne – 390 km, razem 4394km.

Odwiedził 232 miejscowości.

Jedynka zasługuje na to by ją na przyszły rok napoić w polskim morzu cyt..;”Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” str.87.

Wyprawę tą opisał Popiel w listopadzie 1933 roku.


Podróż czwarta (rok 1934) – wiślanym szlakiem do polskiego morza

Jak Paweł Popiel „obiecał” Jedynce, napoić ją w polskim morzu tak słowa dotrzymał.

Poprzedzając zasadniczą wyprawę odbył Paweł Popiel wycieczki próbne po ziemi opatowsko – sandomierskiej.
Dystans tej próbnej wycieczki (dla wprawy klaczy Jedynka), wyniósł 239 kilometrów w sześć dni (jedenaście odwiedzonych miejscowości).

Kilka dni później wycieczka do polskiego morza. Spotkanie w Zoppot (Sopot) z niemieckim hipologiem P. Ziehm oraz z przedstawicielem Związku Jeździeckiego w gdańsku majorem Schonfeldem.

Cyt.: ”A że umyślnie miałem z sobą polskie księgi stadne i około 200 fotografij polskich koni, więc kilkogodzinna rozmowa z tymi panami, przy doskonałem winie reńskiem, miała cel i charakter propagandy i może nie była całkiem bezpożyteczna!” Cytat z publikacji „Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” str. 26.

O tym jak szanowali Popiela nawet Niemcy niech świadczy fakt, że po tym spotkaniu, P. Ziehm zaprosił Popiela i pokazał mu stado pełnej krwi „Praust” (Pruszcz Gdański). Oczywiście Popiel opisał oglądane konie z wrodzoną sobie skromnością i delikatnością. Aczkolwiek…..

Cyt.: ”Olimper po Nuage i Orcade. dużego wzrostu o pięknych linjach bardzo rasowy, ale przednie nogi są tego rodzaju, że trzeba mieć odwagę by używać tego konia do hodowli, pomimo niezaprzeczalnej klasy, jaką okazał w licznych zwycięstwach!” Cytat z publikacji „Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” str.27.

Półwysep helski, który Popiel postanowił przejechać konno wzdłuż i symbolicznie Jedynkę i konia fornalskiego uroczyście w polskim morzu napoić.

Kilka dni później – tegoroczna wyprawa trzecia, czyli po zachodniej części woj. kieleckiego.

Dystans wycieczek w roku 1934 wyniósł 2873 kilometry. Miejscowości odwiedzonych ok.140.


Wyprawa piąta (rok 1935) – ku naszym kresom na koniu

Wyprawę tą, ostatnią już niestety opisałam bardzo obszernie w opracowaniu poszerzonym. Nie ma już „kresów” ale opisy Popiela pozostały. Tak było.

Stamtąd już miał już niedaleko do domu. Dokąd powrócił 68 dnia podróży, odbytej na dystansie 2455 km. Wierna Jedynka dopomagała mu do względnie dokładnego poznania naszych kresów, pozostawiających w nim niezatarte wrażenie które jak umiał i zapamiętał, starał się opisać.

Wzruszające pożegnanie z czytelnikami.

W datowanym 12.IX.1935 posłowiu do ostatniej podróży popiel pożegnał się z czytelnikami donosząc o ciężkiej chorobie. Zmarł na gruźlicę gardła 23.VI.1936 w Kurozwękach.

a teraz w końcu pragnę pożegnać się z szacownymi czytelnikami i podziękować, że raczyli się interesować moimi krajoznawczymi opisami. Opisów było pięć tyle ile wycieczek. Przejechałem ogółem po Polsce czternaście tysięcy kilometrów; za trzy letnie sezony byłbym poznał resztę kraju. Wszystko było przygotowane, starannie przestudiowane. Pokazuje się, że o takich rozkosznych rekordach można tylko marzyć; urzeczywistnić je trudno. Stare polskie przysłowie mówi: ”lat kopa – nie ma chłopa” a ja dopiero po kopie zacząłem podróżować i to niezmiernie intensywnie i to się zemściło. Nagle powaliła mnie ciężka choroba – wykluczająca wszystkie podróże, za wyjątkiem tej, z której się już nie powraca….

Kurozwęki dnia 12-go września 1935r.

RIP dzielny podróżniku…..


Szanowni czytelnicy, pozwolę sobie na kilka uwag odnośnie moich opisów podróży Pawła Popiela. Z konieczności pisałam skrótowo, mam jednak nadzieję, że na tyle ciekawie, że zachęciłam szanownych do sięgnięcia opisu obszerniejszego – polecam zwłaszcza „Ku naszym kresom na koniu”. Może z sentymentu do utraconych „tam” ziem, może dlatego, że ta publikacja jako pierwsza, trafiła przed laty w moje ręce (mam oryginał odbitki z tygodnika „Rolnik” Lwów 1936) i tak mnie zachęciła, że drążąc temat, powstały te opracowania (skrótowe 5 stron i obszerne, ponad 50 stron).

O podróżach konnych Pawła Popiela głosiłam wykłady:
5 lutego 2018 w PTTK Rzeszów
12 czerwca 2018 w Pałacu Kurozwęki
15 listopad 2018 w Klubie Podróżnika

Autor tekstu: Elżbieta Perec

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Notatki i spostrzeżenia hodowlane” (1926) – Paweł Popiel

„1421 kilometrów na koniu” (1931) – Paweł Popiel

„2918 kilometrów na koniu” (1933) – Paweł Popiel

„Do Białowieży i do kraju hucułów na koniu” (1934) – Paweł Popiel

„Wiślanym szlakiem do polskiego morza na koniu” (1935) – Paweł Popiel

„Ku naszym kresom na koniu” (1936) – Paweł Popiel

„Honorowa Odznaka Jeździecka” (1936) – Redakcja czasopisma „Jeździec i Hodowca

Paweł Popiel na klaczy Lalka.
Cyt.: „Przed sześciu laty nabyłem od znanego sportsmena p. Berysa Schona z Sosnowca, zdaje się rewindykowaną wschodnio-pruską klacz piętnem łopat łosia …
źródło: „1421 kilometrów na koniu” str 4.
Paweł Popiel (1870-1936) i jego koń „Jedynka”.
Cyt.: „Wypadło pożegnać się ze staruszką (Lalka), wierną towarzyszką zeszłorocznej podróży, a dosiąść czteroletniej klaczy pełnej krwi własnego chowu, karo-gniadej Jedynki po Parther Dark Ronald – Panik po Ard Patrick/ od Fala II po Bob od Neck or Nothing, średniego wzrostu, rasowej w typie Ard Patricka angielskiego derbisty„.

źródło: „2918 KILOMETRÓW NA KONIU” str.3
Zdjęcie zrobione w Łoniowie hr. Emanuela Moszyńskiego (lata 30-te).
Paweł Popiel siedzi na klaczy Jedynka. Towarzyszy mu prawdopodobnie hr. Emanuel Moszyński (właściciel Łoniowa) lub jego syn. Jako trzecia osoba, siedzi w wózku (kałamaszce?) zaprzężonym w konia folwarcznego (tak go określił sam Paweł Popiel) pomocnik, który towarzyszył mu w wyprawach z wozem aprowizacyjnym. Fot.: Dzięki uprzejmości Zespołu Pałacowego Kurozwęki

Patron Honorowy:

Mecenasi: Ewa Wiegandt, Aleksander Zembaczyński, Marcin Marciniak, Jerzy „George” Zbyszewski, Marek Szewczyk

Opiekuni: Katarzyna Głuszek, Jan Świdziński, Andrzej Gniazdowski

Najwybitniejszy hodowca koni w powojennej Polsce. Twórca potęgi Stadniny Koni Golejewko oraz Stadniny Koni Krasne.


Władysław Byszewski i Jego wspomnienia o Macieju Świdzińskim:

W dniu 14 lipca 1988 r. w nowo powstałej Stadninie Koni w Krasnem, jej kierownik inż. Maciej Świdziński w trakcie sprowadzania koni z padoków został potrącony i upadając na bruk doznał silnego wstrząsu mózgu. Nieprzytomnego odwieziono do szpitala w Ciechanowie, skąd po 3 dobach został przewieziony do Warszawy, gdzie 19 lipca zakończył życie.

Maciej Świdziński urodził się 19 lutego 1930 r. w Łaziskach na Zamojszczyźnie. Tam w rodzinnym domu spędził pierwszy beztroski okres swojego dzieciństwa, które we wrześniu 1939 r. zostało przerwane wojną. Mieszkając na wsi obcował od dziecka z końmi i swe pierwsze kroki jeździeckie stawiał na kucyku. Po wojnie ukończył szkołę średnią w Lublinie, a z powodu trudnych warunków materialnych nie mógł sobie pozwolić na wyższe studia. W czasie wakacji dorabiał pracując w spółdzielni „Las” przy zbiorze runa leśnego. W 1948 r. los rzucił Go do Puszczy Kozienickiej, a mając chwilę wolnego czasu wybrał się na zwiedzenie tamtejszej stadniny. Wówczas pracowałem w PSK Kozienice i wyjeżdżając na przejażdżkę na og. Sygnet, w bramie spotkałem młodego chłopca, który mnie zaczepił sprężyście przedstawiając się i prosząc o zezwolenie na obejrzenie koni. Skierowałem Go do koniuszego, a sam kontynuowałem jazdę. Po dwu latach spotkałem Go w Mosznej i okazało się że był to właśnie Maciej Świdziński. Potem w żartach często wypominał mi, że jego odesłałem do koniuszego, a sam pojechałem konno w teren.


Czytaj więcej… (po kliknięciu przejdziesz do Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej)

***************************************************************

Artykuł Marka Szewczyk o Macieju Świdzińskim:

Gdyby żył, 19 lutego skończyłby 90 lat. Kto? Maciej Świdziński, największy hodowca koni pełnej krwi angielskiej w okresie powojennym. Wieloletni (1959-1987) kierownik Stadniny Koni w Golejewku. Jego osiągnięć już nikt nigdy nie pobije i to nie tylko w państwowej hodowli – bo ta dogorywa – ale w polskiej hodowli w ogóle. Wyhodowane przez niego konie wygrywały Derby na Służewcu (w latach 1962-1986) aż 15 razy! Do tego dwa razy w Wiedniu (Neman i Korab). A poza tym 9 wygranych w Oaks, 12 w Wielkiej Warszawskiej, 15 razy w Nagrodzie Prezesa Rady Ministrów i 15 razy w St. Leger.

Czytaj więcej… (po kliknięciu przejdziesz do Polskiej Cyfrowej Biblioteki Jeździeckiej)

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Maciej Świdziński – wybitny polski hodowca” (2019) – Marek Szewczyk

„Inż. Maciej Świdziński nie żyje” (1988) – Władysław Byszewski

„Wychów źrebiąt pełnej krwi w SK Golejewko” (1971) – Maria i Maciej Świdzińscy

„Wypasy górskie rocznych źrebiąt pełnej krwi angielskiej” (1980) – Maria i Maciej Świdzińscy

Na zdjęciu: Hodowcy w SK Moszna (od lewej) Jerzy Jaworski, Maciej Świdziński,
Władysław Byszewski i Hubert Szaszkiewicz. Fot. B. Imiołczyk.

Patron Honorowy: Monika Słowik

Mecenas:

Opiekun: Krystyna Kukawska, Zygmunt Kukawski

Hodowca koni, jeździec, publicysta, uznany historyk kawalerii, działacz i sędzia jeździecki.

Lesław Kukawski urodził się 7 kwietnia 1930 roku we Lwowie jako syn Zygmunta, absolwenta Wydziału Lasowego Politechniki Lwowskiej i Janiny z domu Stańkowskiej.

Zmarł 10 lutego 2016 r. Jego pogrzeb, który odbył się 20 lutego na trzcianeckim cmentarzu.

Od dzieciństwa przejawiał zainteresowanie wojskiem i historią, na co niewątpliwie wpływ miał wpajany mu w domu kult dla tradycji narodowych i przywiązanie do rodzinnej przeszłości walk o niepodległość. Pradziadek Rajmund Kukawski był powstańcem styczniowym. Ojciec Zygmunt jako chłopiec brał udział w obronie Lwowa przed Ukraińcami w 1918 roku i został odznaczony Krzyżem Obrony Lwowa. Jeden brat matki, Bolesław Stańkowski, poległ pod Laskami w 1914 roku jako legionista I Brygady Legionów i został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Niepodległości. Drugi brat matki, Zygmunt Stańkowski, był w 1920 roku ochotnikiem i służył w 8. Pułku Ułanów, a w drugiej wojnie światowej był oficerem II Korpusu Polskich Sił Zbrojnych we Włoszech. Brat stryjeczny matki, Stanisław Stańkowski, służył w stopniu kapitana w 11. Pułku Artylerii Lekkiej w Stanisławowie i walczył w kampanii wrześniowej 1939 roku. Marzeniem Lesława Kukawskiego było zostać kadetem 1. Korpusu Kadetów we Lwowie, ale wybuch wojny w 1939 roku pokrzyżował te plany. Do szkoły powszechnej zaczął uczęszczać przed wojną, potem kontynuował naukę w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej w tajnym nauczaniu i pierwszą klasę gimnazjalną zaliczył zdając przed profesorami egzamin z tego nauczania we Lwowie. Równocześnie pracował przy koniach roboczych w fabryce likierów Mikolasch & Baczewski na peryferiach Lwowa.

Wiosną 1943 roku rodzina przeniosła się ze Lwowa do wsi Dołuszyce koło Bochni, a po przejściu frontu przeprowadziła się najpierw do Bochni, a następnie do Krakowa, gdzie Lesław Kukawski uczęszczał do I Liceum i Gimnazjum im. Bartłomieja Nowodworskiego. Następnie przeniósł się do IV Liceum i Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza, ponieważ tam był kierunek przyrodniczy, którego brakowało w poprzednim. W 1949 roku zdał egzamin dojrzałości i podjął studia na Wydziale Rolniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego, które ukończył 4 marca 1953 roku. Otrzymał stopień inżyniera rolnika ze specjalizacją w zakresie zootechniki. Pierwszą praktykę w czasie studiów odbył w Zespole Stadninowym Nieświastów w powiecie konińskim. Następnie został tam przyjęty na stanowisko stałego praktykanta stadninowego, na co uzyskał zgodę władz uczelni, pod warunkiem zdawania wszystkich egzaminów i odrabiania ćwiczeń. Z Nieświastowa przeniósł się potem na stanowisko asystenta w Stadzie Ogierów w Gnieźnie.

Po skończeniu studiów został asystentem w Stadninie Koni Nowy Dwór koło Żywca. Była to jedna z czołowych stadnin koni czystej krwi arabskiej. Jednak od 1 października 1953 roku Lesława Kukawskiego wcielono do Ludowego Wojska Polskiego jako kierowcę, a jego dyplom wyższych studiów nie został uwzględniony. Czekała go dwuletnia służba wojskowa, ale dzięki życzliwości lekarzy po trzech miesiącach został zwolniony jako niezdolny do służby.

Przez cztery lata pracował na stanowisku asystenta (w tym czasie zmieniono w stadninach nazwę tego stanowiska na zootechnik) w Stadninie Koni Pępowo, kierując Odziałem Gogolewo. W 1956 roku Lesław Kukawski rozpoczął studia eksternistyczne na Wydziale Zootechnicznym Wyższej Szkoły Rolniczej w Krakowie, w celu uzyskania stopnia magistra zootechniki. Po wykonaniu pracy dyplomowej pt. „Charakterystyka ogierów czołowych Caprivi i Hindus oraz próba ich oceny na podstawie potomstwa” i zdaniu egzaminu dyplomowego uzyskał stopień magistra zootechniki.

W 1955 roku uległ ciężkiemu wypadkowi, kiedy koń, na którym jechał, zwalił się na przeszkodzie, przygniatając go i łamiąc wielokrotnie miednicę. W rezultacie parę miesięcy musiał leżeć w pełnym opatrunku gipsowym. W 1957 roku zaprzestał pracy w stadninach i objął gospodarstwo Pańska Łaska koło Trzcianki, gdzie zajął się hodowlą zwierząt futerkowych i produkcją jaj. Trzymał w gospodarstwie ogiery, dzierżawione z SO Sieraków i Łobez, a potem sportowego wałacha Arguna, na którym Maciej Swidziński zdobył mistrzostwo Polski w skokach.

Praca w stadninach dała mu praktyczną wiedzę z zakresu hipologii, a po jej zakończeniu zaczął zajmować się historią wojsk konnych. Gromadził literaturę i przedmioty związane z formacjami konnymi, które chętnie przekazywali mu byli żołnierze mieszkający w kraju i za granicą, a jeżeli to było konieczne i możliwości mu na to pozwalały – kupował. Od swego wuja w Londynie, który tam pozostał po wojnie, wrócił z walizami pełnymi militariów. Kiedy liczba tych zbiorów przekraczała już możliwości przestrzenne domu w Pańskiej Łasce, przekazał je w latach dziewięćdziesiątych do Muzeum Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu.

W 1965 roku wstąpił do Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy. W centrum jego zainteresowań zawsze była i jest nadal polska kawaleria. Poświęcił jej większość swoich opracowań, które początkowo przedstawiał w postaci referatów wygłaszanych na forum Stowarzyszenia, a także innych środowisk. Z czasem różne opracowania zaczęły się ukazywać w druku. Oprócz wielu artykułów, cykli tematycznych publikowanych przez dłuższy czas i szeregu broszur Lesław Kukawski jest też autorem lub współautorem kilku książek m.in. O kawalerii polskiej XX wieku (współautor Cezary Leżeński), 1991; Ułani Jazłowieccy, barwa i broń 1918-1998, 2001; Oddziały kawalerii II Rzeczypospolitej, 2006; Kawaleryjska Alma Mater w Grudziądzu 1920-1939. Zarys dziejów (współautorzy Juliusz Tym i Teodor Wójcik), 2008; Sztandary kawalerii polskiej XX wieku (z rysunkami Andrzeja Jeziorkowskiego), 2009; Zarys dziejów 3. Pułku Strzelców Konnych (1922-1939), 2009; Konne Mistrzostwa Wojska Polskiego w II Rzeczypospolitej, 2006; Orkiestry kawaleryjskie II Rzeczypospolitej, 2013.

Z wyjątkiem opracowania wspólnego z Cezarym Leżeńskim i monografii CWK w Grudziądzu oraz 3. Pułku Strzelców Konnych, pozostałe pozycje ukazały się w Wydawnictwie EKO-DOM w Grajewie.

Od szeregu lat firma Edipresse SA wydaje broszury poświęcone poszczególnym pułkom polskiej kawalerii, artylerii konnej i innym oddziałom związanym z tymi rodzajami broni. Ogółem wydała tych broszur 57, a z tej liczby 39 jest autorstwa Kukawskiego, o łącznej objętości 1251 stron.

Lesław Kukawski był też autorem kilkunastu wystaw poświęconych Wojsku Polskiemu, zorganizowanych w różnych miastach kraju, na których eksponował zbiory własne i zaprzyjaźnionych zbieraczy. Większość zbiorów dotyczących kawalerii znalazła już swoje miejsce w Muzeum w Grudziądzu.

Lesław Kukawski był przez 32 lata prezesem Poznańskiego Oddziału Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy. Zrezygnował w 2010 roku, ale pozostał członkiem zarządu Oddziału. Jest też wiceprezesem Zarządu Głównego Stowarzyszenia. W uznaniu zasług za swą działalność i osiągnięcia otrzymał prawo noszenia Złotej Odznaki Stowarzyszenia i tytuł członka honorowego. W 1995 roku postanowieniem Prezydenta RP został mu nadany Złoty Krzyż Zasługi za popularyzowanie tradycji polskiej kawalerii. W 2006 roku Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wyróżnił Lesława Kukawskiego medalem „Pro Memoria”. Oprócz wspomnianych dowodów uznania za dotychczasową pracę, kilka Kół Pułkowych Kawalerii II Rzeczypospolitej przyznało mu prawo noszenia swoich odznak, a mianowicie: 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich, 3. Pułku Ułanów Śląskich, 9. Pułku Ułanów Małopolskich, 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich i 3. Pułku Strzelców Konnych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarnieckiego. Prawo takie otrzymał też od kilku jednostek Wojsk III Rzeczypospolitej, a mianowicie od: 27. Zmechanizowanego Pułku Ułanów im. Króla Stefana Batorego, 4. Suwalskiej Brygady Kawalerii Pancernej i 6. Brygady Kawalerii Pancernej. Odznaczyły go także środowiska kawaleryjskie, np. Towarzystwo Byłych Żołnierzy i Przyjaciół 15. Pułku Ułanów Poznańskich, Fundacja na rzecz Tradycji Jazdy Polskiej, Polski Klub Kawaleryjski i Tarnowski Oddział Jazdy im. 5. Pułku Strzelców Konnych.

Lesław Kukawski został też wyróżniony odznaką „Zasłużony Działacz Kultury”, Złotą Odznaką Polskiego Związku Hodowców Koni, a także Złotą Honorową Odznaką „Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej” oraz Złotą Honorową Odznaką Polskiego Związku Jeździeckiego i Wielką Honorową Odznaką Polskiego Związku Jeździeckiego, w którym jest sędzią klasy państwowej.

Autor: Aleksandra Szulen-Kukawska

Niektórzy twierdzą, iż nie ma ludzi niezastąpionych – to powiedzenie nie ma jednak zastosowania w przypadku śp. Lesława Kukawskiego. Wraz z nim odeszła ogromna wiedza o kawalerii polskiej XX w. Dobrze się stało, iż w swoich książkach i artykułach przekazał nam część wiedzy którą posiadał. Przez kilkadziesiąt lat był on niestrudzonym badaczem i propagatorem historii kawalerii…

Autor: Marek Fijałkowski