Wpisy

Promotor Legendy:

xo [POL/HUN] (NN) (wałach) ur. 1905

Pan Hordyński z okolic Tarnobrzega na zawodach w Piotrkowie Trybunalskim w 1922 roku, rozpoznał go jako konia Mantel (potem Jasiek), wziętego do wojska w 1909, miał w czasie tych zawodów 17 lat.

Tak Adam Królikiewicz opisuje Jaśka w swojej książce pt. „Od Nicei do Nowego Yorku”.

(…) Ten mały, niepozorny koń, będący u szczytu swojej formy jest już właściwie starcem. Mając ukończone 18 lat, zdobywa się na wyczyn wprost nieprawdopodobny. (…) W niesłychanie trudnych warunkach atmosferycznych, bije Jasiek sto kilkadziesiąt wspaniałych koni Europy, zdobywając Wielką Nagrodę Miasta Nicei- Grand Prix de la Ville de Nice. W obecności i towarzystwie gen. Władysława Sikorskiego, będącego honorowym gościem na zawodach nicejskich, mer miasta dekoruje Jaśka zwycięską wstęgą, wręczając jego jeźdźcowi wspaniałe trofeum: puchar przechodni dla polskiego Ministerstwa Spraw Wojskowych. (…)

Więcej o Jaśku można przeczytać w artykule Adama Królikiewicza, który ukazał się w czasopiśmie Przekrój nr. 669 (05/1958) s. 5-8,22.


Nicea 1923. Porucznik Królikiewicz skacze na Jaśku w konkursie o Prix de Monaco

Jasiek

Promotor Legendy: Wowa Brodecki
_________________________________________________________________

Krakowski Klub Jazdy Konnej
ul. Kobierzyńska 175a, 30-382 Kraków
Data założenia: 1932

Krakowski Klub Jazdy Konnej tradycjami sięga XIX wieku. Wtedy, 18 maja 1893 r., C.K. namiestnictwo austriackie decyzją nr L: 56937 zatwierdziło założenia, statut i skład zarządu Galicyjskiego Klubu Jazdy Panów. Powstał on w ramach założonego wcześniej Towarzystwa Międzynarodowych Wyścigów Konnych w Krakowie.

W marcu 1930 roku dowódcą V Samodzielnej Brygady Kawalerii w Krakowie został płk Zygmunt Piasecki /legionista, oficer 1. Pułku Ułanów Beliny Prażmowskiego, d-ca 7. Pułku Ułanów, późniejszy generał brygady Wojska Polskiego/, który wraz z płk Kazimierzem Mastalerzem /płk kawalerii, d-ca 8. p.uł./ zainicjował reaktywację klubu pod nazwą – Krakowski Klub Jazdy Konnej.

Impulsem do reaktywacji klubu mogły być rozegrane w 1932 roku w Krakowie Militari Wojska Polskiego. Były to zawody o Mistrzostwo Armii, a więc bardzo poważna impreza jeździecka. Gospodarzem zawodów był 8. Pułk Ułanów. Udział wzięły reprezentacje wszystkich jednostek Kawalerii, czyli 11 ekip. Zwyciężył 3. p.s.k.

Konkurencja sprawdzająca wytrzymałość koni, czyli bieg przełajowy z odcinkami crossu oraz próba władania bronią białą i palną /szablą, lancą i pistoletem/ odbyły się na polach rakowickich /teren ćwiczebny 8. p.uł./. Natomiast ujeżdżenie i skoki przez przeszkody na stadionie wojskowym. Krakowska ekipa była reprezentowana przez 3. i 8. p.uł. W skład ekipy wchodzili znani jeźdźcy jak Antoni Żelewski czy Tadeusz Tetmajer.

Inspirującą atmosferę do reaktywacji klubu spowodowały też przygotowania do obchodów 250-lecia Odsieczy Wiedeńskiej, mające odbyć się rok później.

12 września 1933 roku mijała 250 rocznica odsieczy wiedeńskiej, dla uczczenia tego triumfu jazdy polskiej pod wodzą króla Jana III Sobieskiego marszałek – Józef Piłsudski wydał rozkaz, by w Krakowie zorganizowano Święto Kawalerii Polskiej. Wielka Rewia Kawalerii odbyła się 6 października 1933 roku. Zgodnie z dyspozycją marszałka w uroczystości wzięło udział 12 pułków kawalerii. Po kilku dniach marszu dotarły one do podkrakowskich wsi, gdzie kwaterowały. Wszystkie pułki miały identyczny skład, po 305 ludzi i 317 koni. 6 października, w wyznaczonych godzinach, pułki ruszyły na Rynek krakowski. Tam wszystkie skrzyżowały się i powędrowały na „wielką łąkę”.

Opracowanie na bazie pracy naukowej: Działalność Krakowskiego Klubu Jazdy Konnej do 2015 roku, Pani Anny Pacuń-Genowskiej.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Działalność Krakowskiego Klubu Jazdy Konnej do 2015 roku” (2015) – Anna Pacuń-Genowska

Promotor Legendy:

[USA] (NN) (wałach) ur. 1909

Koń, na którym rtm. Adam Królikiewicz zdobył pierwszy dla Polski, brązowy medal na IO w Paryżu w 1924 r.

Picador pochodził z demobilu amerykańskiego i w polskim wojsku służył w taborach. Tam go wypatrzył Adam Królikiewicz, który wówczas podpatrywał treningi grupy sportowej prowadzonej przez Karola Rómmla, by potem powtarzać te ćwiczenia na Picadorze.

Para Królikiewicz / Picador zdobyła Wielką Nagrodę Lucerny 1924, WN Nicei 1925 i WN Rzymu 1926.

Więcej o Picadorze można przeczytać w artykule Adama Królikiewicza, który ukazał się w czasopiśmie Przekrój nr. 692 (28/1958) s. 16-18.

Patron Honorowy: Bogdan Klich

Mecenas:

Opiekun: Cezary Harasimowicz / KKJ Kraków

Pierwszy polski medalista olimpijski – brązowy medal, Igrzyska Olimpijskie Paryż 1924 (koń Picador) .

Urodzony 9 grudnia 1894 w Lwowie. Zmarł 4 maja 1966 w Konstancinie.

Kawaler orderu wojennego Virtuti Militari. Dwukrotnie odznaczany krzyżem walecznych. Medal za wojnę 1918-1921. Gwiazda Rumunii, Korona d`Italia, Krzyż Królewski – Szwecja, Legia Honorowa – Francja. Jego koniem w 1. Pułku Szwoleżerów był Jasiek, na którym zdobył puchar w konkursie Grand Prix de la Ville de Nice, 1924. W 1926 roku, w Mediolanie na koniu Unigeno, pokonał wysokość 2,20. Uczestnik reprezentacji, która wygrała dla Polski pierwszy Puchar Narodów, Nicea 1925.

Żonaty z Tomisławą Lilienstern (1901–1994). Córka Krystyna (1921–2017), wnuk – Cezary Harasimowicz (autor historii rodzinnej „Saga czyli filiżanka, której nie ma”).

Zmarł wskutek obrażeń odniesionych po upadku z konia na planie filmu Andrzeja Wajdy „Popioły”, (Daniel Olbrychski wspominał o tym w swojej książce „Anioły wokół głowy”). Został pochowany w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.


Zapraszamy do przeczytania wspomnień Witolda Domańskiego o rtm. Adamie Królkiewiczu:

Trybuny nicejskiego hipodromu, gromadzącego co roku śmietankę europejskiego jeździectwa, były w 1925 r. wypełnione jak zwykle po brzegi. W najwaźniejszym dniu zawodów, w którym obywała się rozgrywka o Grand Prix de la Ville de Nice walczyli o palmę pierwszeństwa jeźdźcy włoscy, francuscy, belgijscy, szwajcarscy i polscy. Belg de Brabanderc na swym wspaniałym Periscope i rotmistrz Adam Królikiewicz na Cezarze uzyskali wyniki jedmakowe i mieli przeprowadzić dodatkową rozgrywkę o puchar przechodni miasta Nicei, chyba że …

Na ostatniej pozycji programu tego konkursu zapisany był słynny Picador. Koń ten wsławiony na Olimpiadzie w Paryżu i na wszystkich niemal hipodromach świata, zwycięzca niezliczonej ilości konkursów, musiał dawać swym przeciwnikom handicap. To też po raz piąty podniesiono przeszkody o 10 cm, a rów z wodą, który na początku konkursu miał 4 metry szerokości doszedł już do 5 metrów. Miejscowy dziennik „L’Eclaireur de Nice” tak pisał o tym pasjonującym przebiegu:

„Piąty handicap. Rów poszerzony o 100 cm, przeszkody podwyższone; parcours staje się bardzo poważny. Tylko jeden koń ma go zaatakować: To Picador, zwycięzca zeszłorocznego konkursu Monaco! Prowadzi go najlepsza „szpicruta” starego kontynentu — rotmistrz Królikiewicz. Czy pełen blasku jeździec zdoła go przebyć? Oto z cudowną łatwością Picador przechodzi po kolei wszystkie przeszkody. Przed trybuną sędziowską jest płot. Przeszkoda rzuca cień. Zmylony tym Picador strąca poprzeczkę. Ale dalej kończy bez błędu fruwając ponad drągami, rowami i ban-kietami, Rozlega się burza oklasków, a biało-czerwona flaga wznosi się na maszt. Gdyby nie ten cień, parcours byłby na pewno bez błędu. Rotmistrz Królikiewicz zdobywa nagrodę Nicei po raz drugi”.

Gdyby ktoś, zadał sobie trud, aby udać się śladami wielkiego asa polskiego jeździectwa i poszperał w pożółkłych rocznikach pism Warszawy, Paryża, Berlina, Londynu, Nowego Jorku, Rzymu, Lucerny, Nicei, Neapolu i wielu wielu innych miast świata, znalazłby mnóstwo podobnych wzmianek o Królikiewiczu.

Adam Królikiewicz urodził się w 1895 r. we Lwowie. Po maturze udał się na politechnikę do Saksonii. Czy student elektrotechniki marzył wtedy o sukcesach sportowych. Chyba nie. Ale rozszalała się zawierucha wojenna niosąc nadzieję odzyskania przez Polskę niepodległości. Królikiewicz nie mógł więc spokojnie studiować i na zew ojczyzny zaciągnął się do wojska. Losy rzuciły go do kawalerii i tam wyrosła największa Jego miłość — miłość, która przetrwała najcięższe próby i która potem miała być powodem Jego przedwczesnego zgonu — miłość do konia.

Skoro tylko ucichły wojenne surmy, porucznik I Pułku Szwoleżerów w Warszawie poświęcał cały wolny od służby czas sportowi konnemu. Pierwsze sukcesy odnosił na Jaśku, który wprowadził Go na sportowe łamy gazet włoskich i francuskich, ale Jego wielkim koniem miał być Picador. On mu przyniósł olimpijski medal, on uczynił Go „najlepszą szpicrutą starego kontynentu”. Picador, ex Maciek, pochodzący z prerii Stanów Zjednoczonych nie bardzo chciał po wojennych trudach skakać przez przeszkody. I może nic by z niego nie było, gdyby nie trafił na jeźdźca z takim charakterem. Nasz pierwszy zdobywca medalu olimpijskiego nie uginał się przed przeciwnościami, ale uparcie dążył do celu. Taka postawa życiowa pozwoliła mu na osiągnięcie szczytów sportowej kariery. Podbudował ją potem poważnie ukończeniem kursów w słynnych włoskich szkołach jeździeckich Pinerolo i Tor di Quinto (1934), co dało Mu czołową pozycję w świecie instruktorskim naszego przedwojennego jeździectwa i wyniosło na wysokie stanowisko szefa ekwitacji (1935).

Lata okupacji spędził w kraju, a kiedy po II wojnie światowej zaczęły się tworzyć pierwsze zalążki sportu konnego, nie brakło Go wśród ich organizatorów. W czasie pierwszego po wojnie wyjazdu Polaków na zawody do Rzymu (1957) był trenerem ekipy. Spotkał tam wielu swych przyjaciół ze wspólnych kursów we Włoszech i ze startów na zawodach. Najbliższym jednak jego sercu był płk. Leąuio, konkurent z paryskiej Olimpiady, zdobywca srebrnego medalu, który faktycznie należał się Królikiewiczowi, jako że Włoch zsunął się w czasie konkursu ze swego konia Trebecco, a na grzbiet dostał się następnie z pomocą przygodnego fotografa. Obca pomoc równała się dyskwalifikacji, z czego sędziowie nie skorzystali.

Choć fakt ten mógł być powodem dysharmonii między obu jeźdźcami, stało się jednak przeciwnie. Prawdziwi sportowcy polubili się i nawet nieraz startowali wspólnie w konkursach parami.

I oto przyszedł wreszcie nieszczęsny dzień 1 grudnia 1964 r. Przy nakręcaniu filmu „Popioły” Adam Królikiewicz, tym razem znów jako szwoleżer, spadł z konia w czasie szarży i doznał kontuzji, z której jak się potem okazało nie miał już się nigdy wyleczyć. Silny organizm i twardy charakter nieustępliwego żołnierza-sportowca walczył przez półtora roku z ciężką chorobą. Pod koniec 1965 r. przyszła do szpitala w Konstancinie przykra wiadomość— Leąuio nie żyje. W pół roku potem 4 maja 1966 r. w wieku zaledwie 71 lat przerwane zostało również życie Adama Królikiewicza. Było to w wigilię festiwalowej premiery „Popiołów” w Cannes.

Na cichym krakowskim cmentarzu Salvador złożono ciało tego „cavaliere perfetto” jak mówili o nim Włosi, a na miejsce wiecznego spoczynku odprowadzili Go koledzy i uczniowie w czerwonych frakach — no i oczywiście koń.

Autror: Witold Domański

Licencja udzielona przez spadkobierców Pana Witolda Domańskiego, dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa. Prawa zastrzeżone.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Olimpijska Szarża” (1992) – Adam Królikiewicz

„Jasiek, Picador i Ja” (1958) – Adam Królikiewicz

„Od Nicei do Nowego Yorku” (1927) – Adam Królikiewicz

„Jeździec i koń w terenie i skoku” (1958) – Adam Królikiewicz

„Honorowa Odznaka Jeździecka” (1936) – Redakcja czasopisma Jeździec i Hodowca

Adam Królikiewicz na Picadorze