Wpisy

Patron Honorowy:

Mecenas:

Opiekun: Aleksandra Gadzalska oraz Hanna Gadzalska-Syfert


W przeddzień tragicznego wypadku na szosie pod Grójcem, kiedy jechał do stadniny w Michałowie, aby wykonać jeszcze kilka zdjęć do kolejnego albumu o koniach, zwierzał się przyjaciołom: „zaczynam wierzyć, że będę mógł teraz normalnie żyć i pracować”.

To nagłe odejście człowieka czynnego i aktywnego twórczo do ostatnich chwil, pomimo choroby serca i długotrwałej rekonwalescencji po ciężkiej operacji, budzi szczególny żal i skłania do smutnej zadumy.

Pozostawił niedokończone dzieło: zgromadzony duży materiał zdjęciowy do nowego albumu, zawierający fotografie z ostatnich lat, lecz również i to, co najcenniejsze, rezultat wieloletniej konsekwentnej działalności — zdjęcia obrazujące rozwój polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej od lat sześćdziesiątych. Są to zdjęcia stanowiące nie tylko dokument, lecz obrazy, z których wiele zapadło głęboko w serca i pamięć licznym miłośnikom koni, zwiedzającym Jego kolejne wystawy, oglądającym albumy i inne publikacje.

Zdjęcia Mariana Gadzalskiego budzą podziw wysokim poziomem artystycznym. Często są dla mnie, również fotografującej konie, inspirujące i odkrywcze. Miał bowiem Marek — tak Go nazywali znajomi — wyjątkową umiejętność dostrzegania i przekazywania za pomocą fotografii tego, co człowieka w koniu najbardziej fascynuje. Od pierwszych chwil oczarowany urodą tych zwierząt pozostał im wierny w swej twórczości przez całe życie.

Był człowiekiem bardzo pracowitym. Jego liczne wystawy indywidualne obejrzała publiczność kilku kontynentów, zdobył wiele najwyższych nagród i wyróżnień na międzynarodowych wystawach i konkursach. Wydaje mi się jednak, że największym sukcesem artysty jest to, że jest w swych działach rozpoznawalny. Zdjęcia koni wykonane przez Mariana Gadzalskiego można bez trudu rozpoznać wśród wielu innych. Mają tę trudną do zdefiniowania cechę, która je wyróżnia — niepowtarzalny nastrój i siłę oddziaływania. Przeglądając niedawno jeden z ostatnich numerów amerykańskiego magazynu „Arabian Horse World”, dostrzegłam zdjęcia koni roboczych. Wydały mi się znajome. Okazało się, że był to cykl zdjęć Mariana Gadzalskiego poświęcony koniom pracującym na roli. Oglądając zdjęcia czułam, że autor tych pięknych obrazów był tam sobą, niczego mu nie narzucono, fotografował to, co kochał — polskie konie i polski krajobraz.

Przypominam sobie nasze ostatnie spotkanie. Było to wiosną 1985 r. na pastwisku w Janowie Podlaskim. Wokół nas pasły się klacze ze źrebiętami, a my je fotografowaliśmy. Pamiętam, że dzień był wyjątkowo piękny. Burzowe chmury o fantastycznych odcieniach brązu, fioletu i szarości sunęły w górze, odsłaniając chwilami czysty błękit nieba. Ten niepokój w przestrzeni ponad nami udzielał się koniom. Nerwowo brodziły w wysokiej trawie z rzadka ją skubiąc, to znów zamierały bez ruchu, wyciągając uszy i szyje w kierunku odległych stajni. Prawdopodobnie obydwoje czuliśmy, że dla fotografującego są to chwile bezcenne, toteż pracowaliśmy w milczącym skupieniu. Nie mogąc opanować szaleńczego pośpiechu zmieniałam film po filmie, On naciskał migawkę rzadko i z rozwagą. Taki pozostał mi w pamięci.

Mariana Gadzalskiego w dniu Jego pogrzebu żegnała nie tylko rodzina, przyjaciele i znajomi, koledzy fotograficy, lecz również ci, którzy znali Go jedynie poprzez Jego działalność — liczni miłośnicy koni. Żegnaliśmy Go z żalem, lecz nie ostatecznie, bo cząstkę swej osobowości pozostawił w swych fotografiach i w naszej pobudzonej nimi wyobraźni.

Autor: Redakcja na podstawie artykułu śp. Zofii Raczkowskiej z 1985 roku.

Przejdź do wpisu o artyście w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej (kliknij)