Wpisy

Wiadomości Zootechniczne, R. XLII (2004), 3: 67-70

Autor: Stanisław Deskur
Ilość stron: 3

Licencja udzielona przez autora oraz Instytut Zootechniki – Państwowy Instytut Badawczy dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Mimo niepewnej sytuacji geopolitycznej w Środkowej Europie termin wybuchu II Wojny Światowej był dla wielu Polaków zaskoczeniem. Na ogół nie umiano trafnie przewidzieć jej przebiegu. Toteż przede wszystkim mieszkańcy polskich województw zachodnich i centralnych przemieszczali się na wschód, co okazało się być przysłowiowym trafieniem „z deszczu pod rynnę”. Być może nieświadomie inspirowani byli oni przez wrogą propagandę dążącą do wprowadzenia zamętu na tyłach naszej armii. Zabierano z sobą cały dobytek, co w przypadku hodowców koni obejmowało często całą ich stadninę. Im dalej zawędrowali na wschód i na czas się nie wycofali, w tym większym stopniu narażali się na utratę tegoż dobytku. W ten sposób krajowa hodowla utraciła wiele cennych koni.

Ewakuowano również Państwowe Stadniny Koni i Stada Ogierów. Kilku dyrektorów tych instytucji przypłaciło tę ewakuację życiem, a wiele koni zaginęło.

Najgorszy los spotkał Janów Podlaski. Wydaje się, że obydwu agresorom zależało przede wszystkim na zagarnięciu tamtejszego stada koni czystej krwi arabskiej. Pierwsi do Janowa dotarli Niemcy, którzy polecili następnego dnia wysłać konie hodowlane transportem kolejowym do Prus Wschodnich, ale następnego dnia rano zajęła Janów Armia Czerwona i do tego nie dopuściła. Janów pozostał w strefie zaboru radzieckiego do pierwszej połowy października 1939 r. W dniu 2 X 1939 r. Armia Czerwona wywiozła z Janowa wszystkie konie hodowlane na wschód. Wśród tych koni znajdowały się również klacze pełnej krwi angielskiej i półkrwi z młodzieżą ze Stadniny Kozienice oraz konie z Toru Wyścigowego w Warszawie, które znalazły chwilowe schronienie w Janowie. Potwierdzeniem wcześniej omawianej tezy, że Sowieci szczególną wagę przywiązywali do janowskiego stada koni czystej krwi, jest fakt, że tylko te konie zostały później zidentyfikowane i wpisane do tamtejszej księgi stadnej.

Niemcy nie mogli przeboleć, że „sprzed nosa” zabrano im tak cenny materiał koński i podobno w czasie wojny niemiecko-radzieckiej, gdy uzyskali informację o miejscu postoju polskich arabów, zorganizowali akcję desantową, by te konie pozyskać. Akcja się nie udała, gdyż konie wcześniej przeniesiono w inne miejsce. To wydarzenie miało stanowić kanwę radzieckiego filmu „Śmiali ludzie”.

Po korekcie granicy niemiecko-radzieckiej, Niemcy zajęli w połowie października 1939 r. Janów Podlaski. Obiekt był poważnie zdewastowany i pozbawiony jakiegokolwiek żywego inwentarza.

Stadnina Kozienice też była ewakuowana. W tym przypadku w Radzyniu Podlaskim kolumna marszowa została rozdzielona w wyniku ataku niemieckich samolotów. Czoło kolumny, składające się z klaczy zarodowych i rocznych źrebaków – jak wcześniej wspomniano – dotarło do Janowa i ślad po nich zaginął. Druga część, w której znajdowały się m.in. najcenniejsze polskie reproduktory: Villars, Bafur, Mah Jong i Büvesz oraz młode ogiery Zakładu Treningowego, dotarła pod Kowel i przed wkroczeniem tam Armii Czerwonej zdążyła się wycofać i wrócić do Kozienic.
Po zakończeniu działań wojennych na terenach polskich województw południowo-wschodnich Sowieci zorganizowali stadniny państwowe, gdzie zebrano część materiału końskiego z polskich stadnin. Młode konie ras szlachetnych z tych stadnin, będące w wieku 2-4 lat, biegały w 1940 i przez 4 tygodnie w 1941 r. na Torze Wyścigowym we Lwowie.

Na obszarach byłych województw: krakowskiego, kieleckiego, warszawskiego, lubelskiego oraz części łódzkiego Niemcy stworzyli tzw. Generalne Gubernatorstwo, zarządzane przez nich, z zachowaniem ludności polskiej i z zasady uznawali prawo własności. W Generalnym Gubernatorstwie z ramienia wojskowych władz niemieckich nadzór nad państwową i prywatną hodowlą koni sprawował znany na skalę światową hipolog niemiecki dr Gustaw Rau (1880-1954); w latach 1933-1934 był on Głównym Koniuszym Rzeszy, ale został zdjęty z tego stanowiska ze względu na krytyczny stosunek do nazizmu. Prywatna hodowla koni w Generalnym Gubernatorstwie cieszyła się pewnym poparciem ze strony władz, m.in. konie zarodowe były chronione przed poborami do wojska, które Niemcy przeprowadzali w czasie wojny z ZSRR.

Pozostałe, zachodnio-północne dawne polskie województwa włączono do Rzeszy Niemieckiej. Tamtejszą ludność polską pozbawiano praw własności i w większości wysiedlono. Zarówno na terenach Gubernatorstwa jak i włączonych do Rzeszy pozostawiono Państwowe Stada Ogierów i Stadniny. Według niemieckich statystyk w czasie ewakuacji tych instytucji na wschód zaginęło około 600 koni zarodowych. Stan reproduktorów państwowych uzupełniono w ciągu roku ogierami sprowadzonymi z terenu Niemiec, przeważnie wschodniopruskimi, jak i z innych podbitych krajów, w tym 40 ogierami berberami zdobytymi we Francji, które zresztą nie pozostawiły w polskim pogłowiu koni istotnego śladu. Dawne polskie stada ogierów dysponowały w 1940 r. pogłowiem przewyższającym stan przedwojenny. Wskazuje to na fakt, że niemieckim władzom wojskowym zależało na utrzymaniu wysokiego pogłowia koni wobec przewidywanego uderzenia na Związek Radziecki.

Stadnina Koni w Racocie była również ewakuowana i wróciła, podobnie jak inne, w niepełnym komplecie. Komendantem stadniny mianowali Niemcy znanego tamtejszego hodowcę mjr. Klemensa v. Nagel. Stadnina została znacznie powiększona. Pozostawiono tam klacze beberbeckie, zgromadzono ich 43. Stworzono również oddziały klaczy: niemieckich ras szlachetnych i zimnokrwistych oraz skompletowano grupę klaczy różnych ras o wyróżniającej się karierze sportowej. Wśród nich stała tam sławna niemiecka klacz konkursowa Tora, zwyciężczyni złotego medalu na Olimpiadzie w Berlinie w 1936 r., jak też wspomniana wcześniej polska klacz Warszawianka. W czasie wojny wymieniono w Racocie garnitur klaczy, omawiane poprzednio wywieziono do Zachodnich Niemiec, a w Racocie umieszczono zdobyte na wschodnim froncie klacze anglo-dońskie i kabardyńskie. Stworzono również oddział małych koni zbliżonych do konika polskiego, zwane przez Niemców „Panje-Pferde”, które zarówno w czasie I jak i II wojny światowej doskonale sprawdzały się na froncie wschodnim.

W czasie II wojny konie pogrubione, zwłaszcza ras zachodnioeuropejskich, zawiodły na froncie wschodnim. Próbowano więc krzyżować różne rasy koni z myślą o potrzebach wojska, m.in. łączono ogiera Pogromca rasy bulon z klaczami hanowerskimi i wschodniopruskimi. Konie uzyskane z tego połączenia, zwane popularnie anglo-bulonami, trafiły po wojnie do Polski. Były to w owym czasie dobre konie rolnicze, ale stanowiły za małą populację, by hodowlę tę kontynuować.

W państwowych stadach i stadninach na terenie Generalnego Gubernatorstwa wprowadzono komendantów niemieckich, na ogół dość przyzwoitych ludzi, z wyboru dr. Rau’a pozostawiając na stanowiskach technicznych Polaków. Janów Podlaski szybko odbudowano. Odnaleziono konie, które w czasie ewakuacji stadniny odłączyły się od transportu. Były to przeważnie źrebaki. Wśród nich były trzy młode ogierki, które później odegrały bardzo ważną rolę w odbudowaniu polskiej hodowli koni czystej krwi: dwuletni ogier Trypolis, syn Enver Bey’a i dwa roczne ogierki po Ofirze – Witraż i Wielki Szlem. Ponadto, stadninę uzupełniono klaczami pochodzącymi z Janowa, które w ramach selekcji były wcześniej sprzedane prywatnym hodowcom, odkupując je od nich. Włączono również parę klaczy jugosłowiańskich zdobytych przez Niemców. W 1942 roku stan liczebny stadniny był równy stanowi z dnia wybuchu wojny i pod względem pochodzenia zbliżony do przedwojennego.

Stado Ogierów w Janowie trzeba było kompletować od początku. Czas naglił, więc przystępując do kupowania młodych ogierów z pewnością musiano stosować dogodniejsze warunki niż normalnie. W tym miejscu warto przypomnieć pewne zdarzenie, którego doniosłość ujawniła się po II wojnie.

Sąsiednia stadnina prywatna Wojcieszków, położona k. Radzynia Podlaskiego, przedstawiła w sierpniu 1939 roku 2 ogiery trzyletnie Rumiana i Raptusa po omawianym uprzednio ogierze Ritterspom. Jak pisał ówczesny dyrektor Stada Ogierów w Janowie Podlaskim, inż. Tadeusz Marchowiecki, ogiery te nie zostały zakwalifikowane do zakupu. Jako uzasadnienie podał m.in., że miano uprzedzenie do synów Ritter-sporna. Dyrektor Marchowiecki nie wyjaśnił na czym polegało to uprzedzenie i tego się już prawdopodobnie nie dowiemy. Faktem jest natomiast, że w owym okresie żadne z dawnych polskich Państwowych Stad Ogierów nie posiadało syna Rittersporna.

Tym razem, dr Rau i inż. Marchowiecki zakupili w Wojcieszkowie ogiery Rumiana i Raptusa oraz dwóch ich o rok młodszych pół-braci Rybaka i Ramzesa. Te trzy ogiery, pomijając Raptusa, który padł w stadzie po paru miesiącach – a szczególnie Ramzes będą szerzej omawiane w następnych odcinkach tego opracowania.

W lipcu 1944 r., w związku ze zbliżaniem się frontu Stadnina Janów Podlaski została przewieziona do Saksonii, a w lutym 1945 przeniesiono ją transportem pieszym do Torgau. Przechodząc przez Drezno transport natknął się na nalot dywanowy i tylko dzięki ogromnej ofiarności załogi, przy niewielkich stratach, dotarto do celu. W marcu 1945 r. transportem kolejowym przywieziono konie do Holsztynu.

Z Kozienic Niemcy wywieźli w 1940 roku czołowe ogiery pełnej krwi do Państwowej Stadniny w Altefeld, które pod koniec wojny wróciły. Puste stajnie w Kozienicach początkowo wypełniono niemieckimi końmi wojskowymi, następnie utworzono Państwowe Stado Ogierów oraz umieszczono 17 klaczy pełnej krwi z prywatnej stadniny Adampol. W lipcu 1944 r. konie z Kozienic zostały wywiezione do Racotu, gdzie padł ogier Villars, a następnie ewakuowano je do Zachodnich Niemiec.

Hodowla koni pełnej krwi angielskiej była prowadzona w czasie wojny na ograniczoną skalę – opierała się wyłącznie na hodowli prywatnej. Tor wyścigowy na Służewcu był zajęty przez wojsko niemieckie i nie został udostępniony do wyścigów. Pozostałe tam konie wyścigowe wywieziono do Niemiec. W czasie wojny wyścigi odbywały się w Lublinie i we Lwowie.

Na terenach południowo-wschodniej Polski, po wkroczeniu tam w 1941 r. Niemców, utworzono kilka stadnin państwowych w obiektach dawnych polskich prywatnych stadnin, gdzie zebrano niedobitki tamtejszych koni zarodowych. Te konie zostały w 1944 r. wywiezione na zachód.

Ze względu na to, że Drogomyśl, w którym zlokalizowano Państwowe Stado Ogierów, obsługujące przed wojną województwo krakowskie, został włączony do Reichu, w 1941 r. powołano nowe stado w Dębicy. W 1943 r. stado to liczyło około 450 ogierów i posiadało najliczniejsze pogłowie w Europie.

W 1944 część ogierów przeszła do nowo odbudowanego stada w Sądowej Wiszni, które przejęło dawne województwo lwowskie, włączone również do Gubernatorstwa. W lipcu 1944 r. wszystkie Stada Ogierów wywieziono w głąb Niemiec.

Piątka klaczy anglo-bulońskięj / Five Anglo-Boulogne mares
Ogier czystej krwi arabskiej Witraż (Ofir-Makata po Fetysz) ur. 1938, Janów Podlaski
A purebred Arabian stallion Witraż (Ofir-Makata after Fetysz) b. 1938 in Janów Podlaski
Wpis w Legendach Polskiego Jeździectwa o Ramzesie, autorstwa dr Stanisława Deskura (kliknij)

Promotor Legendy:

xo siwy (Rittersporn – Jordi / Shagya X-3) ur. 1937-03-02,
hod. SK Wojcieszków

Tak dr. Stanisław Deskur pisze o polskim reproduktorze stulecia, założycielu najwybitniejszej linii hodowlanej koni sportowych w Niemczech.

Ramzes został wyhodowany w stadninie Wojcieszków i zakupiony na początku 1940 roku do Państwowego Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. Nic wówczas nie wskazywało na to, że ogier ten okaże się w przyszłości reproduktorem stulecia i jego progenitura będzie odnosić sukcesy w najpoważniejszych konkurencjach hipicznych na skalę ogólnoświatową. Dzięki przekazom dyrektora stada w Janowie Podlaskim, inż. Tadeusza Marchowieckiego, na terenie działalności którego znajdowała się Stadnina Wojcieszków, znamy historię Ramzesa począwszy od wieku źrebięcego.

Jak wspominałem, ojcem Ramzesa był urodzony w Belgii ogier pełnej krwi angielskiej Rittersporn, który brał udział z dobrymi wynikami w wyścigach przeszkodowych w Niemczech. W ramach odszkodowań wojennych trafił do Polski i został włączony do Państwowego Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. Pochodził z linii znanego ogiera Le Sancy, który przekazywał uzdolnienia do skoku.

Rittersporn, stojąc na punkcie kopulacyjnym w Łabuniach k. Zamościa, dał w rocznikach 1926 i 1927 – 8 bardzo dobrych koni konkursowych i zyskał sobie doskonałą renomę, toteż wielu oficerów kawalerii pragnęło mieć wierzchowca po tym ogierze. W związku z tym remonty po Ritterspornie szły do wojska jak przysłowiowa woda. Niemniej, publikowane w okresie międzywojennym spisy koni zarejestrowanych przez Polski Związek Jeździecki nie podają żadnych innych koni po Ritterspornie – poza wspomnianymi ośmioma – które miały znaczniejsze osiągnięcia hipiczne. Również w hodowli potomstwo tego ogiera nie wyróżniało się. Zakupiono 3 jego synów do Państwowych Stad Ogierów, z których jeden po dwóch sezonach kopulacyjnych został wybrakowany. Rittersporn od lat 1930. i prawdopodobnie do końca życia stał w Stadninie Wojcieszków (pow. Łuków). Stadnina ta liczyła około 30 klaczy hodowlanych i należała do Marii Zyberk-Plater, która – jak ją charakteryzował dyrektor Marchowiecki – „nie znała się na koniach, ale lubiła je bardzo i dobrze żywiła”. Jak wykazał przykład Ramzesa, w pewnych przypadkach te atrybuty właściciela-hodowcy mogły zapewnić sukces.

W 1929 r. Maria Plater zakupiła na licytacji w Państwowej Stadninie w Janowie Podlaskim roczną klaczkę o nazwie Jordi, którą stadnina wybrakowała, a więc w opinii tamtejszych specjalistów nie rokowała ona nadziei, że wyrośnie na dobrą klacz stadną,

Jordi miała bardzo dobre pochodzenie. Jej babka, klacz Astarte urodziła się w znanej stadninie austriackiej Radowce (obecnie Rumunia) i według obowiązującego tam nazewnictwa jej oryginalna nazwa brzmiała 264 Amurath-8. Rodowód Jonii (vide: załączony rodowód Ramzesa) był przesycony krwią orientalną. Pochodziła z rodziny oznaczonej w Radowcach cyfrą rzymską III, sięgającej początków XIX w. Trzyletnią Jordi włączono w Wojcieszkowie w poczet klaczy-matek. Pech jednak chciał, że Jordi złamała przednią nogę. W ówczesnym stanie wiedzy weterynaryjnej klaczy groziło zgładzenie, lecz właścicielka nie dopuściła do tego.

Klacz powieszono na pasach, a lekarz weterynarii kończynę złożył ujmując w drewniane łupki. Noga zrosła się, ale krzywo. Klacz silnie kulała i o jakimkolwiek: użytkowaniu poza hodowlą nie było mowy. Wówczas w parku w Wojcieszkowie wybudowano drewnianą stajenkę z trawiastym wybiegiem i tam Jordi, wraz ze swoimi kolejnymi źrebiętami spędzała co roku czas od wiosny do późnej jesieni. Jej trzecim kolejnym źrebięciem był Ramzes. Dyrektor Marchowiecki często bywał służbowo w Wojcieszkowie i obserwował małego Ramzesa, który robił wrażenie, że wyrośnie w przyszłości na ogiera kwalifikującego się do hodowli. Niestety, małego Ramzesa prześladował rodzinny pech. Wczesną wiosną 1938 r. dobrze rozwinięty i wyrośnięty oraz zawsze czupurny Ramzes przy zabawie ze swoimi . rówieśnikami tak niefortunnie się przewrócił do tyłu, że przez kilka dni nie mógł się podnieść. Maria Plater i w tym przypadku odrzuciła sugestię, że Ramzesa nie warto dłużej męczyć i powinien być zgładzony. Masażami i ciepłymi okładami lędźwi doprowadzono do tego, że po kilku dniach Ramzes podtrzymywany przez ludzi wstawał i chwiejnie utrzymywał się na nogach. W następnym okresie jakby uczył się chodzić, a chwiejny ruch zadem utrzymywał się przez dłuższy czas. Niemniej, ten stan uległ poprawie i w lecie 1939 r. niewtajemniczeni nie zauważali u Ramzesa przebytego niedowładu krzyża i żadna tego rodzaju dolegliwość później u niego nie występowała. Jak wcześniej wspomniałem, Ramzes został zakupiony do Stada Ogierów w Janowie Podlaskim w 1940 roku. Według dyrektora Marchowieckiego reprezentował on typ urodziwego kalibrowego polskiego anglo-araba, o około 160 cm wzrostu, maści siwej z ciemną grzywą i ogonem, o suchej kształtnej głowie z wyrazistymi oczami, długiej szyi, wydatnym kłębie, prawidłowych lędźwiach oraz długim i dobrze umięśnionym grzbiecie. Był głęboki, miał kończyny o prawidłowej postawie przy nieco okrągłych przednich nadpęciach. W ruchu Ramzes był bez zarzutu, gdyż miał stęp długi i posuwisty, energiczny kłus i długi, dużo terenu kryjący galop.

Przez cały okres wojenny w sezonach kopulacyjnych Ramzes był wysyłany na punkty rozpłodowe w okolice Kałuszyna. Co roku po powrocie z punktów – jak wszystkie młode ogiery w stadzie ogierów w Janowie Podlaskim – musiał z reguły dwa razy w tygodniu brać udział w ciężkich biegach myśliwskich za psami, w terenie najeżonym wieloma trudnymi przeszkodami. Ramzes wyróżniał się dobrymi i precyzyjnymi skokami, jego wadą była jednak niechęć do przeszkód wodnych, którą przekazywał niektórych swoim potomkom. Musiał być dobrym koniem wierzchowym, skoro stale jeździł na nim w czasie kadrylów ówczesny koniuszy stada, a w przyszłości dyrektor stadniny w Janowie Podlaskim, inż. Andrzej Krzyształowicz. Niezależnie od tego, Ramzes był ujeżdżony w zaprzęgu i chodził w zaprzęgach czterokonnych.

W lipcu 1944 r. Ramzes razem z całym Stadem Ogierów z Janowa Podlaskiego został ewakuowany, osiągając jako ostateczne miejsce postoju Cleverhof L. Lubeki. Po zakończeniu wojny większość polskich koni hodowlanych znajdujących się w Niemczech zwrócono do kraju, pozostawiając kilka szczególnie utalentowanych do sportu na terenie zachodnich Niemiec, do reprezentowania naszej hodowli. Wśród nich został Ramzes, dosiadany wówczas przez por. Bieleckiego.

Gdy por. Bielecki wyemigrował do Kanady, nabył Ramzesa baron Clemens von Nagel-Doornick, właściciel stadniny Vornholz (Westfalia), liczącej około 30 klaczy stadnych. Baron von Nagel – jak wspomniałem w poprzednich „Wiadomościach Zootechnicznych” – był w czasie wojny komendantem stadniny w Racocie, a ponieważ przyzwoicie się zachowywał, co poświadczyli jego polscy pracownicy, mógł po zakończeniu wojny zająć się swą hodowlą koni. Jego ideą było wyhodowanie dobrych koni, przede wszystkim do dyscypliny ujeżdżenie i skoki przez przeszkody, które zapewniłyby jeździectwu niemieckiemu kontynuację osiągnięć z okresu międzywojennego. Będąc synem dyrektora stadniny w Beberbeck, miał tam okazję te konie dobrze poznać i postanowił zrealizować swe plany w oparciu o nie. Wyszukał nieliczne egzemplarze koni z krwią beberbecką, pozostałe w Niemczech. Użył ogiera Oxyd (lrrlehrer-Oxalis) i klaczy hanowerskich po ogierach beberbeckich. Wykorzystał również polskiego ogiera Zew, hodowli Jezierskiego z Worotniowa (pow. Łuck), pochodzącego po ogierze pełnej krwi angielskiej i od oryginalnej klaczy beberbeckiej.

W Vornholz została przygotowana pierwsza powojenna niemiecka ekipa olimpijska startująca w dyscyplinie ujeżdżenie w Helsinkach w 1952 r., dosiadająca koni wyhodowanych w tejże stadninie według wyżej omawianej koncepcji hodowlanej. Ekipa ta zdobyła brązowy medal Istniały szanse powtórnego wysłania tych samych koni na olimpiadę w Sztokholmie w 1956 r., jednak jeden z koni zakulał i musiano go wymienić. Ta ekipa również wróciła z brązowym medalem, w tym jeden z koni hodowli z Vornholz zdobył też medal brązowy indywidualnie. Dalsze olimpijskie sukcesy koni hodowli barona von Nagel były imponujące. W Tokio w 1964 r. ekipa RFN zajęła w ujeżdżeniu zespołowo pierwsze miejsce. W tej ekipie brał udział Remus zdobywając indywidualnie medal srebrny. W Meksyku w 1968 roku ekipa RFN zajęła w tej samej konkurencji to samo miejsce, a uczestniczący w niej Mariano indywidualnie też medal srebrny. W Monachium w 1972 r. w ekipie RFN, która zdobyła złoty medal w skokach przez przeszkody, wystąpił wałach Robin. Te trzy konie – Remus, Mariano i Robin są już synami Ramzesa. Ramzes przez pierwsze lata pobytu w Vornholz występował w konkursach hipicznych pod doskonałym niemieckim jeźdźcom Brinckmannem osiągając niezłe wyniki na skalę krajową Prawdopodobnie baron von Nagel chciał sprawdzić wartość użytkową tego ogiera. Karierę sportową zakończył Ramzes w 1948 r. łamiąc nogę na treningu. Z pewnością był to zły omen, gdyż jak pamiętamy matka jego też złamała nogę, a ojciec – ogier Rittersporn złamał nogę dwa razy. W tym przypadku baron von Nagel mógł się obawiać występowania predyspozycji dziedzicznych; szczęśliwie w potomstwie Ramzesa takie przypadki nie miały miejsca.

Do użycia Ramzesa w hodowli mogły również zrażać niepowodzenia z okresu międzywojennego w Racocie – próby łączenia klaczy hanowerskich i holsztyńskich z ogierami racowieckimi – które to niepowodzenia były z pewnością baronowi von Nagel znane. Ponadto, w historii hodowli koni nie notowano przypadku, by reproduktor posiadający w swym rodowodzie tak duży dolew krwi orientalnej, jaki charakteryzował Ramzesa, dał wyróżniające się w sporcie hipicznym potomstwo. W tym przypadku baron von Nagel wykazał ogromną intuicję hodowlaną, przeznaczając w Vomhoiz boks ogiera czołowego – Ramzesowi. Ramzes stał tam aż do swej śmierci w 1966 r. W opinii niemieckich sfer hodowlanych żaden tamtejszego czy też zagranicznego pochodzenia reproduktor nie osiągnął kiedykolwiek równie pozytywnych wyników z klaczami miejscowymi jak ten polski anglo-arab. Ramzes dał liczną grupę wybitnych koni sportowych, zasłużonych również w hodowli. Był okres, kiedy każdy ze znanych jeźdźców w RFN dosiadał konia pochodzącego po tym ogierze. Z synów Ramzesa szczególnie wyróżnili się w hodowli Radetzki i Raimond. Pra-prawnuk pierwszego, ogier Rembrandt, opisywany jako koń, który nie miał sobie równego, jeżeli chodzi o dynamikę ruchu, pod swą młodą amazonką Nicole Uphoff zdobył indywidualnie i zespołowo złoty medal na dwóch kolejnych olimpiadach – w Seulu w 1988 r. i w Barcelonie w 1992 r. Był to wyczyn nie notowany w historii Igrzysk Olimpijskich.

Natomiast syn Raimonda – ogier Ramiro jest współcześnie ojcem znakomitych koni skoczków. Jego córka Ratina-Z na Olimpiadzie w Barcelonie w 1992 r. zdobyła indywidualnie srebrny i zespołowo złoty medal dla ekipy holenderskiej. Ponadto, pod niemieckim czołowym jeźdźcem L. Beerbaumem zajęła pierwsze miejsce w 1993 r. w Pucharze Świata w Göteborgu. Na ostatniej Olimpiadzie w Atenach syn Ramiro, doskonale skaczący ogier Royal Kaliber zdobył zespołowo srebrny i indywidualnie brązowy medal dla ekipy USA.


Autor: dr Stanisław Deskur
źródło: Hodowla koni w Polsce (VII) – Ramzes
„Wiadomości Zootechnicznych” (nr 4/2004)


Licencja udzielona przez Pana dr Stanisława Deskur oraz Instytut Zootechniki w Balicach – Wydział Hodowli Koni, dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa. Prawa zastrzeżone.

Rodowód Ogiera Ramzes

Legenda:
kolor czerwony: konie pełnej krwi angielskiej
kolor niebieski: konie czystej krwi arabskiej i chowane w czystości
kolor czarny: konie półkrwi arabskiej i anglo-arabskiej
Artykuł o hodowli koni w Polsce autorstwa dr Stanisława Deskura (kliknij)

Patron Legendy:

Opiekun Legendy:

Zasłużona dla hodowli koni sportowych w świecie. W jej gospodarstwie (Wojcieszków) urodził się wybitny koń (ojciec koni sportowych) Ramzes.

Maria Pia Elżbieta Apolonia Plater-Zyberk urodziła się 5 listopada 1872 roku. Była trzecim z pięciorga dzieci hr. Tadeusza Plater-Zyberka i Zofii Aleksandrowicz.

Ojciec hrabiny był wybitnym hodowcą i rolnikiem. Rozpoczął w Wojcieszkowie hodowlę koni, które to do 1939 roku zasilały stajnie wojskowe.

Stadnina Koni w Wojcieszkowie – w latach międzywojennych posiadała około 30 klaczy typu półkrwi oraz stacjonujące tam ogiery z PSO Janów Podlaski. Między innymi to w Wojcieszkowie urodził się słynny na cały świat ogier Ramzes.

W 1929 r. Maria Plater Zyberk zakupiła na licytacji w Państwowej Stadninie Koni w Janowie Podlaskim wybrakowaną siwą klaczkę Jordi, ur. w 1928 r. po Schagya od Demeter po Bakszysz oo od Astarte po Amurath (Weil) od Dahoman XII. Jordi jako trzyletnią włączono do stada w poczet matek w Wojcieszkowie.

Ojciec Ramzesa, pełnej krwi angielskiej Rittersporn, który brał udział z dobrymi wynikami w wyścigach przeszkodowych w Niemczech, od roku 1930 i prawdopodobnie do końca życia stał i krył w Stadninie Wojcieszków (pow. Łuków).

Klacz Jordi w 1937 roku urodziła ogierka, któremu nadano imię Ramzes.

W pierwszych dniach stycznia 1940 r. okupanci niemieccy przystąpili do organizowania z powrotem stadniny koni i stada ogierów w Janowie Podlaskim. Z Kozienic sprowadzono kilkanaście młodych ogierów, które uratowały się z istniejącego tam przed wojną zakładu treningowego, a nadto zaczęły przybywać ogiery z Prus Wschodnich. Jak wspomina w swoim artykule pt. „Ramzes” Tadeusz Marchowiecki: „Skorzystałem z tego, że rozglądano się za dalszymi ogierami do kupna, i powiadomiłem Gustawa Rau o czterech synach Rittersporna w Wojcieszkowie. Wszystkie ogiery zakupiono za sumę 20 tys. zł.”[2]

Hrabina przyczyniła się też do założenia parafialnego Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej Żeńskiej. Stowarzyszenie to posiadało własny sztandar, bibliotekę, kramik z dewocjonaliami, prowadziło rekolekcje, urządzało kursy rolnicze. Członkinie grały w siatkówkę, organizowały jasełka, śpiewały w chórze. Uczestniczyły w różnych kursach, wyjeżdżały nawet na wyprawy wozami do Łukowa do kina. Na święta Bożego Narodzenia przeprowadzały zbiórkę dla najbiedniejszych.

Maria hrabina Plater-Zyberk, mieszkała początkowo w Wojcieszkowie z córką Marylką, ale wprowadzony tam niemiecki zarządca i kilkakrotne napady na dom spowodowały, że nie zabierając niczego wyprowadziły się z pałacu i zamieszkały w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu.

Hrabina Maria Plater – Zyberk zmarła w Warszawie 4 października 1964 roku. Została pochowana na Powązkach w grobowcu rodziny Plater – Zyberków.

Pamięć o ludziach i koniach, którzy rozsławiali Polskę na całym świecie nie zaginęła w miejscu urodzenia Ramzesa – gminie Wojcieszków. Pani Jadwiga Józwik, prezes Towarzystwa Przyjaciół Wojcieszkowa powiedziała: „Chcemy, żeby Wojcieszków wreszcie zaistniał w świadomości szerszego kręgu ludzi. Nasza gmina może na historii Ramzesa zbudować swoją tożsamość i przyszłość. W XVI w. byliśmy miastem. Jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku zajmowaliśmy w województwie pierwsze miejsce w hodowli koni. Mamy słabe gleby i brakuje tu przemysłu, ale są za to świetne warunki do rozwinięcie turystyki. Myślę, że Ramzes może stać się atrakcją, która obok przepięknego kościoła i izby regionalnej z licznymi eksponatami, przyciągnie tu ludzi i że rozwinie się agroturystyka. Zyska na tym nie tylko gmina, ale i powiat.”[3]

[1]http://wolabystrzyckafotografie.blogspot.com/2015/11/maria-plater-zyberk-hrabina-z.html, dostęp z 20.11.2019, 14:00

[2]Koń Polski, 1968 nr. 4 s. 20

[3]http://www.lukow24.pl/wiadomosci/informacje/pomnik-konia-w-wojcieszkowie,p29687820, dostęp z 20.11.2019, 14:20