Wpisy

Promotor Legendy:

xo siwy (Rittersporn – Jordi / Shagya X-3) ur. 1937-03-02,
hod. SK Wojcieszków

Tak dr. Stanisław Deskur pisze o polskim reproduktorze stulecia, założycielu najwybitniejszej linii hodowlanej koni sportowych w Niemczech.

Ramzes został wyhodowany w stadninie Wojcieszków i zakupiony na początku 1940 roku do Państwowego Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. Nic wówczas nie wskazywało na to, że ogier ten okaże się w przyszłości reproduktorem stulecia i jego progenitura będzie odnosić sukcesy w najpoważniejszych konkurencjach hipicznych na skalę ogólnoświatową. Dzięki przekazom dyrektora stada w Janowie Podlaskim, inż. Tadeusza Marchowieckiego, na terenie działalności którego znajdowała się Stadnina Wojcieszków, znamy historię Ramzesa począwszy od wieku źrebięcego.

Jak wspominałem, ojcem Ramzesa był urodzony w Belgii ogier pełnej krwi angielskiej Rittersporn, który brał udział z dobrymi wynikami w wyścigach przeszkodowych w Niemczech. W ramach odszkodowań wojennych trafił do Polski i został włączony do Państwowego Stada Ogierów w Janowie Podlaskim. Pochodził z linii znanego ogiera Le Sancy, który przekazywał uzdolnienia do skoku.

Rittersporn, stojąc na punkcie kopulacyjnym w Łabuniach k. Zamościa, dał w rocznikach 1926 i 1927 – 8 bardzo dobrych koni konkursowych i zyskał sobie doskonałą renomę, toteż wielu oficerów kawalerii pragnęło mieć wierzchowca po tym ogierze. W związku z tym remonty po Ritterspornie szły do wojska jak przysłowiowa woda. Niemniej, publikowane w okresie międzywojennym spisy koni zarejestrowanych przez Polski Związek Jeździecki nie podają żadnych innych koni po Ritterspornie – poza wspomnianymi ośmioma – które miały znaczniejsze osiągnięcia hipiczne. Również w hodowli potomstwo tego ogiera nie wyróżniało się. Zakupiono 3 jego synów do Państwowych Stad Ogierów, z których jeden po dwóch sezonach kopulacyjnych został wybrakowany. Rittersporn od lat 1930. i prawdopodobnie do końca życia stał w Stadninie Wojcieszków (pow. Łuków). Stadnina ta liczyła około 30 klaczy hodowlanych i należała do Marii Zyberk-Plater, która – jak ją charakteryzował dyrektor Marchowiecki – „nie znała się na koniach, ale lubiła je bardzo i dobrze żywiła”. Jak wykazał przykład Ramzesa, w pewnych przypadkach te atrybuty właściciela-hodowcy mogły zapewnić sukces.

W 1929 r. Maria Plater zakupiła na licytacji w Państwowej Stadninie w Janowie Podlaskim roczną klaczkę o nazwie Jordi, którą stadnina wybrakowała, a więc w opinii tamtejszych specjalistów nie rokowała ona nadziei, że wyrośnie na dobrą klacz stadną,

Jordi miała bardzo dobre pochodzenie. Jej babka, klacz Astarte urodziła się w znanej stadninie austriackiej Radowce (obecnie Rumunia) i według obowiązującego tam nazewnictwa jej oryginalna nazwa brzmiała 264 Amurath-8. Rodowód Jonii (vide: załączony rodowód Ramzesa) był przesycony krwią orientalną. Pochodziła z rodziny oznaczonej w Radowcach cyfrą rzymską III, sięgającej początków XIX w. Trzyletnią Jordi włączono w Wojcieszkowie w poczet klaczy-matek. Pech jednak chciał, że Jordi złamała przednią nogę. W ówczesnym stanie wiedzy weterynaryjnej klaczy groziło zgładzenie, lecz właścicielka nie dopuściła do tego.

Klacz powieszono na pasach, a lekarz weterynarii kończynę złożył ujmując w drewniane łupki. Noga zrosła się, ale krzywo. Klacz silnie kulała i o jakimkolwiek: użytkowaniu poza hodowlą nie było mowy. Wówczas w parku w Wojcieszkowie wybudowano drewnianą stajenkę z trawiastym wybiegiem i tam Jordi, wraz ze swoimi kolejnymi źrebiętami spędzała co roku czas od wiosny do późnej jesieni. Jej trzecim kolejnym źrebięciem był Ramzes. Dyrektor Marchowiecki często bywał służbowo w Wojcieszkowie i obserwował małego Ramzesa, który robił wrażenie, że wyrośnie w przyszłości na ogiera kwalifikującego się do hodowli. Niestety, małego Ramzesa prześladował rodzinny pech. Wczesną wiosną 1938 r. dobrze rozwinięty i wyrośnięty oraz zawsze czupurny Ramzes przy zabawie ze swoimi . rówieśnikami tak niefortunnie się przewrócił do tyłu, że przez kilka dni nie mógł się podnieść. Maria Plater i w tym przypadku odrzuciła sugestię, że Ramzesa nie warto dłużej męczyć i powinien być zgładzony. Masażami i ciepłymi okładami lędźwi doprowadzono do tego, że po kilku dniach Ramzes podtrzymywany przez ludzi wstawał i chwiejnie utrzymywał się na nogach. W następnym okresie jakby uczył się chodzić, a chwiejny ruch zadem utrzymywał się przez dłuższy czas. Niemniej, ten stan uległ poprawie i w lecie 1939 r. niewtajemniczeni nie zauważali u Ramzesa przebytego niedowładu krzyża i żadna tego rodzaju dolegliwość później u niego nie występowała. Jak wcześniej wspomniałem, Ramzes został zakupiony do Stada Ogierów w Janowie Podlaskim w 1940 roku. Według dyrektora Marchowieckiego reprezentował on typ urodziwego kalibrowego polskiego anglo-araba, o około 160 cm wzrostu, maści siwej z ciemną grzywą i ogonem, o suchej kształtnej głowie z wyrazistymi oczami, długiej szyi, wydatnym kłębie, prawidłowych lędźwiach oraz długim i dobrze umięśnionym grzbiecie. Był głęboki, miał kończyny o prawidłowej postawie przy nieco okrągłych przednich nadpęciach. W ruchu Ramzes był bez zarzutu, gdyż miał stęp długi i posuwisty, energiczny kłus i długi, dużo terenu kryjący galop.

Przez cały okres wojenny w sezonach kopulacyjnych Ramzes był wysyłany na punkty rozpłodowe w okolice Kałuszyna. Co roku po powrocie z punktów – jak wszystkie młode ogiery w stadzie ogierów w Janowie Podlaskim – musiał z reguły dwa razy w tygodniu brać udział w ciężkich biegach myśliwskich za psami, w terenie najeżonym wieloma trudnymi przeszkodami. Ramzes wyróżniał się dobrymi i precyzyjnymi skokami, jego wadą była jednak niechęć do przeszkód wodnych, którą przekazywał niektórych swoim potomkom. Musiał być dobrym koniem wierzchowym, skoro stale jeździł na nim w czasie kadrylów ówczesny koniuszy stada, a w przyszłości dyrektor stadniny w Janowie Podlaskim, inż. Andrzej Krzyształowicz. Niezależnie od tego, Ramzes był ujeżdżony w zaprzęgu i chodził w zaprzęgach czterokonnych.

W lipcu 1944 r. Ramzes razem z całym Stadem Ogierów z Janowa Podlaskiego został ewakuowany, osiągając jako ostateczne miejsce postoju Cleverhof L. Lubeki. Po zakończeniu wojny większość polskich koni hodowlanych znajdujących się w Niemczech zwrócono do kraju, pozostawiając kilka szczególnie utalentowanych do sportu na terenie zachodnich Niemiec, do reprezentowania naszej hodowli. Wśród nich został Ramzes, dosiadany wówczas przez por. Bieleckiego.

Gdy por. Bielecki wyemigrował do Kanady, nabył Ramzesa baron Clemens von Nagel-Doornick, właściciel stadniny Vornholz (Westfalia), liczącej około 30 klaczy stadnych. Baron von Nagel – jak wspomniałem w poprzednich „Wiadomościach Zootechnicznych” – był w czasie wojny komendantem stadniny w Racocie, a ponieważ przyzwoicie się zachowywał, co poświadczyli jego polscy pracownicy, mógł po zakończeniu wojny zająć się swą hodowlą koni. Jego ideą było wyhodowanie dobrych koni, przede wszystkim do dyscypliny ujeżdżenie i skoki przez przeszkody, które zapewniłyby jeździectwu niemieckiemu kontynuację osiągnięć z okresu międzywojennego. Będąc synem dyrektora stadniny w Beberbeck, miał tam okazję te konie dobrze poznać i postanowił zrealizować swe plany w oparciu o nie. Wyszukał nieliczne egzemplarze koni z krwią beberbecką, pozostałe w Niemczech. Użył ogiera Oxyd (lrrlehrer-Oxalis) i klaczy hanowerskich po ogierach beberbeckich. Wykorzystał również polskiego ogiera Zew, hodowli Jezierskiego z Worotniowa (pow. Łuck), pochodzącego po ogierze pełnej krwi angielskiej i od oryginalnej klaczy beberbeckiej.

W Vornholz została przygotowana pierwsza powojenna niemiecka ekipa olimpijska startująca w dyscyplinie ujeżdżenie w Helsinkach w 1952 r., dosiadająca koni wyhodowanych w tejże stadninie według wyżej omawianej koncepcji hodowlanej. Ekipa ta zdobyła brązowy medal Istniały szanse powtórnego wysłania tych samych koni na olimpiadę w Sztokholmie w 1956 r., jednak jeden z koni zakulał i musiano go wymienić. Ta ekipa również wróciła z brązowym medalem, w tym jeden z koni hodowli z Vornholz zdobył też medal brązowy indywidualnie. Dalsze olimpijskie sukcesy koni hodowli barona von Nagel były imponujące. W Tokio w 1964 r. ekipa RFN zajęła w ujeżdżeniu zespołowo pierwsze miejsce. W tej ekipie brał udział Remus zdobywając indywidualnie medal srebrny. W Meksyku w 1968 roku ekipa RFN zajęła w tej samej konkurencji to samo miejsce, a uczestniczący w niej Mariano indywidualnie też medal srebrny. W Monachium w 1972 r. w ekipie RFN, która zdobyła złoty medal w skokach przez przeszkody, wystąpił wałach Robin. Te trzy konie – Remus, Mariano i Robin są już synami Ramzesa. Ramzes przez pierwsze lata pobytu w Vornholz występował w konkursach hipicznych pod doskonałym niemieckim jeźdźcom Brinckmannem osiągając niezłe wyniki na skalę krajową Prawdopodobnie baron von Nagel chciał sprawdzić wartość użytkową tego ogiera. Karierę sportową zakończył Ramzes w 1948 r. łamiąc nogę na treningu. Z pewnością był to zły omen, gdyż jak pamiętamy matka jego też złamała nogę, a ojciec – ogier Rittersporn złamał nogę dwa razy. W tym przypadku baron von Nagel mógł się obawiać występowania predyspozycji dziedzicznych; szczęśliwie w potomstwie Ramzesa takie przypadki nie miały miejsca.

Do użycia Ramzesa w hodowli mogły również zrażać niepowodzenia z okresu międzywojennego w Racocie – próby łączenia klaczy hanowerskich i holsztyńskich z ogierami racowieckimi – które to niepowodzenia były z pewnością baronowi von Nagel znane. Ponadto, w historii hodowli koni nie notowano przypadku, by reproduktor posiadający w swym rodowodzie tak duży dolew krwi orientalnej, jaki charakteryzował Ramzesa, dał wyróżniające się w sporcie hipicznym potomstwo. W tym przypadku baron von Nagel wykazał ogromną intuicję hodowlaną, przeznaczając w Vomhoiz boks ogiera czołowego – Ramzesowi. Ramzes stał tam aż do swej śmierci w 1966 r. W opinii niemieckich sfer hodowlanych żaden tamtejszego czy też zagranicznego pochodzenia reproduktor nie osiągnął kiedykolwiek równie pozytywnych wyników z klaczami miejscowymi jak ten polski anglo-arab. Ramzes dał liczną grupę wybitnych koni sportowych, zasłużonych również w hodowli. Był okres, kiedy każdy ze znanych jeźdźców w RFN dosiadał konia pochodzącego po tym ogierze. Z synów Ramzesa szczególnie wyróżnili się w hodowli Radetzki i Raimond. Pra-prawnuk pierwszego, ogier Rembrandt, opisywany jako koń, który nie miał sobie równego, jeżeli chodzi o dynamikę ruchu, pod swą młodą amazonką Nicole Uphoff zdobył indywidualnie i zespołowo złoty medal na dwóch kolejnych olimpiadach – w Seulu w 1988 r. i w Barcelonie w 1992 r. Był to wyczyn nie notowany w historii Igrzysk Olimpijskich.

Natomiast syn Raimonda – ogier Ramiro jest współcześnie ojcem znakomitych koni skoczków. Jego córka Ratina-Z na Olimpiadzie w Barcelonie w 1992 r. zdobyła indywidualnie srebrny i zespołowo złoty medal dla ekipy holenderskiej. Ponadto, pod niemieckim czołowym jeźdźcem L. Beerbaumem zajęła pierwsze miejsce w 1993 r. w Pucharze Świata w Göteborgu. Na ostatniej Olimpiadzie w Atenach syn Ramiro, doskonale skaczący ogier Royal Kaliber zdobył zespołowo srebrny i indywidualnie brązowy medal dla ekipy USA.


Autor: dr Stanisław Deskur
źródło: Hodowla koni w Polsce (VII) – Ramzes
„Wiadomości Zootechnicznych” (nr 4/2004)


Licencja udzielona przez Pana dr Stanisława Deskur oraz Instytut Zootechniki w Balicach – Wydział Hodowli Koni, dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa. Prawa zastrzeżone.

Kliknij poniższe linki, aby przejść do powiązanych materiałów w Polskiej Cyfrowej Bibliotece Jeździeckiej:

„Hodowla koni w Polsce (VI)” (2004) – Stanisław Deskur

Rodowód Ogiera Ramzes

Legenda:
kolor czerwony: konie pełnej krwi angielskiej
kolor niebieski: konie czystej krwi arabskiej i chowane w czystości
kolor czarny: konie półkrwi arabskiej i anglo-arabskiej

Promotor Legendy: MJT Marcelewo

MJT Nevdos S sp – Mistrz Mistrzów, dobry bo polski.

Hodowca Nevadosa S Stanisław Szurik, dla przyjaciół „Melchior z Liszkowa” (choć tak naprawdę mieszkał w Matyldzinie k. Mroczy), zwykł przeprowadzać wszelkie przedsięwzięcia w swoim życiu z odpowiednim rozmachem. Nie inaczej było też gdy w latach 90-tych w nowo nabytym popegeerowskim gospodarstwie w Liszkowie postanowił założyć stadninę koni sportowych. Miejsce to związane było z końmi już wcześniej – kilkadziesiąt lat mieścił się tam punkt z ogierami SO Łobez. Szybko większość budynków inwentarskich zamieniła się na stajnie w których stanęły pierwsze klacze, zarówno krajowej jak i zagranicznej hodowli. Była wśród nich bawarska Nicol (Nimrod B – Romina po Rasputin) urodzona w 1996r. Reprezentuje ona holsztyńską rodzinę 930 z której pochodzą między innymi reproduktory Reichsgraf i Casparino, notowane w rankingach WBSHF skoczki Dega, Vermont Star, Crazy Boy oraz Caught in Action a także bardzo zasłużona matka stadna Cantinera (Terra B). Nicol dwukrotnie przystępowała do polowych prób dzielności – najpierw nieoficjalnie, w imprezie zorganizowanej przez SHPKG we Włocławku, a w dwa lata później już na imprezie KPZHK w Gliszczu w 2004r. Z obydwu imprez wróciła z medalami i oceną – wybitna! Nicol to klacz rosła, prawidłowa o modelowym pokroju 81pb, i doskonałej jezdności która Marek Orłoś ocenił na 9pkt. Okazała się niełatwa w hodowli (na 7 urodzonych źrebiąt tylko 2 zakwalifikowane do hodowli), ale cierpliwość właściciela i fachowość prowadzącego rozród w Liszkowie dr Przemysława Mazurka pozwoliły uzyskać w końcu satysfakcjonujące potomstwo.

W 2003 roku ogierem czołowym został w Liszkowie 4 letni holenderski Romualdo – świeżo kreowany wicemistrz MPMK w skokach (Mariusz Buczkowski). Podczas krótkiej przerwy w treningu zdołał pokryć kilkanaście klaczy hodowców KPZHK, z czego w Liszkowie urodziły się 4 źrebięta. Wszystkie one wyróżniły się w sporcie i hodowli: Quattro sp (od Quanta po Quamiro) – skoki CC Bartłomiej Włodarski, Gracjusz sp (od Gracenta po Graf Grannus) – skoki N, Romana sp (od Roma po Rodomo) – matka og Roncerto sp (po Concert) finalisty MPMK Jacek Zagor i wreszcie Nestia sp (od Nicol) matka naszego bohatera. Warto dodać, że Romualdo w swojej późniejszej karierze sportowej sięgnął między innymi po tytuł Wiceczempiona Halowego Pucharu Polski (Sławomir Hartman). W wieku 9 lat trafił do Niemiec. Najpierw pod Holgerem Hetzelem, a potem pod Mario Stevensem zajmował czołowe lokaty na zawodach w Braunschweigu, Kiel i Monachium.

Nestia wśród potomstwa Romualdo wyróżniała się finezyjną urodą i umiarkowanym temperamentem. Jako 2 latka brała udział w K-P Wystawie Hodowlanej w Solcu Kujawskim, zajmując 2 miejsce w swojej grupie. Szkoda tylko, że później zalety jej rodowodu i eksterieru nie zostały zweryfikowane w próbie dzielności. Jest wierną matką hodowlaną. Dziś ma 15 lat i szereg bardzo udanych źrebiąt na koncie. Pierwszym z nich jest właśnie urodzony w 2008r. po inseminacji mrożonym nasieniem MJT Nevados S sp. Trzeba zaznaczyć, że talent tego konia nie jest w jakimkolwiek stopniu dziełem przypadku. On ma po prostu doskonały rodowód, którego gruntowną analizę podaje Adam W. Jończyk w Hodowcy i Jeźdźcu – Jesień 2015. Tu przypomnijmy jedynie, iż cechą charakterystyczną jego pochodzenia jest 11-krotny inbred na epokowego reproduktora koni sportowych jakim niewątpliwie był polski angloarab Ramzes.

Ojcem MJT Nevadosa S sp jest Calvados Z który licencję hodowlaną uzyskał po fantastycznym występie podczas Mistrzostw Świata Młodych Koni w Lanaken 2006. Dosiadany przez Roelofa Brilla został Mistrzem Świata koni 5 letnich. W 2007r. dosiadany już przez Stefana Cortena był 9-ty, a jako 7 latek wywalczył 4 miejsce, tylko 0,4s dzieliło go od zwycięzcy! W kolejnych sezonach dosiadany przez Judy-Ann Melichior oraz Christiana Ahlmanna startował z powodzeniem w międzynarodowych konkursach. Niestety w wieku zaledwie 10 lat padł podczas zawodów Pucharu Świata w Oslo.

W 2009r. Nestia urodziła pełną siostrę Nevadosa, klacz Nevada S sp. Także siwa, nieco mniejszego kalibru od swojego słynnego brata, jest aktualnie jednym z filarów macierzystej stadniny. Nevada jako odsadek uczestniczyła K-P Wystawie Hodowlanej w Solcu Kujawskim zajmując 4 miejsce w swojej grupie. Kolejna córka Nestii to urodzona w 2011r. gniada Driada Z po Diamant Z – niestety padła po urodzeniu pierwszego źrebięcia. W latach 2012-13 Nestia dwukrotnie była kojarzona z ogierem Leoville sf – urodzili się pełni bracia Neville S sp i Neville II S sp którzy z powodzeniem byli prezentowani na kujawsko-pomorskich wystawach hodowlanych, a następnie próbowali swoich sił w skokach. Natomiast w sezonie 2017 przyszła na świat kolejna córka Nelly Furtado S sp (po Cornet Obolensky bwp). Została ona sprzedana na aukcji do Estonii jeszcze przed swoimi narodzinami. Potomek Nestii z 2018 r. ciemnogniady ogierek Nottingham S sp (po VDL Glasgow bwp) to czempion kujawsko-pomorskiej wystawy źrebiąt. Jest nadzieją hodowcy na doczekanie się kolejnego ogiera-reproduktora. Natomiast urodzony w 2019 r. ogierek Notting Hill S sp (po Cornet Obolensky bwp) został sprzedany na elitarnej belgijskiej aukcji źrebiąt za 44 000 E – najwyższą cenę jaką kiedykolwiek zapłacono za polskiej hodowli źrebię sportowe!

Nevados jako źrebię bardzo przypominał swoją matkę. Był tak szlachetny i delikatny, że aż raził małą realnością i brakiem męskiego wyrazu. Szybko jednak geny dzielnego ojca zaczęły brać górę. Już jako roczniak mocno nabrał masy, samczego wyglądu i… zaczął dawać się we znaki obsłudze. Choć niewątpliwie swoje zalety pokazał już jako 2 latek zajmując na K-P Wystawie Hodowlanej w Jarużynie 2 miejsce w swojej grupie wiekowej w ocenie płytowej (na 11 koni) i także 2 miejsce (na 17 koni) w konkursie skoków luzem, to jednak trudności podczas zajeżdżania sprawiły że szybko i to razem z grupą swoich stajennych towarzyszy trafił do stajni Marka Romanowskiego we Wozławkach. Nawet jednak jego doświadczona ekipa nie potrafiła opanować czupurnego ogierka. Dopiero pobyt w stajni Jacka Zagora sprawił ze Nevados zaczął przekształcać swoje ogromne możliwości w efektywną pracę. Oceny z konkursów kwalifikacyjnych do MPMK w sezonie 2012 były dobre (7,9-7,8pkt) ale nie oszałamiające. Eksplozja formy nastąpiła w optymalnym momencie, na samych finałach w Gajewnikach. Oceny 9,2 i 8,8 były nie tylko najlepszymi w konkursach ale i jednymi z najwyższych w historii tej imprezy. Był klasą dla siebie, wygrał z ogromną przewagą nad krajową i zagraniczną konkurencją. Co ciekawe, był to też pierwszy tytuł mistrzowski w kategorii młodych koni dla Jacka Zagora. Przed finałami Nevados po raz kolejny zmienił właściciela. Nabywcą został Pan Rafał Jerzy z Bydgoszczy który swego czasu, jako junior trenował jeździectwo, a aktualnie jest jeźdźcem amatorem i sponsorem jeździectwa a także pasjonuje się końmi wyścigowymi. Rozczarowany brakiem wyników swojej dużej grupy młodych koni niemieckich poszedł za radą jeźdźca i sięgnął po krajowego Nevadosa, a ten odwdzięczył się w zaiste najlepiej jak potrafił. Para Nevados-Zagor powtórzyła swój sukces na MPMK także w sezonie 2013 – wówczas wygrali wszystkie konkursy z oceną stylu w jakich wystartowali!

Kiedy w sierpniu 2012 roku pisaliśmy nasz pierwszy tekst na temat Nevadosa (Koń Polski 9/2012) mieliśmy w głowie to czego osobiście byliśmy świadkami podczas dekoracji MPMK-B w Gajewnikach – rozpromieniona twarz Jacka Zagora, uśmiech właściciela Rafała Jerzego i łzy szczęścia hodowcy Stasia Szurika. Myślę że wszyscy wiedzieliśmy, że pokazany został światu wielki diament, nikt jednak jeszcze nie wiedział na jak wspaniały brylant da się go oszlifować. Na tej fascynującej drodze MJT Nevados S wykonał w sezonie 2015 kolejny milowy krok, zdobywając pod Gregory Watheletem Mistrzostwo Świata Koni 7 letnich w skokach w belgijskim Lanaken.

Wówczas wydawało się, że na długie lata pozostanie ten sukces szczytowym osiągnieciem polskiej hodowli. Sezony 2018-2019 były jednak jeszcze bardziej udane. Po zwycięstwach w Paryżu, Waregem, Liege i Pradze Nevados sięgnął po tytuł drużynowego Mistrza Europy. Po takich sukcesach jaki jeszcze cel może mieć MJT Nevados S i jego ekipa? Wszak już za rok Igrzyska Olimpijskie… Jednocześnie wielkie sukcesy odnosić zaczęło jego potomstwo. Córka z debiutanckiego rocznika Donna Neva S (Daria Kobiernik) została najlepszą czterolatką Mistrzostw Polski Młodych Koni. Kolejna córka Capella sp – czempionką klaczy sp podczas Dni Polskiego Konia Sportowego. Nie gorzej poczynali sobie synowie Nevadosa. Fabregas S sp został najlepszym ogierem polskiej hodowli w Polowej Próbie Dzielności, Why Not wlkp – Czempionem rasy wielkopolskiej, a Celynos sp Mistrzem Polski Północnej w skokach luzem. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wszystkie te konie reprezentują bardzo nieliczne dwa pierwsze roczniki potomstwa Nevadosa, to śmiało możemy stwierdzić, że jest to reproduktor o potężnej sile dziedziczenia cech sportowych i mógłby znaleźć się, jak Ramzes xo, wśród legend światowej hodowli, trzeba mu to tylko umożliwić. Niestety wyjątkowo restrykcyjne, nieprzyjazne polskim hodowcom zasady stanówki Nevadosem sprawiły, że w kolejnych latach jego hodowlane wykorzystanie spadało (2015 9 szt, 2016 6 szt, 2017 4 szt, 2018 2 szt, 2019 1 szt i na sezon 2020 przewidziane jest także tylko 1 źrebię). Dzieje się tak niestety ze szkodą dla wszystkich zainteresowanych stron…

Nie jest tajemnicą, że ostatnio wielu polskich hodowców rejestruje swoje źrebięta w związkach zagranicznych. Efekt jest taki, że Polacy płacą za paszporty i opłacają składki na rzecz np. związku niemieckiego, po czym utrzymują i promują konie z niemieckimi paszportami, które to jeśli osiągną odpowiedni poziom sportowy punktują na rzecz hodowli niemieckiej. To trochę jak z Podolskim. Urodzony w Polsce, ale grał dla Niemiec i dla wszystkich na świecie, oprócz nas wtajemniczonych, jest Niemcem. Choćby nie wiem jak bardzo próbowali zaklinać rzeczywistość hodowcy koni urodzonych w Polsce ale zaopatrzonych w obce paszporty, choćby rosło w siłę organizowane przez nich lobby, to takim rumakom nigdy nie zagrają, choćby w Lanaken jak, to miało miejsce w przypadku Nevadosa, „Mazurka Dąbrowskiego”… Zagrają za to zupełnie inny hymn… tylko czy aby na pewno tego chce środowisko polskich hodowców, i czy aby na pewno z tego sobie zdaje sprawę?

Niedawno obchodziliśmy jubileusz 120-lecia zorganizowanej hodowli koni w naszym kraju. Warto pamiętać, że naszym przodkom w zakładaniu pierwszych stowarzyszeń „ku polepszeniu chowu koni” przyświecała idea aby, również w kontekście pracy hodowlanej, stawić czoła pangermańskiemu „Drang nach Ost”. W innych realiach i innymi środkami z wyzwaniem tym przychodzi się mierzyć także nam, dzisiaj!

Autor wpisu: Tomasz Bagniewski