Wpisy

Wiadomości Zootechniczne, R. XLII (2004), 3: 67-70

Autor: Stanisław Deskur
Ilość stron: 3

Licencja udzielona przez autora oraz Instytut Zootechniki – Państwowy Instytut Badawczy dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Mimo niepewnej sytuacji geopolitycznej w Środkowej Europie termin wybuchu II Wojny Światowej był dla wielu Polaków zaskoczeniem. Na ogół nie umiano trafnie przewidzieć jej przebiegu. Toteż przede wszystkim mieszkańcy polskich województw zachodnich i centralnych przemieszczali się na wschód, co okazało się być przysłowiowym trafieniem „z deszczu pod rynnę”. Być może nieświadomie inspirowani byli oni przez wrogą propagandę dążącą do wprowadzenia zamętu na tyłach naszej armii. Zabierano z sobą cały dobytek, co w przypadku hodowców koni obejmowało często całą ich stadninę. Im dalej zawędrowali na wschód i na czas się nie wycofali, w tym większym stopniu narażali się na utratę tegoż dobytku. W ten sposób krajowa hodowla utraciła wiele cennych koni.

Ewakuowano również Państwowe Stadniny Koni i Stada Ogierów. Kilku dyrektorów tych instytucji przypłaciło tę ewakuację życiem, a wiele koni zaginęło.

Najgorszy los spotkał Janów Podlaski. Wydaje się, że obydwu agresorom zależało przede wszystkim na zagarnięciu tamtejszego stada koni czystej krwi arabskiej. Pierwsi do Janowa dotarli Niemcy, którzy polecili następnego dnia wysłać konie hodowlane transportem kolejowym do Prus Wschodnich, ale następnego dnia rano zajęła Janów Armia Czerwona i do tego nie dopuściła. Janów pozostał w strefie zaboru radzieckiego do pierwszej połowy października 1939 r. W dniu 2 X 1939 r. Armia Czerwona wywiozła z Janowa wszystkie konie hodowlane na wschód. Wśród tych koni znajdowały się również klacze pełnej krwi angielskiej i półkrwi z młodzieżą ze Stadniny Kozienice oraz konie z Toru Wyścigowego w Warszawie, które znalazły chwilowe schronienie w Janowie. Potwierdzeniem wcześniej omawianej tezy, że Sowieci szczególną wagę przywiązywali do janowskiego stada koni czystej krwi, jest fakt, że tylko te konie zostały później zidentyfikowane i wpisane do tamtejszej księgi stadnej.

Niemcy nie mogli przeboleć, że „sprzed nosa” zabrano im tak cenny materiał koński i podobno w czasie wojny niemiecko-radzieckiej, gdy uzyskali informację o miejscu postoju polskich arabów, zorganizowali akcję desantową, by te konie pozyskać. Akcja się nie udała, gdyż konie wcześniej przeniesiono w inne miejsce. To wydarzenie miało stanowić kanwę radzieckiego filmu „Śmiali ludzie”.

Po korekcie granicy niemiecko-radzieckiej, Niemcy zajęli w połowie października 1939 r. Janów Podlaski. Obiekt był poważnie zdewastowany i pozbawiony jakiegokolwiek żywego inwentarza.

Stadnina Kozienice też była ewakuowana. W tym przypadku w Radzyniu Podlaskim kolumna marszowa została rozdzielona w wyniku ataku niemieckich samolotów. Czoło kolumny, składające się z klaczy zarodowych i rocznych źrebaków – jak wcześniej wspomniano – dotarło do Janowa i ślad po nich zaginął. Druga część, w której znajdowały się m.in. najcenniejsze polskie reproduktory: Villars, Bafur, Mah Jong i Büvesz oraz młode ogiery Zakładu Treningowego, dotarła pod Kowel i przed wkroczeniem tam Armii Czerwonej zdążyła się wycofać i wrócić do Kozienic.
Po zakończeniu działań wojennych na terenach polskich województw południowo-wschodnich Sowieci zorganizowali stadniny państwowe, gdzie zebrano część materiału końskiego z polskich stadnin. Młode konie ras szlachetnych z tych stadnin, będące w wieku 2-4 lat, biegały w 1940 i przez 4 tygodnie w 1941 r. na Torze Wyścigowym we Lwowie.

Na obszarach byłych województw: krakowskiego, kieleckiego, warszawskiego, lubelskiego oraz części łódzkiego Niemcy stworzyli tzw. Generalne Gubernatorstwo, zarządzane przez nich, z zachowaniem ludności polskiej i z zasady uznawali prawo własności. W Generalnym Gubernatorstwie z ramienia wojskowych władz niemieckich nadzór nad państwową i prywatną hodowlą koni sprawował znany na skalę światową hipolog niemiecki dr Gustaw Rau (1880-1954); w latach 1933-1934 był on Głównym Koniuszym Rzeszy, ale został zdjęty z tego stanowiska ze względu na krytyczny stosunek do nazizmu. Prywatna hodowla koni w Generalnym Gubernatorstwie cieszyła się pewnym poparciem ze strony władz, m.in. konie zarodowe były chronione przed poborami do wojska, które Niemcy przeprowadzali w czasie wojny z ZSRR.

Pozostałe, zachodnio-północne dawne polskie województwa włączono do Rzeszy Niemieckiej. Tamtejszą ludność polską pozbawiano praw własności i w większości wysiedlono. Zarówno na terenach Gubernatorstwa jak i włączonych do Rzeszy pozostawiono Państwowe Stada Ogierów i Stadniny. Według niemieckich statystyk w czasie ewakuacji tych instytucji na wschód zaginęło około 600 koni zarodowych. Stan reproduktorów państwowych uzupełniono w ciągu roku ogierami sprowadzonymi z terenu Niemiec, przeważnie wschodniopruskimi, jak i z innych podbitych krajów, w tym 40 ogierami berberami zdobytymi we Francji, które zresztą nie pozostawiły w polskim pogłowiu koni istotnego śladu. Dawne polskie stada ogierów dysponowały w 1940 r. pogłowiem przewyższającym stan przedwojenny. Wskazuje to na fakt, że niemieckim władzom wojskowym zależało na utrzymaniu wysokiego pogłowia koni wobec przewidywanego uderzenia na Związek Radziecki.

Stadnina Koni w Racocie była również ewakuowana i wróciła, podobnie jak inne, w niepełnym komplecie. Komendantem stadniny mianowali Niemcy znanego tamtejszego hodowcę mjr. Klemensa v. Nagel. Stadnina została znacznie powiększona. Pozostawiono tam klacze beberbeckie, zgromadzono ich 43. Stworzono również oddziały klaczy: niemieckich ras szlachetnych i zimnokrwistych oraz skompletowano grupę klaczy różnych ras o wyróżniającej się karierze sportowej. Wśród nich stała tam sławna niemiecka klacz konkursowa Tora, zwyciężczyni złotego medalu na Olimpiadzie w Berlinie w 1936 r., jak też wspomniana wcześniej polska klacz Warszawianka. W czasie wojny wymieniono w Racocie garnitur klaczy, omawiane poprzednio wywieziono do Zachodnich Niemiec, a w Racocie umieszczono zdobyte na wschodnim froncie klacze anglo-dońskie i kabardyńskie. Stworzono również oddział małych koni zbliżonych do konika polskiego, zwane przez Niemców „Panje-Pferde”, które zarówno w czasie I jak i II wojny światowej doskonale sprawdzały się na froncie wschodnim.

W czasie II wojny konie pogrubione, zwłaszcza ras zachodnioeuropejskich, zawiodły na froncie wschodnim. Próbowano więc krzyżować różne rasy koni z myślą o potrzebach wojska, m.in. łączono ogiera Pogromca rasy bulon z klaczami hanowerskimi i wschodniopruskimi. Konie uzyskane z tego połączenia, zwane popularnie anglo-bulonami, trafiły po wojnie do Polski. Były to w owym czasie dobre konie rolnicze, ale stanowiły za małą populację, by hodowlę tę kontynuować.

W państwowych stadach i stadninach na terenie Generalnego Gubernatorstwa wprowadzono komendantów niemieckich, na ogół dość przyzwoitych ludzi, z wyboru dr. Rau’a pozostawiając na stanowiskach technicznych Polaków. Janów Podlaski szybko odbudowano. Odnaleziono konie, które w czasie ewakuacji stadniny odłączyły się od transportu. Były to przeważnie źrebaki. Wśród nich były trzy młode ogierki, które później odegrały bardzo ważną rolę w odbudowaniu polskiej hodowli koni czystej krwi: dwuletni ogier Trypolis, syn Enver Bey’a i dwa roczne ogierki po Ofirze – Witraż i Wielki Szlem. Ponadto, stadninę uzupełniono klaczami pochodzącymi z Janowa, które w ramach selekcji były wcześniej sprzedane prywatnym hodowcom, odkupując je od nich. Włączono również parę klaczy jugosłowiańskich zdobytych przez Niemców. W 1942 roku stan liczebny stadniny był równy stanowi z dnia wybuchu wojny i pod względem pochodzenia zbliżony do przedwojennego.

Stado Ogierów w Janowie trzeba było kompletować od początku. Czas naglił, więc przystępując do kupowania młodych ogierów z pewnością musiano stosować dogodniejsze warunki niż normalnie. W tym miejscu warto przypomnieć pewne zdarzenie, którego doniosłość ujawniła się po II wojnie.

Sąsiednia stadnina prywatna Wojcieszków, położona k. Radzynia Podlaskiego, przedstawiła w sierpniu 1939 roku 2 ogiery trzyletnie Rumiana i Raptusa po omawianym uprzednio ogierze Ritterspom. Jak pisał ówczesny dyrektor Stada Ogierów w Janowie Podlaskim, inż. Tadeusz Marchowiecki, ogiery te nie zostały zakwalifikowane do zakupu. Jako uzasadnienie podał m.in., że miano uprzedzenie do synów Ritter-sporna. Dyrektor Marchowiecki nie wyjaśnił na czym polegało to uprzedzenie i tego się już prawdopodobnie nie dowiemy. Faktem jest natomiast, że w owym okresie żadne z dawnych polskich Państwowych Stad Ogierów nie posiadało syna Rittersporna.

Tym razem, dr Rau i inż. Marchowiecki zakupili w Wojcieszkowie ogiery Rumiana i Raptusa oraz dwóch ich o rok młodszych pół-braci Rybaka i Ramzesa. Te trzy ogiery, pomijając Raptusa, który padł w stadzie po paru miesiącach – a szczególnie Ramzes będą szerzej omawiane w następnych odcinkach tego opracowania.

W lipcu 1944 r., w związku ze zbliżaniem się frontu Stadnina Janów Podlaski została przewieziona do Saksonii, a w lutym 1945 przeniesiono ją transportem pieszym do Torgau. Przechodząc przez Drezno transport natknął się na nalot dywanowy i tylko dzięki ogromnej ofiarności załogi, przy niewielkich stratach, dotarto do celu. W marcu 1945 r. transportem kolejowym przywieziono konie do Holsztynu.

Z Kozienic Niemcy wywieźli w 1940 roku czołowe ogiery pełnej krwi do Państwowej Stadniny w Altefeld, które pod koniec wojny wróciły. Puste stajnie w Kozienicach początkowo wypełniono niemieckimi końmi wojskowymi, następnie utworzono Państwowe Stado Ogierów oraz umieszczono 17 klaczy pełnej krwi z prywatnej stadniny Adampol. W lipcu 1944 r. konie z Kozienic zostały wywiezione do Racotu, gdzie padł ogier Villars, a następnie ewakuowano je do Zachodnich Niemiec.

Hodowla koni pełnej krwi angielskiej była prowadzona w czasie wojny na ograniczoną skalę – opierała się wyłącznie na hodowli prywatnej. Tor wyścigowy na Służewcu był zajęty przez wojsko niemieckie i nie został udostępniony do wyścigów. Pozostałe tam konie wyścigowe wywieziono do Niemiec. W czasie wojny wyścigi odbywały się w Lublinie i we Lwowie.

Na terenach południowo-wschodniej Polski, po wkroczeniu tam w 1941 r. Niemców, utworzono kilka stadnin państwowych w obiektach dawnych polskich prywatnych stadnin, gdzie zebrano niedobitki tamtejszych koni zarodowych. Te konie zostały w 1944 r. wywiezione na zachód.

Ze względu na to, że Drogomyśl, w którym zlokalizowano Państwowe Stado Ogierów, obsługujące przed wojną województwo krakowskie, został włączony do Reichu, w 1941 r. powołano nowe stado w Dębicy. W 1943 r. stado to liczyło około 450 ogierów i posiadało najliczniejsze pogłowie w Europie.

W 1944 część ogierów przeszła do nowo odbudowanego stada w Sądowej Wiszni, które przejęło dawne województwo lwowskie, włączone również do Gubernatorstwa. W lipcu 1944 r. wszystkie Stada Ogierów wywieziono w głąb Niemiec.

Piątka klaczy anglo-bulońskięj / Five Anglo-Boulogne mares
Ogier czystej krwi arabskiej Witraż (Ofir-Makata po Fetysz) ur. 1938, Janów Podlaski
A purebred Arabian stallion Witraż (Ofir-Makata after Fetysz) b. 1938 in Janów Podlaski
Wpis w Legendach Polskiego Jeździectwa o Ramzesie, autorstwa dr Stanisława Deskura (kliknij)

Autor: Marek Szewczyk
Ilość stron: 2,5

Licencja udzielona przez Pana Marka Szewczyka dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Oto kilka anegdot o kupowaniu lub — jak kto woli — sprzedawaniu koni arabskich. Te dotyczące dawnych czasów, zaczerpnąłem z książki profesora Witolda Pruskiego Dwa wieki polskiej hodowli koni arabskich (1778-1978) i jej sukcesy na świecie. Te dotyczące czasów powojennych, opowiedział mi Andrzej Krzyształowicz, wieloletni dyrektor Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, podczas wywiadu, jaki nagrałem z nim w lutym 1998 roku, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Wywiad ten nie ujrzał światła dziennego, gdyż powstał na zamówienie pisma, które nigdy się nie ukazało.

Bagdad

Jak nie liczyli się polscy panowie z kosztami przy zakupie koni arabskich, najlepiej świadczy przygoda młodego Juliusza Dzieduszyckiego. Otóż pojechał on pewnego razu do Lwowa zobaczyć Bagdada, oryginalnego araba sprowadzonego przez znanego handlarza koni Gliocco.

Zobaczywszy Bagdada tak się zapalił, że dał za niego wszystkie dukaty, które od ojca otrzymał, i te, które ze swojej zabrał szkatuły, a było ich podobno dość sporo, sprzedał cztery konie, powóz, dery i bat bogato srebrem okuty, ażeby żądaną za konia uzupełnić sumę i sam na Bagdadzie do Jarczowiec wierzchem przyjechał, a furman pieszo do domu powrócił.

Skowronek

Polskim arabem, który odniósł sukces w Anglii, był Skowronek ur. w 1909 roku w Antoninach u Józefa Potockiego. Po kupieniu go do Anglii, kilkakrotnie zmieniał właścicieli, aż trafił do Lady Wentworth w Crabbet Park. Ta znana hodowczyni doceniła jego klasę i częstokroć wysyłała go na wielkie wystawy. Mlecznosiwy Skowronek zdobył ogromną ilość nagród i wielokrotnie uznawany był za czempiona arabów w Wiekiej Brytanii. Okazał się bardzo cennym reproduktorem.

Skowronek był synem pustynnego Ibrahima, a ród ten wrócił do Polski via Tiersk. Tam bowiem trafił syn Skowronka, Naseem, wyhodowany w Crabbet Park, a kupiony przez rząd radziecki do tej stadniny. Polska odkupiła zaś z Tierska syna Naseema, Negatiwa, który dał w Polsce wiele cennego potomstwa, m. in. wspaniałego Bandosa, jednego z ulubionych koni Andrzeja Krzyształowicza. Bandos jest prawnukiem Skowronka, a praprawnukiem Ibrahima.

Okoliczności sprzedaży Skowronka są bardzo barwne. A opisał je naoczny świadek, Roman Potocki, syn Józefa – ówczesnego właściciela Antonin. Otóż w zwierzyńcu Potockich były żubry. Gdy stado się rozrosło, stary byk zaczął zabijać młode byczki i należało go zastrzelić. Prawo odstrzału starego żubra Potoccy odsprzedali milionerowi amerykańskiemu, zamieszkałemu w Anglii, Walterowi Winanso-wi. Ten zaoferował za to 1500 funtów, czyli 15.000 rubli w zlocie. Po udanych łowach Winans gościł w Antoninach, gdzie został zaproszony na polowanie par force. Gościa obwożono podolskim wózkiem zaprzężonym w cztery siwosze, które były po arabskim ogierze Sudan sprzedanym wcześniej do Hiszpanii. Winansowi wszystko się podobało, a najbardziej siwosze. Oddajmy głos Romanowi Potockiemu.

Winans uparł się, że czwórkę kupi. Z ceną za konie prędko doszliśmy do porozumienia — 2000 rubli; trudniej było z bryczką i uprzężą, a już zupełnie rozbiło się wszystko o furmana, gdyż i jego chciał Winans zaangażować do Anglii i zabrać ze sobą… Trochę speszeni po niedoszłej transakcji poszliśmy do stajni i od razu wpadamy do oddziału, gdzie stało kilka młodych, trzyletnich ogierków arabskich.

—A co to takiego? — pyta Winans. Odpowiadam — araby przygotowane dla komisji Kozaków Kubańskich, która ma wkrótce przyjechać.
—Sprzedają się — pyta dalej.
—Tak, mówię.
—Jaka cena — ciągnie dalej Winans.
—Te pierwsze po 15 00 rubli – informuję.

Pierwszy akurat stał Skowronek. Winans chwilę na niego popatrzył i bez wyprowadzania ze stajni mówi:

—biorę! I tak Skowronek — zamiast na Kaukaz – pojechał do Anglii. Tam w czasie pierwszej wojny światowej Winans z zyskiem go sprzedał; odbił sobie nie tylko cenę kupna i transportu, ale i znaczną część kosztów zabicia żubra, którego głowę kazał pięknie wypchać.

Witeź II

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, wśród koni, których Armia Czerwona nie wywiozła w 1939 roku z Janowa Podlaskiego, było pięciu synów Ofira. Jednym z nich byl Witeź II. Nie przeszedł on całej ewakuacji z resztą stadniny, gdyż wcześniej Gustaw Rau, znany niemiecki hipolog, w czasie wojny szef wszystkich stad i stadnin na terenach okupowanych, skierował go do Hostovni. Była to stadnina położona w czeskich Sudetach, gdzie nie wiedzieć czym powodowany — jak wspomina Andrzej Krzyształowicz — Gustaw Rau grupował po 5 klaczy i jednym ogierze każdej rasy. Takie końskie ZOO. Gdy do Czech weszła Armia Czerwona, konie ewakuowano do Bawarii. Tam — jak wiadomo — weszli Amerykanie, a konkretnie 8. Armia gen. Pattona. I tam Witeź stał na jakimś lotnisku. Traf chciał, że zobaczył go chłopak z Janowa wywieziony na roboty do Niemiec. Poznał janowskie palenie i zawiadomił Zarząd Polskich Stadnin w Niemczech. Major Harland przyjechał do tego miasta i chciał Witezia zabrać, ale Amerykanie nie zgodzili się, uważając go za zdobycz wojenną. Po powrocie do angielskiej strefy okupacyjnej nastąpiła interwencja. Amerykanie, owszem, tym razem przyznali nam rację, ale koń był już na statku płynącym do USA. Trwały potem rozmowy z amerykańskim pułkownikiem Hamiltonem, szefem remontu koni wojska amerykańskiego (choć ich armia nie miała kawalerii, takie stanowisko istniało). Płk Zamoyski, który te rozmowy prowadził, chciał zwrotu ogiera. Okazało się to niemożliwe, gdyż Amerykanie, nie mając kawalerii ani państwowych stadnin, Witezia zaraz po przypłynięciu statku do USA sprzedali prywatnemu hodowcy. Płk Hamilton zaproponował odszkodowanie.

— Płk Zamoyski zadzwonił do mnie, jak dziś pamiętam — wspomina Andrzej Krzyształowicz — o 3 nad ranem, żeby zapytać, jaką cenę można postawić za tego konia. Nie miałem zielonego pojęcia. Tak sobie szybko wymyśliłem, że skoro przed wojną Janów najdrożej sprzedał konie do USA po 6-1 tysięcy złotych, a najwyższa cena za kupionego od prywatnego hodowcy, Amuratha Sahiba, wyniosła 8 tysięcy — to powiem 15 tysięcy dolarów. I to zakomunikował Zamoyski Hamiltonowi rano przy śniadaniu. Na co Hamilton powiedział, co tam 15 tysięcy. Odpiszemy wam od długów państwa polskiego 50 tysięcy dolarów.

Ale to nie był koniec sprawy Witezia. Ówczesny minister spraw zagranicznych Winiewicz postawił sobie bowiem za punkt honoru odzyskanie Witezia. Interweniował w tej sprawie kanałami dyplomatycznymi. Sprawa była mocno nagłośniona w amerykańskiej prasie i w radiu w latach 1948-49. To zwróciło uwagę amerykańskich hodowców na polską hodowlę, która wydała Witezia. A koń w tym czasie zdążył już zdobyć wiele nagród na pokazach i tytuł czempiona Ameryki. To była doskonała reklama naszej hodowli — podsumował Andrzej Krzyształowicz — A Witeź nie był aż takim cudem. Witraż i Wielki Szlem były od niego lepsze.

El Paso

El Paso (Czort – Ellora), wnuk Wielkiego Szlema (ze strony ojca) i Witraża (ze strony matki), urodził się w Janowie Podlaskim w 1967 roku. Gdy był reproduktorem w stadninie w Michałowie — wspomina Andrzej Krzyształowicz — Eugene La Croix go zobaczył i zapragnął kupić dla „podparcia” starzejącego się Baska. Ale otrzymał odpowiedź, że koń jest na razie nie do sprzedania. Propozycję jeszcze kilka razy ponawiał, ale odpowiedź ciągle była ta sama. Wreszcie zaproponował dzierżawę. Na to polskie władze hodowlane się zgodziły, i dobrze. La Croix umiał bowiem świetnie promować konie i wypromował El Paso na czempiona USA. Po raz pierwszy zdarzyło się, że narodowym championem USA został koń nie będący nawet własnością amerykańskiego hodowcy. Do El Paso przylgnęła dodatkowo etykieta „koń, którego nie można kupić za pieniądze”. Po wygaśnięciu umowy dzierżawnej — nie trzeba dodawać, że La Croix ponowił propozycję kupna i dostał tę samą odpowiedź co zawsze – koń wrócił do Polski. Aż wreszcie zainteresował się nim multimiliar-der amerykański Armand Hammer. Był to rok 1981, i w sprawę sprzedaży El Paso wmieszały się najwyższe czynniki państwowe. Hammer bowiem powoływał się na swoje zasługi dla Polski w postaci udzielonych kredytów. Zapadła decyzja na „tak”, ale za „duże” pieniądze. Powiadomiony o niej Hammer natychmiast zjawił się w Janowie. Oddajmy głos Andrzejowi Krzyształowiczowi.

Na pytanie z naszej strony, ile oferuje za ogiera, którego aktualnie uważamy za jednego z najlepszych w Polsce, Hammer siedząc w fotelu z przymkniętymi oczami (pan był już wtedy dobrze po osiemdziesiątce) podał liczbę 500 tysięcy dolarów. Od nas otrzymał odpowiedź, że ta suma nas nie satysfakcjonuje, że możemy oddać konia za milion dolarów. Hammer prawie nie otwierając oczu wstał i podając rękę najbliżej siedzącemu powiedział jedno słowo „kupiony”. Uważamy z perspektywy czasu, że gdybyśmy wtedy zaproponowali 1.5, a może 2 miliony, koń poszedłby za taką sumę — ale mądry Polak po szkodzie.

Skowronek, pędzla Andrzeja Novaka-Zemplińskiego (2004). Ze zbiorów Marka Potockiego
Witeź II z właścicielką Frances Hurlbutt

El Paso fot. Zofia Raczkowska

Promotor Legendy:

80 lat temu wybuchła II wojna światowa. Wraz z nią zaczęła się tragedia polskich stadnin w tym jednej z najsłynniejszych i najlepszych na świecie SK Janów Podlaski.

Przeczytajcie ciekawą relację opowiadającą o wydarzeniach w okresie 1939-1944, Pana Marka Treli („Araby” nr. 9 1/2008) oraz opracowanie niemieckiego historyka – Brandtsa Ehrenfrieda pochodzące z książki pt.: „Z Końmi Między Frontami”.

Licencja udzielona przez Marka Treli oraz Ehrenfrieda Brandtsa, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa i Konie Wojny.

Patron Legendy:

Opiekun Legendy: Marek Trela

SK w Janowie Podlaskim nierozerwalnie kojarzy się z postacią jej wieloletniego dyrektora. Legendą stał się jeszcze za życia.

Andrzej Krzyształowicz urodził się w Wiedniu w 1915 roku. Od dzieciństwa był związany z rolnictwem dzięki ojcu, który w owym czasie administrował majątkiem Dzieduszyckich w Zarzeczu. W 1923 roku rodzina przeniosła się do Łańcuta, gdzie Kazimierz Krzyształowicz został dyrektorem naczelnym majątków hrabiego Alfreda Potockiego. W skład licznych posiadłości hrabiego wchodziła również Albigowa ze stadniną koni pełnej krwi angielskiej. Tam też, pod okiem ówczesnego kierownika stadniny Bolesława Orłosia, młody człowiek rozbudził w sobie zainteresowania hodowlą koni i jazdą konną. Tam również zobaczył pierwszego konia czystej krwi arabskiej, mianowicie sprowadzonego z Egiptu ogiera Kafifana. Koń ten był maskotką oraz powodem dumy właściciela i prezentowano go odwiedzającym stadninę licznym gościom hrabiego. Być może ten pierwszy kontakt z koniem arabskim zadecydował o dalszych kolejach losu młodego człowieka.

Jednakże, po uzyskaniu matury w 1933 roku we Lwowie, Andrzej Krzyształowicz postanowił poświęcić się bardzo modnemu wówczas wśród młodych ludzi lotnictwu i złożył dokumenty do szkoły w Dęblinie. Plany te pokrzyżowane zostały przez drobne problemy zdrowotne i ostatecznie trzeba było zdecydować się na inny zawód. W tej sytuacji wybór padł na dziedzinę od dzieciństwa mu najbliższą, czyli na rolnictwo. Studiując na Wydziale Rolniczym i Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego poznawał zawód, który wykonywać mu przyszło do końca życia. Rodzina w tym czasie przeniosła się do Surochowa, gdyż ojciec podjął pracę u Czartoryskich w Pełkiniach. Odwiedzając rodziców, młody student utwierdził swoje zainteresowanie hodowlą koni, a szczególnie hodowlą koni orientalnych, jako że Czartoryscy posiadali konie czystej krwi arabskiej i angloarabskie.

Na trzecim roku studiów nadszedł czas na ostateczne ukierunkowanie zainteresowań, czego efektem była praca w katedrze hodowli koni. Na czwartym roku kierownik katedry, profesor Tadeusz Vetulani, dał swojemu asystentowi temat pracy dyplomowej, mianowicie opracowanie „Monografii Stadniny Koni w Janowie Podlaskim”.

Pierwsza wizyta Andrzeja Krzyształowicza w ukochanym do końca życia Janowie miała miejsce 5 lipca 1937 roku, kiedy tu przyjechał, aby zebrać materiały do pracy dyplomowej. W Janowie spotkał kończącego właśnie praktykę studenta Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie Władysława Bielańskiego, późniejszego profesora i światowej sławy specjalistę w dziedzinie rozrodu koni, z którym połączyła go wieloletnia przyjaźń. Czas spędzali praktykanci w Janowie wyjątkowo pracowicie – poza gromadzeniem materiałów do własnej pracy i zapoznawaniem się z codziennymi zajęciami stajennymi musieli bowiem nauczyć się rozpoznawać wszystkie konie, co było bardzo stanowczo wymagane przez dyrektora Stanisława Pohoskiego. We wrześniu 1937 roku skończył się pobyt Andrzeja Krzyształowicza w Janowie, a rozpoczął czas opracowania zebranych materiałów i przygotowania do obrony pracy dyplomowej. Ostatecznie, 24 czerwca 1938 roku, po zdaniu egzaminu dyplomowego, uzyskał dyplom inżyniera rolnika. Jego praca dyplomowa jest dzisiaj unikatowym źródłem wiedzy o stadninie z okresu międzywojennego. Znalazły się tam opisy obiektów stadniny ich architektury i funkcjonalności oraz charakterystyka hodowanych wówczas w Janowie ras koni wraz z pomiarami zoometrycznymi. Wojna zniszczyła wiele budynków, w tym również stajennych, i niektóre z nich po zakończeniu działań wojennych nie zostały odbudowane, co jeszcze bardziej podnosi wartość dokumentalną tego przekazu. Przedstawienie celów hodowlanych ówczesnej stadniny i sposobów ich realizacji jest ogromnie ważnym źródłem informacji dla współczesnych hodowców, niezwykle pomocnym w ich pracy, bowiem kontynuacja ówczesnej polityki hodowlanej umożliwiła współczesne sukcesy polskiej hodowli.

Dyrektor Stanisław Pohoski i dr Witold Pruski, ówczesny naczelnik Wydziału Chowu Koni w Ministerstwie Rolnictwa, wspólnie zaproponowali młodemu absolwentowi wysokie stanowisko zastępcy dyrektora Stadniny Koni w Janowie Podlaskim. W rezultacie, 1 grudnia 1938 roku Andrzej Krzyształowicz objął od razu tak eksponowane stanowisko, co dowodziło zaufania władz do zdolności młodego człowieka. Niestety, spełnienie młodzieńczego marzenia o pracy w janowskiej stadninie przypadło na tragiczny dla Polski okres utraty niepodległości i na czas zagłady kwitnącej hodowli janowskiej.

Wybuch wojny 1939 roku zastał go na posterunku w Janowie, gdzie pod nieobecność dyrektora musiał poradzić sobie w zgoła niecodziennej sytuacji, spowodowanej mobilizacją części pracowników, i zapewnić koniom opiekę, paszę oraz przygotować stadninę do warunków wojennych. Zgodnie z zarządzeniem władz o ewakuacji stadniny, blisko 200 koni, prowadzonych przez około 40 ludzi, wyruszyło wieczorem 11 września na wschód. Maszerowano nocami, co względnie zabezpieczało przed nalotami, dziesiątkującymi kolumny uciekinierów, zapełniające wówczas polskie drogi. Pod kierownictwem Stanisława Pohoskiego Andrzej Krzyształowicz poprowadził wraz z trenerem młodych koni, emerytowanym pułkownikiem Jakimowiczem, i praktykantem Adamem Sosnowskim ponad dwukilometrową kolumnę koni na południowy wschód w okolice Kowla i Kamienia Koszyrskiego (obecnie Ukraina). We wsi Wierchy, w obliczu narastającego wrogiego nastawienia miejscowej ludności, która w oczekiwaniu na wkraczające wojska sowieckie zaczynała poważnie zagrażać bezpieczeństwu ludzi i koni, zapadła decyzja o zawróceniu kolumny i powrocie do Janowa.

Kolumna wycieńczonych koni i ludzi wróciła do Janowa 24 września o godzinie 5 rano, a o 6 wjechały wojskowe pojazdy sowieckie, wiozące oddziały przejmujące kontrolę nad stadniną. Wojsko to zajęło się głównie pilnowaniem bezpieczeństwa ludności zabużańskiej, która rozpoczęła bestialską grabież wszystkiego, co było do wzięcia. W pierwszej kolejności zabierano konie, a następnie sprzęt, paszę i wyposażenie stajenne.

Nie mogąc przeciwdziałać grabieży stadniny, pozbawiony obowiązków i źródeł utrzymania, Krzyształowicz w pierwszych dniach października 1939 roku ucieka z Janowa. Wraca w styczniu 1940 roku i zatrudnia się jako masztalerz w stadninie, będącej już na obszarze objętym niemiecką okupacją. Pod komendą pułkownika Hansa Fellgiebla pracuje nad odbudową janowskiej hodowli jako koniuszy w stadzie ogierów, a później jako asystent techniczny stadniny. Bierze udział w odnajdywaniu zaginionych w czasie ewakuacji, rozproszonych w terenie koni, które później stanowić będą podstawy polskiej hodowli, zaczynającej praktycznie od niczego, gdyż po odejściu Rosjan w najbliższej okolicy stadniny odnaleziono jedynie błąkające się po lesie dwie roczne klaczki, Wierną i Wilgę, oraz osierocone źrebię od klaczy Makata, czyli Zalotną. Po kilku tygodniach przyprowadzono jeszcze, przechowaną przez pobliskiego rolnika Zarębę, klacz Najadę.

Inżynier Krzyształowicz przez cały okres okupacji niemieckiej brał aktywny udział w odtworzeniu janowskiego stada, które ostatecznie pod koniec wojny osiągnęło stan liczebny sprzed wojny, lecz oczywiście daleko mu było do dawnej jakości.

W dniu 16 lipca 1944 roku następuje kolejna ewakuacja stadniny, tym razem na zachód – do Niemiec. I teraz Krzyształowicz nie opuszcza koni i wraz z żoną Zofią i córką Jagą towarzyszy im w tułaczce pełnej niebezpieczeństw. Najpierw transportem kolejowym stadnina pokonuje trasę z Białej Podlaskiej, przez Gostynin, Görlitz, Lobau. do Reichenbach, a następnie pieszo do Sohland w Saksonii gdzie zostaje do lutego 1945 roku. W dniu 13 lutego konie i ludzie wyruszyli w dalszą drogę w kierunku Drezna. Noc z 13 na 14 lutego 1945 była chyba najtragiczniejsza w historii tego miasta. Tej nocy miał miejsce dywanowy nalot bombowców alianckich, który zniósł z powierzchni ziemi większość zabudowy Drezna. Stado ogierów, poprzedzając w marszu wolniej poruszające się klacze i młodzież, nieszczęśliwie znalazło się w strefie nalotu i straciło 22 ogiery. Ocalałe ogiery, klacze i młodzież marszem pieszym dotarły 23 lutego do Torgau, a następnie już koleją do majątku Nettelau niedaleko Kilonii, gdzie stadnina doczekała ostatecznego upadku Niemiec i wkroczenia aliantów. Już w maju 1945 roku powstał Zarząd Stadnin Polskich w Niemczech, którego pierwszym komendantem został ppłk Władysław Rozwadowski. Zarządowi temu podlegały wszystkie polskie stadniny i stada ogierów znajdujące się na terenie Niemiec. Jesienią 1945 roku nastąpiła reorganizacja stadnin na wzór angielski i janowska stadnina weszła w skład Depot Koni Polskich Nr 2 jako oddział Nettelau, z Andrzejem Krzyształowiczem jako kierownikiem. Zorganizowawszy codzienne życie stadniny, od jesieni 1946 roku wysyłał on do kraju kolejne transporty koni i sprzętu stadninowego, a sam wrócił do Gdyni ostatnim statkiem wraz z najcenniejszymi klaczami czystej krwi arabskiej.

Na skutek zniszczeń wojennych Janów nie był gotowy na przyjęcie koni i stadnina janowska znalazła tymczasową siedzibę w Posadowię. Inżynier Tadeusz Rudzki, przebywający na praktyce w Posadowię w latach 1947-1948, w swoim sprawozdaniu następująco ten fakt komentuje: „Tak więc, dzięki polskiemu personelowi stadninowemu, kierownikom zepchniętym do podrzędnych stanowisk, masztalerzom, którzy opuścili swoje domy udając się na ciężką tułaczkę w nieznane, byleby tylko z umiłowanemi przez nich końmi, Państwo Polskie, a z nim i hodowla odzyskała ten cenny materiał, bez którego po obecnych zniszczeniach wojennych sytuacja hodowli koni w Polsce byłaby bardzo krytyczna” („Janowska Stadnina Orientalna w Posadowię. Sprawozdanie z rocznego pobytu opracowane przez inż. Rudzkiego Tadeusza”, 1947—1948; w Archiwum Stadniny. Dalsze cytaty pochodzą z tego samego źródła). Zaraz po przybyciu z Niemiec do Posadowa wszystkich 392 koni w dniach 11-15 listopada odbył się przegląd koni, w którym, jak relacjonował Tadeusz Rudzki, uczestniczyli: „Główny inspektor Stadnin Państwowych inż. Witold Pruski, inspektor Okręgu Poznańskiego inż. Stanisław Hay, kierownik PSO Gniezno inż. Bronisław Walicki, kierownik PSK Posadowo inż. Czesław Hincz i nieopuszczający swoich koni inż. Andrzej Krzyształowicz”.

Rzeczywistość powojenna odbiegała jednak znacznie od tego, czego mógł się spodziewać powracający do kraju Krzyształowicz, który liczył na możliwość kontynuowania pracy z końmi janowskimi w myśl hodowlanej filozofii Stanisława Pohoskiego, swego nauczyciela i twórcy przedwojennych sukcesów Janowa. Nowa rzeczywistość, kierująca się innymi wartościami, przyniosła jednak decyzje, które na długie lata zmieniły hodowlaną pozycję Janowa, usuwając w cień tę tak zasłużoną dla kraju stadninę. Próżno byłoby doszukiwać się w materiałach źródłowych powodów merytorycznie uzasadniających decyzję o rozdzieleniu stada arabskiego na trzy odrębne stadniny i wątpliwa staje się opinia o próbie uchronienia hodowli arabskiej przed likwidacyjnymi zakusami komunistów. Niestety, jawi nam się rzeczywistość, w której zwyciężają poglądy ignorujące przedwojenne dokonania Janowa na rzecz podważanych zarówno przez ówczesne autorytety (Witold Pruski Michał Jankowski), jak i współczesnych nam badaczy, zasad Carla Raswana, a właściwie Karla Schulza, o hodowaniu koni arabskich w czystości rodów.

Obiektywny zapewne obserwator, cytowany już Tadeusz Rudzki, tak zanotował: ..Nie wiem, czy przy ostatnim rozdziale czystej krwi arabskiej przeważyło zdanie dr. Skorkowskiego, czy też konieczność (z braku obiektu na ulokowanie większej grupy koni w rejonie arabskim). Rozbicie czystej krwi na mniejsze grupy sprzyjało koncepcji dr. Skorkowskiego, dość że powstały trzy stadniny arabskie, z których dwie w miarę możności mają konie w typie Kuhailan, trzecia w typie Saklawi”.

Brak obiektu na ulokowanie stada arabskiego nie mógł być racjonalnym argumentem, gdyż co prawda stajnie janowskie były częściowo zniszczone, lecz zostały szybko naprawione i już 30 października 1950 roku powróciły do domu konie półkrwi arabskiej i angloaraby. Wcześniej już działał w Janowie zakład treningowy dla młodych ogierów, a w stajniach trzymano mierzyny i kopczyki podlaskie.

Ostatecznie jednak konie janowskie rozdzielono i rozesłano do świeżo zakładanych stadnin w Albigowej, Nowym Dworze i Klemensowie-Michalowie. Pozbawiony w ten sposób uratowanych przez siebie koni, Andrzej Krzyształowicz dostaje w grudniu 1951 roku służbowe polecenie objęcia stanowiska rejonowego inspektora hodowli koni na województwa południowo-wschodnie z nakazem przeniesienia się wraz z żoną i czterema córkami do PSO Białka. Z nowych obowiązków wywiązuje się jak zwykle doskonale. Nadzoruje hodowlę w państwowych stadninach w rejonie, gdzie zlokalizowano hodowlę arabów, a więc nie traci kontaktu ze swymi niedawnymi podopiecznymi, marząc jednak ciągle o ich powrocie do domu. Dnia 1 lipca 1956 roku wreszcie powraca do swego Janowa, gdzie po pewnym czasie obejmuje stanowisko dyrektora. W odbudowanych janowskich stajniach były już konie półkrwi, a w latach 1960 i 1961, po likwidacji stadnin w Albigowej i nowym Dworze, dołączyły do nich konie czystej krwi arabskiej. Skończył się okres tułaczki, a rozpoczął czas spokojnej pracy hodowlanej.

Konie czystej krwi arabskiej, hodowane w polskich stadninach państwowych, zwróciły uwagę hodowców zagranicznych i od wczesnych lat sześćdziesiątych rozpoczął się na coraz większą skalę ich eksport. Rosnące zainteresowanie polskimi końmi spowodowało konieczność uporządkowania handlu i w tym celu w 1970 roku zorganizowano w Janowie pierwszą aukcję. Sukces tej aukcji udowodnił celowość takiej właśnie formy sprzedaży, a efekty tego obserwować można obecnie, kiedy aukcja janowska obchodzi kolejne jubileusze i stała się imprezą o najdłuższej tradycji na świecie. Organizatorem, gospodarzem, „dobrym duchem” i żywą legendą kolejnych aukcji był dyrektor Andrzej Krzyształowicz. Jemu należy zawdzięczać powodzenie w sprzedaży koni janowskich i w organizowaniu kolejnych aukcji. Rosnąca popularność polskich koni i ich sukcesy na zagranicznych pokazach wskazały na konieczność organizacji i u nas pokazów hodowlanych. które poza kwalifikowaniem koni do konkursów międzynarodowych prezentowałyby aktualne dokonania polskich hodowców. W sposób oczywisty wybór miejsca i czasu padł na Janów i dni poprzedzające jego aukcję. Zwiększyło to zakres zadań, za które odpowiedzialny był dyrektor janowskiej, stadniny, i oczywiście temu nowemu wyzwaniu inż. Krzyształowicz doskonale podołał, tak dzięki doskonałej organizacji tych imprez, jak i wynikom koni prezentowanych przez janowską stadninę.

Na stanowisku dyrektora stadniny Andrzej Krzyształowicz pozostał do przejścia na emeryturę w dniu 1 kwietnia 1991. Po przejściu w stan spoczynku prawie do ostatnich chwil swego życia nie tracił kontaktu z końmi, służąc też zawsze chętnie radą i pomocą swoim następcom.

O jego znakomitych dokonaniach hodowlanych świadczą sukcesy licznych wychowanków na pokazach hodowlanych, torach wyścigowych i hipodromach w Polsce i na świecie. I tak, w dziale czystej krwi arabskiej wyhodowane przez Andrzeja Krzyształowicza konie zdobyły: 22 tytuły czempionów Polski; zwycięstwa w czempionatach USA, Szwecji, Norwegii, Finlandii, Belgii, Francji, Włoch, Niemiec, Anglii, Kanady, Brazylii; 18 zwycięstw w Derbach Arabskich.

Dział półkrwi angloarabskiej dostarczył niezliczone ogiery do PSO, bezcenne klacze hodowlane do hodowli terenowej i wiele doskonałych koni do sportu.

Złoty medal olimpijski w skokach przez przeszkody, zdobyty przez Jana Kowalczyka na janowskim Artemorze, jest najlepszym dowodem najwyższej jakości koni hodowanych przez Andrzeja Krzyształowicza, który był też wychowawcą wszystkich powojennych pokoleń hodowców koni w Polsce, stanowiąc dla nich wzór fachowości, sumienności, oddania służbie i prawości. Zmarł w Janowie Podlaskim 19 września 1998 roku i pochowany został na miejscowym cmentarzu.

Autor: Marek Trela

Andrzej Krzyształowicz z Markiem Trelą
Andrzej Krzyształowicz i Aloes, sprzedany do USA w 1987 roku, za kwotę 350 000 USD

Ród ogiera Kuhailan Haifi

Licencja udzielona przez rodzinę Pana Romana Pankiewicza dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Autor: Roman Pankiewicz
Ilość stron: 9
Data publikacji: 1984



Og. Kuhailan Haifi oryginalny arab sprowadzony do Polski w 1930 r. z Półwyspu Arabskiego: założyciel najcenniejszego obecnie rodu męskiego w Polsce

Stadnina w Gumniskach wywodziła się z najstarszej polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej ze Slawuty. Po całkowitym zniszczeniu stadniny w Sławucie podczas rewolucji i I wojny świa towej, Gumniska uważały się za jej spadkobiercę. W związku z tym ówczesny właściciel Gumnisk. Roman ks. Sanguszko, nic mając możliwości zakupienia do swojej stadniny cennego materiału w Europie (Bogdan Ziętarski kierownik stadniny w Gumniskach objechał w tym celu prawie wszystkie ważniejsze stadniny hołdujące konie arabskie w Europie), a przy tym naśladując Slawutę, która wysyłała wyprawy po konie do Arabii, w 1930 r. zorganizował podobną wyprawę. Na jej czele stanął B. Ziętarski, wytrawny znawca koni. Przywiózł on do Polski 4 klacze i 4 ogiery, z których Kuhailan Haiti or. ar. (oryginalny arab) i Kuhailan Afas or. ar. założyły bardzo cenne rody w Polsce.

W czasach, gdy miała miejsce wyprawa, nie tak łatwo było zna leźć cenne konie w Arabii. Konie przedstawiane do zakupu w zachodniej części Półwyspu Arabskiego nie zadowalały B. Ziętarskiego. Wyprawa już długo trwała, a ten wybitny znawca ciągle jeszcze nie miał reproduktora dla Gumnisk, jak również i dla Babolny (stado to skorzystało z okazji i zwróciło się do B. Ziętarskiego z prośbą o kupienie i dla nich ogiera czołowego). Wyruszył więc do centrum Półwyspu Arabskiego, do miejscowości Jauf. Podróż była bardzo trudna ogromne upały w dzień, noce prawic mroźne. Dotarł wreszcie do koczowiska szczepu Wielkiego Trybutu Rouallah, gdzie dotychczas nie stanęła jeszcze stopa Europejczyka. Drugiego dnia po przybyciu, miejscowy szeik zdecydował się po kazać swoje reproduktory.

B. Ziętarski tak opisał tę scenę: Wreszcie słyszę rżenie, prowadzą ogiery, dreszcze mnie przechodzą, czy rzeczywiście dobre, czy znowu zawód i daremna strata czasu… Podprowadzają gniadego. Nogi się pode mną ugięły, toż to koń jakiego szukam, niewielki, suchy, nu doskonałych nogach, ani śladu krowiej postawy. Szyja długa, łeb szlachetny, chociaż niezbyt mały, nozdrza rozdęte, cienkie, ruchome, wspaniała odsada ogona. Pierwszy raz przy kupnie konia doznałem uczucia, że mdleję. Tymczasem tysiące myśli przechodziło mi przez głowę. Czy zechce sprzedać. Czy w razie sprzedaży będzie możliwa dostawa o 800 km do Damaszku… Kieruję się tak, aby jeszcze raz podejść do gniadego ogiera, co udoje mi się dopiero przed południem. Jednak pierwsze wrażenie było trafne. Koń dobry zupełnie. Był to Kuhailan Haiti, który został zakupiony jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem. W drodze powrotnej został jeszcze zakupiony Kuhailan Zaid or. ar. dla Babolny.

Zakup ogiera Kuhailan Haifi or. ar. można tylko przyrównać do zakupu, jakiego dokonał prawie 100 łat wcześniej, bo w 1845 r. Juliusz hr. Dzieduszycki. Przywiózł on wówczas do kraju Gazellę or. ar. Mlechę or. ar. i Saharę or. ar., które założyły wspaniałe, istniejące do dziś rodziny. Kuhailan Haifi odegrał ogromną rolę w hodowli polskiej, a w II połowie XX w. także w hodowli światowej.

Kuhailan Haifi zaczął stanowić klacze w stadninie gumniskiej już w 1932 r. Roman ks. Sanguszko udostępnił tego ogiera pozostałym hodowcom koni czystej krwi arabskiej. Wykorzystały to Pełkinie, Breniów, a przede wszystkim Janów.

Gumniska uzyskały po nim og. Kuhailan Haifi I ur. 1934, sprzedanego w 1938 r. do Babolny oraz trzy klacze, które nie odegrały roli w hodowli.

Pełkinie otrzymały po nim gniadego og. El Haifi (od Pomponia II po Mazepa I) ur. 1935. o wymiarach 153—185—19,5 cm. Mimo że Pomponia II była zapewne najcenniejszą klaczą pełkińską, skoro wysiano ją do tak wartościowego ogiera jak Kuhailan Haili. to El Haifi zawiódł jako reproduktor. Rozpoczął on swoją działalność w 1944 r., kryjąc klacze pełkińskie, a następnie stanowił w latach 1947—49 w Nowym Dworze, a w 1950—52 w Albigowej. Był to duży, wysokonożny koń, o wadliwej budowie kończyn, którą to wadę często przekazywał swemu potomstwu, nawet ją potęgując. Pozostawił 4 ogiery i 5 klaczy. Z jego potomstwa Czeremcha 1949 wygrała Oaks. a Rej Assan 1953 dwa razy Nagrodę Porównawczą. Córka og. El Haili, Czaruta 1949, dała użytego w hodowli Carradora ur. 1960.

Breniów po Kuhailanie Haifim uzyskał bezcenne klacze, które niestety zaginęły w 1941 r., oraz ogiera Sumak 1934, sprzedanego w 1938 r. do Wioch.

Swą klasę reproduktora objawił jednak Kuhailan Haifi dopiero w połączeniu z klaczami janowskimi. Stanisław Pohoski, kierownik stadniny w Janowic, dobrał mu najcenniejsze matki i nigdy tego nic musiał żałować. Z piękną Dziwą (po Abu Miech), w której rodowodzie znajdowały się wszystkie ówczesne cenne ogiery i klacze, dał epokowego Ofira gniady, ur. 1933 o wymiarach 148—180— 19 cm. Dziwa dała jeszcze kilka cennych koni: Jezupoła 1928 i Sadyka Paszę 1936, użytych do hodowli w kraju oraz Takiego Pana 1937 użytego z powodzeniem w Tiersku. W połączeniu z nieco słabszą Frygą II (po Rakszysz), Kuhailan Haifi dał gniadego Pamira 1934, który był gorszy od Ofira. W Janowic dał Kuhailan Haifi dwie córki: Odę 1933 i Oazę 1933, które również zasłużyły się. w hodowli czystej krwi arabskiej.

Ofir był określany przez współczesnych mu hodowców jako „hucuł z ładną głową”. Mimo to Stanisław Pohoski nie zawahał się dać mu już w pierwszym roku jego stanówki w Janowie aż 17 klaczy, podczas gdy ogiery stanowiące równolegle z nim otrzymały: Lowelas — 9 klaczy, a Enwer Bey tylko jedną. Ofir był bezsprzecznie najcenniejszym ogierem, jakiego udało się wychować polskim hodowcom w okresie międzywojennym.

W 1939 r. w Janowie klacze zaczął stanowić również Pamir. Przydzielono mu córki i wnuczki Abu Mlecha. Widocznie St. Pohoski nie chciał dopuścić do inbredu na Abu Mlecha, chociaż tę metodę hodowlaną czasami stosował. Na przykład córka Kuhailana Haifiego, Oaza, została pokryta Ofirem, a otrzymaną klaczkę nazwał Wnuczką Haifiego; Kuhailan Haili był jej podwójnym dziadkiem.

Niestety, Ofir wraz z całą stadniną janowską został wywieziony w 1939 r. do stadniny w Tiersku (ZSRR). Używany tam w latach 1940—48 pozostawił 3 ogiery i 16 cennych klaczy, z których najwspanialszą okazała się urodzona jeszcze w Janowie w 1939 r. Mammona, matka wielu kapitalnych ogierów i klaczy, założycielka najcenniejszej obecnie rodziny w Tiersku. Swego rodu Ofir w Tiersku niestety nie przedłużył.

Z potomstwa Ofira w Polsce pozostały niedobitki: 4 ogiery, z których Wyrwidąb pozostał (po ewakuacji) w Niemczech, gdzie przemianowano go na Wind, Witeź II, który został wywieziony z Niemiec do USA przez generała Pattona jako zdobycz wojenna w 1945 r. oraz Witraż i Wielki Szlem użyte w Polsce. Wszystkie te ogiery urodzone w 1938 r. uratowały się dwukrotnie: pierwszy raz, gdy ich nie ewakuowano do Tierska i drugi, gdy podczas ewakuacji w Niemczech cudem przeżyły dywanowe bombardowanie Drezna.

Z córek Ofira uratowały się trzy: Wilga 1938, Ofirka 1939 i Zalotna 1939. Były to przepiękne klacze. Dwie pierwsze założyły bardzo cenne rodziny (Wilga jest m. in. babką wspaniałego Comcta). a trzecia po urodzeniu bliźniąt zajalowila i musiała być wyeliminowana z hodowli. Jak typowe było potomstwo Ofira świadczy fakt, że w 1941 r. podczas przeglądów chłopskich koni na spędach, jego córka, która jako źrebię zaginęła w 1939 r., została natychmiast rozpoznana, mimo że była zabiedzona i niedożywiona. Nazwano ją dla upamiętnienia tego momentu Ofirką.

Ciekawe, że konie wywodzące się z tego jakże cennego rodu nie znalazły należytego uznania w ówczesnych czasach ani w ZSRR, ani w Niemczech, ani nawet w USA (mimo że Witeź II zdobył Wieczysty Puchar Kelloga – nie został w hodowli wykorzystany). Jedynie w Polsce ród ten od samego początku cieszył się należnym mu uznaniem, do hodowli użyto bowiem obu ocalałych synów Ofira: Witraża i Wielkiego Szlema — ogiery jakże różniące się typem i urodą. Wielki Szlem — mały atleta o bardzo prawidłowej budowie, urodziwy. Witraż — bardziej smukły, wyższy, niedorównujący swemu półbratu poprawnością budowy, ale znacznie go przewyższający klasą i urodą. Po wojnie Witraż krył w Albigowej, a Wielki Szlem w Nowym Dworze i gdy w 1956 r. wymieniono je ze sobą, to okazało się, jak trafny był ich pierwotny przydział.

Wielki Szlem (od Elegantka po Bakszysz.) gniady ur. 1938, o wymiarach 147- 191 – 19,5 cm, był synem klaczy, którą śmiało można było nazwać perlą polskiej hodowli. Dała ona użyte do hodowli takie ogiery jak: Jaszmak. Lowełas, Opal, Rosomak, Skarabeusz i Wielki Szlem, a tylko dwaj z nich byli synami jednego ojca. Elegantka dawała dobre potomstwo z każdym ogierem. Również jej córka Kamea 1929 założyła cenną rodzinę.

Wielki Szlem zaczął kryć klacze w 1940 r. w Pcłkiniach, następnie stanowił klacze janowskie (na ewakuacji w Niemczech), a od 1947 r. działał w Nowym Dworze. W latach 1956—57 był reproduktorem w Albigowej. W Pełkiniach i Nowym Dworze spotkał on bardzo różne klacze, między którymi były również słabsze pod względem urody i exterieru. Jego ogromną zasługą było wyrównanie tego materiału. Ogółem Wielki Szlem dał 51 klaczy i 10 ogierów, z których Mlech Pełkiński, Anarchista, Czardasz, Czort i Duch zostały użyte do hodowli w kraju.

Córki Wielkiego Szlema okazały się bardzo cennymi matkami, dając wicie ogierów użytych do hodowli w kraju. I tak Gahdar 1942 dała Abu Afasa, Mira 1942 — Mir Saida, Gwara 1946 — Gwarnego, Angara 1947 — Araxa, Bint Munira 1948 — Badr Bedura, Cerekiew 1951 — Carycyna, Dyska 1950 — Dramata, Ellenai 1956 — Eleuzisa, Elfa i Elbrusa.

Wielki Szlem przekazywał na potomstwo dużą dzielność wyścigową. Z jego potomków nagrody klasyczne wygrali: Omar — 1944 Derby, Czardasz 1949 — Derby i Porównawczą, Czort 1949 – 2 razy Porównawczą, Don Lambro 1950 — Derby, Dyska 1950 Oaks, Kochana 1952 — Oaks.

Mlech Pełkiński (od Hilla po Kaszmir) gniady, ur. 1942 w Pełkiniach, stanowił klacze tylko przez jeden rok w Nowym Dworze. Pozostawił 3 klacze, z których Mufta 1946 dała ogiery: Muzułmanina 1957 sprzedanego do USA i Majdana 1958 sprzedanego do Egiptu, obecnie znajdującego się również w USA. Mufla została sprzedana następnie do Anglii.

Anarchista (od Bomba po Kuhailan Zaid or. ar.) gniady, ur. 1947 w Janowie, o wymiarach 146—178—19,5 cm. Krył klacze w Michałowie w lalach 1958 i 1960, a następnie klacze hodowców prywatnych. Pozostawił 5 klaczy, z których Esterka 1959 i Fatma 1961 wygrały Oaks, u Czatanoga 1950 dała ogiera Czeremosz 1970. Fatima i Czatanoga to jedne z cenniejszych klaczy okresu powojennego.

Czardasz (od Baza po Kuhailan Zaid or. ar.) c. gniady, ur. 1949 w SK Nowy Dwór, o wymiarach 152—185—19,5 cm. Wygrał Derby i Nagr. Porównawczą, dał również dzielne potomstwo, które wygrało: Frajter 1966 Porównawczą, Finisz 1967 — Derby i Porównawczą. Czardasz w latach 1964—66 stanowił klacze michałowskie, a następnie hodowli prywatnej. Pozostawił 4 ogiery i 10 klaczy. Jego syn, Doman, ur. 1965, sprzedany do Szwecji — zajął I miejsce w klasie ogiery w wieku ponad 12 lat na „Salonie Konia” Paryż 1978. Z córek Czardasza, Zamieć 1965 i Platyna 1966, znajdują się obecnie w stadninach, gdzie dały już bardzo cenne potomstwo.

Duch (od Bojaźń po Kuhailan Zaid or. ar.) gniady, ur. 1949 w Nowym Dworze, o wymiarach 147—180—19,5 cm. Stanowił klacze tylko przez jeden rok w Michałowie. Pozostawił 2 klacze i ogiera Litaur 1956. Następnie działał w półkrwi na terenie woj. kieleckiego, gdzie pozostawił dużo cennego potomstwa, zwłaszcza klaczy.

Najcenniejszym synem Wielkiego Szlema, nieomal godnym jego następcą ukazał się gniady Czort (od Forta po Kuhaiłana Abu Urkub) ur. 1949 w SK Nowy Dwór, o wymiarach 152—174—19 cm. Forta była jedną z najcenniejszych polskich klaczy. Dała ona aż 9 doskonałych klaczy oraz 9 ogierów, z których Czort, Equifor i Ferrum zastały użyte do hodowli w kraju, a 6 zostało sprzedanych na eksport. Czort był bardzo dzielny na torze wyścigowym: wygrał 2 razy Nagr. Porównawczą. Dał również wielu zwycięzców nagród klasycznych: Santa 1965 — Oaks oraz Derby. Krezus 1963 — Derby i Porównawczą. Alga 1964 — Oaks i Porównawczą, Sabbat 1964 — Derby, Bajra 1966 — Oaks, Elfur 1966 — Derby, Pierrot 1968 — Derby i Porównawczą.

Czort stanowił klacze w Nowym Dworze i Janowie łącznie przez 14 lat. Pozostawił 15 ogierów i 27 klaczy. W hodowli krajowej użyto następujących jego synów: Krezusa, Sabbata. Banzaja i El Paso. Jego córki dały również wiele ogierów użytych w kraju: Algoa 1964 — Aloesa, Rokada 1965 — Relaxa, Pemba 1964 — Pcpi i Peptona oraz Enora 1965 — Enosa.

Krezus (od Kreolka po Nabór) c. gniady, ur. 1963 w Janowie, był ogierem czołowym w macierzystej stadninie przez 6 lat. Pozostawił 9 klaczy i ogiera Ellorus. Jedna z córek Krezusa, Orgia 1971, okazała się wybitnie dzielna na torze. wygrywając Oaks, Derby i Porównawczą. Ellorus (od Ellora po Witraż) gniady, ur. 1972 w SK Janów Podlaski, o wymiarach 148—168—18 cm. zdobył tytuł II wicechampiona Polski na pokazie w Janowie w 1980 r. Byl ogierem czołowym w macierzystej stadninie w latach 1977—80. Do hodowli użyto dotychczas jego 7 córek. W 1980 r. został sprzedany do USA.

Sabbat (od Sabellina po Abu Afas) gniady, ur. 1964 w Janowie, stanowił klacze w Michałowie w latach 1969—71. Pozostawił 7 klaczy.

Banzaj (od Bandola po Witraż) siwy, ur. 1965 w Janowie. Stanowił klacze w Michałowie w 1971 oraz w Janowie w 1972 r., a następnie został sprzedany do USA. Pozostawił 2 ogiery i 7 klaczy.

El Paso (od Ellora po Witraż) gniady, ur. 1967 w Janowie, o wymiarach 150—172—19 cm, był najcenniejszym synem Czorta. Matka El Paso, córka kapitalnego Witraża, dała 4 ogiery, z których do hodowli w kraju zostały użyte: El Azrak. El Paso i Ellorus oraz Elfur użytkowany w Tiersku. Ellora dała także aż 7 klaczy, z których część zasłużyła się już w hodowli.

El Paso stanowił klacze w latach 1972—75 w Michałowie, a w 1979—81 w Janowie, zaś w latach 1976—78 w USA, dokąd został wydzierżawiony. Zdobył tam championat ogierów tego kraju. Ogółem El Paso pozostawił 4 ogiery i 28 klaczy, a jego syn Fason jest obecnie używany w Białce,

Potomstwo El Paso było wielokrotnie nagradzane na różnego rodzaju pokazach. I tak Wizja 1973 jest championką klaczy USA; Wilejka 1977 — wicechampionką Polski klaczy młodych z 1982 r., w tym samym roku zajęła II miejsce w klasie klaczy w wieku ud 4 do 8 lat na pokazie w Szwecji; Celtyk 1976 — wicechampionem Polski ogierów z 1981 r.; Cadyk 1973 zajął I miejsce w klasie ogierów w wieku 9—13 lat na pokazie w Szwecji w 1982 r. Wśród młodzieży na torze i w Janowic znajduje się jeszcze sporo potomstwa El Paso, tak więc listy ogierów i klaczy po tym reproduktorze, które zostały włączone do hodowli lub odniosły sukcesy na pokazach, nie można jeszcze zamknąć. Sam El Paso został sprzedany w 1981 r. do USA za 1 mln dolarów.

W Polsce ród Kuhailana Haifiego or. ar. kontynuuje się raczej przez potomków Witraża, a nic Wielkiego Szlema. Obecnie używany jest tylko jeden ogier z odgałęzienia założonego przez Wielkiego Szlema. Mowa tu o synu El Paso — Fasonie (Od Fladra po Celebes) gniady, ur. 1976 w SK Michałów, o wymiarach 144— 183—18,5 cm. Jest to bardzo urodziwy ogier, który ma w swoim rodowodzie tylko raz Wielkiego Szlema, a dwa razy Witraża, któremu zawdzięcza też swoją urodę.

Teraz, omówię drugą gałąź rodu Kuhailana Haifiego założoną przez Witraża (od Makata po Fetysz) gniady, ur. 1938 w Janowie, o wymiarach 153—180—19 cm. Był to najurodziwszy syn Ofira, najbardziej też zasłużył się w hodowli. Jego matka, Makata, bardzo urodziwa, poza nim zdążyła w Polsce pozostawić jeszcze Teherana 1937 i w 1939 r. odeszła do Tierska, gdzie wszelki słuch o niej zaginął; nie figuruje w żadnej z ksiąg stadnych wydanych w ZSRR.

Witraż karierę stadną rozpoczął w macierzystej stadninie w 1941 r.

Następnie przeszedł z grupą klaczy do nowo utworzonej stadniny w Albigowej, a w 1956 r. został przeniesiony do Nowego Dworu, gdzie zakończył swą karierę. Ogółem pozostawił 13 ogierów i 23 klacze najwyższej jakości.

Witraż był koniem bardzo nerwowym, trudnym pod siodłem, a przy tym bardzo ambitnym. Jeździłem na nim codziennie przez wiele lat. Dogadaliśmy się po jakimś czasie. To on nauczył mnie mocnego siadu w siodle, dość często wyrażając ochotę pozbycia się mojej osoby. Mimo że ciągle próbował swoich sztuczek, nie udało mu się to ani razu. Był bardzo spostrzegawczy i nigdy nie przeoczył najmniejszego przedmiotu, który mógłby mu dostarczyć pretekstu do rzucenia się w bok, lub wręcz do zrobienia „w tył zwrot” na tylnych nogach. Po jakimś czasie przyjąłem następującą taktykę postępowania z nim: wzrok miałem w owych czasach bardzo dobry, zauważywszy więc coś co mogłoby go „przestraszyć” puszczałem wodze zupełnie luźno, podczas gdy moi poprzednicy dawali mu o tym sygnał ich skracaniem. Witraż dezorientował się, nie wiedząc jak się zachować. Mimo tych obustronnych psikusów lubiliśmy się i nigdy go nie zdradziłem dla innych wierzchowców, które zawsze traktowałem jako dodatkowe. Mam też do dziś wyrzuty sumienia, że na mój wniosek ogier ten odszedł do Nowego Dworu, ponieważ chciałem wypróbować Wielkiego Szlema na albigowskich klaczach. Witraż, po rocznej działalności w Nowym Dworze okazał się niepłodny (w Albigowej dawał 100% źrebności) i musiał zakończyć swoją karierę życiową.

Jego potomstwo było bardzo podobne charakterem do ojca. Chociaż na ogół nieźle spisywało się na torze wyścigowym, to jednak system nerwowy tych koni nie wytrzymywał większego obciążenia. Toteż jedynie jego córka Kantaryda 1950 potrafiła wygrać nagrodę klasyczną — Oaks.

Córki Witraża okazały się nieocenionymi matkami. Siedem z nich dało aż 13 ogierów użytych do hodowli w kraju: Eleonora 1944 — El Trypoli, Arfa 1947 — Arragona, Almifara i Ariela. Bandola 1948— Bandosa, Banzaja i Banata, Celina 1949 — Chazara. Ellora 1950 — El Azraka. El Paso i Ellorusa, Egeria 1951 — Ego. Z córkami Witraża mogły jedynie konkurować córki Cometa, które jednak reprezentowały nieco inny typ i urodę.

Synów Witraża użyto do hodowli w kraju niestety tylko czterech; byli to: Como, Banio, Celebes i Muharyt.

Como (od Bona po Kuhailan Zaid or. ar.) skarogniady, ur. 1949 w Albigowej, o wymiarach 147—177—18,2 cm. Był bardzo urodziwy, ale niestety w owym czasie stadniny arabskie miały za zadanie między innymi produkować ogiery na punkty kopulacyjne do stada ogierów. Como był na to za drobny. Stanowił tylko dwa lata i w dodatku otrzymał do pokrycia tylko kilka klaczy. Pozostawił mimo to dwa ogiery i klacz Forsycję 1954, która założyła w kraju cenną rodzinę.

Banio (od Bałałajka po Amurath Sahib) Siwy, ur. 1951 w Albigowej, o wymiarach 151 — 172—18,7 cm. Urodą nie dorównywał co prawda swojej siostrze Bandoli, zwanej królową za jej piękno, ale w hodowli zapisał się dodatnio, minio że stanowił klacze tylko przez 1 rok w Nowym Dworze, a pokrył ich bardzo niewiele. Pozostawił 1 ogiera i 2 klacze. Jego córka Sekwana 1959 dała wicechampiona Polski — ogiera Set, który od paru lal kryje klucze w Michałowie. Banio nie wytrzymał konkurencji z używanymi w tym samym czasie w Nowym Dworze: wybitnie urodziwym Cometem uraz z burdzo dzielnym na torze wyścigowym Czortem i dlatego został wycofany z hodowli.

Muharyt (od Munira po Kaszmir) gniady, ur. 1957 w Nowym Dworze. Stanowił początkowo klacze hodowców prywatnych (p. Dębska, p. Ou. p. Braur), a w lalach 1977—78 został użyły na niewielką skalę w Janowie. Przedtem działał przez wiele lat w klubach jeździeckich i na skutek nieracjonalnego używania miał zdeformowane przednie kończyny. Pozostawił 6 klaczy, z których urodą wyróżnia się Murat Hanum, ur. 1974 w Dobrowie.

Epokowym synem Witraża okazał się gniady Celebes (od Canaria po Trypolis) ur. 1949 w Albigowej, o wymiarach 145—180—19 cm. Ogier ten początkowo został przydzielony do PSO w Drogomyślu. Był jednak dla hodowli terenowej za mały. Sprzedano go więc do cyrku, gdzie przebywał około 14 lat, bo aż do 1967 r., wytrzymując mordercze życie w wagoniku. W wieku 17 lat zaczął karierę ogiera czołowego w Michałowie, wymieniony z cyrkiem na młodszego ogiera. Były kłopoty z użyciem go do hodowli — no bo jakiś tam cyrkowiec raptem sięga po najwyższą godność ogiera czołowego. Woziwoda lub dorożkarz — historia zna takie przykłady, ale cyrkowiec? Na szczęście ludzie decydujący o jego użyciu dali się przekonać, czego nigdy później nie musieli żałować.

Matka Celebesa. Canaria. dała poza nim 5 doskonałych klaczy oraz ogiera Karmin 1952 sprzedanego w 1956 r. do RFN, zasłużonego dla tamtejszej hodowli.

Celebes w latach 1967- 68 stanowił klacze w Michałowie, a następnie zabrał go Janów, gdzie działał do 1977 r. Do wieku 28 lat spełniał należycie swoje obowiązki reproduktora, do końcu pełen zdrowia i humoru. Minu że przedstawiał typ atlety, byt bardzo harmonijnie zbudowany i urodziwy. Przepięknie się przy tym ruszał. A jak ładnie stawał dęba, której to sztuki nauczył się w cyrku.

Celebes pozostawił aż 16 ogierów i 44 klacze, z których dwie dały już ogiery użyte do hodowli w kraju: Algeria 1971 — Algierczyka, Fladra 1969 — Fasona. Córka Celebcsa, Alwernia 1974 wygrała Oaks, a jego syn Sart 1976 — Nagr. Porównawczą. Na 6 dotychczas rozegranych championatów Polski aż 3 razy champiunkami klaczy zostały córki Celebesa. Elewacja w 1979 r., Ekstaza w 1981 r. i Algeria w 1982 r. Aż 5 jego synów zostało już użytych do hodowli w kraju, są to: Melon. Etap, Algomej, Aloes i Pepi.

Melon (od Mantyla po Grand) gniady, ur. 1969 w SK Michałów, o wymiarach 154—173 —19 cm. Był użyty w Kurozwękach w latach 1975—77, a następnie został sprzedany do USA.

Sam rosły, poprawnego eksterieru. z kapitalnym ruchem, nie grzeszący jednak wybitną urodą, dał podobne do siebie potomstwo. Jego synowie wygrali; Rozbójnik 1976 — Nagr. Porównawczą, a Element 1978 — Derby. Pozostawił 1 ogiera i 16 poprawnych klaczy.

Etap (od Etna po Faher) gniady, ur. 1971 w Janowie, o wymiarach 150—172—18 cm. Jego matka dała poza nim jeszcze 3 ogiery: Eternita używanego obecnie w Janowie oraz Etnografa, który po użyciu go w kraju został sprzedany do Szwecji, a także sprzedanego do Francji (obecnie w USA) Etana. Etna jest również matką 7 kapitalnych klaczy (Etruria championka świata. Paryż 1982, Equitana — championka Polski młodych klaczy, Janów 1982)

Etap był najurodziwszym synem Celebesa. niestety padł już w 1979 r. Stanowił klacze w Janowie w latach 1976—79. Pozostawił, jak dotychczas, 11 klaczy i kasztanowatego ogiera Set (od Sekwana po Banio) ur. 1977 w Janowie, o wymiarach 154—186— 19 cm, który stanowi klucze w Michałowie od 1981 r. Set jest wicechampionem Polski z 1982 r., zajął również II miejsce w swojej klasie na Pucharze Europy, Akwizgran 1983. Z córek Etapa: Candela 1978 zdobyła tytuł championki Pucharu Europy, Akwizgran 1983, a Beliza 1979 zajęła III miejsce w klasie klaczek rocznych i dwuletnich na pokazie w Janowie w 1981 r.

Aloes (od Algoa po Czort) gniady, ur. 1973 w Janowie, o wymiarach 150—181—18,5 cm. Zdobywca tytułu championa Polski ogierów, Janów 1982. Stanowi klacze od 1977 r. Dał już 11 klaczy, wśród nich wspomnianą wyżej Equitanę 1980. Algoa poza Aloesem dała 3 cenne klacze i została sprzedana do USA, nie zdążywszy w Polsce w pełni się wykazać. Aloes wywodzi się z bardzo cennej rodziny, która okazała się również dzielna na turze wyścigowym. Wydaje mi się, że to on przedłuży odgałęzienie rodu Kuhailana Haifiego or. ar poprzez Witraża. Obecnie w Michałowie jest używany syn Aloesa, gniady Fanatyk (od Fatima po Negatiw) ur. tamże w 1978 r o wymiarach 150 —167—18,5 cm, w większych ramach i nie mniejszej urody jak ojciec. Jego żeńska strona rodowodu pozwala przypuszczać, że będzie to wyjątkowej klasy reproduktor.

Algomej (od Algonkina po Pietuszok) gniady. ur. 1973 i. w Janowie, o wymiarach 153—186—19,5 cm. Stanowił klacze w Polsce w latach 1978—79, a następnie został wydzierżawiony do Szwecji. Jego matka dala w sumie 3 ogiery i 6 klaczy, z których Estyma zajęła III miejsce w klasie klaczek rocznych i dwuletnich, Janów 1980. Syn Algomeja – Deficyt 1979 został sprzedany w 1983 r. do USA za 609 tys. dol.

Pepi (od Pemba po Czort) gniady, ur. 1975 r. w Janowie, o wymiarach 153—189—19 cm. Jego matka dała poza nim Peptona użytego do hodowli w kraju i Pembrusa sprzedanego do USA. Pepi stanowi klacze od 1980 r.

Należałoby wspomnieć jeszcze o ogierachBaski Aladdinn. Bask (Witraż — Bałałajka po Amurath Sahib) gniady. ur. 1956 w Albigowej, został sprzedany w 1963 r. do USA. Zdobył championat tego kraju, a odznaczywszy się kapitalnym przychówkiem otrzymał przydomek „Objawienie Ameryki”. O Basku i sukcesach jego potomstwa w USA w „Koniu Polskim” pisało wielu autorów, nie ma więc potrzeby tego przypominać. Aladdinn po Nureddin (Witraż — Norma po Hardy) od Lalage (Gerwazy — Lala po Amurath Sahib) gniady, ur. 1975 w Szwecji z polskich koni, został sprzedany do USA, gdzie zdobył championat tego kraju i jest uważany za jednego z najcenniejszych przedstawicieli rodu Kuhailana Haifi or. ar. w USA.

Ród og. Kuhailan Haifi jest najbardziej „kuhailański” z obecnie używanych w Polsce. Uosabia w najdoskonalszej formie wszystkie te cechy, które łączą się z pojęciem kuhailan — najczystszy i najlepszy. Zarówno męskich jak i żeńskich przedstawicieli tego rodu charakteryzuje modelowa budowa, suchość, szlachetność i inteligencja, doskonały charakter, ufność w stosunku do człowieka, wytrzymałość, odporność, doskonałe wykorzystanie paszy, mleczność instynkt macierzyński. Charakterystyczna maść — gniada. Z czynnych obecnie w Polsce rodów jest najżywotniejszy i najsilniejszy genetycznie. W polskich stadninach koni arabskich aż 74 klacze są to córki ogierów wywodzących się z lego rodu.

Ród Kuhailana Haifi or. ar.
Og. Ofir (Kuhailan Haifi — Dziwa pa Abu Mlech) ur. 1933 r. w Janowie Podlaskim, do 1939 r. krył w macierzystej stadninie, ojciec m.in. Witraża i Wielkiego Szlema
Og. Wielki Szlem (Ofir — Elegantka po Bakszysz) ur. 1938 r. w Janowie Podl. Działał jako reproduktor od 1940 r. kryjąc w Pełkiniach, w Janowie Podl., w Nowym Dworze i w Albigowej. 5 jego synów użyto do hodowli w kraju, a były to: Mlech Pełkiński, Anarchista, Czardasz, Czort i Duch (fot. W. Puchalski)

Og. Czort (Wielki Szlem — Forta po Kuhalian Abu Urkub) ur. 1949 r. w Nowym Dworze, najcenniejszy syn i godny następca Wielkiego Szlema. Krył klacze w macierzystej stadninie, a następnie w Janowie. W Polsce użyto do hodowli 4 jego synów: Krezusa, Sabbata, Banzaja i El Paso (fot. M. Raczkowski)
Og. Bask (Witraż — Bałałajka po Amurath Sahib) ur. 1956 r. w Albigowej, sprzedany w 1956 r. do USA, gdzie zdobył championat tego kraju i zyskał przydomek „Objawienie Ameryki”, dając bardzo dobry przychówek
Og. Aladdinn ur. 1975 r. w Szwecji z polskich koni: jego ojcem Jest Nureddin (Witraż — Norma po Hardy), a matką Lalage (Gerwazy — Lala po Amurath Sahib). Obecnie jest jednym z najcenniejszych przedstawicieli rodu Kuheilana Haifi w USA, dokąd został sprzedany
Og. El Paso (Czort – Ellora po Witraż) ur. 1967 r. w Janowie Podl. Najcenniejszy syn Czorta. Stanowił Klacze w Michałowie, Janowie i w USA, dokąd został w latach 1967-1978 wydzierżawiony. W 1981 r. został sprzedany za 1 mln dolarów do USA. Syn El Paso – Fason jest obecnie używany w Białce (fot. Z. Raczkowska)
Og. Witraż (Ofir – Makata po Fetysz) ur. 1938 r. w Janowie Podl., najurodziwszy syn Ofira i najbardzier zasłużony w hodowli. Karierę stadną rozpoczął w 1941 r., krył w Janowie, Albigowej i Nowym Dworze. Do hodowli w kraju użyto tylko 4 jego synów: Como, Banio, Celebesa i Muharyta (fot. W. Puchalski)
Og. Celebes (Witraż — Canaria po Trypofis) ur. 1949 r. w Albigowej. Krył w Michałowie, a następnie w Janowie, pozostawiając wiele cennego potomstwa, min. 5 ogierów użytych do hodowli w kraju: Melona, Etapa, Algomeja, Aloesa i Pepi
Og. Aloes (Celebes — Algoa po Czort) ur. 1973 r. w Janowie Podl., champion Polski ogierów z 1982 r., stanowi klacze od 1977 r. Jego syn, Fanatyk, jest obecnie ogierem czołowym w Michałowie (fot. Z. Raczkowska)
Og. Etap (Celebes — Etna po Faher) ur. 1971 r. w Janowie Podl., najurodziwszy syn Celebesa, stanowił klacze w Janowie od 1976 r, niestety padł już w 1979 r. Pozostawił po sobie wicechampiona Polski z 1982 r. — ogiera Set, kryjącego obecnie w Michałowie (fot. Z. Raczkowska)