Autor: Marek Szewczyk
Ilość stron: 2,5

Licencja udzielona przez Pana Marka Szewczyka dla BoberTeam, na potrzeby projektu Legendy Polskiego Jeździectwa

Oto kilka anegdot o kupowaniu lub — jak kto woli — sprzedawaniu koni arabskich. Te dotyczące dawnych czasów, zaczerpnąłem z książki profesora Witolda Pruskiego Dwa wieki polskiej hodowli koni arabskich (1778-1978) i jej sukcesy na świecie. Te dotyczące czasów powojennych, opowiedział mi Andrzej Krzyształowicz, wieloletni dyrektor Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, podczas wywiadu, jaki nagrałem z nim w lutym 1998 roku, na kilka miesięcy przed jego śmiercią. Wywiad ten nie ujrzał światła dziennego, gdyż powstał na zamówienie pisma, które nigdy się nie ukazało.

Bagdad

Jak nie liczyli się polscy panowie z kosztami przy zakupie koni arabskich, najlepiej świadczy przygoda młodego Juliusza Dzieduszyckiego. Otóż pojechał on pewnego razu do Lwowa zobaczyć Bagdada, oryginalnego araba sprowadzonego przez znanego handlarza koni Gliocco.

Zobaczywszy Bagdada tak się zapalił, że dał za niego wszystkie dukaty, które od ojca otrzymał, i te, które ze swojej zabrał szkatuły, a było ich podobno dość sporo, sprzedał cztery konie, powóz, dery i bat bogato srebrem okuty, ażeby żądaną za konia uzupełnić sumę i sam na Bagdadzie do Jarczowiec wierzchem przyjechał, a furman pieszo do domu powrócił.

Skowronek

Polskim arabem, który odniósł sukces w Anglii, był Skowronek ur. w 1909 roku w Antoninach u Józefa Potockiego. Po kupieniu go do Anglii, kilkakrotnie zmieniał właścicieli, aż trafił do Lady Wentworth w Crabbet Park. Ta znana hodowczyni doceniła jego klasę i częstokroć wysyłała go na wielkie wystawy. Mlecznosiwy Skowronek zdobył ogromną ilość nagród i wielokrotnie uznawany był za czempiona arabów w Wiekiej Brytanii. Okazał się bardzo cennym reproduktorem.

Skowronek był synem pustynnego Ibrahima, a ród ten wrócił do Polski via Tiersk. Tam bowiem trafił syn Skowronka, Naseem, wyhodowany w Crabbet Park, a kupiony przez rząd radziecki do tej stadniny. Polska odkupiła zaś z Tierska syna Naseema, Negatiwa, który dał w Polsce wiele cennego potomstwa, m. in. wspaniałego Bandosa, jednego z ulubionych koni Andrzeja Krzyształowicza. Bandos jest prawnukiem Skowronka, a praprawnukiem Ibrahima.

Okoliczności sprzedaży Skowronka są bardzo barwne. A opisał je naoczny świadek, Roman Potocki, syn Józefa – ówczesnego właściciela Antonin. Otóż w zwierzyńcu Potockich były żubry. Gdy stado się rozrosło, stary byk zaczął zabijać młode byczki i należało go zastrzelić. Prawo odstrzału starego żubra Potoccy odsprzedali milionerowi amerykańskiemu, zamieszkałemu w Anglii, Walterowi Winanso-wi. Ten zaoferował za to 1500 funtów, czyli 15.000 rubli w zlocie. Po udanych łowach Winans gościł w Antoninach, gdzie został zaproszony na polowanie par force. Gościa obwożono podolskim wózkiem zaprzężonym w cztery siwosze, które były po arabskim ogierze Sudan sprzedanym wcześniej do Hiszpanii. Winansowi wszystko się podobało, a najbardziej siwosze. Oddajmy głos Romanowi Potockiemu.

Winans uparł się, że czwórkę kupi. Z ceną za konie prędko doszliśmy do porozumienia — 2000 rubli; trudniej było z bryczką i uprzężą, a już zupełnie rozbiło się wszystko o furmana, gdyż i jego chciał Winans zaangażować do Anglii i zabrać ze sobą… Trochę speszeni po niedoszłej transakcji poszliśmy do stajni i od razu wpadamy do oddziału, gdzie stało kilka młodych, trzyletnich ogierków arabskich.

—A co to takiego? — pyta Winans. Odpowiadam — araby przygotowane dla komisji Kozaków Kubańskich, która ma wkrótce przyjechać.
—Sprzedają się — pyta dalej.
—Tak, mówię.
—Jaka cena — ciągnie dalej Winans.
—Te pierwsze po 15 00 rubli – informuję.

Pierwszy akurat stał Skowronek. Winans chwilę na niego popatrzył i bez wyprowadzania ze stajni mówi:

—biorę! I tak Skowronek — zamiast na Kaukaz – pojechał do Anglii. Tam w czasie pierwszej wojny światowej Winans z zyskiem go sprzedał; odbił sobie nie tylko cenę kupna i transportu, ale i znaczną część kosztów zabicia żubra, którego głowę kazał pięknie wypchać.

Witeź II

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, wśród koni, których Armia Czerwona nie wywiozła w 1939 roku z Janowa Podlaskiego, było pięciu synów Ofira. Jednym z nich byl Witeź II. Nie przeszedł on całej ewakuacji z resztą stadniny, gdyż wcześniej Gustaw Rau, znany niemiecki hipolog, w czasie wojny szef wszystkich stad i stadnin na terenach okupowanych, skierował go do Hostovni. Była to stadnina położona w czeskich Sudetach, gdzie nie wiedzieć czym powodowany — jak wspomina Andrzej Krzyształowicz — Gustaw Rau grupował po 5 klaczy i jednym ogierze każdej rasy. Takie końskie ZOO. Gdy do Czech weszła Armia Czerwona, konie ewakuowano do Bawarii. Tam — jak wiadomo — weszli Amerykanie, a konkretnie 8. Armia gen. Pattona. I tam Witeź stał na jakimś lotnisku. Traf chciał, że zobaczył go chłopak z Janowa wywieziony na roboty do Niemiec. Poznał janowskie palenie i zawiadomił Zarząd Polskich Stadnin w Niemczech. Major Harland przyjechał do tego miasta i chciał Witezia zabrać, ale Amerykanie nie zgodzili się, uważając go za zdobycz wojenną. Po powrocie do angielskiej strefy okupacyjnej nastąpiła interwencja. Amerykanie, owszem, tym razem przyznali nam rację, ale koń był już na statku płynącym do USA. Trwały potem rozmowy z amerykańskim pułkownikiem Hamiltonem, szefem remontu koni wojska amerykańskiego (choć ich armia nie miała kawalerii, takie stanowisko istniało). Płk Zamoyski, który te rozmowy prowadził, chciał zwrotu ogiera. Okazało się to niemożliwe, gdyż Amerykanie, nie mając kawalerii ani państwowych stadnin, Witezia zaraz po przypłynięciu statku do USA sprzedali prywatnemu hodowcy. Płk Hamilton zaproponował odszkodowanie.

— Płk Zamoyski zadzwonił do mnie, jak dziś pamiętam — wspomina Andrzej Krzyształowicz — o 3 nad ranem, żeby zapytać, jaką cenę można postawić za tego konia. Nie miałem zielonego pojęcia. Tak sobie szybko wymyśliłem, że skoro przed wojną Janów najdrożej sprzedał konie do USA po 6-1 tysięcy złotych, a najwyższa cena za kupionego od prywatnego hodowcy, Amuratha Sahiba, wyniosła 8 tysięcy — to powiem 15 tysięcy dolarów. I to zakomunikował Zamoyski Hamiltonowi rano przy śniadaniu. Na co Hamilton powiedział, co tam 15 tysięcy. Odpiszemy wam od długów państwa polskiego 50 tysięcy dolarów.

Ale to nie był koniec sprawy Witezia. Ówczesny minister spraw zagranicznych Winiewicz postawił sobie bowiem za punkt honoru odzyskanie Witezia. Interweniował w tej sprawie kanałami dyplomatycznymi. Sprawa była mocno nagłośniona w amerykańskiej prasie i w radiu w latach 1948-49. To zwróciło uwagę amerykańskich hodowców na polską hodowlę, która wydała Witezia. A koń w tym czasie zdążył już zdobyć wiele nagród na pokazach i tytuł czempiona Ameryki. To była doskonała reklama naszej hodowli — podsumował Andrzej Krzyształowicz — A Witeź nie był aż takim cudem. Witraż i Wielki Szlem były od niego lepsze.

El Paso

El Paso (Czort – Ellora), wnuk Wielkiego Szlema (ze strony ojca) i Witraża (ze strony matki), urodził się w Janowie Podlaskim w 1967 roku. Gdy był reproduktorem w stadninie w Michałowie — wspomina Andrzej Krzyształowicz — Eugene La Croix go zobaczył i zapragnął kupić dla „podparcia” starzejącego się Baska. Ale otrzymał odpowiedź, że koń jest na razie nie do sprzedania. Propozycję jeszcze kilka razy ponawiał, ale odpowiedź ciągle była ta sama. Wreszcie zaproponował dzierżawę. Na to polskie władze hodowlane się zgodziły, i dobrze. La Croix umiał bowiem świetnie promować konie i wypromował El Paso na czempiona USA. Po raz pierwszy zdarzyło się, że narodowym championem USA został koń nie będący nawet własnością amerykańskiego hodowcy. Do El Paso przylgnęła dodatkowo etykieta „koń, którego nie można kupić za pieniądze”. Po wygaśnięciu umowy dzierżawnej — nie trzeba dodawać, że La Croix ponowił propozycję kupna i dostał tę samą odpowiedź co zawsze – koń wrócił do Polski. Aż wreszcie zainteresował się nim multimiliar-der amerykański Armand Hammer. Był to rok 1981, i w sprawę sprzedaży El Paso wmieszały się najwyższe czynniki państwowe. Hammer bowiem powoływał się na swoje zasługi dla Polski w postaci udzielonych kredytów. Zapadła decyzja na „tak”, ale za „duże” pieniądze. Powiadomiony o niej Hammer natychmiast zjawił się w Janowie. Oddajmy głos Andrzejowi Krzyształowiczowi.

Na pytanie z naszej strony, ile oferuje za ogiera, którego aktualnie uważamy za jednego z najlepszych w Polsce, Hammer siedząc w fotelu z przymkniętymi oczami (pan był już wtedy dobrze po osiemdziesiątce) podał liczbę 500 tysięcy dolarów. Od nas otrzymał odpowiedź, że ta suma nas nie satysfakcjonuje, że możemy oddać konia za milion dolarów. Hammer prawie nie otwierając oczu wstał i podając rękę najbliżej siedzącemu powiedział jedno słowo „kupiony”. Uważamy z perspektywy czasu, że gdybyśmy wtedy zaproponowali 1.5, a może 2 miliony, koń poszedłby za taką sumę — ale mądry Polak po szkodzie.

Skowronek, pędzla Andrzeja Novaka-Zemplińskiego (2004). Ze zbiorów Marka Potockiego
Witeź II z właścicielką Frances Hurlbutt

El Paso fot. Zofia Raczkowska